Lewandowski znów strzelił gola, błyszczał – całkiem jak nie w kadrze! Odezwał się do mnie jego menedżer, Kucharz, trochę mi podokuczał jak zwykle, a ja pytam o przyszłość Roberta. I odpowiedział całkiem szczerze i spokojnie: „Dortmundu nie stać już na Roberta”. Spodobała mi się ta odpowiedź, bo jeśli klubu z 80 tysięczną widownią, mistrza Niemiec i jednego z faworytów w Lidze Mistrzów nie stać na Polaka, znaczy że jest on niezły. Kucharz dodał, że Robert już doskonale opanował angielski, z czego nietrudno wywnioskować, że teraz tylko Londyn albo Manchester… No i już na luzie Czarek dorzucił, że jedzie na narty.
Nie omieszkałem pożartować i ja:
– W piłkę nie nauczyłeś się nigdy grać, no to dobrze przynajmniej, że udało się chociaż na nartach…

Jak co poniedziałek… PAWEŁ ZARZECZNY

Zamilkł. Ale za chwilę odpalił:
– Ty się nie nauczyłeś ani jednego, ani drugiego!

Co prawda, to prawda.

*

Byłem w kinie na „Drogówce”. Mega przerysowanie, ale ja nie o tym. Otóż pokazana jest Warszawa i na każdej ścianie symbole Legii, tak akurat miasto wygląda. Ale że domalował „Elkę” jednemu z tej drogówki, wytatuowaną na piersi, a drugiego, takie przesłuchujące bydlę ubrał nawet w dres Legii – no to przegięcie.

Jedyne co policja ma wspólnego z Legią, to schowane po kieszeniach „szmaty”, kiedy na meczach udają cywili. I podskakują razem z tłumem, spottersi… Bo kto nie skacze, ten z policji.

Smarzowski, czemu nie dałeś policji emblematów Polonii? Górnika Zabrze? Legia z policją nie chce mieć nic (!) wspólnego.

*

I jak jesteśmy w tych klimatach – wypuścili „Starucha”. O tyle mnie to cieszy, że go broniłem. Niespodziewane było to zwolnienie, chyba dzień przed tym pisałem do jego dziewczyny co słychać (dałem jej nawet wdzięczny pseudonim „Staruszka” – choć to młodziutka i śliczna kobieta). I ona odpisuje: „Nic dobrego, perspektyw raczej brak”.

No i proszę, dzień później otworzyli drzwi na Rakowieckiej. Niestety, za 80 tysięcy kaucji. Udało się ją zebrać szybko, ale… Nie wiem czy wiecie, że jest to rabunek w majestacie prawa. Mianowicie ta przymusowa „lokata” nie jest oprocentowana, leży do końca procesu, czyli ze trzy lata, a sąd uwielbia wrzucać na to konto wszelkie koszty, nawet przyjścia szatniarki.

Mnie dali kiedyś kaucję niższą, 20, a po paru latach wypłacili 12.

Jak to nazwać? Złodziejstwem?

Państwo nieźle zarabia na kibicach Legii, bo Michał T., adwokat, dostał zdaje się kaucji milion. On był z kolei szefem popieranego przez ITI grona fanów z kasą. I tatą tego chłopaczka podpalającego samochody.

*

Co z tą Legią? Otóż zapowiadają film pod tytułem „Być jak Kazimierz Deyna”. Nagroda w Koszalinie na festiwalu „Młodzi i film”. Widać w nim takie pegeerowskie klimaty, ale Kazik w takich dorastał. W trailerze dobry jest tekst trenera: „U mnie to trzeba zapierdalać!”.

Tak na oko do dziesięcioletnich dzieci.

Ale trzeba zapierdalać, wszędzie. A na film pójdę niezawodnie.

*

A na razie to byłem w nocy na Super Bowl i do pierwszego touch down dotrwałem. Wygrały jakieś „Kruki”, czyli bezsens. Ale kiedyś trafiłem na Super Bowl w Stanach, w towarzystwie Włodka Lubańskiego. Padłem po paru godzinach. I następnego dnia chciałem się dowiedzieć kto wygrał.

Nie wiedział nikt!

