Zapraszamy na piątkowy przegląd prasy. W dzisiejszej prasie udało się znaleźć kilka tekstów, które nie dotyczą Roberta Lewandowskiego i wczorajszego meczu Borussii z Realem.

Maaskant rozczarowany Wisłą, wojewoda zamknął sektor, garstka ludzi na Polonii

FAKT

Boniek dla Faktu: Lewandowski jest jak potwór

Prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej, a kiedyś wielka gwiazda Juventusu Turyn Zbigniew Boniek zachwyca się występem Roberta Lewandowskiego. „Coś absolutnie fantastycznego! Mam nadzieję, że to będzie jego wizytówka na lata i jeszcze długo po zakończeniu kariery. Liczę, że to nie jest ostatni taki wyczyn w jego karierze, bo jeszcze wiele lat gry przed nim, a być może jeszcze będzie miał szansę pokazać się w finale Ligi Mistrzów. To co dziś zrobił to naprawdę jest do zapamiętania na lata. Wielki wyczyn. Oddaję mu tytuł Bello di notte (Piękność nocy) i wreszcie na spokojnie mogę się zająć prezesurą. We Włoszech na taki występ piłkarza mówi się „mostro”, czyli potwór, ale oczywiście w dobrym tego słowa znaczeniu. Serdecznie gratuluję Robertowi, bo strzelić cztery gole Realowi to jest naprawdę wspaniałe osiągnięcie.”

Robert Maaskant: Smuci mnie upadek Wisły

Były trener Wisły wciąż z uwagą obserwuje polską piłkę. – Bardzo mnie smuci pozycja Wisły w tabeli – mówi Maaskant (44 l.) w rozmowie z „Faktem”. A gdy przypominamy mu, że to on ściągnął do klubu wielu przeciętnych, inkasujących duże pieniądze piłkarzy, dodaje: – Ale przecież ci piłkarze prawie awansowali do Ligi Mistrzów i wyszli z grupy w Lidze Europy, więc chyba jednak nie byli tak słabi. Holenderski trener broni też krytykowanego w polskich mediach właściciela klubu Bogusława Cupiała. – Wiem, że krytykujecie często Bogusława Cupiała. Ale przecież gdyby nie ten człowiek, Wisła ani razy w XXI wieku nie byłaby mistrzem Polski – mówi nam w rozmowie. Maaskant jest w tej chwili trenerem Groningen. Jego zespół wygrał cztery ostatnie mecze ligowe i jest bliski występów w play-offach o grę w Lidze Europy. Wcześniej jednak nie było tak różowo i w marcu klub poinformował, że nie przedłuży z nim umowy. Co ciekawe, wersja Maaskanta jest nieco inna. – Sam zdecydowałem się odejść. Po prostu stwierdziłem, że nie ma tutaj perspektyw rozwoju – przekonuje w rozmowie z „Faktem”.

Polonię Warszawa uratuje tylko cud.

W Polonii Warszawa musiałby się zdarzyć cud, aby klub wystąpił w przyszłym sezonie ekstraklasy. Mało tego. Nie wiadomo, czy „Czarnym Koszulom” uda się dograć ten sezon do końca. Właściciel klubu Ireneusz Król (49 l.) przestał płacić wszystkim. Wczoraj pisaliśmy, że do grona wierzycieli dołączyła firma ochroniarska. A bez ochrony najbliższego meczu z Bełchatowem rozegrać się nie da. – Nie ma szans, aby mecz piłkarski odbył się w takich warunkach – mówi Faktowi rzecznik Komendy Stołecznej Policji Mariusz Mrozak. W poniedziałek Komisja ds. Licencji Klubowych analizowała wniosek otrzymany od klubu, w którym brakowało praktycznie wszystkiego. Uderzają przede wszystkim ogromne zaległości finansowe, które musiałyby być spłacone i udokumentowane w poprawionym wniosku do 6 maja. To mało prawdopodobne, bo Król nie chce narazie oddać klubu podmiotom, które mogłyby go uratować.

RZECZPOSPOLITA

Felieton pod tytułem: Lewandowski leczy kompleksy.

