post Avatar

Opublikowane 25.04.2019 14:14 przez

red6

O roli strażaka, do którego dzwoni się, gdy trzeba gasić pożar, a także o roli w karierze Krzysztofa Piątka. O zwolnieniu z Cracovii, po którym był zdemolowany psychicznie, a także o zwolnieniu z Termaliki, po którym większego żalu nie odczuwał. O tym, na czym powinien skupić się Michał Nalepa, a także o tym, gdzie należy szukać powodów do optymizmu, gdy mówimy o utrzymaniu Arki w ekstraklasie. Zapraszamy na rozmowę z Jackiem Zielińskim, który podjął się misji ratowania ligi dla Gdyni. 

Jest pan zaskoczony tym, w jakim miejscu znajduje się dziś Krzysztof Piątek? 

Byłem przekonany, że to zawodnik, który zaliczy duży progres – po to ściągaliśmy go do Krakowa z Lubina. Gdy tylko dostałem sygnał, że może być do wyjęcia z Zagłębia, od razu mocno chwyciliśmy ten temat za gardło. I chwała profesorowi Filipiakowi, że dał się na ten transfer – mimo wysokiej jak na polskie warunki ceny – namówić.

Jednak jeśli pyta pan o to, czy spodziewałem się, że Krzysiek błyskawicznie trafi z Genoi do Milanu i stanie się w takiej drużynie zawodnikiem wiodącym, to niestety nie przypuszczałem, iż stanie się to tak szybko. Biję się w pierś, bo nie mam zamiaru opowiadać bajek, że byłem przekonany, iż to tylko kwestia czasu. 

Ale miał pan porównanie, bo wcześniej prowadził pan Roberta Lewandowskiego i jest pan jedynym trenerem klubowym, który pracował z tą dwójką. 

Ale Robert był wtedy na trochę innym etapie. Gdy współpracowaliśmy w Lechu, był kluczową postacią zespołu i wchodził do reprezentacji Polski. Było jasne, że niedługo odejdzie. Cieszę się tylko, że udało się spiąć jego pobyt w klubie taką klamrą, iż zdobyliśmy mistrzostwo, a on wywalczył koronę króla strzelców. Natomiast Krzysiek przychodził do Cracovii po to, żeby regularnie grać, bo wcześniej bywało z tym różnie, co go nie zadowalało. To mu obiecałem, bo chcieliśmy pod niego ustawić zespołu i ostatecznie się to udało. Przyszedł do nas w specyficznym momencie, pod koniec okienka i po odpadnięciu z Ligi Europy, przez co w klubie było trochę nerwowo, ale wkomponował się dość szybko i na wiosnę był już tym zawodnikiem, który ciągnął drużynę. 

Sporo mówi się o tym, że to Michał Probierz przewidział, jaką karierę zrobi Piątek, ale mam wrażenie, że coraz mniej osób pamięta, iż do Cracovii trafił głównie dzięki panu. 

Trudno, tak to jest w mediach przedstawiane. Sam słyszałem poważnych dziennikarzy, którzy mówili w swoich programach, że to Michał ściągał Piątka do Cracovii, ale przecież nie będę tego dementował i przypominał, że było inaczej. Trzeba robić swoje. 

Zacząłem od tego Piątka, bo jestem ciekawy, jak dużo czasu zajęło panu zamknięcie rozdziału pod tytułem: „Cracovia”. Po niespodziewanym zwolnieniu mówił pan o tym, że jest „zdemolowany psychicznie”. 

Tak było, bo trochę zbiegło się to ze sprawami rodzinnymi. Jakiś czas wcześniej niespodziewanie zmarła mi mama. Cztery dni po zwolnieniu miałem wesele młodszego syna, co też sprawiało, że pewne rzeczy musiałem inaczej poukładać. Wtedy czułem się zdemolowany, ale już porozmawialiśmy na ten temat z profesorem i można powiedzieć, że wszystko jest okej. 

Prawdziwą zadrę w sercu czułem wcześniej, po zwolnieniu z Lecha. Nie wiem, czy taki już mój urok, ale zdarza się, że jestem wyrzucany w zaskakujących momentach. W Poznaniu byłem świeżo po dwóch wygranych 4-1 i dzień przed spotkaniem z Manchesterem City. Siedziałem na trybunach i widziałem swoją drużynę. Tyle tylko, że beze mnie na ławce.

Ale na gorąco zwolenienie z Cracovii przeżywał pan bardzo mocno. Miał pan pretensje choćby o to, że profesor Filipiak, mimo dobrych stosunków, nie zwolnił pana osobiście. 