Wyobrażacie sobie finał mundialu, sześciogodzinny, i nikt nie wie kto został mistrzem?

Kiedyś komentowałem Super Bowl, nie znając reguł (!) w Canal +. Bo szef mi powiedział, że skoro znam Sebastiana Janikowskiego, to chociaż o nim poopowiadam…

No to założyłem koszulkę Seby, z nr 11 (zawsze mi się to z Gadochą kojarzy), no i do rana gadałem. Janikowski to był syn piłkarza z Wałbrzycha i Mielca, Włodka, reprezentant Polski juniorów, obdarzony niezwykłym kopem. I kiedy pojechał do Stanów do taty, jeden trener z Uniwersytetu Florida zobaczył, jak młokos… złamał poprzeczkę. No to go zabrał z soccera do futbolu. Seba szybko rozprowadzil cały studencki zespół i nauczył go picia wódki. I ten trener mówił tak (nigdy go nie karząc): „Albo on zostanie gwiazdą NFL, albo ja umrę na zawał serca”.

I został gwiazdą, ma rekord kopa wszechczasów, i kilka milionów rocznie za parosekundowe wejścia na boisko.

Ja koszulkę Seby oddałem do Marriotta, do Championsa, wisi na wystawie, niech Amerykanie wiedzą, że i Polak grał w finale Super Bowl, i kopnął nawet pierwszy punkt.

*

Fajne w tym futbolu jest na przykład to, że każdy team ma… kilkunastu trenerów. To znaczy na placu byli wczoraj ci dwaj bracia (w dwóch rywalizujących zespołach), ale na koronie stadionu po tuzinie pomagierów, analizujących ustawienie. Podobno przekazują swoje ustalenia nie przez radio, żeby nie zostać podsłuchanym (!), ale poprzez staroświeckie faksy! I wyskakuje na papierze optymalne rozstawienie…

Wyobrażacie sobie Vicente del Bosque, czytającego przed rzutem wolnym Hiszpanów, papier z faksu?

Ameryka to nie jest normalny kraj.

*

W Polsce zachwyty po transferze Salamona do Milanu. O opinii na jego temat Stefcia Majewskiego pisałem tu przed miesiącem i jak go znam, nie wycofa się z ani jednego słowa (chociaż wycofał się ostatnio z zaproszenia na browar, tak rozumiem, bo najpierw zaprosił, miał zadzwonić, no i biedak chyba zapomniał). Ale, ale – niewykluczone, że ma rację! Bowiem Włochy to kraj mafii i wiele transferów służy jedynie tak zwanej pralce. Nie możemy dać komuś łapówki, no to kupimy od niego jakiegoś piłkarza. Bo piłkarz to jest towar niewymierny. Za tego samego człowieka możemy dać 1 euro, i 100 milionów euro. Jest tu dosyć spore zatem pole do nadużyć. Podkładka.

Poza tym Italia to często fikcja, zresztą zabawna. Stoi facet na rogu i trzyma psa, z kartką: „Sprzedam za 100 milionów”. Każdy przechodzi, puka się w głowę…

Za kilka dni facet stoi dalej, ale już bez psa. I jeden z przechodniów pyta:

– Co, naprawdę sprzedał pan tego psa?
– Nie. Wymieniłem go na dwa koty, po 50 milionów.

*

A tak z krajowego podwórka – w Łęcznej piłkarze trenowali po kolana w śniegu, na sztucznej murawie, dostali łopaty. A jak zapytali czemu nie odśnieży traktor, dostali całkiem polską odpowiedź:

Bo traktorzysta powiedział, że nie robi, dopóki nie dostanie nowej kabiny.

I bądź tu jak Kazimierz Deyna.

A w Koronie wymyślili, że jak się zamknie część trybun, to się zaoszczędzi, na ochroniarzach.

Ja radzę, żebyście zamknęli cały stadion i drużynę z prezesami, to zaoszczędzi się jeszcze więcej.

To nieprawda, że tylko ja upadłem na głowę.

*

No i w ramach absurdów, ten spadający dach Wisły. Kiedyś, zabawne, z tego dachu komentowałem mecz, a podnosili mnie tam takim nieco większym dźwigiem – szkoda że wtedy się nie zawaliło:)