Czesław Michniewicz zdobył już drugie mistrzostwo Polski, tym razem dla Legii, której je kiedyś odebrał. Ha, jak wiadomo piłka się kręci. W Legii szykują się zmiany, Ljuboja odejdzie do Rumunii, gdzieś pod Bukareszt, raczej z Radoviciem. Bez żalu, jakby Rumuni zabrali ze staroci jeszcze moje stare meble, dopłacę. A Legii trzeba nowych młodych, zwłaszcza rozgrywającego, którego od czasów Pisza nie ma. Jak tak przeglądam ligę, to nadawałby się Wacławczyk z Bełchatowa (już słyszę ten śmiech). Ale oczywiście Legia furory w Europie i tak nie zrobi. Czemu? Dziś wybieram się na baraż do Premiership: Crystal Palace kontra Watford.
Wiecie ile zarobi zwycięzca za ten wygrany jeden mecz? 120 milionów funtów, z kontraktów telewizyjnych i sponsorskich. Tyle, co cała polska Ekstraklasa przez pięć lat mniej więcej! No to z czym do gości? To jak z tym kontraktem T-Mobile – Bayernowi płaci 80 razy tyle, co Legii. I to tyle na temat snów o Champions League.

Jak co poniedziałek… PAWEŁ ZARZECZNY

Ale mistrzostwo Polski liczy się najbardziej i nie ma żadnej ceny. Co wiem jako kibic, który w Warszawie czekał kiedyś na tytuł Legii 25 lat, Polonii ze 40, Lecha pewnie 20, Śląska chyba 30… Ale takie czekanie jest najcudowniejsze.

Tak przepięknie wkurwia, i tak niebywale potrafi ucieszyć.

*

Lewy do Bayernu, przed chwilą tego „newsa” podał w TVN24 Kucharz. Dałem „news” w cudzysłowie, bo na Weszło zakomunikowałem to już ze dwa tygodnie temu. Ale nie piszę, by się chwalić – po prostu wiedziałem.

Ale znając życie, skoro podpisów jeszcze nie ma – no to się nawet nie zdziwię, jak cała ta wypowiedź jest zaaranżowana po to, by podbić cenę Abramowicza i Pereza. W ostatniej chwili.

Świat piłki, pamiętajcie, to jest parada oszustów, spośród których ja jestem naprawdę najdrobniejszy.

*

Mam chaos w głowie. Wy pewnie też. Mianowicie Polonia miała nie otrzymać licencji (słusznie, za długi, jak kiedyś ŁKS), a wtedy spadłby tylko jeden zespół z pary Bełchatów – Podbeskidzie (oba bez długów, co za idioci, uczciwi!!! W Polsce!!!). No i właśnie wdefilowali na Polonię, na spotkanie z piłkarzami panowie Engel i Listkiewicz. I zakomunikowali, że licencja na pewno będzie! Ł»e oni gwarantują!

Ja bym stawiał sprawę tak: będzie gotówka dla zawodników na kontach, do końca sezonu – ok. A jak znów pośle się kilka pism, to fora ze dwora!

Ja rozumiem Engela z Listkiewiczem i kibiców Czarnych Koszul. Ale piłkarze, jak głupio to nie zabrzmi, muszą mieć na chleb.

A nie tylko na oglądanie fikuśnej marynarki coacha.

Minus dla Polonii kolejny – Engel z Listkiewiczem nie mają u Bońka najwyższych notowań.

*

Zauważyliście, że na Wembley nie było sektorów buforowych? Zakazać imprez! Ale policja tylko u nas zamyka stadiony, a w wolnych chwilach (seks taśmy z Opola) – obsługuje tirówki w radiowozach.

No, ktoś musi odwalać brudną robotę, ale czemu za nasze pieniądze?

*

Na Ukrainie gra zawodnik, który nazywa się Kutas. Ha, to słówko znane z Mickiewicza i staropolszczyzny, oznaczało frędzel wiszący i nic więcej. Lecz nadał mu znaczenie hrabia Fredro, dopisując wieszczowi XIII Xsięgę. Oto najlepszy fragment, super jeśli recytuje Olbrychski, noc poślubna Tadeusza i Zosi:

„Ręce pod pupę włożył i mocno je złączył,
Dymał, rąbał, chędożył, aż wreszcie zakończył.
Piec razy te zabawę powtórzył
Piec razy się spuścił, aż się w końcu znużył.
Ł»onę na bok odrzucił niczym sprzęt zużyty,
Lecz kutas jeszcze sterczał, wielki chociaż syty.
Wnet tez świtać poczęło, Tadeusz zmęczony,
Jak na męża przystało, legł dupa do zony.
Kołdrę na grzbiet nacisnął, w jaja się podrapał,
Twarz do ściany odwrócił i mocno zachrapał”.

