Najpierw to gratulacje dla Wisły, bo już zdawało się, że liga zakończona. Ale nie z Legią! Ten światowej klasy zespół ze wspaniałym trenerem zdążył przerżnąć już pięć meczów w ostatnie dwa miesiące, w tym tylko jeden z rywalem mocnym, acz w rezerwowym składzie. Już to winien być powód do odwołania HGW, bo z Legią też HGW. Syn mój tak skomentował hańbę z Apollonem: „UEFA ma rację, że nie wpuszcza na takie mecze”. Ha, z Urbanem zdąży się przyzwyczaić do wszystkiego, także i do tego, że Legia dlatego zapełnia wszystkie stadiony w kraju, bo jest w stanie przegrać z każdym, nawet z napastnikiem, który wstał prosto z łóżka szpitalnego.
To przy okazji odpowiedź, czy Rzeźniczak zbawi obronę kadry. Ł»arty się kogoś trzymają? Jak tak dalej pójdzie, Legiunia przegra do końca sezonu jeszcze dziesięć razy, za każdym tez razem będzie potwornie zaskoczona, że ktoś tam się nie położył sam. To nie Wiertnicza!

Jak co poniedziałek… PAWEŁ ZARZECZNY

Warszawiacy (w przeciwieństwie do graczy, tam same słoiki) mogą mieć jednak jeszcze nadzieję, że Legia utrzyma się w grupie mistrzowskiej, by i tam dostarczać rywalom i publice chwil niezapomnianej radości.

* * *

UEFA, tak jak niedawno Gazprom przez Komisję Europejską, winna zostać oskarżona o praktyki monopolistyczne. Nie inaczej!

Jej szef, ten Platini najwyraźniej uderzył się kijkiem golfowym w głowę. W sobotę śmiałem się w TV, że skoro nie akceptuje nas UEFA goniąc gdzie popadnie, karząc i nagradzając wrogów (szantażując przy okazji, że nie musimy z nimi wcale grać), no więc pofantazjowałem, że warto zgłosić się do Copa America, jak Japonia czy Meksyk, bo to już nie europejska federacja, tylko południowoamerykańska. No i zostałem wyśmiany. Tymczasem w niedzielę (Independent on Sunday, gazeta wprawdzie marna, ale przeciek najwyraźniej z otoczenia Michela), że… rozważa się zaproszenie do Mistrzostw Europy Brazylii.

Pomijam, że nie po to robi się schadzkę, by przylazł ktoś przystojniejszy i nam popsuł zabawę. Pomijam, że mamy już w ME tak nieeuropejskie (i w części, i w całości) kraje jak Rosja, Kazachstan czy Izrael. Dosyć! Bo niedługo, po Gibraltarze, zgłosi się Lampeduza, sporo Afryki tam płynie, co widać niestety dopiero po tragediach morskich. To już lepiej zbojkotować to kosmopolityczne bractwo, zwłaszcza, iż je utrzymujemy – składkami, a ostatnio karami.  

Brazylijczyków, jak ktoś chce ich koniecznie oglądać, mamy zresztą w Europie na okrągło.

*

Real znów robi cyrk w doliczonym czasie. Ktoś tam chyba odbija te 100 baniek zmarnowanych na Bale’a – u buków. Śmieszna liga. Jeszcze śmieszniejsza, niż polska.

*

Wdowczyk, zachłyśnięty paroma zwycięstwami, ujawnił trenerskie pomysły rodem z lodowatej Szkocji. Ł»e jak piłkarz zrobi na treningu loba, podcinkę albo poda piętką, to za karę zasuwa przez płot na ogródki działkowe po wyekspediowaną tam piłkę.

Dareczku, pewnie dlatego taki u was tłok na trybunach.

No i Daruś plecie coś o treningu pozycyjnym, że on go uczy i nauczy.

To chlapnął w sobotę rano. Wieczorem, tak się składa, zajrzałem do Weszło. I zanim się rozsiadłem, by delektować się tym pozycyjnym atakiem – padły trzy gole.

Wszystkie dla Górnika Zabrze. Pozycyjnie.

Dariusz zapomniał dodać, albo wyleciało w gazecie przy skrótach, że trenuje atak pozycyjny przeciwnika.

*

A Lenczyk – seria wywiado-rozmówek – narzeka na swój los ciężki. Ha, całe życie zarabiać godny szmal i jeszcze się żalić, to oznacza, że kończyło się wf, a nie matematykę.

Orest (pan Orest) ma jednak jedną cechę wspólną z wielkim Alexem Fergusonem. A nawet dwie. Podeszły wiek i syna menedżera, bez licencji wprawdzie, ale z zapałem.

Na wyniki przełożenia to podobieństwo chwilowo nie ma. W Lubinie 1 punkt z 6. To jednak dobra zaliczka, by ubiegać się na przykład o robotę w Legii. Ta z ostatnich 6 możliwych punktów w dwóch ligach – w iście szalonym rytmie czwartek niedziela, z zaledwie dwudziestoma pięcioma graczami w szatni – zanotowała 0.

