Kamil Grosicki: – Odrzuciłem ofertę Tereka. Marzyłem o Galatasaray

redakcja

Autor:redakcja

06 czerwca 2013, 17:04 • 14 min czytania

Reklama
Kamil Grosicki: – Odrzuciłem ofertę Tereka. Marzyłem o Galatasaray

Z Liechtensteinem popełniłem trochę technicznych błędów. Kilka razy źle przyjąłem albo wszedłem w drybling i zamiast strzelać, to zastanawiałem się co zrobić. I w klubie, i w kadrze ostatnio mam to samo, że umiem dobrze dograć piłkę, ale gorzej z wykorzystywaniem własnych sytuacji. Nie wiem, może powinienem zostawać godzinę po każdym treningu, strzelać do upadłego na pustą bramkę, ustawiać sobie jakieś pachołki, żeby celniej trafiać. Czuję, że w polu karnym trochę głupieję, nie mam pewności siebie – mówi w wywiadzie dla Weszło Kamil Grosicki, na dobę przed meczem eliminacyjnym z Mołdawią.

Reklama

Powiedziałeś kiedyś w wywiadzie dla Weszło: „mam taką konstrukcję psychiczną, że męczy mnie ciągłe udowadnianie komuś, że nie jestem garbaty”. Mam wrażenie, że znalazłeś się właśnie w takim miejscu – po niezbyt udanym sezonie w klubie i wobec sporej konkurencji na twojej pozycji w kadrze – że udowadniać znów musisz i to na każdym kroku.
– Wiadomo, że w reprezentacji nigdy nie miałem bardzo mocnej pozycji. Każdy mecz zawsze traktowałem jakby był o wszystko. Jak zagrałem gorzej, mogłem się martwić czy w ogóle przyjdzie następne powołanie. Ostatni sezon w klubie też był trochę słabszy. Został jeszcze jeden mecz z Mołdawią, po nim trzeba będzie usiąść i przeanalizować, co się stało, że zaliczyłem taki spadek formy. Wierzę w siebie, nie interesuje mnie, co ktoś o mnie myśli i wiem, że jak się zepnę, to niedługo wrócę na wyższy poziom.

Mówisz, że nigdy nie miałeś mocnej pozycji w reprezentacji. Przede wszystkim Smudzie brakowało tego zaufania do ciebie, ale już u Fornalika wygląda to inaczej – zagrałeś w pierwszym składzie z San Marino, Liechtensteinem, z Anglią, z Urugwajem. Szans nie brakowało.
– Tak, czuję, że od trenera Fornalika to zaufanie dostałem, ale kadra to jest ogólnie specyficzny temat. Jeśli w klubie zagrasz słabiej w jednym, drugim meczu, to jeszcze nikt nie będzie ci tego bardzo wypominał. W reprezentacji masz jedną okazję na jakiś czas – i albo dajesz radę, albo zawodzisz. Z Liechtensteinem dobrze to nie wyglądało. Ktoś mi teraz mówi, że się starałem, że próbowałem, byłem aktywny, ale w tych kluczowych momentach jednak brakowało. Wychodziły błędy techniczne. Chociaż z drugiej strony, zrobiliśmy analizę taktyczną, z której wyszło, że trzy dobre piłki jednak wyłożyłem. Gdyby padła z tego jedna, dwie bramki, pewnie nikt by dziś nie mówił, że Grosicki był najsłabszy na boisku.

Te pochwały, o których wspomniałeś, płyną raczej od znajomych niż ze sztabu?
– Przede wszystkim od rodziny. Po każdym meczu dzwonię do ojca i on mi wtedy zawsze mówi krótko, co uważa. Sam grał kiedyś w piłkę, nigdy na wysokim poziomie, bo nie miał takich możliwości, ale zna się na tym i za każdym razem potrafi mnie ocenić. Najsurowszy krytyk. Mamie, cokolwiek zrobię, to i tak będzie się podobać. Ojciec podchodzi fachowo i na jego zdaniu najbardziej mi zależy.

