Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI
Blogi i felietony

Jak co czwartek… LESZEK MILEWSKI

Wczoraj odbyłem pouczającą rozmowę ze swoim znajomym, byłym okręgówkowym asem. Otóż ten okręgówkowy as od dziesięciu lat okręgówkowym asem nie jest, bo – piszę to z żalem – bycie okręgówkowym asem nie wystarcza, by zarobić na chleb, czynsz i hulajnogę elektryczną.

Ów okręgówkowy as grywał ostatnio w meczach czterech na czterech, pięciu na pięciu, typowa orlikowa kopanina, lotni bramkarze i inne bajery. W ten weekend jednak zagrał na dużym boisku, mecz po jedenastu, jak za dawnych lat. I uderzyła go rzeczywistość takiego meczu.

Miałem piłkę może pięć razy. I to moje zagrania: dobry wyrzut z autu. Potencjalna asysta trzeciego stopnia, gdybym dobrze podał, a następni też.

Ogółem wniosek taki, że nabiegał się, nabiegał, ale powrót na stare pełnowymiarowe śmieci nie wypadł ani okazale, ani szczególnie ciekawie. Może kiedyś częściej dostawał piłkę – wniosek mało ryzykowny. Ale generalnie intensywność posiadania piłki na podwórku, a w zwykłym meczu – dwie inne dyscypliny sportu.

W tej podwórkowej każdy jest Xavim, ma sto kontaktów z piłką na dziewięćdziesiąt minut (oczywiście mecze potrafią trwać i cztery godziny, nie udawajmy, że wszyscy nie mamy takich, a nawet dłuższych meczów w swoim CV, choć zastanawiamy się, jak do licha człowiek miał kondycję). W zawodowej, na wielkim – z perspektywy podwórka – jak lotnisko boisku,  Xavim jest tylko Xavi, a zwykli piłkarze mają kontakt sporadyczny.

Od lat mówi się o polskiej piłce przez pryzmat niedoboru techniki i jest to niezaprzeczalnie nasz problem, ale po porażce 0:5 z Hiszpanią U21, popartym pouczającą według mnie rozmową Weszlo.fm z Pawłem Bochniewiczem, nie uważam, żeby to był nasz problem największy.

Jesteśmy na tyle świadomymi zawodnikami, że wiedzieliśmy, że nie wejdziemy w małą grę z Hiszpanami, bo jesteśmy słabsi technicznie… Może nawet nie technicznie, ale po prostu nie potrafimy tak grać. Nie jesteśmy od małego uczeni gry takim stylem, jakim gra Hiszpania. Ja im zazdroszczę, że u nich szkolenie jest takie a nie inne. U nas każdy był świadomy, że musi zapieprzać, walczyć i to robiliśmy, każdy dał sto procent z siebie, zapewniam, nawet w tym 0:5, ale niestety nie wystarczyło. (…)

Jak byłem szkolony w Polsce, zawsze było: nie kiwaj. Nie graj na ryzyku. A czy Dani Ceballos nie grał na ryzyku? Grał na bardzo dużym ryzyku, do tego jest przyzwyczajony. Sporo o tym rozmawialiśmy po meczu, dlaczego oni tak potrafią grać, a nie my. Czy Bartek Kapustka nie potrafiłby z piłką zrobić tego co hiszpańscy pomocnicy? Jestem pewien, że potrafi to samo. Problem jest w tym, że my nie czujemy tej gry, nie czujemy przestrzeni, nie wiemy jak je otworzyć, kiedy w nie wbiegać, jaki ruch zrobić. Tu są największe problemy. (…)

Czy Krystian Bielik był gorszym piłkarzem niż stoperzy z Hiszpanii? Moim zdaniem był nawet lepszy. Chodzi o to, że my jako drużyna nie potrafimy się tak poruszać. Skąd to się bierze, nie wiem. Może stąd, że od małego jest gra na wyniki? Nie wiem. Nie jestem zbawcą polskiego futbolu, mówię to tak jak czuję i wydaje mi się, że piłkarzy nie mamy słabych jeśli chodzi o umiejętności, tylko jak drużyny nie potrafimy się dobrze poruszać. (…)

Jak Federico Chiesa dostawał piłkę, szedł jeden na jeden. Tak robili ich skrzydłowi, zawsze wchodzą w pojedynek. W Polsce nie ma czegoś takiego, że skrzydłowy bierze piłkę i jedzie z tobą jeden na jeden. Kilka razy w lidze wystąpiłem na lewej obronie, to nie miałem wiele pojedynków ze skrzydłowym. Zobaczył, że jest obrońca, zwijał do środka. Na wyższym poziomie nie boją się ryzyka, nie boją się konfrontacji. To wydaje mi się robi różnicę”.

 Kiedy potrzebna ci jest technika?

Zawsze, gdy masz piłkę przy nodze.