Pomyślicie, że każdy kibic Legii chodzi dziś zły. Albo wkurwiony.

Nieee. Kibic Legii jest przyzwyczajony. Genetycznie.

*

Widzew jest jeszcze bardziej zagadkowy, bo to 4:1, z kim by nie osiągnął, niewytłumaczalne. A właściciele dalej prowadzą politykę niewydawania pieniędzy i… nieoddawania. Na przykład w ramach ugody zwracają się do wierzycieli, że należność się odda, słowo honoru! Ale na przykład w ratach płatnych przez 7 lat.

Za 7 lat ten klub pod obecnym zarządem najprawdopodobniej nie będzie już istniał.

*

Zastanawiałem się, ilu dobrych piłkarzy ma Podbeskidzie. Dobrych. Otóż dobrych nie ma wcale. Pozostaje wam znów czekać na Legię.

*

Dariusz Pasieka został dyrektorem Szkoły Trenerów (bezrobotnych) przy PZPN. Tak się składa, że tak jak dyrektor sportowy PZPN, jak wiceprezes organizacyjny i jak prezes – jest z Bydgoszczy, gdzie grał na stoperze. Może od razu tam przenieść siedzibę PZPN? Aha, na delegacjach nie zarobicie i hotele się pokończą, albo służbowe mieszkania?

Greń jakoś cicho siedzi. Chyba ktoś mu obiecał, że przywróci syna do gwizdania, innego wytłumaczenia Kaziu nie widzę.

*

Justyna Kowalczyk zaoferowała własne auto bmw na licytację, dla chorych dzieci z Rabki. Gdyby nikt się nie zgłosił (ale zgłosił), zaoferowała 155 tysięcy zeta, by dalej jeździć bryczką.

Ofertę ktoś przebił, kasa wpłynęła. I teraz pytanie: słyszeliście, żeby chociaż jedną dziesiątą takiej kwoty ofiarował kiedykolwiek jakiś polski piłkarz? Piłkarz milioner? Bo ja nie słyszałem.

Tak zerkam wszystkim w kieszenie, bo dałem niegdyś 250 tysięcy Kaziowi Górskiemu, ani myśląc, iż kiedyś sam – jak wtedy On – zostanę bez grosza. No, ale to chwilowe, jak zawsze, więc nie tracę humoru, nawet jak wszystko wbrew. Zobaczcie jak to znoszę – TUTAJ (KLIK), w ostatniej minucie programu.

Tylko mi troszkę czacha dymi. Ale ani deszcz, ani pioruny, nie przeszkodzą mi, by pisać jak co poniedziałek. To już odcinek 69 – z czymś mi się te cyfry kojarzą, ale z wiekiem lubię już tylko połowę tych fanaberii. To się nazywa dość trafnie zresztą pozycją na nygusa. Albo trafniej – na dyrektora.

*

Znakomicie ktoś wychwycił mecz Barbados – Granada, że ci drudzy, by awansować, strzelić musieli sobie samobója (jak samobója, no to sobie, głupieję na starość). Otóż, jak wszędzie, prekursorami takich niebanalnych zachowań byli… Polacy. Mianowicie w latach 60. koszykarze AZS AWF (Czarodzieje z Bielan) grali w pucharach, mieli odrobić pięć punktów z pierwszego meczu, ale na sekundy przed końcem przegrywali dwoma. I co? Ano pewien łebski studenciak, bo tylko tacy grali, sruu! Walnął do własnego kosza! I remis, i dogrywka, i mając więcej czasu łatwo odrobili straty.

Wtedy zmieniono przepisy. Ł»e w pucharach samobóje się nie liczą, coś takiego. Nie wiem jak jest teraz, no, ale Polak potrafi. Od zawsze.

*

No i od zawsze mamy kłopoty z policją. Tylko z wczoraj kłopoty nie tam, gdzie ze 40 tysięcy ludzi do spałowania, tylko po cichutku… W Bytowie dwóch z patrolu skuwa gościa w kajdanki przy dzieciach, bo przekroczył o 19 na godzinę, częstują się nawzajem gazem i trenują jujitsu, tak, jakby ich wzorem był mój dawny druh Najman. A w innym miasteczku przykuwają chorego psychicznie kajdankami do latarni czy słupa, no i… gubią kluczyki. Trzeba wzywać strażaków z piłą, żeby uwolnili człowieka.

Tak mi się to kojarzy z żartem ze stanu wojennego. Idzie patrol milicjantów, a w górze leci facet na lotni. No to jeden milicjant ściąga kałacha i wali długą serią w górę. I do kolegi krzyczy, silnie podniecony:

– Widziałeś jaki ptak? Jaki ptak??? Całą serię dostał, zanim człowieka puścił!!!

Miłego dnia, czyli bez policji.