Do tematu kadry jeszcze wrócimy, ale musimy pogadać chwilę o twojej sytuacji w klubie. Masz rok do wygaśnięcia kontraktu z Sivassporem. Logika podpowiada, że powinieneś podpisać nowy albo zostać sprzedany w tym okienku, że klub jeszcze na tobie zarobił.
– Klub proponuje przedłużenie. Prezes przed samym wyjazdem na kadrę z pięć razy mnie o to pytał. Stwierdził nawet, że mu obiecałem…

Reklama

Obiecałeś?
– Chyba nie, może kiedyś była jakaś luźna gadka. Powiedziałem mu, że przyjadę po urlopie i wtedy będziemy rozmawiać. Sytuacja jest taka, że za pół roku mogę podpisać kontrakt z dowolnym klubem i wtedy Sivasspor nic na mnie nie zarobi. To chyba nie jest najlepsze rozwiązanie. Nie ukrywam, że chciałem odejść już rok temu czy pół roku temu, kiedy miałem kilka naprawdę konkretnych propozycji. Może w tym oknie też pojawi się coś fajnego. A jeśli nie, to przez najbliższe pół roku trzeba będzie się wyżyłować i podpisać naprawdę dobry kontrakt, przy którym można już sobie naprawdę godnie żyć.

Godnie żyć?
– Gdybym przedłużył kontrakt z Sivassporem, to pewnie mógłbym dostać sporą podwyżkę, ale wiadomo, że nawet w Turcji są takie kluby, w których gra się i zarabia na trochę innym poziomie. Mogę powiedzieć szczerze, że od kiedy jestem w Sivas, miałem trzy bardzo konkretne propozycje. Jedną z Rosji…

Terek Grozny.
– Tak, naprawdę poważna oferta z Tereka, którą odrzuciłem. Nie chciałem iść do Rosji, bo marzyłem o tym, żeby grać w Galatasaray, a to był właśnie moment, że takiego transferu byłem bardzo blisko. W międzyczasie menedżer zadzwonił, że jest możliwość odejścia do ligi rosyjskiej – super warunki finansowe. Prezesi Tereka i Sivassporu są bardzo dobrymi znajomymi, także nie byłoby problemu, żeby się dogadać, ale nie podjąłem tematu.

Wiele razy o tym Galatasaray wspominałeś, ale w ogóle na ile realny był ten transfer?
– Trener któregoś dnia powiedział mi, że dzwonił do niego w mojej sprawie Fatih Terim. Prezes też przyznał, że oferta była, ale klub jej nie zaakceptował, bo tam wchodziła w grę jakaś wymiana zawodników. Miałem iść do Stambułu, a inni za mnie do Sivassporu. To się podobno nie opłacało i kluby się nie dogadały. Prawda jest taka, że Galatasaray chciało, ale nie na tyle mocno, żeby wyłożyć duże pieniądze. Bo wiadomo, że jak „Galata” chce, to płaci i kupuje. Ze mną wchodził w grę jakiś większy deal.

Reklama

Ostatecznie ściągnęli Nordina Amrabata z Kayserisporu.
– Za osiem milionów euro, czyli tak jak mówię – jak chcą, to kupują. Z tego co się orientuję, rozegrał cały sezon, ale nie miał niczego nadzwyczajnego. Gol, kilka asyst. Tak samo, gdyby porównać statystyki moje i jego z okresu, kiedy transfer wchodził w grę, to on wcale nie miał lepszych. To akurat był taki moment, że sporo strzelałem i asystowałem, i to w meczach z tymi silniejszymi klubami. Ale ostatecznie temat upadł.

No i teraz trzecia oferta – Kasimpasa?
– Tak, propozycja była w grudniu. Fajny zespół, piąte miejsce w lidze, duże perspektywy.

