Nie ma w Polsce takiego drugiego trenera, który – nie mając właściwie żadnego doświadczenia w zawodzie – na siłę pchałby się do kadry. Nie ma takiego drugiego trenera, już nie tylko w Polsce, który w studiu telewizyjnym wypaliłby z uśmiechem „bo ja to jestem słaby”, a widząc rozbawienie na twarzy innych, poprawiłby się „no, to znaczy, początkujący”. I nie ma też takiego drugiego, którego lista kontaktów telefonicznych była tak pożądana w całym kraju. Tak, z Piotrem Świerczewskim nasza szara piłkarska rzeczywistość nabiera kolorów… W Lublinie, gdzie obecnie pracuje początkujący trener, który zostanie selekcjonerem, ze „Świrem” na pokładzie też jest o wiele zabawniej.
Nie znajdziecie dziś Świerczewskiego ani w trenerskiej ekstraklasie – formalnie, jakkolwiek by patrzeć, to nigdy w niej nie był, bo przecież w ŁKS pełnił funkcję menedżera (śmiech) – ani też w lidze pierwszej. Odnajdziecie go dopiero w trzeciej klasie rozgrywkowej. Teoretycznie słabo, ale… przynajmniej nikt mu w przyszłości ponownie nie zarzuci, że zamiast wspinać się po kolejnych szczeblach i poznawać polskiego bagienko od środka, wykorzystuje znajomości. Chociaż z tymi zarzutami to nigdy nie wiadomo, bo przez pewien czas nie było wiadomo, czy Świerczewski ma odpowiednie uprawnienia, by prowadzić również i Motor. Ale to była tylko zapowiedź, że teraz będzie już tylko ciekawiej.
Paradoksalnie, piłkarze Motoru do śmiechu, choć takiego raczej przez łzy, byli przyzwyczajeni już wcześniej. O poprzednim trenerze, Mariuszu Sawie rozmawiać nie chcieli, a jeśli już, to raczej przy użyciu słów: zazdrosny, zarozumiały, zakompleksiony i bez kontaktu z drużyną. Jeszcze niedawno zdarzało się, że na treningach brakowało normalnych bramek, były tylko te małe, dla dzieci. No, i rzecz jasna, nie było gdzie trenować. Dopiero przyjście Świerczewskiego wprowadziło odrobinę profesjonalizmu, choć ten wciąż przy każdej możliwej okazji narzeka na fatalną bazę treningową. Do takiego stopnia, że jak pojechał ostatnio z Motorem na sparing do Ożarowa i kiedy piłkarze wychodzili na boisko, to on wyjmował telefon komórkowy:
– Co trener robi?
– Jak to co robię? Kręcę! Zobacz, jakie tu są warunki. W Ożarowie, kurwa, są, a w Lublinie nie ma! Trzeba pokazać tym ludziom, jak to powinno wyglądać.
Po Świerczewskim widać, że mu zależy, że się stara. Dba o dyscyplinę, drużynę ogarnia praktycznie w pojedynkę (jeszcze przy pomocy Arkadiusza Onyszki), na treningach jest spory porządek. Sięgając jednak po niego, a pozbywając się Sawy Jacek Krzynówek, udziałowiec Motoru, tłumaczył, że dotychczasowy trener był zbyt koleżeński. Z tego, co mówią jednak piłkarze, jest na odwrót. Poprzedni szkoleniowiec był wyjątkowo nie kontaktowy, a z obecnym mają bardzo koleżeńskie relacje, może nawet… zbyt koleżeńskie.
Świerczewski sam przyznaje w szatni, że jemu ciśnienie w ogóle nie skacze, że on się nie spina. Prowadzi życie szczęśliwe i bezstresowe. Pamiętacie, jak zamiast pracować ze Zniczem, pojechał dwa miesiące popływać łódką? No, pełen luzik. Dlatego Świerczewski na piłkarzy nigdy się nie denerwuje, nigdy na nich nie krzyczy. To nie jego styl. Komuś permanentnie coś nie wychodzi? Zamiast ochrzanu – śmiech i szydera ze strony trenera… Ktoś czegoś nie potrafi? No, widzicie, piłkarzem to byłem ja, wy się dopiero uczycie… Porażka? Ha, no, widocznie grać w piłkę nie umiecie… Kolejna porażka? Chłopaki, spokojnie, moje treningi zaraz przyniosą efekty, jestem pewien…
Niejeden trener po przegranej zafundowałby piłkarzom opierdol, drugi natychmiast wytknąłby błędy. Ale nie, nie Świerczewski – on się nie denerwuje. On potrafi zaśmiać się do zawodników i wypalić: – No, najwidoczniej grać nie umiecie…
O, albo innym razem Świerczewski miał problem z Brazylijczykiem Diego. Widać było, że chłopak ewidentnie na treningach się obija, odpuszcza i się wozi. „Świr” wziął go na bok:
– Uważasz, że zachowujesz się w porządku? Ł»e to fair, że nie masz szacunku dla kolegów?
– Sorry, ale nie widzę problemu.
– Jeśli nie widzisz problemu w tym, że nie szanujesz kolegów, to odsuwam cię od zespołu.
Pełen luzik, żadnego krzyku. Ot, cały „Świr”. Piłkarzom w pełni to odpowiada, bo tak świetnej atmosfery, jaka panuje obecnie – mimo, że w klubie mają spore zaległości finansowe – nie było od dawna. No, tylko wyniki jeszcze nie takie, bo może i Motor poprawił grę, poszedł w górę tabeli, to za Świerczewskiego w jedenastu meczach zdobył szesnaście punktów. Jak na przyszłego selekcjonera, bilans dupy nie urywa. Wiosną liczymy na więcej.
P.