To całkiem często, mówimy w końcu o piłce nożnej

Ale z drugiej strony patrzyliśmy na Polaków z Hiszpanią i byli tacy w naszych szeregach, którzy piłki nawet nie powąchali, a tylko za nią biegali.

I wtedy też chyba toczył się mecz, prawda?

Wtedy też decydowały się jego losy.

Gdyby poszukać takich cech czy umiejętności, które mają większy wpływ na każdą minutę meczu, to jakie by to były? Czy strzał? Czy korner? Są potrzebne, ale nie tak fundamentalne.

Tak fundamentalna na pewno jest fizyczność, to, że dobiegniesz, że zdążysz zarówno w ataku jak i w obronie, że przepchniesz, że nie dasz się przepchnąć, że wygrasz główkę, że wywalczysz pozycję. Jeśli porównać dzisiejszy futbol do tego – powiedzmy – sprzed trzydziestu lat, tu jest największa różnica, dzisiaj piłkarz musi być jeśli nie Pudzianem, to przynajmniej Sławomirem Toczkiem, a jeszcze z przynajmniej jedną dwunastą strusia pędziwiatra.

I nikogo to nie dziwi.

Jasne, że dobre podanie zyska w ułamek sekundy znacznie więcej miejsca niż najlepszy boiskowy sprinter, ale nie zmienia to faktu, że siła, dynamika i wydolność są dziś fundamentem.

Ale równie fundamentalna jest szeroko pojęta umiejętność ustawiania się, o czym mówi Bochniewicz. Ustawianie się tak samo bierze udział w każdej sekundzie meczu, jest nieporównywalnie bardziej użyteczne nawet od techniki.

Ustawianie się to zawężanie rywalowi pola gry, to – jeśli dobrze pamiętam – Tomasz Łapiński mówiący mi, że dobre ustawienie jest cenniejsze niż umiejętny odbiór lub wślizg, ustawienie to nieustająca praca na rzecz defensywy i ofensywy. Jak ustawienie wygrywa w ataku – wszyscy zebraliśmy lekcję w sobotę, począwszy od młodych polskich piłkarzy. Zawodnik przy piłce zawsze miał kilka atrakcyjnych opcji – wszystko wynikało z ustawienia, wchodzącego w krew, już później intuicyjnego, bez wielkiego wysiłku otwierające te mityczne trójkąty, które pojawiają się na wszystkich analizach taktycznych. Ustawienie Hiszpanów zakładało na nas taki pressing, że potrafiliśmy posłać tylko lagę na Michalaka. Ustawienie sprawiało, że młoda La Roja wjeżdżała w pole karne szeregiem zawodników.

Mam wielką wiarę w to, jak przygotowane fizycznie jest młode pokolenie polskich piłkarzy. Serio. Uważam, że stoimy w tym elemencie bardzo dobrze. To są ludzie świadomi, znający stawkę, umiejący się zdyscyplinować i zmotywować, dołożyć sobie samemu dodatkowy trening, zadbać o dietę, pójść na siłownię. To co widziałem na Lech Conference, gdzie eksperci akademii Kolejorza pokazywali, jak dba się tam o technikę wyskoku, o technikę najbardziej prawidłowego biegu – imponujące. Diabeł tkwi w szczegółach, tu stoi po polskiej stronie.

Ale jestem zdania, że tak jak obejrzeliśmy już rewolucję – by tak rzec – fizyczną w futbolu, tak teraz trwają czasy maksymalizacji ustawiania się. To coraz bardziej intensywne, decydujące i szeroko zakrojone.

I nie powiem, że dopiero się z tymi tajnikami zapoznajemy, nie będę obrażał polskich trenerów, i w Ekstraklasie widziałem bardzo zacne przykłady wysokiego pressingu. Ale w Hiszpanii praca nad ustawianiem się to powszechność, to każde boisko, to każdy trening, wszędzie. My od takiego poziomu powszechności jesteśmy o lata świetlne.

***

Z zupełnie innej beczki bardzo smutna historia. Zmarł człowiek odpowiedzialny za powstanie „Wiedźmina”: Krzysztof Sapkowski.

Andrzej Sapkowski o genezie „Wiedźmina” w wywiadzie z 1988:

„Chciałem zrobić przyjemność mojemu synowi, który jest zagorzałym miłośnikiem tego typu literatury i stałym czytelnikiem waszego pisma „Fantastyka”. Zapytał mnie kiedyś:

– Dlaczego nie napiszesz czegoś takiego?
– Nie ma problemu, napiszę.

I tak powstał „Wiedźmin”. Od syna dowiedziałem się o waszym konkursie i jego warunkach”.

 Swoją drogą, to bardzo piękne, że taka właśnie jest geneza „Wiedźmina”. Nie kasa, nie chęć zaistnienia, tylko ojciec chcący sprawić frajdę synowi.

Leszek Milewski

Napisz do autora

KOMENTARZE (9)