Ściągnęli Kalu Uche, Andreasa Isakssona z PSV, Fabiana Ernsta z Besiktasu. Mają pieniądze.
– Organizacyjnie są bardzo dobrze poukładani, a do tego dochodzi jeszcze taka kwestia, że klub jest ze Stambułu. Jak już nie było mi dane pójść do Galatasaray, to chciałem chociaż do Kasimpasy. Wiadomo, w Stambule jest trochę inne życie, mógłbym znaleźć dla dziecka międzynarodową szkołę, której nie ma w Sivas. Rozmawialiśmy, była oferta pieniężna plus zawodnik na wymianę, ale mój klub znowu ją odrzucił.

Co w takim razie musiałoby się stać, żebyś odszedł teraz?
– Nie wiem. Ja ogólnie nie czuję się w źle w Sivassporze, ale czasami przychodzą takie propozycje, które kuszą. Nawet Roman Kosecki ostatnio mi powiedział, że byłem tej „Galaty” bardzo blisko. Wiedział, bo grał kiedyś w tym klubie. Dla mnie to też było jakieś marzenie. Sami widzimy, co tam się teraz dzieje, jacy grają zawodnicy, ale trzeba spokojnie stąpać po ziemi i grać, bo wszystko może jeszcze się wydarzyć.

Reklama

Ostatnim sezonem raczej się nie bronisz. Ustaliliśmy że był dużo słabszy od poprzedniego.
– Wszyscy są świadomi, że w tym roku było gorzej i cena za mnie na pewno trochę spadła. Ale w klubie znają mój potencjał, chcą jeszcze ze mnie go wydobyć, może sprzedać za większe pieniądze. Ostatnio mam nierówną formę. Jeden mecz bardzo dobry, jeden bardzo słaby, potem dwa średnie, znowu bardzo dobry – taka mieszanka. Dlatego może na razie nie jest mi dane grać w tak dużych klubach jak Galatasaray.

Twoja rodzina cały czas kursuje między Polską a Turcją?
– Tak, bo wszyscy wiedzą, że Sivas jest specyficznym miastem, ale dajemy radę. Przyjeżdżają na kilka tygodni, później wracają, ale zwykle ktoś u mnie jest. Ł»yje się bardzo spokojnie. Po treningu wracam do domu i zostaje masa wolnego czasu. Można wyskoczyć coś zjeść, posiedzieć przy kawie, załatwić jakąś sprawę w banku, pójść do fryzjera, ale tego czasu jest naprawdę dużo. Nieraz specjalnie staram się wszystko ułożyć tak, żeby zostać na mieście jak najdłużej i nie siedzieć w domu.

Kiedyś Mirek Szymkowiak opowiadał, że będąc w Trabzonie, który był w jego czasach szarym i dość nijakim miastem, nieraz nawet pił whisky, rozmawiając z rodziną przez Skype.
– Są czasami ciężkie sytuacje, ale narzekać nie ma sensu. Przywykłem. Szanuję Turków, bo to bardzo sympatyczni ludzie i fanatyczni kibice. Czasami są męczący, ale ogólnie jest to fajne. Czy grasz źle, czy dobrze, to i tak jesteś ich idolem. Nawet jak miałem słabszy okres, to oni zawsze mnie wspierali. Mam tłumacza, który czasem czyta mi jakieś wpisy na tureckich forach i tam zawsze jest takie podejście, że nawet jak dzisiaj było słabiej, to pewnie w kolejnym meczu będzie dużo lepiej. Nigdy nie miałem żadnych problemów, od początku jestem dla nich idolem. Taki Michael Eneramo strzelał dużo bramek, a jakoś nigdy nie słyszałem, żeby kiedykolwiek na trybunach skandowali jego nazwisko.

Reklama

Z czego to wynika?
– Trzeba być otwartym dla ludzi. Jak ktoś do ciebie podchodzi z szacunkiem, to tak samo trzeba podejść do niego. Ja chyba nigdy nie miałem z tym problemu.