Czas leczy rany. Nie ma sensu tego rozpamiętywać, bo życie przeszłością, szczególnie w zawodzie trenera, do niczego nie prowadzi. Dziś jestem w Arce i mam tu swoje cele do zrealizowania, a pracy w Cracovii, jeśli już o tym mówimy, nie muszę się wstydzić. To było dobre 26 miesięcy, w trakcie których z fajną grupą zrobiliśmy dobry wynik. Było czwarte miejsce w lidze i awans do pucharów, gdzie oczywiście nam nie poszło. Spotkała nas z tego powodu spora szydera, choć mam wrażenie, że jej autorzy nie do końca wiedzą, jak wyglądały wtedy nasze przygotowania i nie mają świadomości, na jaką drużynę trafiliśmy. 

Shkendija Tetowo to dobra drużyna? 

Dobra. Wiadomo, że my na piłkę w Macedonii patrzymy z góry i bez większego respektu, ale jak na tamtejsze warunki, ta drużyna to był kosmos. To nie tak, że przegraliśmy z ogórkami, bo ten zespół potrafił grać w piłkę. Wystarczy zwrócić uwagę na to, że w tamtych eliminacjach odpali dopiero w ostatniej rundzie z Gentem, a przeszli nas, Neftci Baku i zespół z ligi czeskiej. 

Na pana korzyść działa fakt, że w tym sezonie przeszli też Sheriff Tyraspol, który wcześniej okazał się lepszy od Legii. 

Tam wielu zawodników miesięcznie zarabia 20 tysięcy euro, a to nawet w naszych realiach jest dużo, dlatego po prostu nie zgadzam się, gdy ktoś mówi, że to przypadkowa drużyna. 

Mam jednak nadzieję, że dobrze się rozumiemy – nie zmienia to faktu, że nie powinniśmy z tym klubem przegrać i biorę tę porażkę na klatę. Mogę mówić o terminach, z którymi polskie zespoły mają problem, i szukać innych wymówek, ale po prostu zawaliliśmy. 

To o to zwolnienie zapytam trochę inaczej. Prezes Filipiak mówił po nim, że po prostu coś się wypaliło pomiędzy panem i zawodnikami. Z drugiej strony na nowy sezon dogadani byli już Helik, Forsell i Kądzior, czyli potencjalnie bardzo dobre transfery. Czuł pan, że ta świeża krew pozwoliłaby wrócić na właściwe tory czy rzeczywiście profesor miał trochę racji? 

Nie czułem, żeby między mną a drużyną coś się skończyło. A nawet więcej – dalej mam dobry kontakt z wieloma z tych zawodników i często rozmawiamy. Tamten sezon, po którym zostałem zwolniony, był dla nas trudny, ale to kwestia wielu przyczyn. Nie jest tajemnicą, jak budowany był i na czym opierał się tamten zespół. Odeszli Rakels i Kapustka, kontuzjowani byli Jaroszyński, Dąbrowski i Covilo, który stracił całą wiosnę. Wypadło nam pięciu ważnych bądź kluczowych zawodników, a w słabszej formie znalazł się szósty, Mateusz Cetnarski. Z zawodników na 100% gotowych do gry ściągnęliśmy w zasadzie tylko Krzyśka Piątka. Po prostu nie załataliśmy tych dziur, a mówienie o tym, że coś się wypaliło, nie ma żadnego sensu. 

Sam rzeczywiście liczyłem na to nowe rozdanie, bo chciałem zbudować inny zespół. Prócz wspomnianej trójki w drodze były kolejne ciekawe transfery, więc być może wyglądałoby to inaczej. Trudno. Teraz możemy tylko gdybać.

Trochę przyczynił się pan do tego, co dzieje się w Cracovii teraz? To od pana kadencji zaczęła się większa cierpliwość Janusza Filipiaka do trenerów. 

Nie wiem. Mogę powiedzieć tyle, że ja tę naszą współpracę oceniam pozytywnie. Rysą na szkle jest tylko kwestia tego zwolnienia. Profesor miał inny pomysł na ten klub. Jak się okazało, ten pomysł też się w końcu sprawdza, więc nie można powiedzieć, że coś zostało wywrócone tylko po to, by zastąpić to czymś całkowicie nietrafionym. To tylko pokazuje, że ciągłość pracy trenera i cierpliwość, która u nas nie jest normą, się opłaca. Michał na pewno dostał zdecydowanie większą władze niż ja. Nie chodzi o to, że mu zazdroszczę, ale chciałem podkreślić, że moim zdaniem właśnie tak to powinno wyglądać – trener, który odpowiada za pion sportowy, pewne rzeczy może sobie inaczej poukładać. 

