Ha, nie ma to jak o kibicach, jak w banku opinie pół na pół. Ja tam jestem za fanami, choć zacznę całkiem od czapy. Za rozróby na plaży w Gdyni winien odpowiadać nie tamtejszy prezydent o zabawnym nazwisku Szczurek (to nie on wyznaczył prezesa Milewskiego, który dostał najwyższy w Polsce wyrok za korupcję, stuprocentową?). No więc nie Gdynia winna przepraszać, lecz… Zważywszy, że napastnicy śpiewali ponoć faszystowskie piosenki (jak to chorzowski Oberschlesien!), no to kondolencje złożyć winien niemiecki konsulat w Gdańsku, nie inaczej. To zresztą zabawne, jeżeli Niemcy bronili polskiego wybrzeża przed Meksykanami z wojennego żaglowca.
Z całej tej zadymy raczę się śmiać, a to z jednego powodu. Jeden ranny, z ranami kłutymi po godzinnej bitwie kilkudziesięciu osób (w relacjach medialnych rosło to do stu, dwustu, wreszcie do pięciuset osób!). No kpina ze zdrowego rozsądku, podobnie jak to rozbijanie butelek na głowach. Pozwoliłem sobie na małe porównanie. W niedzielę pisałem komentarz do Timesa i skrobnąłem, że tylko w weekend na drogach 40 zabitych i dwustu rannych. Byłem w błędzie, w poniedziałek rano było to 49 zabitych i 600 rannych, 3000 nietrzeźwych! Wy jeszcze coś o kibicach? Ł»e policja spóźniła się na plażę? Policja to powinna być na drogach.

Jak co poniedziałek… PAWEŁ ZARZECZNY

A propos wody, utonęło kolejnych dwudziestu, w wakacje już 400 osób. Młodych. I drugie tyle sparaliżowanych.

Jeszcze coś o kibicach, w kraju, który prowadzi niesprawiedliwą, okupacyjną wojnę za pieniądze, jakąś wioskę ostrzelał bohatersko granatnikami (8 cywili zamordowanych, piątka dzieci), wojnę, za którą już przepraszają biskupi i prezydent, ale która trwa nadal…

Co do tych Meksykanów z Cuauthemoc, bojowego żaglowca… Ano nie wszędzie są miłymi gośćmi, na przykład w Stanach zbudowano trzymetrowy mur na przestrzeni tysięcy kilometrów, byle ich raczej nie gościć, to tak na marginesie. Ale… nie dziwi mnie, że przegrali. Statystyczny hombre ma wzrost siedzącego psa, to z powodu braku warzyw, jak w Azji, dlatego najbardziej bojowi Meksykanie (najlepszy, Alvarez, o ksywce „Cynamon”, jest właśnie rudy jak Zibi albo bardziej) to wagi lekkie i leciutkie. W piłce nożnej trafił się tylko jeden wysoki, zresztą właśnie, jak żaglowiec Cuauthemoc, Spadający Orzeł, to Cuauthemoc Blanco. Ponad sto meczów w kadrze, 39 goli, ale nie to go wyróżnia. 178 centymetrów wzrostu! I prawie 90 kilo wagi! I w sporej części karieru blond włosy!

No, takich chłopaczków pobić w Wojnie Na Plaży, żaden splendor dla Górnoślązaków. Tak jak wygrać z Legią Urbana mniej więcej.

A generalnie upał przygrzewa nie tylko w Kairze, to też istotne. Zawsze starzy radzili – w upały trzeba czapki nosić. Ale widocznie Mexicanos zostawili sombrera na statku.

*

Wy myślicie ze żartuję? Wcale. Na przykład te same media pełne są potępienia dla Bitwy w Łomiankach, czyli odpalenia rac i skakania po autobusie. Akcji, jakich milion w czasie każdego Sylwestra lub wesela na południu naszego przepięknego kraju, albo disco na Podlasiu. Ja tam nie będę pisał, że fani Legii byli w Katowicach na Pucharze, ale dano im tylko 150 miejsc, choć dalszych 400 było wolnych. A ponieważ przyjechało 250 – nie wpuszczono nadwyżki (w Rozwoju brzydzą się najwidoczniej pieniędzmi), zatem całość wpuszczonych wyszła (tylko u nas takie łamańce) i wróciła do Wawy. Był kolega, i w szoku: czemu musieli dopingować zza płotu? Ale ogólnie zachwycony: – Wiesz że tamci wszyscy mówili po ślunsku, a jak schodził Saganowski, to… dostał od hanysów brawa?

Oj różne są oblicza piłki każdego dnia. Kolega podpisujący się STAN nazywa to wieśniactwem. Łatwo recenzować jak się ładną furką podjeżdża do loży VIP i sączy winko. Trudniej podróżować za drużyną w bydlęcych wagonach bez kibla.

Zresztą wychowaliśmy w Polsce lumpenproletariat, lumpeksy wychowały blokersów – no więc niczemu się nie dziwmy w zasadzie.

Zresztą dzień w dzień mamy jakieś pomordowane dzieci. Nie przez kiboli – przez matki.

*

Uff, ze mną mielibyście, moralizatorzy, właściwie przerąbane. Czytam w swoim Timesie zdanie jakiegoś młodego chłopca: „Fani Legii kosztują dość dużo”.

Czyżby? Legia ma do zapłacenia za Ł»yletę 45 tysięcy euro. Tymczasem na każdym meczu zarabia tylko z niej (8 tysięcy miejsc razy 50 złotych, najtaniej) po… 100 tysięcy euro. Czyli na 10 minimum meczów jesienią to… milion euro! Liczmy dalej – jeśli trafnie Ł»yletę uznać za 12 zawodnika, no to podzielmy te 5,5 mln euro za sukcesy sportowe w pucharach na 12 – to pół miliona kolejne. Już nie liczę wpływów ze sklepu, pubu, parkingów.

Pytanie do każdego z was – nie warto zainwestować 45 tysięcy euro, by zarobić 2 miliony?

Tylko w pół roku? Tylko gwarantowane, bo może być dwa i trzy razy tyle, jak ocygani się Rumunów?

Oj, mądrale, w myśleniu jesteście słabiutcy.

*

Coś bym napisał o piłce zagranicznej, ale jeszcze Legia. O słabości w myśleniu. Na przykład wspomniany trener Urban skrytykował rozgrywki i dzielenie punktów na pół, jako wspieranie słabszych, kosztem – jego Legii.

To jest właśnie tak, jak kończy się najwyżej zawodówkę i przyspieszone kursy.

Przecież teraz w tabeli prowadzi Górnik Zabrze – 10 pkt. Druga Legia ma 9 pkt.

Jak podzielimy na pół – Górnik ma 5 pkt. A Legia 4,5, ale zaokrągla się w górę, zatem… też 5!

Czyli promowanie słabszych, to promowanie Legii!! Kosztem Górnika!

Sporo ludzi, zanim się odezwą czy coś napiszą, winni poradzić się mnie.

*

Z wesołości – Przegląd przedstawił Mielcara już nie tylko jako eksperta, na co on w zupełności zasługuje, w przeciwieństwie do mnie, ale też jako felietonistę, na co zasługuję ja, w przeciwieństwie do niego.

Zgoda?

Felieton jest to coś złożonego, co potrafi kilka osób w każdym pokoleniu najwyżej, a nie złożenie kilku prostych zdań, zgoda?

No, ale Przegląd wciąż zaskakuje, i może stąd taka oto zasłyszana opinia aktora i posła Fedorowicza z miasta stołecznego Krakowa: „Kiedyś to ja Przegląd czytałem. A teraz tylko przeglądam”.