Tłumacz pomaga wam też w szatni, na treningach?
– Tak, bardzo fajny facet, który przez dziesięć lat mieszkał w Polsce. Nawet teraz przyleciała na wakacje odwiedzić znajomych. Jest pracownikiem klubu, ale pomaga nam – mnie i Arkowi Piechowi – na co dzień w różnych sprawach. Turecki to trudny język do nauki, tłumacze pracują praktycznie we wszystkich klubach w lidze. U nas jest trzech – jeden mówi po polsku, drugi po hiszpańsku, trzeci po serbsku i angielsku. Cały czas są z nami, nawet w szatni, na odprawach, uczestniczą też w treningach.

Od kilkudziesięciu godzin macie nowego trenera – został nim słynny Roberto Carlos. Wszyscy wiemy jakim był piłkarzem, ciągle nie za bardzo wiemy jakim może być szkoleniowcem.
– Gdyby był takim jak piłkarzem, to by było świetne. Zdziwiła mnie trochę ta informacja, ale wiadomo, że jeśli chce zostać trenerem, to nie może wystartować z najwyższego pułapu, tylko zacznie w mniejszym klubie. Ligę już zna, bo był w Fenerbahce, no i jest teraz znowu jest na ustach całej Turcji. Wszędzie jego zdjęcia. Myślę, że to bardzo dobry ruch, bo takie nazwisko może przyciągnąć i kibiców, i piłkarzy.

Już teraz słychać, że kilku nowych do was przyjdzie. Ale wracając do ciebie – niedawno powiedziałeś, że to zamieszanie, które miałeś w związku z ofertami z innych klubów, mogło źle na ciebie wpłynąć i odbić się na boiskowej formie. Głową byłeś już za daleko…?
– Może nie tyle że za daleko, ale nawet tata mi powiedział, że od kiedy pojawiły się te propozycje, było ze mną coraz gorzej. Z drugiej strony – nie można mówić, że było jakoś bardzo słabo. Grałem regularnie, zdobyłem dwie bramki, miałem sześć asyst. Taki Amrabat, który poszedł do Galatasaray, w silniejszym klubie miał podobne statystyki i nikt bardzo na to nie narzekał. Po prostu liga jest coraz mocniejsza, a na mnie też trochę już się poznali. Jeden znajomy powiedział mi, że Hector Cuper, jak graliśmy z Ordusporem, na odprawie przed meczem uczulał, żeby zawsze podchodziło do mnie dwóch zawodników. Wszyscy już wiedzą, że bazuję na szybkości, idę na przebój i coraz częściej jestem podwajany. Były trener ciągle mi powtarzał, nawet po tych dobrych meczach, że ja i tak gram na sześćdziesiąt procent możliwości.

Reklama

Uważasz, że wyrobiłeś sobie w Turcji markę?
– Nazwisko mam wyrobione, choć ostatni rok w jakimś sensie trochę to zamazał.

Narzekałeś niedawno, że nie wszyscy koledzy dostrzegają cię na boisku.
– To też jest prawdą. Grali ostatnio do mnie mało piłek, nie wiem czym to jest spowodowane. Trener na każdej odprawie mówił, że mają mi podawać szybciej, a nie w momencie jak już jestem pilnowany. Mamy dobrych środkowych pomocników, ale tych piłek brakowało. Eneramo też strzelił znacznie mniej goli.

Polecałeś Sivasspor Arkowi Piechowi. Na razie kończy się to tym, że jest napastnikiem numer trzy w waszej kadrze. W poprzednim sezonie bez perspektyw na pierwszy skład.
– Namawiałem go, żeby do nas przyszedł, bo klub jest dobrze zorganizowany, jest odpowiednia baza, zero problemów finansowych. Gram tu przez dwa i pół roku i klub jeszcze nigdy nie spóźnił się z wypłatą pensji albo premii. Nie ma wielkich kontraktów, ale przynajmniej podpisują takie, na które ich stać i później nie ma żadnych zaległości. Teraz, skoro przyszedł Roberto Carlos, budżet powinien być jeszcze trochę większy. Sivasspor chce zaryzykować, ściągnąć kilku nowych zawodników i powalczyć o puchary.

