Kiedy siostra wygrywa, a ty nie. Jak to jest być tym drugim w sportowym rodzeństwie?
Inne sporty

Kiedy siostra wygrywa, a ty nie. Jak to jest być tym drugim w sportowym rodzeństwie?

Naomi Osaka to numer jeden w światowym tenisie. Ma 21 lat, dwa wielkoszlemowe tytuły i… starszą o ponad dwa lata siostrę Mari, która od dawna bezskutecznie próbuje się przebić w poważnym tenisie. Panna Mari na liście WTA jest ponad 300 miejsc za młodszą siostrą. Właśnie w pierwszej rundzie turnieju ITF w amerykańskim Innisbrook pokonała 6:1, 7:6 (8-6)… Urszulę Radwańską. Po meczu mogłyby usiąść na piwo i od serca pogadać o tym, jak ciężko jest być tą słabszą i mniej znaną siostrą.

Zna to każdy, kto ma starsze rodzeństwo. Twój brat tak dobrze się uczy, a ty same dwóje przynosisz do domu? On już założył rodzinę, a ty nawet dziewczyny nie możesz znaleźć? On już ma dzieci i dobrą pracę, a ty ciągle mieszkasz z rodzicami? I tak dalej, i tak dalej. Objawy nasilają się przy okazji każdych świąt i innych zjazdów rodzinnych. Słowem: masakra. Oczywiście, są pewne drastyczne rozwiązania i kiedy na kolejnym weselu stara ciotka znów się głupio uśmiecha i szepce ci do ucha „ty będziesz następny”, można poczekać na odpowiedni moment i powiedzieć jej to samo na najbliższym pogrzebie – powinno podziałać. Ale generalnie – tak naprawdę trzeba się pogodzić z losem i puszczać tego typu uwagi mimo uszu. No, chyba że jesteś sportowcem i masz starszą siostrę, czy brata, który też tak zarabia na chleb i w dodatku ma spore sukcesy. Wtedy – sorry – ale masz przerąbane.

Ula, zawsze druga

Urszula Radwańska od Agnieszki jest o ponad półtora roku młodsza. Obie przeszły tę samą twardą szkołę ojca, Roberta Radwańskiego. Obie od najmłodszych lat w zasadzie wychowywały się na korcie i dość szybko stało się jasne, że mają odpowiednią dawkę talentu i będą próbowały zrobić zawodową karierę. Obie wygrały juniorskie Wielkie Szlemy i osiągnęły pierwsze miejsce w juniorskim rankingu. Do pewnego momentu absolutnie wszystko dla obu szło, jak po sznurku.

Potem Agnieszka zaczęła dorosłą karierę i w błyskawicznym tempie dołączyła do światowej czołówki. Wygrywała turniej za turniejem, pięła się w rankingu, zarabiała coraz większe pieniądze i na całym świecie zyskiwała status gwiazdy. W turniejach wielkoszlemowych najpierw osiągnęła pierwszy ćwierćfinał, potem półfinał, wreszcie finał Wimbledonu. W pewnym momencie była notowana na drugim miejscu w światowym rankingu, brakowało jej dwóch wygranych meczów do zostania liderką listy WTA. W tym samym czasie jej młodsza siostra bezskutecznie próbowała nawiązać do sukcesów Agnieszki. Wprawdzie wbiła się do pierwszej setki rankingu, a pod koniec 2012 roku wskoczyła do pierwszej trzydziestki, ale i tak z cienia „Isi” nigdy nawet nie wyszła. W zasadzie przez całą karierę najczęściej zadawanym jej pytaniem nie było „jak się masz?”, „co słychać”, „co zjesz na śniadanie”, czy nawet „która godzina”. Nie, ją zawsze pytano: „czemu nie jesteś tak dobra, jak Agnieszka”.

Bo przecież – w tej kwestii nikt nie ma cienia wątpliwości – papiery na wielkie granie miała zawsze. Jak już wspominaliśmy, skończyła ten sam tenisowy uniwersytet Papy Radwańskiego, jej przygotowania przez lata wyglądały identycznie, jak Agnieszki. Co więcej, miała od siostry lepsze warunki fizyczne, bo dostała od Matki Natury ponad pięć centymetrów więcej wzrostu.

