Najpierw nabrało się Zagłębie Sosnowiec, a później… nikt nie był tak głupi
Weszło

Najpierw nabrało się Zagłębie Sosnowiec, a później… nikt nie był tak głupi

Zagłębie Sosnowiec pasowało do Ekstraklasy mniej więcej tak, jak Marcin Najman do walki wieczoru w Madison Square Garden do jakiejkolwiek walki wieczoru. I wcale nie silimy się tu na kontrowersyjne sądy – wystarczyło obejrzeć kilka meczów tej drużyny w poprzednim sezonie, by to stwierdzić. Ale, choć niełatwo to sobie wyobrazić, są rzeczy, które pokazują to jeszcze dobitniej niż same spotkania. Na przykład transfery. 

Już w momencie gdy były przeprowadzane, kręciliśmy nosem i nie wróżyliśmy beniaminkowi sukcesów. Jeśli nie pamiętacie, to przypominamy – latem sosnowiczanie chętnie przyjmowali zawodników z doświadczeniem w Ekstraklasie, a zimą z szeroko otwartymi ramionami witano graczy z jakimkolwiek doświadczeniem. Łącznie przed i w trakcie sezonu wylądowało w tym klubie około 20 nowych graczy.

ŁKS wygra z Zagłębiem w spotkaniu Pucharu Polski? Zagraj w ETOTO po kursie 2,25 (kliknij, aby zarejestrować się i odebrać bonus 200% od pierwszego depozytu!) 

Jednak to, jak fatalnie prowadzona była polityka transferowa w drużynie beniaminka, naprawdę wyraźnie widać dopiero teraz, gdy rynek wziął się za weryfikowanie klasy tych piłkarzy. Z ciekawości sprawdziliśmy, co dzieje się z tymi wszystkim „Tothami” oraz innymi przebierańcami i wychodzi na to, że:

– 29-letni Junior Torunarigha do dziś nie znalazł klubu,
– 32-letni Adam Kokoszka do dziś nie znalazł klubu,
– 25-letni Georgios Mygas do dziś nie znalazł klubu,
– 32-letni Patrik Mraz do dziś nie znalazł klubu.

ekstraklasa-2019-09-26-08-09-52

W przypadku aż czterech piłkarzy okazało się, że ostatni frajerzy, którzy zdecydowali się im płacić, pracowali właśnie w Sosnowcu. Tytułem uzupełnienia można wspomnieć, że klubu nie ma także Callum Rzonca, ale on trafił do Zagłębia w pierwszej lidze, no i po rundzie jesiennej załapał się jeszcze na pensje w GKS-ie Katowice. Ale warto również dodać, że za wymienionego w pierwszej kolejności Juniora Torunarighę (10 meczów, 0 goli, 0 asyst, średnia not 3.50) sosnowiczanie musieli… zapłacić. Według Transfermarktu Alemannia Aachen dostała za niego 50 tysięcy euro i jest to jedyny warty odnotowania gotówkowy transfer przychodzący w historii tego polskiego klubu.

Uwaga, bo to nie lada gratka – dotarliśmy do archiwalnych zapisów wideo z klubowego biura.

ImmediateIcyArabianwildcat-size_restricted

Oczywiście nie wszystkim niedoszłym zbawicielom Zagłębia wiedzie się tak źle. Niektórzy po spuszczeniu klubu z Sosnowca do I ligi wylądowali nawet na czterech łapach. Mamy tu spory rozstrzał – od Dejana Vokicia, który grzeje ławę w Serie B (Benevento Calcio), przez na przykład Totha czy Gabedawę, którzy wrócili do siebie i grają w ekstraklasach (odpowiednio – w słowackim ViOn Zlate Moravce i gruzińskim FC Saburtalo), po Możdżenia, który zszedł aż do Widzewa, czy Mello, który jest w klubie Akżajyk Uralsk (2. liga w Kazachstanie).

ŁKS wygra w Sosnowcu różnicą jednego gola? Kurs 3,75 w ETOTO (kliknij, aby zarejestrować się i odebrać bonus 200% od pierwszego depozytu!)

Zbierając sobie to wszystko do kupy, ujmijmy to tak – jeśli to jest najlepsze okienko w wykonaniu naszego klubu w najnowszej historii Ekstraklasy (autorem oczywiście Lech)…

Zrzut ekranu 2019-09-26 o 10.34.12

…to Zagłębie – łącząc lato i zimę – zaliczyło prawdopodobnie najgorsze.

Fot. 400mm.pl

KOMENTARZE (1)