To akurat nie tak łatwo sobie wyobrazić, mając konkurencję w postaci Besiktasu, Galatasaray, Fenerbahce. Klubów napakowanych naprawdę dużymi nazwiskami.
– Dlatego trzeba celować w czwarte miejsce, może w Puchar Turcji. Ten sezon skończyliśmy na dwunastym, ale potencjał jest dużo większy. Mieliśmy dziwny sezon, bo nieraz ogrywaliśmy faworytów –Fenerbahce czy Besiktas na wyjazdach, a za chwilę przegrywaliśmy z kimś z dołu tabeli, z jakimś Mersin.

Reklama

Odchodzi dwóch napastników. Pozycja Piecha w nowym sezonie będzie mocniejsza?
– Na razie miał ciężko, bo trafił na Eneramo, który przez dwa sezony strzelił sporo goli. Arek jest szybki, ale słabszy fizycznie. Trener lubił typ silnego napastnika, który utrzyma się przy piłce. Prawie wszystko graliśmy na Eneramo, a on albo strzelał, albo odgrywał nam na skrzydła.

Jego naturalnym zastępcą wydawał się Boliwijczyk Pedriel.
– Jego też już nie będzie, zresztą Arek był od niego lepszy. Bardzo fajnie prezentował się na treningach. W tym meczu, w którym zdobył bramkę też wyglądał dobrze. Później jeszcze raz dostał szansę w pierwszym składzie, ale akurat trener wystawił go na prawym skrzydle, a to nie jest pozycja, na której on może sobie poradzić. Trener zdjął go w przerwie i w kolejnych meczach Arek miał już ciężko. Zobaczymy, co będzie w nowym sezonie. Dwóch napastników odeszło, ale na pewno na ich miejsce przyjdą nowi.

Wracając do tematu reprezentacji – za moment mecz eliminacyjny z Mołdawią. Dla was wszystkich ostatni w sezonie, ale jednocześnie taki, którego nie wygrać po prostu nie można, jeśli nie chcemy za moment w tej grupie kopać o pietruszkę.
– Wiadomo, nawet nie ma o czym dyskutować. Zresztą czujemy, że nam wszystkim też potrzeba takiego wygranego meczu o punkty, po którym wróci pewność siebie.

Reklama

Jak przyjeżdżasz ostatnio na spotkania kadry – wyłączając Euro, bo to zupełnie inna historia – to odczuwasz, że atmosfera wokół tej drużyny nie jest już tak dobra, nawet na trybunach?
– Nie jest to, co kiedyś, na różnych ważnych meczach, na przykład na Stadionie Śląskim. Cały czas jest dobrze, czujemy wsparcie, ale wtedy mieliśmy jeszcze jakieś wyniki i było widać, że kibice sami się nimi nakręcają. Teraz jest trochę inaczej i tym bardziej potrzebujemy zwycięstwa w ważnym meczu.

Masz obawę, że meczem z Liechtensteinem – takim, który po prostu trzeba było rozegrać, wyciągnąć parę wniosków i szybko o nim zapomnieć – dałeś trochę do myślenia selekcjonerowi? Niekoniecznie w pozytywnym kontekście.
– Popełniłem trochę technicznych błędów. Kilka razy źle przyjąłem albo wszedłem w drybling i zamiast strzelać, to zastanawiałem się co zrobić. I w klubie, i w kadrze ostatnio mam to samo, że umiem dobrze dograć piłkę, ale gorzej z wykorzystywaniem własnych sytuacji. Nie wiem, może powinienem zostawać godzinę po każdym treningu, strzelać do upadłego na pustą bramkę, ustawiać sobie jakieś pachołki, żeby celniej trafiać. Czuję, że w polu karnym trochę głupieję, nie mam pewności siebie.