Pan na stanowisko wiceprezesa liczyć nie mógł. 

Nie było takiego pomysłu, bo to wszystko inaczej funkcjonowało. Ale cieszę się z tego, że Cracovia wyciąga wnioski i stara się rozwijać w kierunku wyznaczanym przez zachodnie kluby. To, że temu klubowi teraz idzie, może sprawić, że w naszej piłce będzie normalniej.

2016.10.02 KRAKOW CENTRALNA LIGA JUNIOROW CLJ PILKA NOZNA CRACOVIA KRAKOW - WISLA KRAKOW NZ PREZES JANUSZ FILIPIAK CRACOVIA TRENER JACEK ZIELINSKI CRACOVIA FOT JAKUB GRUCA / 400mm.pl

Jakoś przylgnęła do pana łatka trenera, do którego dzwoni się, gdy jest źle. Bruk-Bet przejmował pan w podobnych okolicznościach. 

Nie wiem, skąd to się w ogóle wzięło, bo nie mam się za żadnego strażaka. Schemat rzeczywiście był podobny i do tego w Cracovii, i do tego, który teraz mamy w Arce, choć było ciut wcześniej, a sama sytuacja była dość specyficzna. Państwa Witkowskich znałem od dłuższego czasu i gdy pojawiła się prośba z ich strony, podjąłem się tej pracy. Mówię, że to trochę inny temat, bo Bruk-Bet był zespołem nie do końca logicznie budowanym. 15 obcokrajowców w 25-osobowej szatni… Wieża Babel. 

A w klubie niewiele osób mówiących po angielsku. 

To specyficzne miejsce, ale klub prowadzą bardzo porządni ludzie. Uczynni, oddani i uczciwi, więc złego słowa nie powiem. Nie poszło, ale czasami tak po prostu jest.

Pan generalnie ze wszystkimi rozstaje się w zgodzie – niezależnie do tego, jak te współprace wyglądały – i ja to rozumiem. Rodzinie Witkowskich na pewno trzeba oddać też to, że zbudowali coś od zera i bawią się za własne pieniądze, ale w ekstraklasie ewidentnie się pogubili.  

Wbrew pozorom w pionie sportowym Bruk-Betu jest bardzo mało ludzi. Często mówiliśmy, że w Niecieczy brakuje właśnie tego – pionu sportowego z prawdziwego zdarzenia, który mógłby pomóc pani prezes, która zajmowała się klubem. Mam wrażenie, że docierało do niej zbyt wiele osób z zewnątrz. Czasami mieli dziwne wizje i pomysły na wielką piłkę oraz puchary w Niecieczy, a były to tylko totalne bzdury i oszukiwanie ludzi. Między innymi dlatego tak to się skończyło, natomiast należy podkreślać to, o czym pan powiedział – niewielu można spotkać ludzi, którzy wykładają własne pieniądze, by zbudować coś od postaw. Warunki do pracy są tam wyśmienite. Nie mówię tylko o stadionie, ale o całej bazie treningowej. Ktoś się może przyczepić, że brakowało jakichś drobiazgów, ale ja ten okres będę wspominał bardzo fajnie, choć nie wyszło. 

Dlaczego? 

Liczyłem, że po spadku zbudujemy ten zespół inaczej, ale były rzeczy, których nie mogliśmy przeskoczyć. Choćby kontrakty niektórych zawodników były tak długie, że nie można było się z nimi po prostu pożegnać. Chciałem tego w przypadku kilku piłkarzy, ale niektórzy  po prostu musieli zostać w klubie. Prawda jest taka, że Bruk-Bet powinien być budowany inaczej. Moim zdaniem jako klub rodzinny, oparty na zawodnikach z Polski czy nawet głównie z regionu – tak, by ci ludzie mieli się z kim tam utożsamiać. Tego mi brakowało, ale myślę, że w końcu do tego dojdzie. 

Ale to, że ten zespół tak wyglądał z czegoś wynika. Między innymi z tego, ile do powiedzenia ma syn państwa Witkowskich, a ile inny członek rodziny, Jan Pochroń? Czy może trochę niepotrzebnie demonizuje się te osoby? 

