Bardzo niewiele brakowało, a zalegalizowałoby się w Polsce, jako pierwszym kraju na świecie, ustawki. Mianowicie mój koło Rysiek Adamus, nazwijmy go zdolnym impresario (do niego należy rekord sprzedanych płyt Polsce, milion, Piaska), wymyślił by kibice nie chowali się po lasach, tylko tłukli w telewizji. W klubowych koszulkach, a jakże! Bez policji. Gdy trzeba – kilku na jednego, gruby na dużego. To byłby Real jakiego świat nie widział, można by chwilę później zacząć walki międzynarodowe, w których nasi fani chuligani mogliby spokojnie nalutować całą Europę z przyległościami.
Niestety, ktoś Ryśka przyblokował, pewnie policja. Podobnie w Niemczech – też chciano się bić pomiędzy klubami, ale sąd federalny (taki konstytucyjny) w Karlsruhe właśnie uznał, absolutnie niedemokratycznie i niezgodnie z konstytucją, zakładającą w każdym niemal kraju w pierwszym artykule równość wobec prawa), że o ile ludzie mogą się zabijać w sportach walki i nikomu nic do tego, no to kibice bić się nie mogą. Nie mogą i już! Kibice mogą tylko – wedle prawa niemieckiego i polskiego – tylko klaskać.

Jak co poniedziałek… PAWEŁ ZARZECZNY

Jest to oczywiście debilizm, na przykład Polakom wolno strzelać z granatników do afgańskiej wioski i zabijać dzieci, ministerstwo obrony daje nawet pieniądze na ich obronę przed sądem, bo… ścigali terrorystów, nie pocelowali dokładnie, przypadek.

Kibic nie może dać innemu kibicowi w zęby.

Ja takich nierówności wobec prawa dostrzegam całe mnóstwo. Kibic w pociągu nie może wypić piwa (100 zł za wykroczenie przeciwko ustawie o wychowaniu w trzeźwości).

Gdyby jednak kibic był europosłem (Staruchowi to grozi), mógłby jechać eurocity do Brukseli i walić białą, w dodatku na koszt podatników…

Do rzeczy – Ryśka wykolegowali z dobrego pomysłu, rozładowującego faktyczne społeczne napięcia i rywalizację pomiędzy miastami. Owszem, walki będą, już w środę w Wawie, ale średnio mnie interesuje czy nalutuje nas Gdynia. Co innego, gdyby z Legią i Polonią, w pięciu walkach, zmierzyły się Arka i Bałtyk.

Nie namawiam do przemocy. Ale pomyślcie, że książę Harry może się chwalić, że z helikoptera za półtora miliarda mógł sobie strzelać i zabijać wieśniaków w sandałach.

*

Jakoś z opóźnieniem przeczytałem, że Piekario „wściekły”, bo pocisnąłem go lekko na temat bigamii. Napisał że moje teksty to fantasy, coś takiego.

Z jednej strony ma rację, bo pisanie – według mojego idola Marka Hłaski, nieboszczyka, to „prawdziwe zmyślenie”. Czyli coś zmyślonego, ale co jednak mogło być prawdziwe. Nic na to nie poradzę – czy wiecie że oskarowa Operacja Argo ma ze sto kłamstw, a nazywa się to jednak „hollywoodzkim faktem”. To znaczy jak Hollywood coś mówi, to tak jest, nawet jak jest inaczej.

Ale, chłopaku, nie obrażaj mnie tym fantasy, bo mogę ci walnąć trochę Realu. Jak wsadziłeś na minę najlepszego przyjaciela, byłeś wtedy piłkarzem Legii i wpadłeś na patrol…

Przyjaciel ci wybaczył, ja nie wybaczam.

Mówiąc inaczej – za młody jesteś, by się stawiać.

