Jak co poniedziałek… PAWEف ZARZECZNY

redakcja

Autor:redakcja

21 października 2013, 12:56 • 5 min czytania

Reklama
Jak co poniedziałek… PAWEف ZARZECZNY

Tak sobie parę dni oglądałem turniej Orlika, no i jeden wniosek przerażający. Nie, nie to, że dzieciaki kopią na sztucznej trawie, niedługo stanie się to normą – cena, oczywiście niższa, a trawa zostanie jedynie dla cieląt. Ale patrzę na nagrody dla najlepszych. Dziewczęta: Chud, Ziemna, Boguszyńska, Gotkowska, Glinka. Teraz najlepsi chłopcy: Karasek, Banach, Cichocki, Wasilewski, Janiec. A po chwili przyglądam się najlepszym strzelcom Ekstraklasy: achtung! Paixao, Dwaliszwili, Visnakovs, Radović, Nakoulma. A dziś pewnie Akahoshi będzie kolejny, jeśli tylko zagra. Przeskoczy i Pawła Brożka, i Dawida Nowaka.
Prawo Kopernika to – zły pieniądz wypiera zawsze dobry pieniądz. Nie inaczej w piłce. Ten szósty sort pomarańczy kubańskich podmienia polskie dzieci, w całości!!!

Reklama

Ktoś powie, że ludzie wędrują po świecie i nie da się tego wykluczyć, bo podróżują i Polacy. Tak jest. Tyle że Polacy wszędzie okupują miejsca najgorsze, najtrudniejsze i najniżej opłacane. Sami zaś dajemy gościom stanowiska najlepiej płatne i wpływowe. Są lepsi? Śmiem wątpić. Poza Radoviciem, ale tylko może…

A te dzieci z Orlika zapewne trafią na zmywaki, albo do ścielenia łóżek. Zdaje się tylko ja się jeszcze o nie upominam.

* * *

Trwa dyskusja o trenerze, któremu damy parę baniek, w zasadzie za pozorowanie. Prezes mówi, że chciałby przy wyborze kierować się tym, co kandydat chciałby stworzyć, jak ma grać jego zespół i jak realizować założenia taktyczne. Otóż ja nakłamałbym jak nieraz w życiu się zdarzało. Moja ekipa grałaby ofensywnie, natychmiast po odebraniu piłki, zatem nie zapominałaby o wysuniętej obronie. Jak Brazylia, szeroko, z wykorzystaniem skrzydeł, ble, ble… Tak to będzie wyglądać, taki konkurs polskiej piosenki. Niedawno jedna z koleżanek coś takiego wygrała, ale życie sprowadziło ja na ziemię – tego lata zbierała truskawki w Hiszpanii, a u nas śpiewała stuletnia Madonna czy nieco tylko starsi Waters (bardziej grał, wiem, a dla niepoznaki, jak z tymi Orlikami, wziął do śpiewania polskie dzieci), czy McCartney.

Reklama

Z tym wyborem zaciekawiła mnie jedynie opinia Mielcarskiego o Wdowczyku, bo nie, bo selekcjoner winien być nieskazitelny. Ha, podziwiam szczerość, ale przypominam, że kiedyś się Dariusz zdenerwuje. Może to on opisze, że never walked alone?

A w ogóle „Mielcar” najciekawiej pisze, resztę kończę na pierwszym akapicie. Musieliście sporo wagarować. A czytać chyba tylko program telewizyjny.

* * *

Usłyszałem, iż najlepsza w Europie, gdy chodzi o wyniki, jest Roma. I z szacunkiem, zwłaszcza dla Tottiego, nie mogę się doczekać występów Skorupskiego. Bo siedzenie na ławce zamiast stania w bramce, to lipa. On wynajęty do podawania piłek jest?

Reklama

Kiedyś zresztą brało się surowiaka na podwórko i mówiło: chodź, to ci postrzelam!

Boję się, żeby Łukasz nie został takim surowiakiem i tym się nie zadowolił.

Ale kto mnie tu poważnie traktuje? Tylko cenzura (copyright Jan Pietrzak).

*

Reklama

Mamy 69. miejsce w świecie, nie najgorsze, zwłaszcza że nie produkujemy własnych aut, telewizorów, radia, armat, statków, silników i dopiszcie tutaj co chcecie. W tym 69 jest jednak coś bardziej optymistycznego.

Dla każdego coś miłego!

*

Kolegę poproszono, by znalazł robotę w Stanach Zahorskiemu – pamiętacie jeszcze? To takie okrycie Leo, podobnie jak nasz Cannavaro, czyli Pazdan… Kolo się zapalił, ale tu nagle Tomek wyznał, że ma menedżera Szustera, i że jest dobry… Zapytał zatem o zdanie…

Reklama

Poradziłem, że jak Szuster taki dobry, to niech tego klubu poszuka Zahorskiemu sam.

