„Najlepszym argumentem we wszystkich dyskusjach o sporcie jest zwycięstwo. Ono wytrąca przeciwnikowi wszelkie argumenty”. To zdanie dałem kiedyś jako motto swojej pracy magisterskiej o Jacku Gmochu, a zapożyczyłem je z jego książki „Alchemia futbolu”. Ta praca to był wirtuozerski pokaz jak ci sami dziennikarze i te same gazety, z tego samego człowieka, robią a to bohatera narodowego, a to kryminalistę, a wszystko w zasadzie zależy od wyniku.
Do rzeczy. Podobna sytuacja dziś z Fornalikiem. Wygra, na co szanse są przecież w sporcie zawsze, dyżurni redaktorzy odkryją w jego strategii nowatorstwo i wizjonerstwo. Przegra, rzecz jasna stek pomyj (a zdziwienie będzie dopiero wtedy, jak Boniek go zostawi, on lubi grzecznych i posłusznych).

Jak co poniedziałek… PAWEŁ ZARZECZNY

Z Ukraińcami, choć oni szybsi są, stawiam na zwycięstwo, dość już niefarta w eliminacjach. Chyba  że znów skręcą sędziego (znów, bo to chyba Surkis zapoczątkował wręczanie futer z soboli, tak na pamiątkę). Martwi mnie jedynie powołanie Lewandowskiego, Mariusza. Na mój gust on dziś bardziej zżyty z Ukrainą niż Polską, i gdyby dowalił swoim, nie miałby po co wracać do Sewastopola. Jak osłabi Polaków – opinia uzna go za hamulcowego. Jak nawet nie zagra – powiedzą, że wynosił sekrety z odpraw taktycznych. Czyli jak się nie obrócisz dupa zawsze z tyłu (Kuraś, nomen omen „Polskie drogi”). Dla uniknięcia kłopotów darowałbym sobie ten eksperyment, także by te kłopoty ewentualne darować „Cycusiowi”. Banki informacji? Sorry, podpowiedziałem im dobrego szpiona, nie skontaktował się z nim przez miesiąc nikt, tak jakby sztab cały bardziej wierzył w analizy Małowiejskiego Huberta. Odnoszę zresztą wrażenie, jakby nikt nie wierzył, „PS” szuka następcy WF choć piłka w grze. Zadziwiające, jak na kraj wiecznych cudów.

*

O „PS” się zająknąłem, no i dwie istotne zmiany. Szefa – Przemek Rudzki zastąpił tego gościa z kucykiem. Czasem przypomina, że zaczynał od napisania listu do mnie. Uzupełniam – bo listów dostaję sporo – Przemek poza listem to przysłał kilka artykułów, które wydały mi się bardziej niż obiecujące. A dwa – zniknęły z gazety te irytujące dopiski „ekspert piłkarski” przy każdym nazwisku. Kto to taki ekspert? Ktoś, przy kogo nazwisku niczego dopisywać nie potrzeba. I przykład. Przed Wielką Warszawską grono ekspertów końskich, żurnalistów, typuje zwycięzcę. No i na 9, tylko 3 wskazuje Patronusa. Mimo że w tym roku wygrał derby i jedzie pod świetnym brytyjskim dżokejem (bo ekspert zawsze musi wiedzieć lepiej!). No i co? Z tej 9 nikt nie trafił porządku (nikt!), nikt też nie przewidział, że dżokej się rozwali w przeddzień, zastąpi go 18-letni uczeń liceum Szczepcio Mazur i wygra! „Prawdopodobnie nie wiedział, że ma przegrać” – skomentowała moja córka. Ha, dokładnie, a na pewno nie słuchał ekspertów.

*

Ponieważ sporo fanów wciąż uważa, że wszystkie bolączki futbolowe i nawet kary UEFA winien załatwić prezes PZPN, przypomniał mi się początek pewnego artykułu, zapamiętajcie: „Sam Boniek meczu nie wygra. A przecież Boniek nie ma na imię Sam, ale Zbigniew”.

*

Religijne opętanie w Cracovii zatacza coraz szersze kręgi. Trener Stawowy mówi, że ma dar od Boga (jak się nie załapać do ósemki, o to chodzi?), ale przebija go Ntibazonkiza. Mianowicie gaworzy ten niedożywiony chłopiec, jakby ramadan miał całoroczny, że jego akcjami kieruje palec Boży. I Bóg nie chciał, by strzelił gola w derbach Wiśle, bo zaplanował Najwyższy, iż Saidi strzeli aż dwa, tydzień później.