Pewne rzeczy rzeczywiście się demonizuje. Jasiu Pochroń jest naprawdę porządnym i uczciwym człowiekiem, który pomaga w klubie tyle, ile może. Jest w nim od B-klasy i będzie zawsze. Wiadomo, że ludzie doszukują się tu różnych rzeczy, bo jest bratem pani prezes, natomiast ja nie miałem z nim żadnych problemów. Z kolei syn państwa Witkowskich jest młodym chłopakiem, który studiuje i nie miałem z nim żadnych większych kontaktów. Podejrzewam, że w ich domu rozmowy toczą się głównie o piłce i być może wpływa on na pewne rzeczy, bo ma swoje pomysły, ale ja osoboście tego nie odczułem. 

Pan tego okresu i spadku w CV jakoś szczególnie nie żałuje? 

Wiadomo, że nikt nie chce spadać z ligi, ale prawda jest też taka, że zabrakło nam jednego punktu, by zostać w ekstraklasie kosztem Piasta Gliwice. Zobaczmy, gdzie dziś jest ta drużyna. Oczywiście w tym ostatnim meczu nie mieliśmy nic do powiedzenia, ale my mogliśmy w ogóle nie doprowadzać do takiej sytuacji, że ta porażka miała znaczenie, bo choćby wcześniej z Sandecją pechowo zgubiliśmy dwa punkty w samej końcówce. Piłka czasami jest bardzo przewrotna – dziś Bruk-Bet jest w środku tabeli pierwszej ligi, a Piast walczy o mistrzostwo. 

Nie jestem szczęśliwy, że w moim CV pojawił się taki wpis, ale taka jest ta praca. Są awanse, są spadki. Nie ma trenerów, którzy mają w życiorysie same piękne chwile, a ja wcale nie uważam, że należy wybierać tylko bezpieczne kluby, w których raczej się nie sparzymy. Fajnie pracuje się w zespołach walczących stale o górne cele, ale największa presja jest właśnie tutaj, w dolnej ósemce. To trzeba przeżyć, żeby zrozumieć…

Długo się pan zastanawiał na tą ofertą z Arki? Na giełdzie trenerskiej pojawiały się inne nazwiska i szkoleniowcy raczej nie zabijali się o to, żeby przejąć drużynę będącą w takim położeniu. 

Sytuacja z perspektywy trenera była o tyle ciężka, że dochodziła cała otoczka, czyli to, co wydarzyło się tu przed meczem z Lechią. Słyszałem już parę wersji dotyczących tej sytuacji, więc nie będę się na temat wypowiadał. Tym bardziej, że mnie tu po prostu nie było. Pierwszy kontakt z Arki pojawił się dopiero po następnym meczu z Pogonią Szczecin. Wcześniej tylko czytałem, że moje nazwisko łączy się z gdyńskim klubem, ale szczerze mówiąc, gdy widziałem informacje o rozmowach z Wdowczykiem, Latalem czy Urbanem, nie przypuszczałem, że to się tak potoczy. W końcu doszło do naszych rozmów, trzeba było podjąć szybką decyzję i jestem w Gdyni, gdzie próbujemy ratować ligę. 

Czyli – wracając do pytania – zero nieprzespanych nocy. 

Do poważnej rozmowy doszło w środę, a w czwartek rano trzeba było dać odpowiedź, więc może nie tyle, że była to nieprzespana noc, co musiałem poświęcić kilka godzin, by zapytać o zdanie bliskich. Zawsze radzę się żony, dzwonili też synowie z wyrazami otuchy. 

Synowie, którzy też są częścią środowiska, bo jeden pracuje jako komentator, a drugi jako agent, odradzali Arkę? 

Nie były to rozmowy na tej zasadzie, że doradzali czy odradzali. Wiem, że zawsze mogę na nich liczyć. Obaj mają wiele ciekawych spostrzeżeń, bo patrzą na wszystko z pewnym dystansem, ale ta decyzja była tylko moja, suwerenna. Myślę, że tak naprawdę od początku byłem zdecydowany, by tę Arkę objąć. Nie mam obaw, że zaliczę drugi spadek z rzędu. Myślałem o tym inaczej – że skoro w zeszłym roku się nie udało, to tym razem pokażę, że potrafię drużynę z tej opresji wyciągnąć. 

Wyzwanie. 

Zawsze wzięcie zespołu w takim momencie jest wyzwaniem. Ale nie o to chodzi, żeby zakładać, co będzie, jeśli się nie uda. W lidze jest 16 zespołów, ktoś musi spaść. 

