Jeden piłkarz, dwa spalone transfery w tydzień. Witamy w trzeciej lidze
Weszło

Jeden piłkarz, dwa spalone transfery w tydzień. Witamy w trzeciej lidze

Krzysztof Ropski ma za sobą kapitalną jesień w trzecioligowej Siarce Tarnobrzeg. 23-latek w 18 meczach zdobył 16 bramek i szybko znalazł się na celowniku kilku klubów, w tym Stomilu i Motoru. Napastnik pojechał do Olsztyna, już witał się z gąską, aż nagle temat upadł w przedziwnych okolicznościach. Ropski udał się więc do Lublina, już miał podpisywać kontrakt i… transfer został cofnięty przez Siarkę. O co w tym wszystkim chodzi?

Przyznajemy się bez bicia – do rozgrywek trzeciej ligi nie siadamy co tydzień jak do telenoweli. W różnych grupach znajdziemy tam kilka większych marek, jak Ruch Chorzów czy Polonia Warszawa i najczęściej wspominamy właśnie o nich. Tym razem jednak zaciekawiła nas sprawa Siarki Tarnobrzeg, Motoru Lublin, a konkretniej transferu Krzysztofa Ropskiego.

Choć, żeby być bardziej precyzyjnym – niedoszłego transferu, bo dziś tarnobrzeski klub zamieścił taki oto komunikat.

82344886_212024286488515_2858531027339444224_n

Tym ciekawszy jest fakt, że to już druga sytuacja, w której odejście Ropskiego do innego klubu wysypuje się na ostatniej prostej. Dosłownie kilka dni temu zawodnik był bliski dołączenia do Stomilu Olsztyn. Sprawa się rypła, a dyrektor Stomilu Sylwester Czereszewski skomentował ją bardzo bezpośrednio. – Temat Ropskiego jest przez nas całkowicie odpuszczony. Winą nie jest poziom sportowy, ale typowo polskie zachowanie pseudo-menedżerów, którzy podali absurdalną propozycję, jakbyśmy mieli do czynienia z zawodnikiem z ekstraklasy. Uważamy, że okazano nam brak szacunku. Niech dalej sobie szukają jeleni – mówił w rozmowie z „Echem Dnia” dyrektor sportowy olsztyńskiego klubu.

Im bardziej zagłębiamy się w sprawę, tym bardziej czuć, że śmierdzi ona z kilometra. Sprawdziliśmy więc u źródła, co zmusiło Siarkę do cofnięcia transferu do Motoru.

Nie mogę zdradzić szczegółów, ale klauzula odstępnego zawierała szereg zapisów, które nie zostały spełnione. Krzysztof sam sobie kiedyś, z ówczesnym agentem, bo teraz chyba ma innego, sprokurował takie zapisy, z których się nie wywiązał. One jasno określały, kiedy klauzula może zostać wykonana. On chciał wykorzystać klauzulę, my wykorzystaliśmy nieudolność zawodnika i Motoru w jej spełnieniu. Byłem tym mocno zdziwiony, bo kilka dni temu uprzedziłem go, że nie zrealizował wszystkich zapisów, a mimo że był tego świadomy, dalej tego nie zrobił – mówi nam Dariusz Dziedzic, prezes Siarki.

Co ciekawe, od szefa tarnobrzeskiej ekipy dowiedzieliśmy się też kilku rzeczy odnośnie fiaska rozmów ze Stomilem. – Okazało się, że jego menadżer ponoć nie brał udziału w tych rozmowach, reprezentował go ktoś inny. Nie znam szczegółów, ale już przebywając w Stomilu Krzysztof złamał warunki kontraktu, bo nie wyraziliśmy zgody na jego testy.

Tymczasem zarówno klub z Lublina, jak i sam zainteresowany, zdążyli już udzielić wywiadów, chwaląc się transferem. W ogóle obie strony mają chyba nieco inne spojrzenie na sytuację. – Wydaje się, że na papierze Motor jest silniejszy od Siarki, będę miał w tym klubie większe szanse na awans do drugiej ligi – powiedział „Echu Dnia”. – Skorzystaliśmy z klauzuli transferu definitywnego. Mogę powiedzieć, że pensja Krzysztofa znacznie różni się od tego, co zaproponował mu Stomil i co przebija się w mediach. Lublin to dużo większe i bardzo ładne miasto. Mamy stabilną sytuację finansową i stadion, którego zazdrości nam niejeden ekstraklasowicz. Myślę, że to oraz wizja rozwoju naszego klubu przeważyły – to natomiast wypowiedź Pawła Majki, prezesa Motoru.

