Boruc wraca do kadry. Moja reakcja? Będzie śmieszniej. Nie zapomnę jak nawalił się we Lwowie. I mój pomysł był taki, żeby uczcić polskość… Jak byłem na cmentarzu we Lwowie, to zobaczyłem napis na grobie: „Tu leży Maria Konopnicka”. I tak sobie dopowiedziałem, następnego dnia, w hotelu: „A tu leżał Artur Boruc”. Nie śmieję się, każdy był kiedyś pokonany przez prawo ciążenia. A co do Konopnickiej, tej od Roty i Siedmiu Krasnoludków – urodziła się w Suwałkach. I ma nawet pomnik w Rynku, pomnik Siedmiu Krasnoludków. I siódemkę dzieci, każde… z innym ojcem.
Nie wiem czemu niektórzy suwalszczanie nazywają ten pomnik, pomnikiem kurwy…

Jak co poniedziałek… PAWEŁ ZARZECZNY

Ale w Rzeszowie z kolei, jeśli nie wiecie, stoi w centrum pomnik… pizdy. Serio. Takie wyobrażenie warg sromowych mniej więcej.

No dobra, o Borucu dokończę. Gra kiedyś mecz, i podchodzi dziennikarz. I prosi o rozmowę…

– Z Faktem nie rozmawiam! – rzuca niepojednawczo Artek.
– Ale ja nie jestem z Faktu. Ja jestem z Przeglądu Sportowego!

Artur zerka i w ułamku sekundy komentuje:
„Jeden chuj”.

*

No dobra, niby wulgarnie zacząłem, więc teraz sportowo. Kolega mnie zaprosił na wydarzenie roku. Mianowicie mecz czwartoligowca, jakiejś Mlekovity z Anglii, albo Izolatora Boguchwała, który miał szansę wejść do finału Pucharu i zagrać na Wembley. Bradford, ci, którym niedawno spaliła się trybuna z kibicami. Półfinał był z Villą. Akurat w brytyjskiej knajpce o nazwie Bulldog trafiło mi się nawet dwóch gości z Birmingham. No i oglądamy, a tu czwartoligowiec awansuje! No i ja mówię na pożegnanie: „So good bye, please don’t cry!”

Kurde, czwartoligowcy, z widoku, grali lepiej niż reprezentacja Polski. Nie kopali po autach, nie bronili się, pary starczyło im na półtorej godziny.

Mieli nietypowe brązowe stroje, nikt normalny nie gra w brązowych, nikt.

Tak sącząc guinnessa (kilka sztuk) zastanawiałem się dlaczego Polacy nie grają w Anglii.

Bo tam trzeba umieć biegać. Jak Sebastian Coe, jak Steve Owett. To tam napisano „Samotność długodystansowca”, nakręcono film, mądry…

Kick and rush, kopnij i biegnij to podstawa piłki nożnej.

A nasi nie potrafią biegać nawet jak tamci, z czwartej ligi.

Aha, ci z czwartej ligi pojechali na wyjazd w 6 800 ludzi.

*

Hiszpanie zostali mistrzami świata w piłce ręcznej, więc nie tylko w nożnej. Ja mam swoją teorię czemu tak się dzieje, a dowiedziałem się tego będąc w Pampelunie u Urbana, Janka.

Otóż w Hiszpanii ktoś wpadł na rewelacyjny pomysł i… nie zadaje dzieciom lekcji do domu! Wychodzą o drugiej czy trzeciej, ale książki i zeszyty zostawiają w szkole. Ostatnia lekcja to jest wspólne odrabianie. I potem teczka w kąt, i czas swobodny! Kto chce dalej wkuwa, ale większość uprawia sport!

I tak się rodzą talenty, bo nie muszą się katować chemią czy biologią, jak wy. I matmą. I fizą.

Mogą sobie piłkę pokopać, albo porzucać, i zostać mistrzami świata.

*

Kolega z TVN, Tomek Marzec, zapisał się na kurs trenerów w PZPN, tak z ciekawości i ambicji. No i takie są jego obserwacje – każdy wykładowca stara się przekazać, że poprzednik, ten który miał zajęcia półtorej godziny wcześniej, jest durniem.

Ja myślę, że durniem jest i ten co wcześniej, i ten co później, Tomku.

Dobry piłkarz nie potrzebuje trenera. A słabemu żaden trener nie pomoże.

*

Legia sprzedała Wolskiego. To tak, jakby rodowe srebra opylić, majątek, ale nie mój cyrk, nie moje małpy. Prezesa Waltera wiele razy prosiłem, żeby powierzył mi ten klub we władanie – nie zaryzykował. Wolał Jóźwiaka.

Raz poszedłem z synem, myślałem, że coś zdziałamy i Legię kupimy. Walter był uprzejmy, i pewnym momencie pyta syna:
– Dlaczego nie pije pan kawy?

Syn:
– Bo śmietanka jest nieświeża.

*

Tak się zastanawiałem gdzie w Polsce mam najlepszych przyjaciół. Otóż w Zabrzu, we Wrocławiu i w Poznaniu. Nie w Warszawie, to kmiecie, tylko w Polsce.

Mój najserdeczniejszy kumpel to Pachela, z Lecha, ten który strzelał gole Barcelonie, Marsylii, Panathinaikosowi, każdemu.

W Warszawie zawsze zatrzymywał się u mnie, opowiadał jak na Legii kupili mistrza, no i graliśmy w piłkę, of course. Drzwi na drzwi, w moim przedpokoju. No i raz jechał do Turcji na kontrakt, oczywiście musiała być gierka, w której go opierdoliłem na dwie bramki, ale przy okazji… – nie zgadniecie – złamałem mu stopę…

Pachela mimo tego pojechał, umowę podpisał, no i za tydzień wraca…

I mówi: wszystko w porządku, dawaj telefon. Bo wiesz co? Tam są całkiem tanie mandarynki, i kupię kilka wagonów, sprzedamy, będzie hajs na la luna la luna…

Z Pachelą najlepiej śpiewało się „biełyje rozy, szto z snimi sdiełał, snieg i morozy…”.

Aha, i Białystok, Uwierzcie, ale nikt tak nie rzucał dywanem czy telewizorem z ósmego piętra, jak Lis…

Najsmutniejsi w świecie są piłkarze Legii.

Choć raz wyjątek. Spotykam Rybkę, no i mówię, że kibice go lubią, że zero awantur po Wiertniczej, po burdeliku. Znaczy się go zaakceptowali na dobre i złe. I mówię – fajnie, że tam Rybka byłeś!

A siedzący obok Borysiuk nagle się wtrąca:
– Ja też! Ja też!

Myślę, że ci goście rozkręcą kadrę na dobre.

*

Ponieważ nie jestem gwiazdą, mam problemy. W zeszły piątek Tusk wyłączył mi gaz (a ja sponsoruję tę kadrę w piłce ręcznej, beznadziejną). Czyli ogrzewanie. Akurat był piątek po południu, czyli dwa dni w mrozie. No i brak kasy, bo co z tego, że w styczniu zarobiłem 14 tysięcy złotych, jak na koncie zero. Bo tu nie ma księgowej, tu zła faktura, etc. Potrzebowałem szybkiej pomocy. Obdzwoniłem przyjaciół.

I jeden napisał: – Będziesz miał kasę za pół godziny.

Ryszard Tarasiewicz.

Tak naprawdę zachowuje się tylko mistrz Polski.