Czy piłkę nożną można w ogóle porównywać do Zimnej Wojny? Jaki związek z dzisiejszym futbolem ma książka „Druciarz, krawiec, żołnierz, szpieg” Johna le Carrego? Czy piłkarza, który wynosi na zewnątrz tajemnice szatni, należy w trybie natychmiastowym zlikwidować? Odszukać, napiętnować i usunąć niczym najgorszego wroga. Mourinho i Guardiola, dwaj najbardziej znani trenerzy-paranoicy, którzy zabrali się do wykrajania ze swoich drużyn złośliwego nowotworu – kapusiów na usługach mediów. Obaj wypowiedzieli im publicznie wojnę. Obaj też przed kamerami ogłosili dezercję z pola walki.
„Topo” – w języku hiszpańskim słowo określające kreta. Kiedy wpiszesz je w wyszukiwarkę google.es na piątej pozycji wyskoczy artykuł o Guardioli, na siódmej o Mou. Gdy wklepiesz „kreta” w szperaczu zdjęć już na samej górze pojawi się zdjęcie Casillasa. Bramkarz Realu i reprezentacji Hiszpanii został oficjalnie najsłynniejszym donosicielem w historii Realu. Ten tytuł przyznał mu sam Mourinho, który choć nigdy nie udowodnił Ikerowi zdrady, to konsekwentnie zaczął marginalizować rolę bramkarza w zespole. Guardiola nie działał tak ewidentnie i stanowczo jak Portugalczyk, co nie znaczy, że z mniejszą dawką obsesji. W celu uszczelnienia przecieków w szatni potrafił korzystać z usług detektywistycznych agencji Metodo 3. W trybie desperacji, w najważniejszym meczu sezonu 2011/12 z Realem na Camp Nou Pep wystawił na skrzydle… Tello. Na ławce posadził Pedro i Alexisa, ale nie dlatego, że obaj napastnicy byli w dużo słabszej formie niż 20-letni wówczas Cristian. Chodziło o zastawienie pułapki, o bombę w wyjściowej jedenastce, której – a jakżeby inaczej – kret nie mógł przemilczeć. 5 godzin przed pierwszym gwizdkiem, nie dość że podstawowy skład Barcy został ujawniony w mediach, to w dodatku newsa, jako pierwsza, podała rozgłośnia radiowa madryckiej „Marki”. Guardiola stracił wówczas resztki nadziei i zapału. W klubie (bardziej niż samym zespole) ostatecznie podstawiono mu nogę. To tam, wysoko, na przeszklonej loży szyderców dokończono dzieła. Wyciek informacji z szatni był tylko pretekstem.

Życie jak w Madrycie. Krecia robota

W Barcelonie – zresztą jak w każdym medialnym klubie – długo panowała teoria, że wśród 23 piłkarzy, „sypie” ten dwunasty. Ten najbardziej naburmuszony. Jeżeli ktoś miał paplać coś znajomym pismakom, to musiał nim być Fabregas. Z doświadczenia i opowieści kolegów po fachu wiem, że zawodnicy w oczach dziennikarzy dzielą się na dwie grupy – tych, którzy naprawdę się z tobą przyjaźnią, i których tajemnic nie wypada (czytaj: nie opłaca się) nagłaśniać i tych, których możesz ciągnąć za język do woli, bo tak się akurat składa, że sami zdążyli się wcześniej nieźle ubabrać (dwuznaczne zdjęcia paparazzich, pikantne historie – jednym słowem – współczesna broń masowego rażenia). Powiecie pewnie: nic nowego, od kiedy futbol stał się sportem nr 1 na świecie, każdy szanujący się dziennikarz musi mieć swoją wtyczkę w zespole. Musi przecież sprzedać informację, a wydawca egzemplarze gazety w kiosku. Piłkarzowi na tej wymianie uprzejmość też w końcu zależy. Raz podrzuci jakiś smaczny kawałek, a w następnym meczu może być spokojny o notę, nie uniknione nawet, że wkrótce będzie mógł liczyć na szeroko zakrojoną kampanię medialną w sprawie podwyżki. Tak ta machina funkcjonuje od lat, i tak funkcjonować będzie zawsze. Paradoksalnie jednak ci, którzy w tej machinie zasiadają od lat za sterem, sprzeciwili się przeciwko niej najgłośniej.

