Siedem sposobów na przetrwanie końcówki sezonu ogórkowego

redakcja

Autor:redakcja

09 lipca 2013, 14:59 • 5 min czytania

Reklama
Siedem sposobów na przetrwanie końcówki sezonu ogórkowego

Zostały niecałe dwa tygodnie do startu ekstraklasy. Dziesięć dni, w trakcie których możemy zalewać się w trupa, wylegiwać na leżakach albo ostatkiem sił ruszyć w nieznane. Na pewno są jednak tacy, którzy mają już dość, a że sezon ogórkowy nie przynosi niczego ciekawego, postanowiliśmy wyjść z inicjatywą. Siedem sposobów na przetrwanie ostatnich dni przed ligą. Siedem rzeczy, które w trakcie tego nudnego okresu są na wyciągnięcie ręki dla każdego z nas. Prezentujemy to wszystko w formie podpunktów plus gratis w środku tekstu dorzucamy kilka ciekawych skanów.
1. Spytać kumpli o Normana Whiteside’a

W sezonie ogórkowym nie ma meczów, więc są standardowe spotkania z kumplami przy piwie. Czy to jest wykwintna restauracja, pijalnia wódki, czy zwykły bruk nad Wisłą – po jakimś czasie wszystkie rozmowy wyglądają tak samo. Opowiada się te same anegdoty, śmieje z tych samych rzeczy, w końcu obgaduje się tych samych ludzi. Ostatnio postanowiliśmy to sobie trochę urozmaicić i do zwykłego pieprzenia przy piwie dołączyliśmy piłkarski quiz.

– Który były obrońca Górnika Zabrze grał w Wenezueli? – Jacek Grembocki – krzyczą wszyscy. – Który niemiecki obrońca grał w PSG i w Leverkusen? – Christian Woerns – odpowiada już tylko jedna osoba. Gdy w końcu pada pytanie o gościa z Belfastu, najmłodszego zawodnika w Manchesterze United od czasów Duncana Edwardsa, rozlega się krępująca cisza.

Jedna sekunda, druga…

Reklama

– NORMAN WHITESIDE – krzyczy nieznajomy z trzeciego stolika od końca.

Piękne.

A my dochodzimy do wniosku, że nie jesteśmy jedynymi pieprzniętymi na punkcie piłki. Polecamy podobne quizy tym wszystkim, którzy mają dość zwykłego żłopania piwa.

2. Zainwestować w bilet PKP i obejrzeć Lyon w Szczecinie

Reklama

Średnio nas kręcą wyprawy do Szczecina, bo zwykle to, co zaplanuje się na jeden dzień, nagle zaczyna rozciągać się na kilka. Jeśli jednak komuś się nudzi, ma dużo czasu i nie szkoda mu wydać 150 złotych na pociąg, to perspektywa obejrzenia towarzyskiego meczu z Lyonem wygląda całkiem ciekawie. Wiadomo, że na Twardowskiego tiki-taki raczej nie będzie, to nie jest Barcelona z Messim, Iniestą, Xavim i resztą, ale może to dobrze, bo zamiast 280 złotych jak w Gdańsku, bilety kosztują 40 złotych, a ulgowe nawet 20. Do Szczecina przylecą Yoann Gourcuff, Bafetimbi Gomis i Lisandro Lopez, czyli porządni piłkarze z porządnymi nazwiskami. Aha, mecz odbędzie się w środę o 18.30.

3. Odgrzebać gazety z Fryzjerem

Chodzenie latem do biblioteki nie jest do końca normalne – powiedzą jedni. فażenie tam, żeby czytać archiwalne gazety – to już w ogóle totalny odchył. Możliwe, ale to przecież tylko jedna z propozycji. Odizolować się od tego, co tu i teraz. Zanurzyć się w przeszłości. Czasem wygrzebać prawdziwe perełki. Możecie to zrobić w domu, jeśli macie archiwa. Możecie skorzystać z biblioteki na Koszykowej albo z BUW-u, jeśli mieszkacie w Warszawie.

