Wszyscy się zastanawiają skąd tak gigantyczny sukces piłki niemieckiej, te cztery gole przeciw Realowi i Barcelonie. Otóż moim zdaniem – Niemcy wymyślili lepsze tabletki. Taki zmierzch doktora Fuentesa… Nie uwierzę, że można ganiać sto metrów tam i z powrotem, przez półtorej godziny, i nawet nie zwymiotować. Nawet pod boki się nie złapać. Przy okazji trzeba dobrze grać, oczywiste. Jak Ben Johnson musiał też umieć biegać, Katrin Krabbe, Marion Jones, dopiszcie sobie sto tysięcy nazwisk.
*

Jak co poniedziałek… PAWEŁ ZARZECZNY

Trwa ogólnopolskie polowanie kto pierwszy odkrył talent Lewandowskiego. Zamiast wdawać się w spekulacje (choć mam wrażenie że odkrył go ten Klopp, dając Polakowi plac i dziesięciu zapierdalaczy do pomocy), otóż kawałek historii – odkrywczej mitomanii. Otóż służę w Legii, dwa razy w miesiącu dowodzę tą zabawną jednostką (wszyscy pijani, sami mistrzowie), no i czasem przejmuję obowiązki od pułkownika Ignacego Ordona. To trener znakomity, gawędziarz, ba, odkrywca…

I kiedyś mi mówi: – Panie, ja to odkryłem Bońka. Podstawiłem mu w Bydgoszczy schody do kariery!

Ja na to: – Bońka? Tylko?

On: – Panie, ja odkryłem też Deynę. Przecież to ja go tutaj ściągnąłem z ŁKS-u! Byłby nikim!

– Tylko Deynę i Bońka?

– No nie! Pamiętam jak tu przed bramą stanął taki żołnierzyk z chlebakiem, młodziutki, nie za silny, chyba z Garbarni Kraków. I ja go wziąłem za bramę. I wie pan co? To był Robert Gadocha!

Już nie wytrzymuję, no to bezczelnie pytam: – Panie pułkowniku! Jak pan był taki spostrzegawczy, to czemu przegapił pan Henryka Kasperczaka? Przecież on, piłkarz klasy swiatowej, u was w tamtej Legii grał w rezerwach!

A na to Ordon: – Kolego! Przecież wiedziałem że jest świetny! Ale powiedziałem mu – w Legii jest w pomocy Blaut, jest Brychczy, jest Deyna, nie przebijesz się! Ale jedź do Mielca, tam się tworzy ciekawa drużyna! I ten Heniek też mój!

No więc tak tworzą się wszelkie legendy oceaniczne. Suche majtki na dnie morza.

*

Spotkałem na mieście Zbyszka Kumidora. To najbardziej zasłużony fan Barcelony w Polsce, z czasów, gdy nie miała ona nie tylko Messiego, ale właściwie nikogo. No i on mówi – ze smutkiem w głosie – za te pięć lat sukcesów i zabawy z innymi w kotka i myszkę – przyjdzie teraz odcierpieć latami klęsk.

No i bach, dwie godziny później czwórka w plecy z Bayernem.

Ale Zbyszek to kibic też na trudne chwile. Takich cenię najbardziej. Reszta to śmietnik.

*

A propos Bayernu – dobre skrzydła i tabletki. I prezydent Uli Hoeness, który lada chwila trafi do pudła za podatkowe szwindle. Zastanawiałem się skąd ten gościu ma tyle milionów, na transfery (no z tym Riberym to zawalczył, z Goetze, z kim chciał). No i wychodzi mi jak nic, że on trzyma w Bawarii lewą kasę, kto wie czy nie tylko na tabletki, ale na sędziów, rywali… Cudotwórców nie ma, są tylko krętacze duzi i mali.

Niestety, parasol Angeli się skończy. Warum? Bo w tym roku w Niemczech wybory i trzeba pokazać, że nie ma równych i równiejszych.

Mnie to by nawet ucieszyło. Jak wielu fanów w Niemczech mam zakodowane: – Bauern Muenchen? Nein, danke!

*

Smuda spuścił Regensburg. Jedni się śmieją. Ja się cieszę. To pierwszy szwab, który oszwabił szwabów.

*

Aha, Urban, trener lidera popisał się niewiedzą na temat mojego ulubionego Torresa. Fragment z „PS”. „Od razu triumfował w Lidze Mistrzów z Liverpoolem. Gorzej poszło mu w Chelsea”.

Janku, zmień dilera. Akurat z Liverpoolem nie wygrał nic, za to w Chelsea poszło mu lepiej. Dla odświeżenia pamięci – Liga Mistrzów, mistrzostwo świata i Europy. Mało?

Jak czytam takie głupoty, to nabieram podejrzeń że gościu interesuje się czymś innym niż futbol.

*

Aha, o tych tabletkach jeszcze. Kolega z Anglii mówi mi czasem, że tam dopinguja kofeiną. I jak Anglikom przełożyli mecz w Warszawie, z powodu sławetnego deszczu, to chłopcy – już po zastrzykach – nie mogli spać. No i następnego dnia, kompletnie śnięci, ledwo uratowali remis.

Nie wiem ile w tym prawdy, ale na rzeczy coś jest.

*

Bardzo zabawne. W czasie meczu Śląska kamery nc+ pokazały jakieś wykresy Śląska, jak egzekwować wolne, kto gdzie ma polecieć, kogo zablokować, no wykresy niemal inżynierskie – jakbyśmy nie wiedzieli, że piłkarze to głąby i trzeba ich nawet zaprowadzić do sklepu…

No i a propos wykresów – podobno Pogoń cały tydzień trenowała jak dośrodkować piłkę na głowę (nie wiem czy nie pomylę nazwiska) Frątczaka.

A dwa gole walnął Hernani.

Bo podobno już na boisku się zamienili!

To po co tyle trenować i tyle rysować? Papieru szkoda!

A co do tej Pogoni – idiotyczna wypowiedź Hernaniego na temat kompletnie nie dla widzów taktyki gry piątką obrońców (to samo gra Polonia): „Z Legią przyniosło to jednak skutek, więc nic dziwnego, że trener pozostał przy tym ustawieniu”.

Hernani, dzieciaku, z Legią przyniosło to taki skutek, że powieźli was trójką, jak frajerów.

*

Przypominają mi się złe czasy. Trzy ostatnie zespoły wygrały swoje mecze i nie jest to chyba ich ostatnie słowo. Kpina i tyle.

*

Dobry tekst piłkarza Dolcanu: „Jesteśmy zagrożeni awansem”.

No, już nie jesteście, ale kapitalne, gratulo.

*

Trochę życia. Pierwszy trener Lewandowskiego z Varsovii, dziś jej prezes, o obecnych czasach: „Niektóre dzieci przychodzą na zajęcia głodne”.

Pociecha tylko artystyczna – Artysta głodny, artysta płodny!

*

I dla uśmiechu, Przegląd lansuje Piotra Zielińskiego z Udine i wali tytuł, o chłopcu który ledwie parę razy wszedł na paręnaście minut: „Włoska prasa oszalała”.

Oszalał chyba dziennikarz.