Próbowaliśmy się skontaktować z lubelskim klubem, żeby uzyskać ich komentarz do sprawy, ale w sekretariacie usłyszeliśmy, że możemy spróbować złapać prezesa w przyszłym tygodniu. O to, co nawaliło tym razem spytaliśmy więc Dziedzica. – W ostatnich latach przeprowadziliśmy od 20 do 30 transferów do wyższych lig, nie zdarzyło nam się, żeby się z kimś nie dogadać. Nie byliśmy do końca zadowoleni z tego, że Krzysiek odchodzi do naszego rywala, ale uszanowaliśmy tę decyzję. W stosunku do zawodnika nie mam zastrzeżeń, nasza współpraca do tego czasu była dobra. Cała sprawa nie wygląda jednak dobrze. Motor nawet nie skontaktował się z nami w sprawie transferu. Było mnóstwo rzeczy, które przelały czarę goryczy. Bo czemu mamy komuś pomagać, tym bardziej ligowemu rywalowi? Mamy swoje ambicje, do Motoru tracimy tylko sześć punktów, nie jest powiedziane, że rezygnujemy z walki o awans. Kwota, którą mieliśmy uzyskać za Krzyśka nas nie zbawi, nie będziemy go sprzedawać za wszelką cenę.

Ze środowiska lubelskiego możemy usłyszeć, że Motor mimo rzekomego braku kontaktu zapłacił za Ropskiego. Problem w tym, że klub z Lublina miał przelać pieniądze… na stare, nieużywane od lat konto Siarki. Jak wskazuje komunikat trzecioligowca, Siarka kasę odzyskała i odesłała, ale jeśli tak było, to trąci nam to mocną amatorką.

Jaki będzie finał tego chaosu? Dobre pytanie. Siarka twierdzi, że na dziś Ropski jest ich piłkarzem. Zawodnik stawił się na treningu i niewykluczone, że w Tarnobrzegu zostanie na dłużej. – Zakładamy różne opcje, jeśli z Motoru lub innego klubu przyjdzie konkretna oferta, to się nad nią pochylimy. Jeśli Krzysztof nie odejdzie, to będzie z nim rywalizował na wiosnę. Czekamy na rozwój sytuacji – mówi szef Siarki.

Tu jednak rodzi się kolejny problem.

82529605_635323147274686_8505086392081055744_n

Mocne słowa i oczywiście zdaniem przedstawicieli klubu – nieprawdziwe. – Nie nazwałem Krzyśka w ten sposób i on o tym dobrze wie. Mam też świadków na potwierdzenie tego, co mówię. Gdybym był złośliwy, to dochodziłbym sprawiedliwości, bo jego narzeczona, co by nie mówić, oczerniła mnie publicznie, skłamała. Zresztą to, co dzieje się w szatni, powinno w niej zostać. Nie robi się tak, że wynosi się z niej informacje na zewnątrz. Skąd jego partnerka o tym wiedziała, to już pozostawiam do domysłów kibicom. Krzysiek wie, dlaczego byłem zdenerwowany tą sytuacją. W grudniu kilka razy przesuwał termin, w którym da mi odpowiedź, czy i gdzie wyjedzie na testy. Najpierw był 16 grudnia, potem do świąt, potem do nowego roku. Szedłem mu na rękę, a on zadeklarował, że nie odejdzie do klubu z trzeciej ligi i że nie wybiera się do Motoru – tłumaczy nam trener Siarki, Grzegorz Opaliński.

Choć szkoleniowiec zarzeka się, że w przypadku pozostania Ropskiego w klubie, wyjaśnią sprawę jak na dorosłych facetów przystało, to jednak można się spodziewać, że relacje napastnika z szatnią i samym trenerem nie będą na takim samym poziomie jak wcześniej, więc sytuacja zrobiła się patowa. Tym bardziej, że – jak udało nam się ustalić – zawodnik prawdopodobnie nie tylko zdążył pochwalić się transferem do Motoru mediom, ale też… wynająć w Lublinie mieszkanie.

Jak do sprawy odnosi się sam piłkarz? Z nim także próby kontaktu okazały się nieskuteczne. Jeśli jednak zechce przedstawić swoją wersję wydarzeń – zaktualizujemy tekst, przedstawiając jego punkt widzenia.

***

Ogrom absurdów i chaosu przy w tej sprawie nas przeraża. Ciekawi nas w tej sytuacji jeszcze jedno. Motor Lublin od lat nieskutecznie dobija się choćby do poziomu centralnego. Jasne, mówi się, że z trzeciej ligi nie jest łatwo się wydostać, ale głupio tak ciągle oglądać plecy rywali. Ciekawe, co stanie się w Lublinie, jeśli kolejny raz „misja awans” nie wypali. Skoro trzecioligowiec jest w stanie przebić ofertę Stomilu Olsztyn, którego dyrektor twierdzi, że Ropski stawiał żądania ekstraklasowe, to Motor po raz kolejny w grę o promocję wchodzi all in.

Oby prędzej czy później nie skończyło się to all out, bo wtedy „ładne, duże miasto i piękny stadion” mogą okazać się niewystarczającym argumentem w walce o klasowych zawodników.

fot. 400mm.pl

KOMENTARZE (5)