*

Paolo di Canio, Włoch kolejny, został w Anglii trenerem, chyba Sunderlandu, nieistotne. Ten gość ładnie był opisany w książce Besta, jak to sławnemu menedżerowi nabluzgał od chujów, a tamten… nastepnego dnia zrobił go kapitanem, w Polsce nie było to możliwe (patrzcie na relacje Tusk – Gowin). A dwa, że kiedyś di Canio nie chciał lewej bramki dla swojej drużyny i złapał piłkę w ręce, zamiast walić do pustaka. Media ogłosiły go laureatem wszystkich nagród fair play, bo faktycznie był odważny, jego klub bronił się przed spadkiem…

I jak di Canio opowiadał później: gdy wsiadł do autokaru koledzy nie odzywali się do niego, byli wściekli jak Piekario, a dostał również mnóstwo chujów…

Ciekawa osobowość. Będę mu kibicował, choć przecież Sunderland mam gdzieś.

*

Zostałem degustatorem win, zaglądajcie jak chcecie na stronę 6win.pl. Pierwsze zadanie – sześć flaszek urugwajskich (wypiłem dubeltowo, czyli 12). No i z właścicielami winnicy znad La Platy pogadaliśmy dosyć długo, o futbolu rzecz jasna. Ja się popisywałem znajomością ich bogatej historii, sypałem nazwiskami, wynikami. No i mówię, że teraz mój ulubiony Urugwajczyk to Cavani, najlepszy w lidze włoskiej…

A facet mówi, Diego Perez: Cavani? Oczywiście, że znam. On u nas pracował w winnicy, i grał w piłkę.

Po co to piszę? Ł»eby nasi piłkarze nie brzydzili się roboty. Naprawdę ona hartuje, każe rano wstawać, wytrzymywać więcej niż rówieśnicy.

Jak patrzyłem na Furmana, który strzelił w derbach zwycięskiego gola – przecież on zepsuł sobie pieczołowicie układaną fryzurkę na kaloryferze.

I szybciej biegł po golu, do ławki, niż w całej karierze do bramki.

Zdaje mi się, że nasi gracze mają coś z głową.

*

Podjechał facet z TVN, nagrać komentarz o San Marino. Ł»e tylko 5:0, że chałka, że jesteśmy na 61 miejscu w świecie…

Nie chciałem go dołować, ale musiałem.

Ł»e 61 dobrze mi się kojarzy. Raz – to rocznik mojego urodzenia.

A dwa – w tym 61 Człowiek pierwszy raz poleciał w Kosmos. Z nędzy ruszył w górę. Może i nasi piłkarze ruszą? Stać ich na to.

No i dorzuciłem, nie wiem czy pokazali na antenie. Ł»e istnieje na świecie ranking wyższych uczelni. Najlepsza, Uniwersytet Jagielloński (pozdro dla Krakowa), jest w okolicach 300 miejsca.

A mój Uniwersytet Warszawski – w okolicach 500.

Naprawdę, odpieprzcie się od piłkarzy, bo oni jedyni łapią jeszcze kontakt ze światem.

A jak wam źle – kibicujcie, świątecznie, rugbistom. Właśnie ograli i Niemcy, i Ukrainę. No i co z tego?

*

Wdowczyk zmartwychwstał. I bardzo dobrze. Kiedyś, już po procesie powiedział mi tak: ” Mogłem podonosić na wszystkich, bo i wszyscy robili to co ja. Ale nie jestem kapusiem”.

Przynajmniej dobre i to.

Kiedyś chodziłem z jego bratem i nim do szkoły, choć to młodsze roczniki. No i… byliśmy lepsi, mój, 60 i 61, zdobył wicemistrzostwo Polski juniorów, jako Gwardia, a koledzy z klasy Ball i Ł»mijewski rozwalali całą Polskę.

Ja, na szczęście, w porę przestałem kopać się w głowę i postanowiłem zajrzeć do książek, i zdać na Uniwersytet.

Na szczęście, bo nie mielibyście czego czytać.

*

I dobry dowcip. Po San Marino mnóstwo znawców. No i na Interii czytam – Wszołek zatrzymał Wayne,a Rooneya, a nie dostał powołania. Autor, Michał Białoński.

No więc Michale, jakby zatrzymał Roo, toby grał dziś w Man Utd, a nie w Polonii. W tamtym meczu zresztą Roo walnął gola, a Wszołek może walnął ze dwa autografy.

*

Dobra, czekam na wieczorny mecz Lecha w Szczecinie, a zatem

„over”.