To już jest plaga uwieszania się na cudzych kontaktach i klasyczna akcja jak z filmu – bierz forsę i w nogi!

* * *

Przeczytałem parę rozdziałów książki Redknappa, no i tam smutny kawałek o Bobbym Moorze, którego wyproszono z loży, bo nie miał biletu. kapitana jedynej w dziejach Anglii ekipy mistrzów świata. nawet ja, dzieciak, uczyłem się z jego książki jak grać – rzecz jasna i to mi się nie udało. Ale nie zapomnę, że to przez jego błąd Polska z nimi wygrała, a Gmoch, szpieg z banku informacji, zrobił naprawdę godną trenerską i życiową karierę (ale według „Mielcara” powinien on też być skreślony, bo nie był nieskazitelny…).

Reklama

Kiedyś – tak mieszając wątki – i ja chciałem wyszpiegować coś od Jacka. I zapytałem, czemu przez sto lat wygląda tak samo?

A on, że jest w Grecji taka aktorka, która od stu lat jest młoda i piękna. I on ją spytał, grzecznie, jaka jest jej metoda. Ona odparła, że jedzenie jednego gatunku owoców. I on spróbował.

Wiem co to za owoce, ale jakby nagle wszystkie kobiety odmłodniały, to bym nie mógł skupić się na pracy!

* * *

Reklama

Vrdoljak cieszy się, że nie gra w kadrze, bo w tych przerwach reprezentacji Chorwacji ma czas na odpoczynek.

A od czego? Od tych gierek półtorej godziny dziennie przez całe życie? Od leczenia kontuzji i od przerw za kartki?

Ja myślałem zawsze, że piłkarz niepowołany nigdzie, to w tych przerwach zapierdala dwa razy więcej, żeby go w końcu powołać! Ale nie Jezus. On, musi odpoczywać.

Komórki, te szare, na pewno odpoczywają razem z nim.

Reklama

* * *

Ktoś mnie zapytał, za co ja tak lubię Boruca. Czy pamiętam jakiś jego mecz w kadrze bez straconego gola?

No, kurde, nie pamiętam.

* * *

Reklama

Dużo w prasie o Nawałce, ale nic ciekawego. Znam go od lat, nawet z tych opisów, których w książce oszczędził Iwan. Ale gość OK, pamiętam jak reprezentował kiedyś Polskę na Festiwalu Młodzieży na Kubie, jako – nie gniewaj się – najbardziej uzdolniony i dobrze się prezentujący młody Polak. Potem różne miał zakręty, startował w wyborach, prowadził aptekę, ale szczęśliwie wrócił do tego, na czym zna się najbardziej – do logistyki.

Będę mu kibicował. Ł»eby zarobił wreszcie parę groszy. Bo przecież na wyniki wpływ mieć będzie minimalny. Jak moje oddychanie na ogrzanie atmosfery wszechświata.

* * *

Jakoś po czasie doszła do mnie wiadomość o śmierci Adama Molaka. Dziennikarza, któremu nie brakowało tego, czego nie widzieli współcześni – tak zwanego biglu. Codziennie wysmarowywał kolumnę w Expressie Wieczornym, ciekawą, żywą. No i teraz opowieść, niech się w Niebie uśmiechnie. Jesteśmy kiedyś na meczu kadry. Adam śpi w jednym łóżku z Jackiem Kmiecikiem (oszczędności redakcji, jak dzisiaj). No i w pewnym momencie zdaje mu się, iż leży w łożu z własną małżonką. No i dawaj Jacka smyrać po klacie owłosionej, po jajach, i mruczy „Pójdź tu Misiaczku…”).

Reklama

Jacek dał mu w łeb, żeby zasnął. A rano przy śniadaniu ze śmiechem historię tę opowiedział.

No i za czas jakiś, konferencja na Legii. Jakiś wódz przemawia. i mówi: – Witam panów! Bo pań jakoś nie widzę!

A na to ktoś z dziennikarskich ław: – Jak to nie widzę? Jest przecież Misiaczek!

Jacek z Adamem śmiali się najgłośniej.

Reklama

Najnowsze

Reklama
Mundial 2026

Burza po czerwonej kartce Embolo. „To ma być sprawiedliwe?!”

Jan Broda
10
Burza po czerwonej kartce Embolo. „To ma być sprawiedliwe?!”
Ekstraklasa

Królewski pojechał po Cracovii. „Dlatego Was nazywamy Korupkowia”

Braian Wilma
8
Królewski pojechał po Cracovii. „Dlatego Was nazywamy Korupkowia”

Felietony i blogi

Reklama