Teraz polskiego napastnika porównuje się z legendami z przeszłości – Ferencem Puskasem czy Marco van Bastenem, a jego zdjęcia z wyciągniętą ręką i czterema wyciągniętymi palcami („cztery dziś strzeliłem”) zdobią pierwsze strony gazet i portale w całej Europie. Polscy kibice, czekający wciąż na jakieś sukcesy w sportach letnich, na które ktoś za granicą zwróciłby uwagę, mają wreszcie drobną satysfakcję. Drobną, bo przecież natychmiast pojawiło się pytanie: dlaczego on tak nie strzela w reprezentacji? Nie strzela, bo nie ma takich partnerów jak w Dortmundzie. Sądzę, że gdyby reprezentacja Polski zagrała poważny mecz z Borussią z Lewandowskim, Jakubem Błaszczykowskim i Łukaszem Piszczkiem w składzie – poniosłaby porażkę. A gdyby ci zawodnicy wystąpili po naszej stronie, przegralibyśmy prawdopodobnie. Na tym polega różnica między piłką niemiecką a polską. Robert Lewandowski robił karierę już w kraju, ale nim Lech go przyjął, specjaliści z Legii go skreślili. Kiedy agent piłkarza, Cezary Kucharski, który wypatrzył go w Zniczu Pruszków, spytał, ile chce zarabiać, usłyszał: przede wszystkim chciałbym grać w lepszym klubie.

GAZETA WYBORCZA

Widzew jest dobrej myśli w sprawie przyznania licencji na Ekstraklasę.

Czy Widzew musi poprawić swój wniosek w pozostałych kryteriach? W klubie jeszcze tego nie wiedzą, bo do popołudnia na al. Piłsudskiego nie dotarły żadne dokumenty. – Dlatego ciężko jest nam się odnieść do tej sprawy – mówi Michał Kulesza, rzecznik prasowy Widzewa. – Według nas spełniliśmy wszystkie kryteria, ale musimy się przekonać, czy tak samo uważają członkowie komisji. Jeśli będziemy mieli jakieś braki, to oczywiście je uzupełnimy. Zapewniam, że jesteśmy dobrej myśli. Kluby, które mają braki we wnioskach, będą musiały je uzupełnić do 6 maja. Od 7 do 12 maja członkowie Komisji ds. Licencji Klubowych będą analizować dokumenty, a przez następne dni będą podejmować decyzje w sprawie przyznania bądź odmowy wydania licencji. Ewentualne odwołania komisja będzie rozpatrywać do 28 maja. Przypomnijmy, że jedynym klubem, któremu w polskiej ekstraklasie odmówiono licencji, był w 2009 roku ŁKS. Pięć lat wcześniej podobnie było z Widzewem, który nie złożył wniosku. Zajął jednak ostatnie miejsce i spadł do II ligi, po czym drużyna wróciła do stowarzyszenia, na czele którego stanął Zbigniew Boniek.

Wojewoda małopolski zamknął sektor gości na stadionie Wisły.

Fani Widzewa prawdopodobnie nie obejrzą piątkowego meczu z Wisłą. Wszystko z powodu decyzji Jerzego Millera, wojewody małopolskiego, który zamknął trybunę dla gości na stadionie przy ul. Reymonta. Powodem kuriozalnej decyzji miały być wydarzenia z poprzedniego meczu Wisły z Legią Warszawa. Kibice ze stolicy odpalili race i bluzgali. Komisja Ligi PZPN ukarała Legią grzywną 20 tys. zł. Na piątkowe spotkanie Wisły z Widzewem wybierała się liczna grupa kibiców z Łodzi (ponad tysiąc). Fani zorganizowali pociąg specjalny, a większość z nich wykupiła już bilety. Mimo zamknięcia trybuny kibice drużyny z al. Piłsudskiego nie mają zamiaru odwoływać zaplanowanego wyjazdu. Napisali już list otwarty do wojewody małopolskiego, w którym zaapelowali, aby jeszcze raz rozważył swoją decyzję. Koszty, jakie do tej pory ponieśli, oszacowali na około 100 tys. zł.

Rozmowa z Piotrem Ćwielongiem.

– Rzeczywiście, nie wiadomo, jak potoczyłyby się moje losy, gdyby nie uraz w sparingu Polonii Warszawa, gdzie latem miałem trafić. Mogę się tylko cieszyć, że wszystko dobrze się skończyło, choć oczywiście na początku nie było mi łatwo. Najpierw do sezonu przygotowywałem się poza drużyną – z trenerem Markiem Świdrem, który bardzo mi pomógł. Potem była ta kontuzja – nie wiedziałem, jak długo będę pauzował, ale zdawałem sobie sprawę, że Polonia w moje miejsce znajdzie sobie kogoś innego. Ostatecznie porozmawiałem z trenerem Orestem Lenczykiem i umówiliśmy się, że swoim zaangażowaniem na treningach pokażę przydatność do zespołu. Moim priorytetem cały czas było pozostanie w Śląsku, dlatego bardzo się ucieszyłem, kiedy pojechałem z drużyną na pierwszy mecz z Widzewem i wszedłem z ławki rezerwowych.