Z drugiej strony trudno się Guardioli i Mourinho dziwić. Futbol widzą przez pryzmat nowoczesnej, zachodniej korporacji. Takiej, w której za wynoszenie tajnych informacji, a co za tym idzie szkodzenie własnej firmie, w najłagodniejszym ze scenariuszy, pracownika może spotkać co najwyżej zwolnienie bez prawa do odszkodowania. Brudy zawsze powinno się prać za zamkniętymi drzwiami. To dlatego, po tym jak „Bild” opublikował skład i taktykę na mecz z Borussią Dortmund, Pep zapowiedział rozprawienie się z kretem w Bayernie. Zagroził odsunięciem od składu. Przy pomocy szefów klubu, być może nawet sprzedażą donosiciela. Z otwartą przyłbicą zaatakował dziennik o największym nakładzie w całej Europie. Guardiola ma gdzieś, że „Bild” od dziesiątek lat przemyca na swoich łamach składy wyjściowe najlepszych ekip Bundesligi, a nawet reprezentacji Niemiec. Katalończyk, podobnie jak Mou, chce trzymać wszystkich mocno z ryj. Jesteś ze mną – to już na śmierć. Nie? To won ze statku, szczurze pokładowy.

W Realu zanim Mourinho posadził Casillasa na ławce, argumentując że Adan (dziś rezerwowy w Cagliari) jest lepszy od Ikera, kreta szukał po wszystkich możliwych zakamarkach. Tropem byli oczywiście dziennikarze kumplujący się z piłkarzami. Najpierw spiskować mieli Argentyńczycy: Di Maria oraz Higuain z podjudzającym Jorge Valdano (nomen omen wyproszonym z Realu na żądanie Mou), później padło na reprezentantów Hiszpanii. Knuć przeciwko Jose mieli: Ramos i właśnie Casillas (Arbeloa oraz Xabi Alonso pozostawali poza kręgiem podejrzeń), na których media w całej Hiszpanii od zawsze chuchały i dmuchały. W ostatniej fazie upadku Mou w Realu, „The Special One” skłócił się ze swoim najwierniejszym legionem – klanem Portugalczyków: Cristiano, Pepe i Coentrao. Mourinho wpadł w amok. Nie mógł znieść, że 600 kilometrów na północny wschód od Madrytu, media są tak stadnie zorganizowanie, żeby nie daj Boże wywołać aferę w „ich” klubie. Portugalczyk, w akcie desperacji, zaczął pojedynczo wyzywać na pojedynki poszczególnych dziennikarzy. Antona Meanę z „Marki” wtrącił do klubowego pokoju i razem ze swoim asystentem, Silvino Louro przez 25 minut udowadniał, kto jest „topowym” trenerem, a kto „gównianym” dziennikarzyną. Przy okazji chciał się upewnić, że newsy z szatni Realu, podrzuca „Marce” – publikująca felietony na łamach pisma – Sara Carbonero (już niebawem matka syna Ikera). To był najprostszy z możliwych tropów. Piłkarz, który wbrew twojej strategii jedna się z katalońskim wrogiem z reprezentacji, który od lat jest ulubieńcem mediów, a w dodatku ma za partnerkę najsłynniejszą dziennikarkę w tym kraju, był idealną wręcz ofiarą. Jeżeli kogoś można było wybrudzić błotem, a przy okazji przypiąć mu łatkę donosiciela, to kimś takim był Casillas. Znamienne jest, że Mourinho duet Casillas-Carbonero zaczął przeszkadzać dopiero w ostatnim, kryzysowym sezonie. Wcześniej Iker był zdaniem Portugalczyka „najlepszym bramkarzem świata”, a Sara „dziennikarką pełną gębą”.

Gerrard, Henry, Fabregas, Casillas… mnóstwo podejrzeń i domysłów. Prawdy nigdy nie poznamy. Krety w futbolu nie znikną. Nie przestaną wystawiać głowy z ziemi. Świat się od ich informacji nie zawali, tajemnice z krypty nie zmienią biegu historii. Wyrwiesz jeden chwast, za chwilę obok wyrośnie drugi. Z mediami i prywatą piłkarzy nie wygrał jeszcze żaden trener. Możesz tylko stracić, tym bardziej, jeżeli bawisz się w publiczne polowanie na jelenia. Zrób to jak kret. Po cichu…

RAFAŁ LEBIEDZIŁƒSKI

z Hiszpanii
Twitter: @rafa_lebiedz24