Miśkiewicz w Weszło Extra: Byłbym już w Ascoli, ale spóźniły się dwa samoloty

redakcja

Autor:redakcja

09 września 2013, 16:42 • 2 min czytania

Reklama
Miśkiewicz w Weszło Extra: Byłbym już w Ascoli, ale spóźniły się dwa samoloty

Miałem 18 lat, mogłem pójść do Milanu, tylko głupiec odrzuciłby taką propozycję. Z perspektywy czasu uważam to za szkołę życia, dobre przygotowanie do tego, co jest teraz. Wiadomo, że mam trochę rozegranych meczów w Primaverze, wielką piłkę to ja tam najwyżej oglądałem, ale nie żałuję, bo gdybym wtedy nie wyjechał, to nawet nie wiadomo, czy dziś byłbym jeszcze piłkarzem. Kmita Zabierzów, w której grałem, upadła chwilę po moim wyjeździe. Kto wie, co by ze mną było, także dziękuję losowi za to, co się stało – mówi Michał Miśkiewicz, bramkarz Wisły, w najnowszym wywiadzie w dziale Weszło Extra.
Do swojej aktualnej pozycji w bramce Wisły podchodzi z dużą dozą ostrożności. – Wiem, że gdyby Wisła ciągle była na topie, potrzebowałaby bramkarza z najwyższej półki, niekoniecznie Michała Miśkiewicza. Sytuacja była jaka była i dzięki temu dostałem szansę. Gdyby klub nadal walczył o najwyższe cele, to pewnie odszedłby Pareiko, a na jego miejsce przyszedłâ€¦ kolejny Pareiko. Dobry bramkarz z doświadczeniem. Ł»ycie może wszystko zweryfikować i przywalić takiego gonga, że powali od razu na ziemię. Wolę podchodzić do siebie z dużą dawką samokrytyki, bo jak będę bujał w obłokach, to za chwilę przyjdzie pan X czy pan Y i mnie już nie będzie – podkreśla w rozmowie.

Reklama

Opowiada również o ciekawych kulisach swojego wyjazdu do Milanu. Wyjazdu, dodajmy, nieco przypadkowego. – Ascoli było akurat w pierwszej lidze. Na ostatnim miejscu wprawdzie, ale było. Trenowałem chwilę z Primaverą i już nawet miałem podpisywać kontrakt, ale okazało się, że nie zdążyliśmy przed zamknięciem okna. A wiadomo, przepisy są tu bezlitosne. Miałem podpisać na pół roku z opcją przedłużenia. Zamykało się dokładnie o godzinie 19:00, a mi tego dnia spóźniły się dwa samoloty z Polski. Byłem we Włoszech chwilę przed dwudziestą, czyli do widzenia. A chodziło tylko o to, żeby przyjechać do siedziby i podpisać kontrakt. Nie zdążyłem, nie było zmiłuj. W ten sam dzień Di Carlo wsadził mnie do samolotu z powrotem do Polski (…) Po powrocie do Polski nagle słyszę od Di Carlo: „wiesz, jedziemy do Milanu. Wpadłeś w oko”. No to dobra, jedźmy!

Kliknij tutaj, aby przeczytać całość>>

Najnowsze

Reklama
Polecane

Niedawno grał w Radomiaku. Teraz Brighton zapłaci za niego fortunę

Kacper Korpak
1
Niedawno grał w Radomiaku. Teraz Brighton zapłaci za niego fortunę

Weszło

Reklama