Dla pana odmianą było jednak dopiero przyjście trenera Levego.
– To prawda, że trener Levy preferuje styl, który mi pasuje. Tak na treningach, jak i w trakcie meczów. Praca u niego opiera się na grze piłką i bieganiu. To, co ćwiczymy, widać potem na boisku. Początkowe wyniki nie były może rewelacyjne, ale potem jednak odpaliliśmy. Wygraliśmy z Lechem na wyjeździe, pokonaliśmy Legię, od dłuższego czasu bardzo rzadko przegrywamy, w lidze jesteśmy na pudle, a w Pucharze Polski w finale. Można wiec powiedzieć, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Dla mnie samego ten sezon również jest bardzo udany. Strzeliłem w lidze już sześć goli, czyli pobiłem życiowy rekord. Staram się jednak, by było jeszcze lepiej.

DZIENNIK POLSKI

Cracovii wciaż brakuje jakości. Po remisie z Olimpią Grudziądz.

Kibice Cracovii zastanawiali się, czy krakowianie po wygranej z Wartą odblokowali się na dobre? Jednak nie, wciąż jest problem w drużynie trenera Wojciecha Stawowego. Wczoraj kibice mogli podziękować gospodarzom za walkę, ale już nie za skuteczność. Krakowianie oddali 14 strzałów na bramkę, ale tylko jeden celny. Od początku widzieliśmy zespół walczący, dynamiczny. Jak się okazało później, nie na długo jednak, bo gospodarzom starczyło animuszu zaledwie na kwadrans w I połowie. Krakowianie przystąpili do gry bez klasycznego napastnika, w jego rolę wcielił się Krzysztof Danielewicz. Tym razem na ławce usiadł Vladimir Boljević (…) Krakowianie wciąż szukali tej jednej akcji, która mogłaby przynieść powodzenie. Skoro nie udawało się po kombinacyjnych akcjach, próbowali z dystansu, jak np. Danielewicz w 70 min, ale nieznacznie przeniósł piłkę nad poprzeczką. W 72 min próbował Boljević, ale piłka zrykoszetowała na róg. Bernhardt próbował też z wolnego, ale posłał piłkę nad poprzeczką. W 76 min o mało co a napastników Olimpii wyręczyłby Milos Kosanović, strzelający na własną bramkę, na szczęście nad poprzeczką.

POLSKA THE TIMES

Co przyniosło spotkanie prezesów klubów na temat reformy Ekstraklasy.

Niechęci do reformy najbliższego sezonu ligowego 2013/2014 nie ukrywali działacze Korony Kielce, Lechii Gdańsk, Zagłębia Lubin, Jagiellonii Białystok i Ruchu Chorzów. Kluby te jasno deklarowały, że reforma zabije rozgrywki, będzie mniej czasu na przygotowanie między sezonami, a przede wszystkim – jeżeli nastąpi podział ligi po rundzie zasadniczej na grupę mistrzowską i spadkową – to ci drudzy będą musieli dokładać do organizacji spotkań z własnej kieszeni. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, zawarto jednak wstępne porozumienie. Kością niezgody były… finanse. Otóż kluby stanowczo oczekują, w szczególności te z małym budżetem jak Korona, konkretnych kwot na papierze. Nie interesuje ich suma podana w zaokrągleniu, bowiem to oznaczałoby, że porozumienie w każdej chwili może ulec zmianie. Co za tym idzie, kwota ta byłaby uzależniona od liczby transmisji telewizyjnych. Nie jest trudno się domyślić, że mniej zaangażowany kibic piłki nożnej raczej nie chciałby oglądać zespołów bijących się o utrzymanie.

SUPER EXPRESS

Król jest nagi. Jeszcze raz o kłopotach Polonii Warszawa.

Nie chcę mówić o konkretnych klubach Ekstraklasy, ale niektóre z nich muszą jeszcze dostarczyć brakujące dokumenty – mówi „Super Expressowi” Krzysztof Sachs, przewodniczący komisji licencyjnej PZPN. – Inne mają z kolei problemy z sytuacją finansową, którą muszą unormować w określonym czasie. Czas na uzupełnienie wniosków jest do 6 maja. W dniach 13-15 maja będziemy obradować i przyznawać licencje, a te kluby, które ich nie dostaną, będą miały czas na odwołanie. Po 28 maja będzie już „pozamiatane”, a licencje rozdane – dodaje. Król nie płaci piłkarzom od wielu miesięcy, co jest jedną z głównych przeszkód w uzyskaniu licencji. Jeśli w określonym czasie nie ureguluje zobowiązań, Polonia nie ma szans na grę w Ekstraklasie. Zespół w takim przypadku czekałaby degradacja nawet do trzeciej ligi. – Klub, który nie płaci zawodnikom, według prawa nie może brać udziału w rozgrywkach Ekstraklasy, I i II ligi, czyli wszędzie na szczeblu centralnym. Tak naprawdę Ekstraklasa i I liga mają podobne wymogi licencyjne, różni się to tylko w kwestii infrastruktury – podkreśla Sachs.