Choć, tak swoją drogą, dalej nie uważam, żeby ten podział na grupy był najlepszym rozwiązaniem. Byłem pierwszym przeciwnikiem tej reformy, dzielenia ligi na lepszych i gorszych i to podtrzymuję. Te rozgrywki stały się zwariowane. Mecze lecą dzień po dniu i czasem nawet ciężko się już połapać, która to kolejka. Dla mnie to nie jest normalne. Wszystkie szanujące się ligi w Europie grają prostym systemem – mecz i rewanż – i na tej podstawie wyłania się mistrza i spadkowiczów. Ale trudno – jest jak jest, walczymy o to, żeby w przyszłym roku grać w tej lidze znowu. 

Gdynia, 13.04.2019, Pilka nozna. Lotto Ekstraklasa. Mecz Arka Gdynia - Miedz Legnica, Gdynia, Poland., Football. Polish Lotto Ekstraklasa football league. Match Arka Gdynia - Miedz Legnica , Gdynia, Poland., NZ: Jacek Zielinski (trener/coach), Michal Janota , FOT. Tomasz Zasinski / 058sport.pl / NEWSPIX.PL --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Pan generalnie potrafi słuchać innych? 

Tak, życie mnie tego nauczyło. Zawsze lubiłem słuchać ludzi, ale jako początkujący trener byłem trochę butny. Dzisiaj jest tak, że zawsze chętnie porozmawiam i nikogo nie spuszczę po brzytwie, choć tak jak powiedziałem – decyzję i tak na końcu podejmę sam.

Pytam o to dlatego, że na stronie arkowcy.pl przeczytałem wywiad z Michałem Nalepą. Wynikało z niego, że największym problemem pana poprzednika było właśnie to, że nikogo nie słuchał. Padło nawet słowo megalomania. 

Czytałem ten wywiad i muszę powiedzieć, że Michał w ogóle nie powinien go udzielać. To naprawdę porządny chłopak, który odda serce za Arkę i na boisku robi dla niej wiele dobrego, ale powinien skupić się właśnie na tym, bo ocenienie trenerów nie jest jego rolą. Sam nie poczułbym się dobrze z tym, gdyby dotyczyło to mnie. Jakieś problemy tu oczywiście były, ale uważam, że to, co dzieje się w szatni, powinno zostać w szatni. Rozmawiałem z nim na ten temat i wie, że ma się skupić na grze. Mecz w Zabrzu pokazał, że robi to dobrze, bo był wyróżniającym się zawodnikiem. I niech tak zostanie. 

Ale wypowiadał się też trochę w imieniu kolegów. Wyczuł pan dużo złej krwi między drużyną a pana poprzednikiem? 

Jestem trenerem i nie będę się teraz wypowiadał źle o Zbyszku. Tym bardziej, że uważam, iż ten zespół jest dobrze przygotowany. Pojawiała się pewna blokada mentalna, ale z drugiej strony trudno, żeby po takiej serii kilkunastu meczów bez zwycięstwa panowała tu sielanka i występowało klepanie się po plecach. To siedzi w głowach i dlatego, jak podejrzewam, doszło tu do zmiany. Porozmawiałem z zawodnikami, wiem, co się działo, ale to pozostanie między nami. 

Przywrócenie Marcusa Da Silvy to ukłon w stronę szatni, która miała do byłego trenera pretensje o zesłanie go do rezerw? 

Już w samolocie do Gdyni wiedziałem, że to będzie moja pierwsza decyzja i chodzi tu o sprawy czysto piłkarskie. Znam Marcusa, często był nawet moim prześladowcą – ma duże umiejętności piłkarskie, choć oczywiście nie jest najmłodszy i w wieku 34 lat pewnych rzeczy nie oszuka. Natomiast w naszej sytuacji, przy problemach personalnych w ofensywie, jeszcze może być piłkarzem na wagę złota. Poza tym – to legenda Arki, za klub dałby się pokroić. Powrót do drużyny mu się należał.

W czym kibice Arki powinni widzieć powody do optymizmu? W momencie pana zatrudnienia dużo mówiło się o statystykach, które pokazują, że pana drużyny zawsze miały świetne starty. Teraz jesteśmy bogatsi o wiedzę płynąca z dwóch spotkań i widzimy, że w Arce poprawa wyników to nie kwestia pstryknięcia palcami. 

