Gramy z Danią. Trudno połapać się jak zmienne są te nasze futbolowe relacje. Na przykład w 48 oni wrąbali nam 8:0, tamten mecz pamiętny jest z jednego powodu: debiutował w nim Kazio Górski, napastnik Legii, i był to jego podwójny występ: pierwszy i ostatni. Potem, jako trener, maszerując po złoto w Monachium tylko z Danią zremisował, co w Polsce uznano za hańbę niemal. Następnie eliminacje do wspaniałych igrzysk w Barcelonie, Janusza Wójcika, i ta Dania łomocze nas 5:0! Gdyby się ktoś nie zakręcił przy rewanżu, guzik by był, a nie medal w Barcelonie… I tak na zmianę… Ja pamiętam jeszcze jeden mecz olimpijski, Duńczycy wystawili nieuprawnionego zawodnika, Frimanna, co wykrył kolega Hurkowski i tamci przegrali walkowerem. Romana w nagrodę PZPN posłał na wyjazd do Aten z reprezentacją, oczywiście piją, jak to w tamtych czasach i każdych innych. Ktoś odbija wino, korek leci na podłogę i powstaje poruszenie: – gdzie korek!!!
A na to Romcio, żywa encyklopedia futbolu, lekko się przebudzając: „Wiesław Korek. Odra Opole!”.

Jak co poniedziałek… PAWEŁ ZARZECZNY

Co do tej klęski 0:8, piłkarze mieszkali jeszcze w gruzach, Górski był z zawodu inspektorem Urzędu Skarbowego i jak żartował, gnębił inicjatywę prywatną. Ł»ona gderała, że on, niby wielki kadrowicz, a w domu woda leje się przez dziurawy dach do łóżka… Piłkarze Legii, w połowie chorzy na gruźlicę, dogrzewali się przy ogniskach (to wspomnienia Jerzego Lechowskiego, wieloletniego szefa „Piłki Nożnej”) a na zakąskę do spirytusu mieli… bezpańskie psy. Wytapiali z nich łój, uznawany za jedyne skuteczne lekarstwo, brrr…

Dziś piłkarze meldują się do 13.30 w Hiltonie, tam barki z wszystkimi alkoholami świata, wszystkie frykasy, luksusy.

No i jeszcze nie chce im się nawet kilkadziesiąt minut pobiegać.

Mój pomysł na polski futbol, to więcej kija, a mniej marchewki.

*

A co tej Danii – przedziwna. Pamiętam ośrodek piłkarski, w jednej z wielu komun – tam tak głupio zwie się gminy. Kilkanaście boisk trawiastych, tak sprytnie ułożonych, że bramki są co parę tygodni zupełnie gdzie indziej. Zatem nie ma takich łysin w polu karnym, które u nas straszą nawet na boiskach Ekstraklasy. Mieliśmy tam z oldbojami Górskiego (czyli Deyna, Gadochą, Lato, Szarmachem, Tomaszewskim itd.) ośrodek treningowy. No i jedziemy pierwszy raz. Jakiś gość wita, proponuje piwo (korzystamy), okazuje się prowadzi barek. Przy okazji mówi, że przystrzygł specjalnie dla nas trawę – jak się okazuje jest też ogrodnikiem. No i zachęca, by w przypadku jakiegoś urazu do niego właśnie się zgłosić – pełni bowiem funkcję felczera. Szczęśliwie wszyscy cali, ale jak wracamy do hotelu, to prosi, by zostawić sprzęt – prowadzi bowiem pralnię.

No i następnego dnia rano schodzę do hotelowego lobby, jak to po wieczorze z graczami lekko otumaniony. A recepcjonistka mówi: są tu dla pana jakieś paczki.

To były dwa kartony z wypranym i wyprasowanym sprzętem.

Przez tego ogrodniko-felczero-barmano-ciecio-pracza-kierowcę-Duńczyka.

Jednego na 12 boisk w Herning.

My mieliśmy dziesięć razy lepszych piłkarzy. Ale sto razy gorszą organizację. I tak jest do dzisiaj.

*

No i piłkarze nam się pogorszyli. Patrzyłem wczoraj na mecz Chojniczanki z Bełchatowem. I pan Bartosiak, uważający się zapewne za świetnego, oddał najgorszy strzał tego lata. Mianowicie kopiąc z szesnastki, ze środka, lewą, omal nie połamał narożnej chorągiewki. Chybił, jak to on, ale niedużo. Ze 20 centymetrów.
Jak ktoś wierzy, że wygramy w Kijowie i Londynie, no to najpierw niech zrobi u nas jakieś Herning, no i zabroni grać Bartosiakowi i stu tysiącom wszechstronnie nieutalentowanych.