*

Niektórzy marudzą, że piszę za mało, chcieliby więcej. No więc, jakby to powiedzieć, czasami mi się nie chce.

*

Jeden chłopak przysłał mi tekst z Southampton, bo chciałby być jak Rudzki – ze zmywaka na łamy ekran. I żebym pomógł.

No to pomagam. Napisz coś ciekawego o Borucu, poza tym że stoi w bramce. Przekonam się chociaż, czy masz to co powinni mieć dziennikarze poza umiejętnością składania słów w zdania. Muszą umieć nadstawiać ucha.

*

Z dawnych anegdot – historia z finału Ligi Mistrzów sprzed lat, z Wiednia. Ajax wygrywa z Milanem. Nad ranem, z nieodzownym Waldkiem Skorupką i Darkiem Wołowskim idziemy na małą bibkę z legionistą Maćkiem Śliwowskim. I ja proszę Maćka – weź wkręć Waldka…

– A co?
– Ł»e właśnie podało radio austriackie, że Kluivert na dopingu. I walkower dla Milanu…

Śliwka zrobił o co poprosiłem. Wydawało się, że Waldkowi oczy wyjdą ze skorupek. – Chłopaki, ale mam temat na dimanche! (tak w Sztandarze Młodych nazywano piątkowe, wielkie wydanie).
– To pisz!
– Nie, kurwa, w Bratysławie są dużo tańsze telefony, błagam, jedźmy już!

No, my z Darkiem zagryzamy policzki, żeby nie umrzeć ze śmiechu. Ale jedziemy. Granica. Zatrzymuje celnik…
– Wy skąd?
– Z Wiednia – mówi po niemiecku Waldek.
– Aaaa, to tam gdzie Ajax wczoraj wygrał?
– Jaki, kurde Ajax! Kluivert na dopingu! Walkower dla Włochów!

Poruszenia, jakie tam powstało, nie da się z niczym opisać. Ludzie uwielbiają dowiedzieć się czegokolwiek z pierwszej ręki. Biegali jak oszalali. A Waldek pisał sobie w zeszycie tekst.

I jak już napisał, tego newsa, i w Bratysławie wszedł do budki telefonicznej, chyba Wołowskiemu zrobiło się żal, i go uświadomił.

Trochę szkoda, byłby Biały Kruk!

*

W piątek pobiesiadowałem z dawnym sponsorem Polonii (ostatni tytuł, 2000), właścicielem Hoopa (pamiętacie – Hoopa do klopa), takiego napoju. To ten Darek, co ściągał na mecze Ich Troje (a wszystko to, bo ciebie kocham – taki fajny plagiat z Toten Hosen), przedłużał mecze o osiem minut, a na koniec sprzedał firmę za sto milionów euro. No, ale nie to ciekawe. Otóż on urodził się na Myśliwieckiej, całe życie był i jest fanem Legii, a Polonię zasponsorował w myśl zasady starej jak świat – business is business!

Legii i Polonii życzyć by należało nadal takiego cohabitation – współistnienia, pożytecznego dla wszystkich, choć tak różnego z korzeni.

*

Dobra. Marek Wawrzynowski podziękował za promo książki wspaniałej „Wielki Widzew”, ale zapytał mimochodem: „A czemu w ostatni poniedziałek wisiałeś tak krótko na głównej?”.

No więc, Marku, odpowiem ci słowami Talleyranda, był taki wybitny mąż stanu i dyplomata wielu krajów i ustrojów, monarchów i rewolucjonistów. I kiedyś spóźnił się na przyjęcie. Gospodyni przeprasza, że honorowe miejsce niestety jest już zajęte!

A Talleyrand na to: „Szanowna Pani. Honorowe miejsce jest zawsze tam, gdzie ja siedzę”.

No i główna strona, to tam gdzie moje teksty wiszą. Gdzie by to nie było.

No a teraz po piłkarsku, modnie: auf wiedersehen.

A Lewemu – niestety – wilkommen.