Ciekawa sprawa. „Przegląd Sportowy” wali na pierwszej stronie, że Lewandowski idzie jednak do Monachium. Z kolei „Bild” podaje, że nie ma żadnego tematu. Dojść można do wniosku, że dziennikarz „PS” Maciek Szmigielski ma lepsze informacje niż Karl Heinz Rummenigge, prezydent Bayernu. Gratulacje! Ponieważ jednak sama taka myśl jest już absurdalna, najprawdopodobniej wszyscy po kolei robią z nas idiotów. Ja na przykład słyszałem wczoraj, ze Robert nie odejdzie nigdzie, a to z jednego powodu. Za niewiele więcej niż 15 miesięcy, jeżeli nie wpadnie pod tramwaj, stanie się zawodnikiem darmowym (to znaczy jak wpadnie, to też, sorry).
Czyli ktoś będzie mógł zaoszczędzić kilkadziesiąt milionów, chyba warto. A dla menedżerów Polaka ma być z tego siódemka premii. Więc go zwodzą, bo takiej kasy na dwóch nikt by nie przegapił.

Jak co poniedziałek… PAWEŁ ZARZECZNY

Ha, jak będzie, nie nasze to zmartwienie, nie zginie.

*

Natomiast nasze zmartwienie, to lekceważące zachowanie Lewandowskiego, który nie przybył na Galę Piłki Nożnej i nie odebrał nagrody dla najlepszego polskiego piłkarza, tradycyjnie wysługując się mamą. Dziwne to o tyle, że akurat miał wolne i nie musiał marznąć na trybunach, wisząc za kartkę, a pan Marek Profus na pewno dałby mu na samolot, takoż na miskę i nocleg w Hiltonie. Cóż, tak nasi zawodnicy lekceważą fanów, telewidzów, każdego – zapominając, że za lat kilka wrócą do rzeczywistości. Robert zlekceważył przynajmniej dwie setki ludzi z polskiego środowiska, własnego.

Wyobrażacie sobie, że Ronaldo nie pojawia się na Gali FIFA, albo Iniesta, choć doskonale wiedzą, że wygra ktoś inny? Nie, Cristiano i Iniesta wiedzą, że to również ich praca, równie ważna jak strzelane gole.

No nic, Pamiętacie co o polskich piłkarzach mawiał Smuda: każda drużyna to banda, a każdy piłkarz…

*

A Gala bardzo udana, na bogato, choć ze strachem zauważam, że połowy dziennikarzy nie znam. Na szczęście mnie znają wszyscy.

*

Krzyś Stanowski ostatnio zaczął uprawiać scholastykę, to znaczy takie wydumane badania (w średniowieczu obliczano ile diabłów może zmieścić się na łebku od szpilki i jednemu wychodziło, że 666, a innemu, że 40 tysięcy…). Otóż za pomocą różnych wyliczeń można udowodnić, że Robert Lewandowski jest słaby, bo strzela rzadziej niż Lucas Barrios, który jest przecież no name… Otóż aby Krzysia przekonać, żeby nie szedł tą drogą, w dwie minuty udowodniłem mu, że lepszym piłkarzem od Deyny byłâ€¦ Stefan Majewski! W debiucie w kadrze gol, w debiucie w Legii dwa gole, takoż gol w meczu o medal mundialu!

No przecież to bzdura, a jednak wszystko się zgadza.

Kiedyś koledze tłumaczyłem, że w młodym wieku wszystko wydaje się bardzo proste. Na przykład ile jest 2+2×2?

Odpowiedział, że oczywiście osiem.

Odpowiedziałem, że niestety nie, że oczywiście… sześć. Bo najpierw się mnoży, a dopiero potem dodaje.

Maję Włoszczowską, absolwentkę matematyki zapytałem, a propos wyobraźni liczbowej, jaką grubość ma gazeta złożona pięćdziesiąt razy.

Najpierw powiedziała, że nie da się tak złożyć. Ja, że to tylko teoretycznie, jakby można było, no to ile…

Ona pyta jak gruba gazeta? Ja, że kilka milimetrów…
Ona, że chyba jakiś metr grubości wyjdzie.

Ja, że wyjdzie grubość większa, niż odległość Ziemi od Księżyca. Ze zwykłej, cienkiej gazety

Ona, że bredzę. To niemożliwe.

No to wyliczyłem to w minutę i zrobiło jej się strasznie głupio. Ma-te-ma-tycz-ce!

Tak więc nie miejcie siebie za zbyt mądrych. Większość z was, to głupcy.

*

Głupia jest też większość trenerów, co wiadomo (sławna odpowiedź Grzegorza Lato na zajęciach z fizjologii: Co oznacza chemiczny symbol C? A Gregor z niewinnym uśmiechem przedszkolaka: Jak to co? Cukier!).

Kiedyś postanowiłem zostać trenerem i nawet dostałem ofertę. Popijałem mianowicie na Mazurach z prezesem pierwszoligowego klubu Finishparkiet, Zygą Dąbrowskim. Był to starszy, bogaty przedsiębiorca, świadek Jehowy, który poznał nastolatkę i nagle postanowił nadrobić wszystkie głupstwa, których w życiu nie zdążył popełnić i kupił sobie klub, i ze dwudziestu graczy. Ale ciągle remisował, mimo dobrego szkoleniowca Andrzeja Wiśniewskiego (kadra Palestyny, mistrzostwo Polski w Polonii, u boku Wdowca, wcześniej Engela)… No i siedzimy na łódce, rozważamy ostatni mecz, no i ja mówię, że lepiej to poprowadzę.

– Za ile? – pyta prezes.
– Musi być „dwójka” z przodu – odpowiadam.
– Nie, dam ci osiem, a resztę w premiach.
– OK.
– Spytaj w PZPN czy będziesz mógł siedzieć na ławce?

Dzwonię do Listkiewicza, i za pięć minut odpowiedź, że tak, że mogę siedzieć na ławie jako dyrektor sportowy i jest zgoda wydziału szkolenia.

Niestety, Zyga nie zdążył wprowadzić tego śmiałego planu. Po pierwsze wytrzeźwiał. A po drugie młoda  narzeczona kazała mu wkrótce rzucić futbol.

No i Finishparkiet przyfiniszował – spadł z ligi. Ze mną miałby szanse przynajmniej zaistnieć w mediach.

A Andrzeja Wiśniewskiego ostatnio spotkałem. Dostał za jakieś mecze z Unią Janikowo osiem lat. Co tylko potwierdza teorię, że Smuda mógł nie wiedzieć, Engel, mistrzowie (listę możecie sobie wydłużać dowolnie), a porozdawano wyroki pionkom.

*

Zajebisty był ostatni gol dla Romy Tottiego. Ale jeszcze bardziej zajebiste jest to, że on nie chce nigdzie odejść.

Bardziej wierny może być tylko pies.