Od czego by tu zacząć? Może od tego nieszczęsnego Szczęsnego, którego niezwykle chamsko potraktowała przyjaciółka. Temat niby nie dla sportu, ale może jednak? Bo ta niewiasta (strzeżcie się kobiet o imieniu Amelia, już film francuski o takim tytule był grobowym zwiastunem popieprzenia w damskiej głowie), otóż ta dama zezłościła się ponoć, gdy Maciej zarzucił jej słabe wyszkolenie w ars amandi – sztuce kochania…
Macieju, przez 12 lat znajomości nie udało ci się jej wyszkolić?

Jak co poniedziałek… PAWEŁ ZARZECZNY

To jaki z ciebie trener?

No, ale na pocieszenie, 99 procent piłkarzy nie udaje się wyszkolić przez całe życie.

A na drugie pocieszenie – też byłem bohaterem tabloidów i też czułem się głupio. Ale jak widać – co nie zabija to wzmacnia.

*

A propos zabitych – Czyżyk. Rozmawiałem z nim regularnie. Miał zwyczaj dzwonić po paru szklankach whisky, więc łatwiej było się dogadać. To fakt, że otwierał oczy. Na przykład kiedyś, on, bramkarz, pytał mnie: – Jaka to jest polska szkoła bramkarska? Ja, kurwa, właśnie poleciałem po bramkarza nie do Szamotuł, tylko do Peru. I tam, kurwa, ten bramkarz co to go miałem oglądać dla Lecha, to w ogóle nie zagrał! Pauzował za czerwoną, bo kogoś kilka dni wcześniej skopałâ€¦

Czyżyk miał niefart jak dostał Arkę, pieniądze Krauzego, no i uwierzył, ze zrobi Barcelonę. Naściągał szrotu, w który wierzył. Na przykład że Tshibamba z Holandii będzie lepszy od Soboty z Kluczborka.
No i gdzie dziś jeden i gdzie drugi, Andrzejku?

*

Ta niewiara w polskich piłkarzy zawsze mnie irytuje, bo nasi w niczym nie są gorsi. Akurat Wiktor Bołba przysłał mi jeden z rozdziałów książki o Kaziu Deynie (ukaże się na Święta). No i tam fragment, jak to, zbiegiem okoliczności zupełnym, robię z nim ostatni wywiad, tygodnie przed tragiczną śmiercią (jak dla mnie – samobójstwem, oj, bardzo wiele śmierci tak wygląda, a będzie ich coraz więcej). I taki fragment, o młodych polskich piłkarzach:

„Cóż ja chciałbym robić? Robert (Gadocha) ostatnio wspomina o tym, że moglibyśmy wspólnie poprowadzić reprezentację Polski w piłce nożnej, że ja do tej roli bym się nadawał, że chętnie by pomógł. To jest przedwczesne, ale myślę o tym. Stworzyłbym kadrę Polski znacznie mocniejszą od tej, którą widziałem choćby na mistrzostwach świata w Meksyku. Tyle tylko, że moja praca nie wszystkim przypadłaby do gustu. Możesz nie wierzyć, lecz u mnie graliby piłkarze z trzeciej ligi. Tam znalazłbym najlepszych, najbardziej utalentowanych, pracowitych i nie zepsutych. Takich, których nikt nie dostrzegł i pewnie nie dostrzeże, którzy nawet nie zdają sobie sprawy, ile są warci. Mogliby osiągnąć więcej ode mnie, wszystko, ale nie osiągną…”.

*

No dobra, byłem na meczu tych dziewczynek do lat 17, zajebiste, zwłaszcza Pajor w ataku i Dudek na mózgu. Bankiet odpuściłem – one jednak mają jedną wadę, są przynajmniej o rok za młode! Znaczy się jeszcze nie wieku rębnym, towarzyskim, w żadnym. Lepiej zmykać, jak przed Amelią.

Ale piękne popołudnie. Posiedziałem w barze „Czarna Koszula” i dumaliśmy z barmanem, co dalej z Polonią? Bo PZPN zrobił tylko łaskę, że zamiast szóstej ligi, piąta. To tak jakby karę 25 lat więzienia zamienić na lat 22 i półâ€¦

Jest wśród fanów Polonii wiara, że Engel z Listkiewiczem coś załatwią. Guzik, oni najlepiej to w życiu załatwiali pensje dla siebie, a nie zapominali o bliskich również. Zatem faktycznie Dziewicki (wychowanek Milanu, Milanówek) będzie składał ekipę z życiowych pechowców (Jacek Kosmalski), oby wyszła mu „parszywa dwunastka” – kiedyś udało się to w Olimpii Poznań choćby, z Okoniem, Soką, Pacheląâ€¦

Jak robiliśmy zakończenie sezonu – z hotelu nie wychodziliśmy kilka dni. Na szczęście nikt z gości nie nazywał się Amelia.

*

Aha, na tej Polonii zobaczyłem wzburzonego totalnie Dmoszyńskiego, to były prezes kilku klubów, dyrektor kadry, przez nas zwany pieszczotliwie „Gąbka” – bo wchłaniał podobnie…

No i mówię: – Krzysiu, masz wywiad na dwie kolumny w Przeglądzie, trzymam sobie na wieczór!