I ja nigdy nie uważałem, że to kwestia pstryknięcia palcami. To wszystko jest teraz trochę zachwiane, bo w tym pierwszym meczu z Miedzią zabrakło nam minuty, żeby znów wszyscy mówili o efekcie nowej miotły u Zielińskiego. W Zabrzu nie zasłużyliśmy na zwycięstwo, ale uważam też, że był to mecz remisowy. Zabrakło trochę mądrości. Jest jeden punkt, ale przed nami ciągle sześć meczów, więc liczę na to, że statystyki jeszcze się poprawią. Potrzebne jest nam jedno zwycięstwo – po to, żeby chłopcy się w szatni uśmiechnęli, zaśpiewali i tak dalej. Oni już nawet nie pamiętają, jakie to uczucie. To teraz jest klucz – nieważne, w jakim stylu do niego dojdzie. Może być po trupach, mogą kibiców boleć zęby, ale musimy wygrać. 

To wracam do pytania – gdzie znaleźć powody do optymizmu? Na razie wszędzie tylko problemy, choćby patrząc na zdrowie zawodników.

Jestem w środku i widzę u tych chłopaków zaangażowanie i takie chciejstwo, żeby tę sytuację odmienić. Oni naprawdę potrafią grać w piłkę, wystarczyć spojrzeć na trening. Dlatego wierzę, że to przełamanie prędzej czy później nastąpi, choć jesteśmy w takiej sytuacji, że potrzebujemy tego prędzej.

Pan wybiega dziś myślami trochę dalej niż do najbliższego meczu? 

Powiedziałem zawodnikom w Zabrzu, że mecz z Miedzią to sytuacja, w której nie ma odwrotu. My po prostu musimy to spotkanie wygrać. Oczywiście i tak będziemy grali do samego końca i tu nic się nie zmieni, ale wolę metodę małych kroczków. Nie ma co myśleć o 37. kolejce, bo nie wiadomo, o czym to spotkanie będzie decydować.

A wyobraża pan sobie taki scenariusz, że zostaje pan w Gdyni nawet po spadku? Pracę w Bruk-Becie zaczynał pan na trochę innych zasadach – było mniej więcej wiadomo, że nawet przy ewentualnym spadku to pan będzie dalej prowadził tę drużynę. 

Ale ja nie wyobrażam sobie, że my z tej ligi spadniemy. Taki scenariusz może się wydarzyć, bo to tylko piłka, natomiast my jeszcze na temat tego wariantu nawet nie rozmawialiśmy. W Gdyni na pewno jest wszystko, by prowadzić fajny klub. I lepiej robić to w ekstraklasie niż w pierwszej lidze, o co się postaram. 

Rozmawiał MATEUSZ ROKUSZEWSKI

Fot. 400mm.pl/newspix.pl

Opublikowane 25.04.2019 14:14 przez

red6

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Weszło
11.07.2020

„Lechowi jako drużynie brakuje doświadczenia, bo rzadko wygrywa ważne mecze”

Sobotnia prasa to rozmowa z Mariuszem Rumakiem o Lechu Poznań i Jakubie Moderze, sylwetka nowego piłkarza Piasta Gliwice, pogawędka z Markiem Koniarkiem przed GKS Katowice – Widzew Łódź i kilka ciekawych tekstów z lig zagranicznych.  PRZEGLĄD SPORTOWY Pucharowa porażka z Cracovią odebrała Legii Warszawa spokój. Teraz gra idzie nie tylko o przypieczętowanie mistrzostwa. Sobotnia konfrontacja […]
11.07.2020
Weszło
11.07.2020

Arce i ŁKS-owi został już tylko mecz o honor

Co prawda pandemia sprawiła, że międzynarodowej imprezy w to lato nie zobaczymy, ale spotkanie Arki z ŁKS-em pozwoli nam poczuć się, jak za starych – niekoniecznie dobrych – lat. Wtedy, gdy na mundiale czy Euro jeździliśmy w wiadomym celu. Mecz otwarcia, mecz o wszystko, mecz o honor. Gdynianie i łodzianie dwa pierwsze mają już za […]
11.07.2020
Weszło
11.07.2020

Krok nadal niespieszny, ale mistrzostwo coraz bliżej!

