Brunes z udanym debiutem w Pradze. Kibice nie pozostali mu dłużni

Marcin Ziółkowski

31 lipca 2026, 23:42 • 3 min czytania 1

Reklama
Brunes z udanym debiutem w Pradze. Kibice nie pozostali mu dłużni

Jonatan Braut Brunes spisywał się w Rakowie Częstochowa tak dobrze, że przez wiele lat będzie w klubie punktem odniesienia dla kolejnych piłkarzy na pozycji napastnika. Znakomity Norweg zdecydował się ostatnio zrobić kolejny krok w karierze i dołączył do Sparty Praga. Nie trzeba było długo czekać na jego premierowe trafienie. Kibice odwdzięczyli mu się w szczególny sposób.

Reklama

A warto pamiętać w tym wszystkim, że za kilka dni Norwega czeka dwumecz kwalifikacyjny w walce o Ligę Mistrzów z renomowanym rywalem.

Nowy klub, stary Brunes

Choć norweski snajper, który jest doskonale znany z polskich boisk, nie zagrał w pierwszej kolejce sezonu, to w kolejnej już wskoczył do pierwszego składu Sparty Praga. Rywalem był FC Zlin. Brunes nie mógł lepiej przedstawić się nowym kibicom. Rozpoczął kolekcjonowanie bramek w lidze czeskiej już od pierwszego meczu.

Najpierw jednak warto wspomnieć, że w pierwszej połowie wywalczył rzut karny. Inny znany z polskich boisk zawodnik, a więc Lukas Haraslin nie zamienił jednak sprezentowanej sytuacji na gola. Po przerwie, krótko po bramce wyrównującej dla FC Zlinu, Brunes świetnie odnalazł się w polu karnym i po dobrym podaniu Martina Suchomela ponownie dał Sparcie prowadzenie. Brian Priske zdjął go z boiska w 73. minucie.

Reklama

Wartą odnotowania chwilą jest też zachowanie kibiców Sparty po bramce Brunesa. Możliwe, że naoglądali się norweskich kibiców podczas ostatnich mistrzostw świata. Zaczęli bowiem „wiosłować”.

Reklama

Już za kilka dni, ponownie w Pradze, Brunes będzie mógł udowodnić, że wydatek 6 milionów euro był świetnym manewrem ze strony czeskiego kierownictwa. Rywalem w meczu III rundy eliminacji Ligi Mistrzów będzie słynny Olympique Lyon. Pierwsze spotkanie odbędzie się 4 sierpnia, a rewanż we Francji tydzień później.

Kuzyn Haalanda, czyli jeden z najlepszych napastników Ekstraklasy ostatnich lat

Latem 2024 roku Jonatan Braut Brunes zasilił szeregi Rakowa Częstochowa na zasadzie wypożyczenia z opcją wykupu ustaloną na 2 miliony euro. Pozyskanie go okazało się strzałem w dziesiątkę. 30 goli w 64 meczach ligowych oznaczało, że trudno było tęsknić na Limanowskiego za niezwykle cenionym, ale nie tak skutecznym Vladislavsem Gutkovskisem.

Reklama

Norweg był też kluczowym ogniwem Medalików w rozgrywkach pucharowych. W ostatnich rozgrywkach Pucharu Polski, wraz z Bartoszem Nowakiem i Valerijsem Sabalą trafił do siatki rywali pięciokrotnie, a lepszych od tej trójki nie było. W Lidze Konferencji, licząc też eliminacje, Norweg żądlił pięciokrotnie (w tym dwa gole zdobył w fazie ligowej, a jedno w fazie pucharowej we Florencji).

Nie miał on też dobrych relacji z trenerem Markiem Papszunem. Na początku drugiego sezonu w Częstochowie, już po aktywowaniu opcji kupna przez Raków, Brunes próbował wymusić transfer, a klub w oficjalnym komunikacie odniósł się do sytuacji, potwierdzając brak chęci sprzedaży zawodnika w trwającym wtedy oknie.

Już w tamtym czasie na Norwega czyniła zakusy Slavia Praga. Finalnie Brunes trafił do jej derbowego rywala. Ot, taka bywa czasem piłka nożna. Pytanie czy już wkrótce, sąsiedzi grający z gwiazdą na piersi będą musieli zazdrościć jakościowego napastnika.

Reklama

Fot. Newspix

1 komentarz
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne ligi zagraniczne

Reklama