A on: – Paweł, co za skandal! Ocenzurowali co najciekawsze! To chyba ten Kalita się wystraszył, tyle o Bońku nagadałem!
Na to ja: – Dawaj, puszczę to co wycięli w którejś ze swoich gazet!

Hm, stchórzył.

*

Liczba wrogów Bońka rośnie, kolportują informacje nieprzychylne. Na przykład, że… płaci dziennikarzom i nie chce ich listy (znam ją) udostępnić Komisji Rewizyjnej.

Moim zdaniem, donosiciele, może sobie płacić komu chce, i ile chce, byle nie jakiejś Amelii. Mnie nie podoba się jedynie to, że nie płaci mnie.

Ale może tyle nie ma?

*

O transferach, nawet mi się nie chce. Na przykład jakiś bliżej nieznany nikomu Ludomir Guldan wyznał, że słabo wypadł w sparingu, bo do nowego zespołu przybył dopiero dzień wcześniej i „miał prawo być zmęczony”.

Boże, w 1938 roku Włosi w półfinale mundialu ograli Brazylię w Marsylii. Nieoczekiwanie. A finał setki kilometrów dalej, w Paryżu. Samolotu nie ma, zarezerwowali miejsca Canarinhos. No to taksówkami na dworzec kolejowy. A tam w pociągu jedynie dwa siedzące miejsca.

Jak pisze w „Historii Futbolu” Brian Glanville o włoskim trenerze: „Vittorio Pozzo przyznał te dwa siedzenia najbardziej zmęczonym”.

Aha, a ten finał Wlosi wygrali. Choć – oni mieli prawo być zmęczeni.

*

Ucieszyło mnie, że do Cracovii (to mój typ na mistrza, i Lechia Gdańsk – zawsze lubiłem nowalijki) trafił gość o nazwisku Steblecki. Nazywa się tak jak super hokeista przez lata tego klubu, więc chyba syn. I jestem ciekaw, czy ma z hokeja jakieś fajne ruchy, oby…

Bo kiedyś robię wywiad z Gadoszką i pytam skąd u niego ten najlepszy drybling na świecie…

Skąd? A z hokeja! Bo wiesz, grałem przed piłką hokeja w Garbarni Kraków. A w hokeju są takie proste ruchy: do przodu troszkę z krążkiem, jeszcze troszkę, i nagle zwrot! I obrońca leci w jedną stronę, a ty w drugą!

Tak się złapałem na tym, że nie wiem nawet kto jest teraz trenerem Pasów. Ale czy ma to jakiekolwiek znaczenie?

*

Weszło troszkę szydzi z nowego fizjologa Legii Piotrka Wiśnika. Otóż, przypadkowo, spotykaliśmy się wielokroć, zawsze jak do Warszawy przyjeżdżał Janek Chmura, od tejże fizjologii najwybitniejszy profesor. I słuchałem ich dyskusji, naprawdę rzeczowe. No i Janek jak zawsze wyciągał kilka flakonów (twierdził, że raz na miesiąc trzeba się nawet upodlić, organizm potrzebuje samooczyszczenia), zaś Piotrek z opasłej torby wyjmował dietetyczne zakąski: chude mięsko, pomidorki, ogóreczki… No i obserwował jak my się z Jankiem upadlamy.

Bezpieczniej chyba, jak z jakąś Amelią.

*

Głupota tygodnia? Oto przyleciał do Szczecina Olympique Lyon. I tekst w PS – Pogoń jeszcze nigdy z tak wspaniałym klubem nie grała!

Nigdy? Dwa razy w roku gracie z Legią. Popatrzcie na dorobek obu tych drużyn, także europejski i światowy, a zmienicie zdanie.

Cudze chwalicie, swego nie znacie – to powiedzenie chociaż pamiętacie?

*

Matsui z Japonii nową gwiazdą ligi? Obejrzałem te jego filmiki z youtoube’a – słabo. Coś jak na pierwszej w Polsce kasecie promo (produkcja Jarek Kołakowski i Canal Plus) o Maćku Murawskim. Sto ofiarnych akcji, sto jeden strat.

Ten Matsui cały czas się przewraca. No, jakbym miał tak fajną laskę w domu jak on ma, i by była akurat bez kimona, może też złapałbym taki nawyk?

*

Skorupski w Romie. Rewe. Kiedyś eksportowaliśmy do Włoch tylko dziewczyny (szybko uczyły się języka), potem koninę, teraz wreszcie futbolistów. Czy zrobi karierę? Na pewno, młody byczek, zdrowy, bezczelny. Fajna dziewczynę kiedyś miał, tak się składa moją znajomą. No i ona teraz osamotniona ogłosiła, że poznała fajniejszego. Ma imię i nazwisko identyczne jak nowa nadzieja Legii.
Piłkarze to jedna wielka rodzina. Naprawdę.

*

Kurde, rozpisałem się, to na koniec dowcip. Bo teraz wszyscy niemal podziwiają w Polsce te małe dziewczynki, futbolowe, tenisowe…

Wiecie jak się robi małe dziewczynki?

Tak samo, jak małe deseczki.

Czyli rżnie się większe.