Trafić do szóstki. Polki powalczą o Final Six Ligi Narodów
Inne sporty

Trafić do szóstki. Polki powalczą o Final Six Ligi Narodów

W poprzednim turnieju siatkarskiej Ligi Narodów mogliśmy dostrzec głównie… większość mankamentów naszej kadry. Choćby brak alternatyw w ataku (Malwina Smarzek jest znakomitą zawodniczką, ale wszystkiego nie skończy) czy słabe przyjęcie, przez które podopieczne Jacka Nawrockiego traciły sporo punktów. Jutro rano Polki w Korei zagrają jednak z czystą kartą. I sprawa jest tu prosta: jeśli wygrają trzy mecze, zagrają w Final Six.

Sytuacja w tabeli wygląda na ten moment tak: zdecydowanie z przodu jest pięć zespołów, z których dwa mają pewny awans, Chinki wchodzą jako gospodynie, a pozostałe dwa musiałyby przeżyć kataklizm, żeby do Final Six nie wejść. Zostaje więc jedno miejsce, o które bić się będą głównie Japonia i nasza kadra, znajdująca się tuż za plecami zawodniczek z Dalekiego Wschodu. Wygranych meczów (to przy ustalaniu tabeli najważniejsze) oraz punktów mamy tyle samo. Japonki wyprzedzają nas lepszym stosunkiem setów. W walce o awans liczyć mogą się też Belgia i Dominikana, które na swoim koncie mają o jedno zwycięstwo mniej. Matematyczne szanse niby mają jeszcze Serbki i Niemki, ale w ich przypadku same obliczenia są bardziej skomplikowane niż te ze skoków narciarskich, gdy do gry wchodzą przeliczniki za wiatr, belkę, rozstaw nóg w trakcie lotu czy twardość śniegu.

Na szczęście niczego liczyć nie musimy na ten moment, gdy chodzi o naszą kadrę. Bo w koreańskim Boryeong Polki rozegrają trzy spotkania, z czego dwa z bezpośrednimi rywalkami. Rozpoczną od tego najtrudniejszego – jutro o 6:30 naszego czasu zmierzą się z Japonkami. Jakiekolwiek zwycięstwo w tej konfrontacji stawiałoby nas w bardzo komfortowej sytuacji. Takie za trzy punkty (czyli 3:0 albo 3:1) we wręcz znakomitej. Tyle tylko, że Japonki patrzą na to dokładnie w ten sam sposób.

Co muszą zrobić Polki, żeby wygrać z reprezentantkami Kraju Kwitnącej Wiśni? Przede wszystkim nie popełnić tych samych błędów, co w ostatnim turnieju Ligi Narodów. A tam wszystko co złe zaczynało się od kiepskiego przyjęcia. Rywalki wiele punktów zdobywały dobrą zagrywką, a kolejne tym, że Polki po złym przyjęciu nie były w stanie skończyć swojej akcji (po dobrym też im się to zdarzało, ale rzadziej). Było to widać szczególnie w meczu z USA, podobne rzeczy działy się w spotkaniu z Turcją. Starcie z Chinkami pomijamy, bo te nas po prostu zdemolowały. I jasne, to wszystko rywalki o klasę lepsze i były faworytkami tych spotkań. Ale z Turkami nasze dziewczyny mogły wygrać, prowadziły już przecież 2:0. Wtedy jednak pojawiły się proste błędy oraz niedokładności, o których tu piszemy. I się sypnęło. Problematyczne bywało też rozegranie, ale tu niewiele da się zrobić – Joanna Wołosz wciąż nie wyleczyła do końca urazu, przez co osamotniona na tej pozycji jest Julia Nowicka. Wiele więc zależy od jej formy.

Plus jest taki, że z Japonkami Polki niedawno wygrały. I to dwa razy. W towarzyskim turnieju Montreux Volley Masters zamknęły oba spotkania w czterech setach. Warto dodać, że o ile pierwsze rozgrywane było w grupie, o tyle drugi raz obie ekipy grały w finale, a choć starcia były towarzyskie, to impreza jest znana i ceniona. Zwycięstwo w niej niesie więc za sobą spory prestiż i niezłą stawkę. W jutrzejszym starciu ta ostatnia będzie jeszcze większa, ale liczymy, że nasze dziewczyny powtórzą to, co zrobiły dokładnie miesiąc temu. Finałowy mecz odbył się bowiem 18 maja. Jaka data jest jutro – to możecie sprawdzić sami.

Na Japonii turniej się jednak nie kończy. Żeby sprawę awansu do Final Six rozstrzygnąć, Polki będą musiały ograć jeszcze Dominikanę i Koreę Południową. Za tymi drugimi przemawia na ten moment jedynie to, że będą gospodyniami imprezy. Poza tym trudno wskazać jakiekolwiek atuty tej ekipy. W dwunastu meczach Ligi Narodów zdobyła ona trzy punkty, zajmuje ostatnie miejsce i nic nie zapowiada tego, żeby mogła się z niego wydostać. Zresztą podnieść Koreanki mogą się co najwyżej o jedno oczko, przed równie słabe Bułgarki. Polki z Azjatkami zagrają w czwartek, ostatniego dnia turnieju, już po meczu Japonek z Dominikaną, co stawia nasze zawodniczki w bardzo komfortowej sytuacji. Bo gdyby trzeba było walczyć do końca – mają przeciwniczki, które powinny łatwo pokonać. A jeśli nie, to będzie można zagrać na luzie i, najprawdopodobniej, mimo tego dopisać sobie zwycięstwo do bilansu.

Co innego Dominikana. Jak pisaliśmy – jej reprezentantki wciąż mają szansę na awans do najlepszej szóstki. Sęk w tym, że musiałyby wygrać wszystkie trzy mecze, a to wydaje się niemal niewykonalne. Bo to nie kadra, która imponowałaby regularnością czy znakomitą grą. Choć na pewno tamtejsze zawodniczki potrafią zaskoczyć – w tegorocznej edycji ogrywały już Brazylię i Stany Zjednoczone. Nie można więc ich zlekceważyć, bo może okazać się, że zatrzymamy się na mniejszej przeszkodzie. Tak jakbyśmy wspięli się na Kilimandżaro (bo Japonkom trochę brakuje do tego, by porównać je do K2 czy Everestu), a potem nie potrafili wyjść na Rysy.

Jakby się to jednak nie skończyło, napisać możemy jedno: nasza gra na przestrzeni ostatnich dwunastu meczów wyglądała naprawdę nieźle. Do światowej czołówki jeszcze trochę w bezpośrednich pojedynkach nam brakuje, jednak powoli się do niej zbliżamy. I oby tak dalej.

Fot. Newspix

KOMENTARZE (0)