*

W Warszawie, w centrum, dwie knajpy prowadzi sympatyczny Czarnogórzec (zatem rodak Szaranowicza, tylko nie Włodek, a Adam). No i sam jest zdziwiony, że jego ojczyźnie z pół milionem mieszkańców wiedzie się tak nieźle. Do tego stopnia, że rząd tamtejszy zwerbował ostatnio po 40 tysięcy Serbów i Bośniaków, bo nie ma komu obsługiwać turystów. Szalony sezon trwa tam od kwietnia do października, a wybrzeże porównywane być zaczyna do Monte Carlo i okolic.

Jak z nimi przegramy, to… Przypomniał się poradnik człowieka myślącego.

1.           Po pierwsze nie myśl.
2.           Po drugie, jak już pomyślałeś, to nie mów.
3.           Po trzecie, jak powiedziałeś, to nie pisz.
4.           Po czwarte, jeżeli napisałeś, to nie podpisuj.
5.           A po piąte, jak już podpisałeś, no to się niczemu nie dziw!

*

Ja całe życie podpisuję, pewnie dlatego mam tylu przyjaciół. Ale – przypomnę Lisa sprzed tygodnia – jest wojna, są straty. Zresztą żebym miał tylko takie zmartwienia jak wynik jakiegoś meczu. Trochę mnie tylko rozczarowuje chamstwo Davida Moyesa wobec Rooneya. Wdzięczność na świecie nie istnieje, a przecież obecne Old Trafford istnieje dzięki Wayne’owi. Jak Liverpool dzięki Gerrardowi, Chelsea Terry’emu, Górnik dzięki Lubańskiemu, a Legia Deynie. Są postaci, których nikt nie ma prawa ruszyć – w Chorzowie Cieślika, w Poznaniu Okońskiego.

Zobaczycie, że ten cały Moyes zniszczy to wszystko, co zbudował sir Alex.

Zresztą co on w życiu wygrał? Tarczę Dobroczynności?

To tyle co Andrzej Strejlau. Ale Andrzej ma w dorobku też medal mistrzostw świata. Dlatego ja nie śmieję się z niego nigdy.

*

Słyszałem, że w „Przeglądzie” zmienić się ma naczelny. Nie moja sprawa, ale gazetę robią nie szefowie, a dziennikarze. W stu gazetach, dla których pracowałem, nazwiska szefów były dodatkiem tylko do mojej pracy. I dobrych dziennikarzy życzę, bo lubię poczytać. A coraz rzadziej mam okazję.

*

Czarek Wilk pogoniony z Wisły. Tak myślę (nie myśl!), że Smuda zapamiętany zostanie jako ten trener, któremu przeszkadzają piłkarze (zaczął – na własną zgubę – Peszką). Ale ten Czarek kojarzy mi się zawsze pozytywnie, jeszcze z czasów Korony. I zaskoczył mnie ktoś kiedyś, że jego tata, Sławek, był moim kolegą, dziennikarzem sportowym, choć szkoda, że Trybuny Ludu. Lol, mnie się syna nie udało na dobrego piłkarza wychować, zatem podziw, wiem jakie to skomplikowane przedsięwzięcie!

*

Canal Plus wybiera Piłkarza Plus, coś takiego, to podobno główny pomysł działu promocji ze zwanym wam Kociębą. Przypomniałem sobie o tym wczoraj, gdy poproszono widzów by zagłosowali już jakieś pół godziny przed końcem, akurat Śląsk przegrywał w Szczecinie 0:2. No, zabawa bez sensu. Jak w Krakowie, gdzie wybrano zdaje się bramkarza Ruchu, po czym puścił w ostatnich 10 minutach dwie szmaty.

Szczęście, że z Legią nie wpuścił, niech i w Chorzowie będzie raz na jakiś czas 1 maja.

A propos początku – Górski opowiadał, że w dawnym Ruchu, powojennym, cały niemal skład był z Wehrmachtu, za wyjątkiem jednego z Kriegsmarine. Opowiadał na zgrupowaniach jak topił alianckie statki. Nasi się nie przejmowali, myśmy statków nie mieli, chyba że do pozmywania.

A Górnika Zabrze organizował szef hitlerowskich związków zawodowych.

Te przyczynki to dlatego, by w sporcie nie szukać narodowych waśni, jak ostatnio w Poznaniu – chamów Litwinów. Chama poznaje się nie pokazując palcem, tylko przez jego własne zachowanie. Podobnie jak poznaje się Hrabiego. Pamiętacie taki zestaw: Dyzma – Ponimirski?

Uczcie się!

*

W tej Litwie Marek Zub zrobił ponoć dobrą robotę. Ha, pamiętam go jak był asystentem Lenczyka. I jedyne co tam robił, to herbatę.

Gdyby Lech grał swoje, miałby trójkę do przodu.

Ale nasi piłkarze jak dzieci. Tylko wódka i dziewczyny w głowie!

*

A jak ktoś chce coś ciekawego poczytać o Litwie i Sowietach, i zrozumieć tę dziką do Polski nienawiść – niech się przejdzie do księgarni. „Zapiski oficera Armii Czerwonej” – Sergiusza Piaseckiego.

I się pośmiejecie, i co nieco zmądrzejecie.