Psychoza, psychosomatyka, pech 2013, pośpiech? A może jednak niezaleczone urazy, błędy klubu, stres? A co ze 122 tysiącami kilometrów przesiedzianymi w samolocie i odstawieniem osobistego fizjoterapeuty? Labirynt pytań i wątpliwości. Odpowiedzi na rzeczywisty powód kolejnej – już czwartej w tym roku – kontuzji mięśnia dwugłowego uda Messiego nie znam ani ja, ani Tata Martino, ani sam… Leo. Pozostaje gdybać i na czas globalnej debaty wcielić się w lekarza, trenera od przygotowania fizycznego, dietetyka, psychologa i Bóg wie jeszcze kogo. Nie chcemy szklanego Messiego, nie chcemy powtórki z Robbena. To się nie może tak skończyć. Trzeba to zatrzymać, póki nie jest jeszcze za późno. STOP!
Nie będę się bawić w spiskowe teorie dziejów. Nie zacznę czytać z fusów, nie zabiorę się za rozszyfrowywanie enigmy Messiego. Nie zamierzam również cytować wszelkiej maści masażystów, fizjoterapeutów i innych speców od kontuzji mięśniowych, którzy w ostatnich godzinach przewinęli się przez hiszpańskie media. Dziś każdy jest mądry, zewsząd słychać rady i przestrogi. Pomysłów na nagłą kruchość 26-letniego Lionela jest mnóstwo. Ludzie uruchomiają machinę wyobraźni, szeroko rozkładając przy tym wachlarz fantazji: od efektów ubocznych kuracji hormonem wzrostu, po stres mięśniowy wywołany aferą podatkową. W tej zupie domysłów brakuje mi jednak recepty na przyszłość. Pozostaje wyciągać wnioski z przeszłości. Grzebać w archiwach pamięci.

Życie jak w Madrycie. Messiemu mówimy STOP!

Lato 2006

Messi po zerwaniu mięśnia dwugłowego w prawym udzie (o długości 5 centymetrów) w meczu z Chelsea (w marcu 2006) już do końca sezonu nie wrócił na boisko. Ominął go zwycięski finał Ligi Mistrzów w Paryżu. W klubie postanowiono oddelegować do indywidualnej pracy z Argentyńczykiem fizjoterapeutę Juanjo Braua. Leo zaczął wreszcie porządnie rozgrzewać się przed meczami, wykonywać, odpowiednie do jego dynamicznego stylu gry, ćwiczenia. Przy okazji zaprzyjaźnił się z Brauem. Ten, z czasem zaczął towarzyszyć Messiemu podczas zgrupowań reprezentacji Argentyny i prywatnych wojażach piłkarza. Na efekty pracy Juanjo i Leo trzeba było jednak czekać aż dwa lata. Zanim Barcę przejął Guardiola „La Pulga” jeszcze dwa razy zerwał „dwójkę” w lewym udzie (w sumie 2,5 miesiąca poza grą).

Wrzesień 2008

Renomowany specjalista ds. wyżywienia, doktor Ricardo Pruna zwraca uwagę Guardioli na chroniczne kontuzje mięśniowe Messiego. Razem przeprowadzają wnikliwe śledztwo, biorą pod lupę nawyki żywieniowe Leo. Diagnoza jest alarmująca – Argentyńczyk odżywia się dramatycznie nieprofesjonalnie. Bardziej jak 12-letnie dziecko, a nie zawodowy piłkarz, przyszły numer 1 światowego futbolu. Dziennikarz „El Mundo” Julian Ruiz w felietonie zatytułowanym „El enigma de Messi” tak wspomina tamten okres: „Guardiola zdał sobie sprawę, że Messi był częstym, żeby nie powiedzieć niepohamowanym klientem automatu z przekąskami w szatni Barcy. Nowy trener Katalończyków postanowił zamknąć maszynę ze śmieciowym jedzeniem. Od tamtego momentu, do spółki ze swoimi oddanymi ekspertami od wyżywienia, praktycznie zmusili Messiego do jedzenia śniadań w ośrodku treningowym Barcelony. Jemu i pozostałym piłkarzom zostały wręczone zindywidualizowane i zdyscyplinowane diety”.