Nam po kilku minutach udało się trafić na Macieja Ł»urawskiego, który dziś otwiera kolejne butiki, a kiedyś łaził po mieście, jakby właśnie wybierał się na klasowe ognisko. Znaleźliśmy też m.in. Macieja Terleckiego przebranego za Russella Crowe, Ecika Janoszkę jak gra w piłkarzyki z kilkuletnim synem oraz – uwaga – Ryszarda Forbricha typującego mecze na łamach „Przeglądu Sportowego”. Po kolei:

Reklama

Reklama

4. Kupić czteropak i wyruszyć w sentymentalną podróż na Youtube

Mamy kumpla, który latem kładzie w toalecie skarby kibica i przez lato uczy się ich na pamięć. Podobno robią tak nawet niektórzy komentatorzy. Mamy też mnóstwo znajomych, którzy w okresie ogórkowym kupują na wieczór czteropak i za pomocą Youtube’a wracają pamięcią do bramek Leszka Pisza z Rosenborgiem albo Marka Citki z Atletico. Sami też mamy podobnie. Nieważne, czy po raz któryś oglądamy mecz Legia – Widzew z 97, czy włączamy skróty starych spotkań Premier League z obleśnymi koszulkami Norwich, faulem Keana na Haalandzie albo ciosem kung-fu Cantony. Chodzi o poczucie dawnych emocji, zobaczenia charyzmatycznych piłkarzy. Być może charyzmatyczni są tylko dlatego, że upłynęło tyle czasu. Może tak być. Najważniejsze, że wciąż wywołują ciarki, a to najlepszy argument, by tak jak napisaliśmy na początku – usiąść przed monitorem i wyruszyć w sentymentalną podróż.

5. Włączyć Sopcasta i zobaczyć na żywo reprezentację Haiti

Nikt tego nie transmituje i chyba nikogo to nie obchodzi. Ale jakby ktoś jeszcze nie wiedział – kilka dni temu rozpoczął się Złoty Puchar Concacaf. Turniej drużyn z Ameryki Północnej. Rozgrywki, które dwa lata temu przewinęły się kilka razy w mediach tylko dlatego, że ośmiu Meksykanów urządziło sobie małe bunga-bunga. Teraz nie dzieje się nic. Cisza. Nuda. Mecze rozgrywane są w nocy, a wspomniany Meksyk na starcie dostaje oklep od Panamy. Mimo to, jest to jedna z naszych propozycji. Włączyć Sopcasta i obejrzeć na żywo choćby raz reprezentację Haiti – drużynę ze zdewastowanego kraju, w którym brakuje miejsc do grania w piłkę, a która wyprzedza Polskę w rankingu FIFA. Na starcie przegrali z Hondurasem Osmana Chaveza, ale zapowiadają, że teraz się odkują. 69. miejsce w rankingu zobowiązuje.

Reklama

6. Usiąść przed monitorem i odświeżać livescore’a.

Mieliśmy kiedyś kolegę, który rano chodził do bukmachera, a po południu mówił, że idzie oglądać mecze. – Gdzie je oglądasz? – W telegazecie – mówił i szedł do Biedronki po dużą pakę chipsów. Dzisiaj, gdy z głodu piłki robi się różne dziwne rzeczy, można postąpić podobnie. Odświeżać livescore’a, przełączać się na Sopcascie i podglądać eliminacje do europejskich pucharów. Ktoś powie: lekarza, przecież tam grają same anonimy! W porządku, nie mówimy, że to pomysł dla każdego. Ale może jest właśnie ktoś, kto nie wie, co ze sobą zrobić i z nudą włącza islandzki IBV Vestmannaeyjar, gdzie gra David James albo Honved Budapeszt, w którym kopie najmłodszy syn Roberto Manciniego. W czwartek jest też mecz Dynamo Mińsk, a tam Dmitryj Syczew w przodzie, a na ławce Robert Maaskant. Enjoy.

7. Uznać, że futbol to głupota i zająć się czymś poważnym.

Dosłownie. Dziesięć dni do startu ligi to ostatni czas, żeby złapać odpowiedni dystans. Wyłączyć się z myślenia o czerstwych tekstach Franka Smudy albo przepompowanym ego Rumaka. Zapomnieć, że większość piłkarzy tej ligi tupie nóżką do „Ona tańczy”, a połowa z nich w kwestiach kulturalnych została na etapie książki pt. „Księga Dżungli”. Dziesięć dni… Może naprawdę lepiej iść na spacer, wybrać się na koncert albo po prostu nie wstawać z leżaka. Na piłkarzy jeszcze zdążymy się napatrzeć.

Reklama

Najnowsze

Weszło