Mecz fornalikowej kadry D z bliżej nieokreśloną reprezentacją Rumunii szczęśliwie już za nami. Kadry D, piszemy, bo i jak inaczej nazwać zespół, w którego bramce stoi Jakub Słowik? „D” to nawet ukłon w stronę takiej kadry. Ten młody chłopak z Jagiellonii to idealny, wręcz podręcznikowy przykład na to, jak niewiele dzisiaj trzeba, żeby zostać członkiem drużyny narodowej. To oczywiście żaden zarzut w jego stronę. Wyróżniał się jesienią w ekstraklasie, więc na selekcję z ligi się załapał, ale jak daleko temu do poziomu prawdziwej reprezentacji, chyba nikogo nie trzeba teraz przekonywać.
Mniej więcej jak z Warszawy do Malagi.
Zagadkowa kadra Rumunii, z którą przyszło nam się dzisiaj mierzyć, momentami wyglądała na skrzykniętą spontanicznie gromadę kelnerów hotelowych, którym udało się wyprosić u Fornalika wieczorną gierkę. Gdyby w pierwszej połowie wpuścić na boisko legendarnego Bogdana Stratona, to w grze obronnej pewnie nie odbiegałby poziomem. Tak paradoksalnie – ten mecz od początku był przecież dosyć wyrównany. Oni atakowali nas niemal równie często, jak my ich – z tą istotną różnicą, że tylko jeden zespół strzelał gole. Jakby to powiedział „Szpaku” – wynik idzie w świat.
Jeśli Fornalik szukał plusów, to z pewnością kilka znalazł, bo szczególnie w pierwszej części w ofensywie działo się sporo. Ładną bramkę zdobył Pawłowski, wcześniej wypracowując sobie pozycję. Sprytem zapunktował Łukasik, a Teodorczyk nieźle rozumiał się z Wszołkiem (w sumie dziwne gdyby było inaczej). Przed przerwą przynajmniej było widać, że coś tam się zazębia, a jedenastce wyselekcjonowanej przez Fornalika chce się chcieć… W czasach obniżonych standardów dotyczących reprezentacji to już jakieś osiągnięcie. Dlatego odnotowujemy – pierwszą połową byliśmy nawet miło zaskoczeni.
Szkoda tylko, że o drugiej można już powiedzieć tylko tyle, że się odbyła i była wierną kopią najgorszych koszmarów – sparingu z Bośnią, organizowanego w czasach Smudy i jeszcze paru podobnych za jego kadencji. Kilka razy byliśmy bliscy zmiany kanału na ten, na którym najlepszy ze sportowych komentatorów, zamiast komentować, jakimś dziwnym trafem uganiał się za kandydatkami do tytułu Miss Polonia. Gdybyśmy zmienili repertuar w przerwie, pewnie mieliśmy nieco lepszy wieczór.