PRZEGLÄ„D SPORTOWY

Rozmowa z Lewandowskim po wczorajszym meczu.

Czy zadrą w waszych sercach jest stracony gol?
– To zdecydowanie nas zabolało, bo bramka dla Realu padła po naszym błędzie. Oczywiście, wynik końcowy jednak cieszy. Stracony gol też może pomóc. Nie pozwala zapomnieć, że przed nami trudny wyjazdowy mecz w Madrycie. Tego rywala nawet po wygranej 4:1 nie wolno nam zlekceważyć. Real się nie podda. Skoro my strzeliliśmy cztery gole, to oni też mogą. A my nie możemy na to pozwolić.

Czwartego gola wbił pan z rzutu karnego. Czy decyzja o tym, że podejdzie pan do „jedenastki” zapadła już na boisku, czy to było ustalone jeszcze przed meczem?
– Obecnie nawet w meczach Bundesligi jest mowa, że jeśli czuję się na siłach, to mogę podejść do rzutu karnego. Dziś tak się czułem, więc wziąłem na siebie odpowiedzialność. Najważniejsze, że strzeliłem gola, tak jak to, że jako cała drużyna zagraliśmy dobre spotkanie. Pokazaliśmy światu, że jesteśmy w stanie wygrać z każdym.

Cztery gole przeciwko Realowi Madryt to historyczny wyczyn, ale było też blisko piątego trafienia.
– Niewiele zabrakło, ale cieszmy się z tego, co mamy. Dzisiaj zrobiliśmy tylko pierwszy krok na końcowej drodze do finału Ligi Mistrzów, drugi trzeba postawić w rewanżu.

Lovrencsics niepewny swej przyszłości w Lechu.

Węgier na razie jest tylko wypożyczony za 100 tys. euro z klubu Lombard Papa. Lech Poznań zagwarantował sobie prawo pierwokupu, a zapłacić będzie musiał niewiele, bo również ok. 100 tys. euro. – Powrót na Węgry byłby dla mnie krokiem wstecz, bardzo chcę zostać w Poznaniu – przyznaje Gergo Lovrencsics. – Z decyzją wstrzymajmy się do końca sezonu – mówi wiceprezes klubu ds. sportowych Piotr Rutkowski. – Gergo miał świetny początek, potem spisywał się słabiej, ale byliśmy na to przygotowani, bo jednak przeskok z ligi węgierskiej do polskiej nie jest łatwy. Musiał się przyzwyczaić do nowych warunków. Wwiosną wygląda to już o wiele lepiej – tłumaczy trener Mariusz Rumak, który dodaje: – Zostało nam siedem kolejek, więc należy wstrzymać się z ocenami. Nie ma wątpliwości, że w ostatnich tygodniach węgierski skrzydłowy daje sporo argumentów za tym, żeby nadal grał w Kolejorzu. Dość powiedzieć, że w trzech meczach z rzędu strzelał gole (przeciwko Lechii, Piastowi oraz Zagłębiu). Wykupienie Lovrencsicsa powinno być niezłą inwestycją na przyszłość, bo sprzedać go można ze sporym zyskiem.

Mecz Polonii z Bełchatowem obejrzy 999 osób.

Takiej informacji udzielił „Przeglądowi Sportowemu” właściciel klubu, Ireneusz Król. Spotkania na żywo będą mogli obejrzeć jedynie kibice posiadający sezonowe karnety. Taki ruch Króla oznacza, że sobotni mecz nie będzie miał statutu imprezy masowej. Według ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych, jeśli impreza organizowana jest dla mniej niż tysiąca widzów, nie trzeba zachowywać odpowiednich procedur bezpieczeństwa. Ujmując w skrócie – nie trzeba płacić za dodatkową ochronę, co Królowi bardzo odpowiada. Firma ochroniarska obsługująca Polonię wciąż czeka na należne wynagrodzenie i zagroziła, że nie będzie obsługiwać spotkać Czarnych Koszul.