Nic nowego: Mila dla Śląska, Sadlok przeciw Ruchowi

redakcja

Autor:redakcja

08 grudnia 2012, 00:14 • 3 min czytania

Reklama
Nic nowego: Mila dla Śląska, Sadlok przeciw Ruchowi

Legia Warszawa nie przystąpi do rundy wiosennej z tak wielką przewagą nad pozostałymi drużynami, na jaką miała nadzieję. Śląsk jak to Śląsk – cokolwiek się tam dzieje, nigdy nie wiadomo, czy wrocławianie akurat będą mieli ten dzień, w którym przegraliby nawet z Nadnarwianką, czy ten, kiedy Mila dośrodkowuje, a ktoś strzela głową na wagę trzech punktów. Najbardziej chimeryczna drużyna ligi tym razem dzielnie walczyła z całkiem nieźle grającą Legią i wywalczyła dokładnie to, co chciała, w sposób dokładnie taki, jak zazwyczaj. We Wrocławiu szczypią się z zaoferowaniem Mili nowego kontraktu, ale kiedy on odejdzie, ten zespół przypominać będzie raczej Piast Gliwice.
Niech lepiej działacze dorzucą mu do kontraktu to, co do tej pory zgarniał niepotrzebny Mraz – będzie Sebek syty, i drużyna cała. Okres „uniezależniania się” od Mili może we Wrocławiu przebiegać niezwykle boleśnie – Mila swoimi asystami ciągnie wszystkich kolegów za uszy, a następcy póki co nie widać. Może niektórzy wierzą, że kimś takim będzie Mateusz Cetnarski, ale wybaczcie: jakoś nie potrafimy sobie tego póki co wyobrazić. Zresztą ten Cetnarski – abstrahując od meczu z Legią, w którym praktycznie nie zagrał – sposobem poruszania się, wyglądem, w ogóle, tak po prostu wygląda nam za zawodnika po trzydziestce, a nie 24-latka. Dawno żaden polski zawodnik tak szybko się nie zestarzał.

Reklama

Lider tabeli przegrał po raz drugi w tej rundzie i po raz pierwszy nie zdobył gola. Trener Jan Urban był jednak względnie zadowolony – każdy trener chce, by jego zespół wygrywał i przegrywał w „swój” określony sposób. To właśnie można powiedzieć o legionistach – nawet jeśli zeszli z boiska pokonani, to jednak po meczu, w którym starali się zrealizować wszelkie założenia. O wyniku zadecydował jedna minuta – Danijel Ljuboja nie wykorzystał idealnej okazji do zdobycia gola, poszła kontra, rzut rożny i trafił Jodłowiec. Zamiast 0:1 – 1:0. To był moment, kiedy losy spotkania się rozstrzygnęły.

W skrócie: „biała” górą nad wiśniówką. Trener Levy cieszył się, jakby właśnie opędzlował Real Madryt, Jan Urban chodził uśmiechnięty, więc to generalnie był taki bardzo pozytywny wieczór. Jak zwykle w piątki chwile konsternacji mieliśmy wtedy, gdy Cezary Olbrycht ogłaszał swój rebus – rebus, którego zazwyczaj nie rozumiemy przed podaniem odpowiedzi, a teraz nie rozumiemy już nawet po jej podaniu. Ostatnim, który miał takie odjazdy przed kamerą był chyba poseł Gabriel Janowski.

W Chorzowie Ruch nie wygrał z Jagiellonią, co chyba nie dziwi nikogo, kto zajrzał do wyjściowych składów. Sadlok. Polscy trenerzy to niezwykle specyficzne osoby: kibice widzą, że zawodnik się nie nadaje, dziennikarze widzą, piłkarze drużyn przeciwnych widzą, zwierzęta z pobliskiego ZOO widzą, pracownicy ochrony stojący tyłem do boiska – też widzą! A trenerzy – w tym wypadku Zieliński – nie. Co siedzi w głowie szkoleniowca, który wystawia Macieja Sadloka? Tak dobrze spisał sobie kontrakt, że bardzo chce być zwolniony?

Nie będziemy dużo pisać. Jedno słowo. Sadlok. No i wiadomo – Ruch prowadził, ale nie wygrał.

Reklama

Dodać jednak należy, że być może „Niebiescy” – nawet mimo swojego „obrońcy” – daliby radę zwyciężyć, lecz tej szansy pozbawił ich sędzia liniowy, pokazując spalonego przed strzałem Piecha w drugiej połowie. Ale czy spalony był – to na, pewnie pokażą dopiero dziennikarze C+ w niedzielę.

Najnowsze

Reklama
Inne reprezentacje

Courtois (znowu) zawiesił reprezentacyjną karierę. Van Bommel chce uniknąć kolejnego konfliktu

Braian Wilma
0
Courtois (znowu) zawiesił reprezentacyjną karierę. Van Bommel chce uniknąć kolejnego konfliktu
Ekstraklasa

Doceńmy zarządzanie Nielsa Frederiksena. Po Aarhus nie ma już śladu

Mikołaj Duda
12
Doceńmy zarządzanie Nielsa Frederiksena. Po Aarhus nie ma już śladu

Weszło

Reklama