Tylko dzięki maniakalno-metodycznemu podejściu (niektórzy powiedzą, że detektywistycznemu) Guardioli do piłki i piłkarzy z diety Messiego udało się wylać hektolitry cola-coli, wyrzucić kilogramy „conguitos” (orzeszki w czekoladowej polewie) i odstawić „choripan” (chorizo w bagietce, czyli nic innego jak południowoamerykański hot-dog). Pep przekonał Leo choćby do jedzenia… ryb. Coś, co dla każdej normalnej osoby wydaje się oczywistością, dla Argentyńczyka było kompletnym odkryciem. „Nigdy wcześniej nie jadłem ryb, nie wiedziałem, że są tak ważne dla zdrowia” – zwierzał się Leo w wywiadzie dla „Kickera”. Szczegółowy plan dietetyczny, połączony z codzienną opieką Braua oraz niezmąconą niczym psychiką, wprowadziły Leo na szczyt. Pep jak nikt inny wiedział, że tylko regularne 90 minut – wszędzie i ze wszystkimi – nie doprowadzą Messiego do szału. Argentyńczyk w ciągu 4 lat rządów Guardioli nie odniósł żadnej mięśniowej kontuzji. Z pucułowatego, kruchego nastolatka stał się niezniszczalną maszyną. Marzenie każdego sprintera. Ścięgna, włókna, „dwójka”, „czwórka”? Potrzebne było dopiero brutalne wejście Ujfalusiego, żeby Argentyńczyka zniesiono z boiska na noszach. Na dwa tygodnie.

2013…

Odchodzi Guardiola, zostaje Vilanova, choruje Tito, trenuje Roura… Jedni powiedzą: niewiarygodne zrządzenie czarnego losu, drudzy analitycznie ocenię tę sekwencję jako: chaos. Brak lidera, bezkrólewie decyzji, rozluźnienie – w treningach i kluczowych meczach. Gdzieś popełniono błąd, który Barca w ostatnich miesiącach postanowiła bezwzględnie tuszować.

Messiemu pierwsza śrubka odkręciła sie w spotkaniu z PSG na Parc des Princes. Prowizorycznie dokręcono ją na rewanż z Francuzami i okazało się, że samo wejście pokiereszowanego Leo na boisko może zapewnić awans do półfinału Ligi Mistrzów. Kiedy Barca miała już triumf w La Liga w kieszeni, odstawiono Leo na boczny tor. Miał odpoczywać i jeszcze raz odpoczywać – jeden z czterech kluczowych czynników w leczeniu urazów mięśniowych (trzy pozostałe to unikanie stresu, odpowiednia dieta i właściwy trening). Po raz pierwszy od 2006 roku Argentyńczyk miał tak długie wakacje – bez olimpiady, mundialu i Copa America. Wakacje rzeczywiście były długie – od 1 czerwca do 15 lipca. Długie były też przeloty na trasie: Barcelona-Rosario-Buenos Aires-Guayaquil-Gwatemala-Buenos Aires-Mediolan-Barcelona-Dakar-Medellin-Lima-Chicago-Las-Vegas-Ibiza-Barcelona. Szlak Willy Fogga uzupełniły przedsezonowe tournee z klubem: Barcelona-Monachium-Oslo-Gdańsk-Bangkok-Kualalumpur-Barcelona-Rzym… W sumie 122.333 kilometrów, cztery kontynenty, dwa “kółeczka” wokół globu. Messi zamiast się wyluzować i wzmacniać nadwyrężone mięśnie, spędził najbardziej pracowite lato w życiu. Gdzieś wysoko, 10 tysięcy metrów nad ziemią, z przerwami na gierki w ramach „Messi&Friends” i pokazy Dolce&Gabbana. Kontrakty, marketing, kasa (i obowiązki z niej wynikające) wzięły górę nad zdrowym rozsądkiem. Dalszą część tej historii znacie doskonale. Trzy urazy mięśnia dwugłowego uda w meczach z Atletico, Almerią i Betisem.