Dużo w tej grze chaosu.
– Za bardzo chcę, a nie wiem jak mam skończyć. Strzelić zewnętrzną częścią, wewnętrzną, podciąć, podrzucić… Próbuję sobie jeszcze raz poprawić piłkę, ułożyć ją na nodze, a wtedy pojawia się obrońca i blokuje.

Czujesz, że możesz to poprawić? Może to ograniczenia, których już nie przeskoczysz?
– Muszę trenować do skutku, aż piłka zacznie wpadać. Ale w tym wszystkim jest jeszcze jedna sprawa, o której chcę powiedzieć – jestem zawodnikiem, który bazuje na szybkości i ryzyku. I ja to ryzyko podejmuję. Trener w Turcji zawsze mi powtarzał – w obronie nie ma miejsca na popełnianie błędów, ale jako skrzydłowy, ciągle musisz spróbować. Masz gościa przed sobą, to na niego jedziesz. Raz ci nie wyjdzie, drugi nie wyjdzie, trzeci nie wyjdzie, ale za czwartym razem wyjdzie. Dograsz piłkę i padnie gol.

Reklama

Na zasadzie: nawet jak na ciebie gwiżdżą, to się nie deprymuj?
– Dokładnie. Zawsze liczył, że za którymś razem mi się uda, pozwalał na taką grę. I tak samo było z Liechtensteinem. Swoje błędy popełniłem, ale dałem trzy piłki, po których akcje mogła skończyć się bramkami. W pierwszej połowie razem z Adrianem Mierzejewskim stworzyliśmy praktycznie wszystkie sytuacje. Adrian dostał dwa idealne podania, gdyby strzelił, to wszyscy zaraz by pisali, że piękna współpraca zawodników z Turcji – Grosicki dwie asysty, Mierzejewski dwie bramki. Ale ludzie zapamiętają tylko to, że się myliłem – trudno, tak już jest. Gram jak potrafię i ja swojego stylu nie zmienię. Jeśli selekcjoner uzna, że to nie ma sensu, to nie będzie mnie powoływał.

Po Euro w wywiadzie dla Weszło narzekałeś, że Smuda nigdy nie doceniał tego, co robiłeś, robił sobie głupie żarty, ale dobrego słowa na twój temat nie powiedział. Jak jest u Fornalika?
– Zwykle chwali zespół, skupia się na drużynie. Chociaż trener Wleciałowski, jak był u mnie w Turcji, to stwierdził, że od kiedy selekcjonerem jest Fornalik, nie schodzę poniżej pewnego poziomu. Nie gram może bardzo dobrze, ale jest to taki poziom, który mniej więcej zadowala i dlatego ciągle dostaję powołania. Na zgrupowaniach dużo rozmawiam z Kubą Błaszczykowskim, on też wiele rzeczy mi tłumaczy….

Boiskowe sprawy?
– Mówi mi, co mam robić lepiej, że jak idę na gazie i kiwnę jednego zawodnika, to żebym nie szedł dalej, tylko trochę zwolnił, przytrzymał piłkę, rozejrzał się, zagrał klepkę. Jemu to wychodzi. Ja czasem wchodzę między dwóch, pierwszego ogram, później albo za daleko sobie wypuszczę, albo ten drugi mnie zatrzyma. Kuba mówi mi, żebym częściej wchodził do środka, był pazerny na bramki, bo bezpańska piłka może spaść wszędzie. Takie wskazówki sobie cenię. Jeszcze nie jest za późno, żebym wszedł na wyższy poziom, wszystko w moich nogach. Zagramy z Mołdawią, pojadę na wakacje, przemyślę swoje sprawy i mam nadzieję, że następny sezon będzie przynajmniej tak udany jak ten mój przedostatni w Turcji.

Rozmawiał PAWEف MUZYKA

Reklama

Najnowsze

Reklama
Piłka nożna

Zaliczył dwa spadki z rzędu. Tottenham pobije dla niego rekord transferowy!

Braian Wilma
1
Zaliczył dwa spadki z rzędu. Tottenham pobije dla niego rekord transferowy!

Weszło

Reklama