Niezależnie od tego, jak zakończy się trwający sezon La Liga – dzisiejszy mecz z Deportivo Alaves będzie jeszcze przywoływany przez ekspertów zajmujących się ligą hiszpańską. Katalończycy będą rozpamiętywać, co by się stało, gdyby Joselu był odrobinę dokładniejszy, gdyby Varane miał odrobinę słabszą koordynację. Kastylia będzie z kolei wskazywać – tutaj Real pokazał, że da się […]
11.07.2020
Weszło
10.07.2020

Pan Piłkarz Igor Angulo załatwił Raków

Czy można czasem było mieć jakieś „ale” do Igora Angulo? Oczywiście. Ale nie można mu odmówić: to w polskich warunkach Pan Piłkarz, który ma rzadką umiejętność: potrafi uprawiać dyscyplinę zwaną piłkę nożną. Hiszpan właśnie zanotował trzeci kolejny sezon ESA, w którym strzelił ponad piętnaście bramek. Dzisiaj miał bezpośredni udział przy CZTERECH golach Górnika Zabrze. MIŁE […]
10.07.2020
Weszło
10.07.2020

Warta znów z nadziejami na bezpośredni awans. Bohaterem odkurzony Spławski

Piątek na zapleczu Ekstraklasy sprawił, że I liga znów będzie ciekawa. Albo inaczej – będzie jeszcze ciekawsza. Warta wykorzystała porażkę Stali i zbliżyła się do wicelidera na dwa punkty. Z kolei Zagłębie Sosnowiec po raz pierwszy od sierpnia znalazło się w strefie spadkowej. Dziś nieoczywistym bohaterem przełamania warciarzy był napastnik, który w pewnym momencie był […]
10.07.2020
Weszło
10.07.2020

Panu Sirkowi to już chyba podziękujemy

Pamiętacie, jak Cezary Kulesza nie chciał za wszelką cenę przyznać, że wtopił sporo siana na sprowadzeniu Ognjena Mudrinskiego, więc wymyślił sobie śmiałą teorię, iż w ten sposób wypromował Patryka Klimalę? Prezes Jagiellonii w wywiadzie wił się jak piskorz, w końcu palnął coś bez większego ładu, ale na potrzeby tego tekstu uznajmy może, że coś w […]
10.07.2020
Weszło
10.07.2020

Sandecja odbija się od dna i… idzie po baraże!

Uwielbiamy w tym sezonie relacje z meczów I ligi. Każda porażka właściwie dowolnej drużyny spoza podium to „niebezpieczne zbliżenie się do strefy spadkowej”, każde zwycięstwo – nawiązanie walki o baraże. Nie inaczej jest w przypadku Sandecji, która po dzisiejszym zwycięstwie Odry Opole nad Wigrami Suwałki znalazła się w czerwonej części tabeli. Sęk w tym, że […]
10.07.2020
Inne sporty
10.07.2020

Powrót Kubicy i podładowany kalendarz F1

Nowe wyścigi w kalendarzu, niepewność co do jutrzejszych kwalifikacji, zaskakujące wyniki treningów, a przede wszystkim widok Roberta Kubicy w bolidzie Alfy Romeo Racing Orlen. Najwięcej emocji dostarczają nam zazwyczaj niedzielne zmagania, ale i dzisiaj w świecie Formuły 1 nudno nie było, a wręcz przeciwnie. Podsumowujemy dla was ostatnie wydarzenia wokół najlepszej serii wyścigowej świata. Już […]
10.07.2020
Weszło
10.07.2020

Dlaczego teza o tym, że ktoś nie chce awansować do Ekstraklasy, jest bzdurą?

Wśród osób węszących teorie spiskowe często na finiszu sezonu w I lidze pojawia się teza, że „klub X przegrywa, bo nie chce awansować do Ekstraklasy”. Poszukiwacze drugiego dna twierdzą, że danego zespołu nie stać na wejście do polskiej elity, dlatego manewrując wynikami starają się wypisać z walki o awans. Tym razem podobne hasła padają pod […]
10.07.2020
Blogi i felietony
10.07.2020

Lech dostarcza piłkarzy do reprezentacji i trofea innym klubom

Mówi się o Lechu, że jest dostarczycielem piłkarzy do lepszych europejskich lig, bo rzeczywiście sporo zarabia z transferów. Mówi się też, że dostarcza zawodników do reprezentacji Polski, bo rzeczywiście w ostatnich latach sporo wychowanków zadebiutowało w kadrze. Natomiast rzadko się mówi o tym, co najważniejsze. Lech jest też dostarczycielem pucharów dla innych drużyn. Od czasu […]
10.07.2020
Kanał Sportowy
10.07.2020

STANOWISKO #16 – KTO ZNISZCZYŁ KORONĘ KIELCE?