Stres?

Nie siedzę w głowie Leo, nie wiem, co – poza strachem przed kolejnym urazem – zżera go od środka. Mogę tylko snuć domysły. Dlatego proponuję podejść do nich z dozą sceptycyzmu. Wszyscy zastanawiamy się, co w ostatnim roku (miesiącach) mogło zaburzyć emocje i spokój Messiego. Jest to kluczowe, żeby zrozumieć teorię psychosomatyki, która bada wpływ czynników psychicznych na organizm człowieka. Stres może (a raczej robi to na pewno) przyczyniać się do większej podatności na przewlekłe kontuzje, a przede wszystkim na gorszy i dłuższy proces leczenia. Emocjonalny bagaż, z którym Leo wychodził ostatnio na każdy mecz. I za każdym razem upadał pod jego ciężarem. Z coraz większym hukiem.

Nie chce mi się wierzyć, że pierwszy rok w roli szczęśliwego taty okazał się koszmarem. Szukam więc dalej. Skandal z niezapłaconymi podatkami? 5 milionów euro, które Argentyńczyk już oddał i kolejne 9 milionów grzywny do zapłacenia, na pewno przyjemne nie było, ale przecież nie o kasę tu chodzi. Chodzi o wyrok: Winny Oszustwa. Pewnie mocno zabolało, tym bardziej gdy sprawy finansowe powierza się osobie tak bliskiej, jak własny ojciec. Z drugiej jednak strony, gdyby stres wywołany aferami prowadził do destrukcji mięśni piłkarzy, to Mario Balotelli już dawno poruszałby się na wózku inwalidzkim. Coś jeszcze przychodzi Wam na myśl? Kilkanaście okładek plus kilkadziesiąt godzin w radiowych i telewizyjnych programach, skradzionych przez szczeniaka Neymara? Ewentualne, chwilowe (bądź dłuższe) pogorszenie statystyk i tym samym oddanie prymatu Cristiano Ronaldo? Wewnętrzna presja Leo związana z osiągnięciem najwyższej formy (fizycznej i psychicznej) przed mundialem w Brazylii? Podchody transferowe Adidasa i kuszenie czekami in blanco? Całkiem sporo tych składników jak na nic nieznaczący koktajl złych emocji.

Klub

Nikt nigdy nie przekona mnie do tyranii Messiego w Barcelonie. Uwierzyć mogę co najwyżej w to, że rola Leo w klubie umocniła się jeszcze bardziej po odejściu Guardioli. Teorie o ustalaniu składu przez Argentyńczyka włóżmy między bajki. Skupmy się na tym, co klub zrobił (a co zlekceważył lub celowo przeoczył) w kwestii kontuzji swojego najważniejszego piłkarza. Od czasu pierwszego urazu w kwietniu tego roku w sprawie problemów z mięśniami Leo w Barcy zapanowała dziwna zmowa milczenia. Momentami była to medialna omerta (przestano oficjalnie informować o skali urazów, długości zerwanych mięśni, etc.) innym razem dezinformacja, żonglowanie terminami medycznymi i jakby celowym wydłużaniem okresu powrotu do zdrowia Argentyńczyka. Ewidentnie widać, że coś w Wielkim Planie Posklejania Messiego nawaliło. Media spekulują, że kluczowy okazał się konflikt na linii Messi-Brau. Otoczenie Leo wskazuje na ostudzenie przyjaźni, wywołane brakiem skutecznej opieki fizjoterapeuty w obliczu nawracających problemów piłkarza. Otoczenie Braua przyznaje, że pewne sprawy wymknęły się Messiemu i Barcy spod kontroli. Utrzymanie piłkarza w ryzach dyscypliny treningowej z miesiąca na miesiąc stawało się coraz trudniejsze. Brau, w porozumieniu z klubem, postanowił rozszerzyć zakres swoich obowiązków na cały zespół, oddalając się tym samym od Argentyńczyka. Efekt jest taki, że w ostatnich tygodniach przy Messim nie było człowieka, który nie odstępował go na krok przez ostatnie 7 lat. Barca tę kwestię postanowiła – a jakżeby inaczej – przemilczeć…