Co na to lekarze?

*

Lenczyk wrócił, współczuję zawodnikom Zagłębia, bo ten trener zawsze był i jest wyraźnie opryskliwy. Działa to na drobnych pijaczków, ale mimo wszystko do pracy, nawet jeśli jest to praca tak nieskomplikowana jak kopanie piłki, powinno się przychodzić z radością, a nie stresem. Być może się mylę, ale w tym wieku nie zmienia się charakteru. I stąd moje współczucie. Ale bardziej współczuję jednak tym setkom już trenerów bezrobotnych. Koledze powiedziałem – jak trafisz jeszcze kiedyś do szatni, to już tylko jako szatniarz.

A ten Hiszpan w Kielcach dalej kaleczy futbol.

*

Co do Hiszpanii – sezon się zakończył. Realu mi nie żal, natomiast nie mogę wyjść z podziwu jakim cudem to Atletico ma w ostatnich latach najlepszych napastników, nawet takich, którzy gdzie indziej grali niespecjalnie. Tak z pamięci: Forlan, Aguero, Falcao, teraz jakiś Costa (piszę jakiś, bo nie mam czasu na oglądanie wszystkiego, muszę też pracować). Wiadomo, zdobędą mistrzostwo. Ale tylko wtedy, kiedy Messi dostanie te zasłużone sześć lat więzienia za podatki.

*

„Brudna gra o Lewandowskiego” – tak ekspert od Niemiec opisuje maile Kucharskiego do Watzke. Ha, chłopaku, ja bym chciał, żeby mieć tego menedżera, żeby grał brudno i obrzydliwie, i załatwił mi czterokrotną podwyżkę, u Niemców, w euro.

Ktoś tu upadł na głowę i zaręczam, nie ja.

*

Rzeźniczakowi dobrze idzie. Ale kolo się o niego martwi. Bo już raz dostał od sądu tysiąc kary za niestawienie się (sprawa Starucha), za drugim razem trzy tysiące. I kolega mówi: „w końcu sad się wkurwi i każe go doprowadzić. A wtedy podjeżdża suka i na 48, na dołek, a stamtąd w kajdankach do sądu. I nie obchodzi ich, że ktoś gra w piłkę, albo nie ma nic do powiedzenia. To kara za lekceważenie”.

Mam nadzieję, że koleś się myli, ale na wszelki wypadek wszystko bym dwa razy posprawdzał.

*

Wywalili Mroczkowskiego z Widzewa. Argumenty? Bo wygrał tylko 19 spotkań.

Moim zdaniem, patrząc na to co wyrabia z tym zespołem właściciel, to było aż 19 zwycięstw.

*

27 kwietnia 2014 beatyfikacja JPII. Szkoda, że wtedy nie gramy z Anglią, z tymi antypapistami, będzie tylko finisz tej porąbanej w obecnym sezonie ligi. Porąbanej, bo coraz mniej podoba mi się nowy regulamin. Owszem, tym z dołu się podoba, wiem, ale chodzi mi o równość szans, która winna być bezwzględna.

Otóż lepiej kończyć sezon zasadniczy z nieparzystą liczbą punktów, niż parzystą. Nieparzyści dostają premię, nierówną. Jeden zespół ma 30 pkt – po podzieleniu 15.

Drugi 29 – 14,5 – też 15!
Trzeci 27 – 13,5 – 14!

Az trzy punkty mniej MW sezonie zasadniczym, tylko 1 w play off.

Kiedyś już zrobiono tak głupi regulamin. Trzy punkty za zwycięstwo trzema golami. I wówczas nieżyjący Romek Hurkowski zaalarmował: zespoły umawiają się na wygrane u siebie i mają po trzy punkty.

I zaproponował punkt ujemny, redukujący kanty (to znaczy dalej były, ale już indywidualne, jak to u nas. Wygrywasz trzema golami, masz trzy punkty, rywal minus 1.

W  Warszawie chcieli Romka udusić. Bo na otwarcie sezonu pierwsze trzy punkty zdobył GKS Katowice. A minusowy punkt… Legia.

*

Gdyby jednak wywalono Fornalika, dobry byłby ten gość z Benfiki. Jesus.

A David Moyes, ten co tak czołgał Rooneya (idiota jakiś czy co?), ten co za trzy dychy w funtach wziął jakiegoś swego pupilka z Evertonu (długi spłaca?), jest na najlepszej drodze do zrujnowania United. Popatrzcie które miejsce ma Manchester w tabeli.

Teraz to raczej Womanchester…