Generalnie – też nam będzie przykro, jeśli nie awansujemy do finałów mistrzostw świata w RPA, rozważamy nawet zapisanie się na antydepresyjną terapię w ośrodku w Starych Juchach lub też zakup 300 litrów alkoholu wysokoprocentowego, aby urżnąć się na śmierć. Ale jeśli ktoś kazałby nam znaleźć kilka pozytywów, to w sumie jest to możliwe. Przedstawiamy 10 powodów, dlaczego będzie lepiej, że nasi zostaną w domu. Pewnie macie też własne przemyślenia na ten temat, więc do dzieła – wpisujcie je w komentarzach. Nie ma przecież sytuacji bez wyjścia.
10. Tomasz Zahorski nie zagra na drugiej z rzędu wielkiej, międzynarodowej imprezie i nie zacznie gonić Władysława Ł»mudy w liczbie rozegranych spotkań. Istnieje ryzyko, że Leo Beenhakker wziąłby go do RPA za zasługi. Na szczęście kolejny selekcjoner zastanowi się cztery razy, zanim wykręci numer zabrzańskiego Croucha.
9. Zdzisław Kręcina nigdy nie zobaczy Afryki. Ok, może był kiedyś z żoną na wczasach last minute w Tunezji albo Egipcie za 1300 złotych, ale chodzi nam o prawdziwą Afrykę. Wiecie – słonie, hipopotamy, te sprawy. Delegacja członków PZPN-u do RPA liczyłaby zresztą około 50 osób. Coś nam się wydaje, że o miejsce biłby się każdy, kto kiedykolwiek posmarował sędziemu albo oszukał piłkarza na kontrakcie. Czyli zasłużył się dla Związku.
8. 48 członków wspomnianej wcześniej delegacji PZPN-u do Afryki nie złapie choroby wenerycznej, nie zostanie okradzionych w slumsach Kapsztadu, albo zaszlachtowanych na ulicy getta biedy za to, że robiło zdjęcia miejscowym. Wiecie, generalnie chcielibyśmy, żeby zniknęli, ale obawiamy się, że spośród kilku tuzinów leśnych dziadów z Miodowej, do Polski wróciliby tylko ci, którzy już dawno nie mogą korzystać z uroków życia.
7. Unikniemy kolejnej żenady prezydenta Kaczyńskiego. Jeśli w chłodnej w sumie Austrii nie potrafił trzymać poprawnie szalika, a z Boruca zrobił Borubara, przy 40-stopniowym upale nazwałby Brożka Bożydarem, a Wawrzyniaka Warzywniakiem.
6. Budżet PZPN-u nie schudnie o 500 tysięcy dolarów, które związek wydałby inaczej na całostronicową reklamę we France Football. „Polski Związek Piłki Nożnej szuka piłkarzy, przelatujących w ostatnich 5-ciu latach nad terytorium Polski. Wymagane doświadczenie w pierwszej lidze (minimum 12 meczów)”. Chociaż skoro mamy już w kadrze Latynosa, a mieliśmy Murzyna, istniałoby ryzyko wciśnięcia jeszcze brakującego Azjaty lub Indianina. Czyli jedno wielkie wyjście z drewnianych chatek.
5. Maciej Ł»urawski nie zostanie telewizyjnym ekspertem, który wyjaśni, że w wielkich turniejach trzeba walczyć na całego i bez odstawiania nogi. Z kolei Maciej Kurzajewski nie dostanie piątego Wiktora z rzędu za relacje o dzieciach z buszu, radzących sobie z biedą dzięki piłce. A Jacek Kurowski nie będzie musiał nagrywać płyt Jackowi Krzynówkowi (pozdrowienia dla stałych czytelników, którzy wiedzą, o co chodzi).
4. W Afryce jest inna flora bakteryjna. Średnio doświadczeni podróżnicy potrafią spędzić kilka dni na klopie lecząc słynną, 24-godzinną krwawą sraczkę. To ewidentnie nie jest miejsce dla Łukasza Fabiańskiego.
3. TVN24 zamiast donosić o wydarzeniach z RPA będzie mogło nam zaprezentować kolejny odcinek telenoweli pod tytułem: „Atrakcyjny Kazimierz próbuje na ekranie ukryć zwierzęcy pociąg do mało atrakcyjnej Isabel”. Z drugiej strony – niestety – Isabel nie napisze wierszyka pod tytułem: „Wygrywaj Polsko każdy mecz, zanik Kazio wyjmie miecz”.
2. Leo Beenhakker nie przedłuży kontraktu do 2156 roku, z zastrzeżeniem, że w razie nagłego zgonu wszystkie zobowiązania muszą być wypłacone potomkom. I nie weźmie ślubu z Martą Alf na tropikalnej plaży. Tak, jesteśmy zawistni (ale nie zazdrośni).
1. Nie przegramy wszystkich meczów.