Najdobitniejszy brak reakcji (głównie ze strony sztabu medycznego Barcy) nastąpił po ostatnim meczu z Milanem. Kamery katalońskiej TV3 przez 90 minut śledziły każdy ruch Messiego na boisku. Na nagraniu widać jak w kilku momentach Argentyńczyk pochyla się i rozmasowuje udo. Po spotkaniu Leo stwierdził w rozmowie z dziennikarzami, że przewlekłe kontuzje może przezwyciężyć tylko regularnym graniem przez 90 minut. Rozbiegać, wymęczyć, zajechać. Takie było antidotum Messiego. Nikt go przed nim nie powstrzymał, nie przestrzegł. Cztery dni pózniej Argentyńczyk wytrzymał na boisku 17 minut.

Od 2005 roku Messi doznał 11 kontuzji z czego aż 9 to urazy mięśnia dwugłowego (4 razy w lewym udzie, 5 – w prawym). Argentyńczyk mie ma już jednak 19 lat i całej kariery przed sobą. Dziś jest piłkarzem ukształtowanym, dojrzałym. Czas na rozsądek. Leo musi sobie powiedzieć: basta! Wyzerować licznik, zapomnieć o ostatnich miesiącach, wyjechać do rodzinnego Rosario, odpocząć, odstresować się i wrócić w pełni zdrowym i silnym mentalnie w 2014 roku. Prawdopodobnie najważniejszym dla reszty jego kariery. Najlepszą wiadomością o Leo będzie brak jakiejkolwiek wiadomości w nadchodzących tygodniach.

A Barcelona? Ma dwa miesiące na nauczenie się, jak przetrwać bez Leo. 8 meczów, żadnego o dużą stawkę, żadnego z trudnym przeciwnikiem. „Messindependencia” przypadnie na możliwie najlepszy okres. Powinna przebiegać łagodniej, niż wielu mogłoby się do tej pory wydawać. Wszystkie oczy zwrócone oczywiście na Neymara. Wokół Brazylijczyka jest coraz mniej pytań i wątpliwości.

PS Diego Costa, o którym pierwotnie miał być dzisiejszy felieton, nie zadebiutuje w tym rok w reprezentacji Hiszpanii. Najpierw zablokowały go opieszałe procedury a teraz kontuzja. Jak w „dobrej” latynoskiej telenoweli występ napastnika Atletico Madryt w La Roja musi poczekać do następnego, marcowego odcinka. Z drugiej jednak strony może to i dobrze, że urodzony w Brazylii piłkarz nie zagra w sobotę towarzysko (i gratis) z Gwineą Równikową. Podczas meczu powinności gospodarza będą pełnić: prezydent kraju – Teodoro Obiang wraz z synem Teodorinem (ściganym przez wymiary sprawiedliwości USA i Francji). Obaj są niezwykle skuteczni, jeżeli chodzi o kultywowanie skrajnego ubóstwa w narodzie, wyrzynaniu w pień opozycji, a ostatnio nawet wrzucaniu do więzień… hiszpańskich przedsiębiorców szukających okazji do biznesu w ich kraju. W sobotę panowie Obiang odstawią propagandową szopkę – dumnie podadzą rękę mistrzom świata. Może nawet zrobią sobie z nimi pamiątkowe zdjęcie. W końcu Hiszpanie po raz pierwszy zaprezentują nowe koszulki, w których zagrają na mundialu w Brazylii.

Do zobaczenia za dwa tygodnie.

RAFAŁ LEBIEDZIŁƒSKI
z Hiszpanii

Twitter: @rafa_lebiedz24