Działacze PZPN polecieli do Kapsztadu. Tylko po co?

redakcja

Autor:redakcja

10 kwietnia 2009, 01:03 • 2 min czytania

Reklama
Działacze PZPN polecieli do Kapsztadu. Tylko po co?

Czterech obiboków – czyli Lato, Kręcina, De Zeeuw i Placzyński – poleciało do RPA, z czego „Dziennik” wysnuł dość zaskakujący wniosek: pewnie rozmawiali o dymisji Beenhakkera (no dobra, Placzyński obibokiem nie jest, pracowicie i skutecznie owija władze PZPN wokół palca). Bo w przeciwnym razie, po co wszyscy lecieliby do Kapsztadu?
Placzyński powiedział tak: – O losach Beenhakkera nie dyskutowaliśmy. Do RPA udała się tak duża grupa tylko dlatego, że zostaliśmy oficjalnie zaproszeni przez władze piłkarskiej federacji tego kraju. Naszą reprezentację czeka tam w czerwcu długie, 10-dniowe zgrupowanie, chcieliśmy więc zobaczyć hotel i boiska treningowe. Zagramy dwa mecze – więc obejrzeliśmy stadion. To będzie nietypowy wyjazd, bo do dość niebezpiecznego kraju. Chcieliśmy wszystko zobaczyć na własne oczy. Braliśmy też udział w oficjalnych spotkaniach z organizatorami przyszłorocznych mistrzostw świata.

Reklama

W skrócie, gdyby to nie miała być wersja dla prasy, Placzyński powiedziałby zapewne: – Polecieliśmy w czwórkę, bo Kapsztad to zajebiste miasto. Grzesiu chciał się opalić głowę, a Zdzisiu brzuch. W tym czasie tego Holendra wysłaliśmy, żeby oglądał jakieś krzywe boiska. Wieczorami łoiliśmy z miejscowymi, co oczywiście nazwać trzeba oficjalnymi spotkaniami.

„Dziennikowi” radzimy – trochę mniej podejrzliwości! Ludzie chcą się nawalić w miłym otoczeniu, pstryknąć fotkę, złapać za czarnego cycka, a wy od razu o jakichś spiskach.

Zdjęcie pochodzi z Korei – tam też nasza delegacja obserwowała (dokładnie, bo całymi godzinami) stan boisk.

FOT. W.Sierakowski FOTO SPORT

Reklama

Najnowsze

Reklama
Inne sporty

Mistrz świata trafił do Polski. „Opluwali mnie. To była szkoła życia” [WYWIAD]

Jakub Radomski
2
Mistrz świata trafił do Polski. „Opluwali mnie. To była szkoła życia” [WYWIAD]

Weszło

Reklama