W swoim najnowszym „Stanowisku” Krzysztof Stanowski bierze na tapet działalność Krzysztofa Zająca. Człowieka, który rozmontował Koronę Kielce i – co gorsza – nie ma zamiaru kończyć swojej destrukcyjnej działalności. „Tam nie ma nic. Tam jest gruzowisko, tam jest ściernisko. Żal mi kibiców Korony. Panie Krzysztofie Zającu – jedyne, co pan ma w miarę fajne to […]
10.07.2020
Weszło
10.07.2020

Ścieżka po Ligę Mistrzów znana. Lewandowski w ćwierćfinale z Barcą lub Napoli

Robert Lewandowski zakończył Bundesligę mistrzostwem, nastrzelał przez cały sezon pół setki bramek, ale czeka go jeszcze granie kluczowe: Liga Mistrzów. Trzeba powiedzieć szczerze: jeśli Bayernowi powiodłoby się w tych rozgrywkach, Lewy byłby faworytem w grze o Złotą Piłkę. Dziś poznaliśmy dalszą ścieżkę Champions League – Lewandowski, po spodziewanym domknięciu dwumeczu z Chelsea, wpadnie na zwycięzcę […]
10.07.2020
Bukmacherka
10.07.2020

Combo Dnia w eWinner – wygrane faworytów w sobotę po kursie 4.75!

Kapitalną, weekendową promocję przygotował nam legalny polski bukmacher eWinner! W ramach jednego zakładu możemy postawić to, co zwykle wpadłoby na „taśmę”. Wygrane faworytów w trzech topowych ligach – angielskiej, hiszpańskiej oraz włoskiej, mogą dać nam solidny zastrzyk gotówki. Dlatego też wybieramy „Combo Dnia” na nasz sobotni typ na czołowego europejskie rozgrywki. Combo Dnia w eWinner […]
10.07.2020
Weszło
10.07.2020

Górnik Zabrze – pierwszy polski klub, dla którego Grecy są wzmocnieniami

W ostatnich latach nie brakowało greckich zawodników na polskiej ziemi. Kolejne kluby decydowały się na piłkarzy z tego kraju, mimo że ci konsekwentnie się nie sprawdzali, każdy był mniejszym lub większym niewypałem. Mogło się wydawać, że latem tę klątwę zdjęła wreszcie Pogoń Szczecin, bo dobry początek miał Kostas Triantafyllopoulos. Szybko jednak zaczął ujawniać swoje gorsze […]
10.07.2020
Weszło
10.07.2020

Czy Legia i Lech powinny rzucić bańkę za Bohara?

– Jeśli na stole pojawi się kwota w granicach miliona euro netto, to wtedy Damjan będzie mógł kontynuować karierę gdzie indziej. Choć w zasadzie powinienem powiedzieć „co najmniej” milion euro – powiedział ostatnio „Super Expressowi” Artur Jankowski, prezes Zagłębia Lubin. Jak na polskie warunki to oczywiście duża suma, ale jeśli kiedykolwiek chcemy gonić poważniejszą piłkę, […]
10.07.2020
Weszło
10.07.2020

Szlakiem Podstawskiego. Pogoń ściąga kapitana rezerw Porto

Tomas Podstawski przed transferem do Pogoni Szczecin: bimbalion meczów w juniorskich kadrach Portugalii, wieloletnia podpora rezerw Porto, ale nie przebił się w jedynce. Teraz z tego samego klucza w Szczecinie pojawia się Luis Mata, 23-letni lewy obrońca, który rozegrał ponad pięćdziesiąt meczów w kadrach Portugalii od U15 do U21, a w Porto B po paru […]
10.07.2020
Weszło Extra
10.07.2020

Nawet fus może coś pokazać

W Zagłębiu przebił się dopiero w wieku 22 lat. U Mariusza Lewandowskiego zaczynał jako czwarty bramkarz. Dominik Hładun długo się przebijał. Ale gdy już się przebił, został w bramce Zagłębia na dłużej. Dziś budzi zainteresowanie innych klubów, mówi się o możliwych przenosinach do Legii. Czy bramkarz może być spokojny? Czego uczy Grzegorz Szamotulski? Ile daje […]
10.07.2020
Weszło
10.07.2020

Osiem lat od nominacji. Dlaczego Fornalikowi nie wyszło w kadrze?

10 lipca 2012 roku. Dokładnie osiem lat temu Waldemar Fornalik objął stery w reprezentacji Polski. Miał ogarnąć kadrę po nieudanym Euro, tchnąć w nią nowego ducha, awansować na mistrzostwa świata. Wydawało się, że skoro potrafił zrobić wynik z biednym Ruchem, gdzie dysponował kilkadziesiąt razy mniejszym potencjałem ludzkim, będzie umieć to zrobić z nie takim najgorszym […]
10.07.2020