Urszula nigdy nie miała takiej głowy, jak Agnieszka. Tenis to niezwykle skomplikowana gra, w której chodzi o znacznie więcej niż tylko machanie rakietą. Urszula niewątpliwie zawsze miała talent i dobre warunki. Trochę jednak brakowało jej odpowiedniej psychiki, plus oczywiście nie można zapominać, że miała dużo mniej zdrowia niż starsza siostra. Co ciekawe, Ula zawsze była gotowa do znacznie cięższego treningu i większych poświęceń od Agnieszki – opowiada Adam Romer, redaktor naczelny miesięcznika „Tenisklub”. – Rzecz w tym, że Agnieszkę zawsze wyróżniało coś, co mają tylko najlepsi. Ona doskonale zdawała sobie sprawę, kiedy są kluczowe, decydujące momenty meczu i właśnie wtedy potrafiła zagrywać najlepsze piłki. Ula tego nigdy nie miała, była jak jedna z wielu, a nie jedna z najlepszych.

Outsiderka, siostra liderki

I rzeczywiście, kiedy w przypadku starszej z sióstr Radwańskich mówimy o 20 wygranych turniejach WTA i ponad 27 milionach dolarów wygranych w turniejach, młodsza za największe sukcesy może uznać dwa przegrane finały małych imprez WTA, jeden wygrany turniej w deblu (z Agnieszką w parze) oraz prawie 2 miliony dolarów wygrane w ciągu kilkunastu lat kariery. Po serii kontuzji wypadła najpierw z pierwszej, potem drugiej i trzeciej setki rankingu, Sezon 2017 zakończyła na 524. pozycji, dziś jest trochę lepiej i jest notowana na 279. pozycji.

Szału nie ma, ale i tak jest znacznie lepiej niż u Mari Osaki. Obchodząca dziś 23. urodziny reprezentantka Japonii nigdy nie potrafiła osiągnąć sukcesów choćby w drobnym stopniu zbliżonych do tego, które raz po raz są udziałem Naomi. Dla młodszej z córek Japonki i Haitańczyka ostatnie miesiące to najlepszy okres w życiu, może się pochwalić dwoma zwycięstwami w turniejach wielkoszlemowych z rzędu (US Open 2018, Australian Open 2019). W tym samym czasie Mari zalicza porażkę za porażką. Wygrywając dziś w nocy z Urszulą Radwańską, przerwała serię sześciu przegranych z rzędu. Przyznacie – siostry raczej są na innych biegunach.

Naomi Osaka (L) and her older sister Mari Osaka during the women's doubles match of WTA Toray PPO Tennis at Ariake Coliseum, Tokyo, Japan on September 20, 2017. (Photo by Motoo Naka/AFLO) FOT.AFLO/NEWSPIX.PL POLAND ONLY!!! --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Tydzień temu Mari po raz pierwszy zagrała w turnieju głównym WTA. W wielkiej imprezie w Miami wystąpiła dzięki dzikiej karcie. Nikt nie miał cienia wątpliwości, że dostała ją tylko i wyłącznie za nazwisko. Dodajmy: nazwisko siostry. Z prezentu nie skorzystała, odpadła w pierwszej rundzie po porażce z 2:6, 4:6 z Whitney Osuigwe, 16-letnią Amerykanką, także grającą z dziką kartą (#213 WTA).

Bardzo się cieszę, że mogłyśmy zagrać w tym samym turnieju, bo zazwyczaj występujemy w zupełnie różnych. Fajnie było ją mieć blisko siebie. Dopóki nie skończyłam 15 lat, ona mnie lała po 6:0, to było absurdalne. Nie wiem, co się stało, w końcu coś kliknęłam w swojej głowie, ale do tego momentu mnie miażdżyła. Gdyby liczyć bilans zwycięstw i porażek, wciąż ze mną prowadzi o jakiś milion – mówiła w Miami liderka rankingu. – Teraz zadebiutowała w cyklu WTA i oczywiście popełniła kilka błędów typowych dla nowicjuszy. Wczoraj padało cały dzień, a ona przyjechała na korty o 11, choć jej mecz był zaplanowany jako czwarty. Muszę z nią o tym pogadać.

Nie zostaną drugimi Williams

Po wspomnianym „milionie porażek”, w 2014 roku w drugiej rundzie w Irapuato Naomi po raz pierwszy pokonała siostrę w oficjalnym meczu. Przez lata późniejsza wielkoszlemowa mistrzyni uważała to za swoje najcenniejsze zwycięstwo. Dopiero później na jej osobistej liście przebojów mecz z małego turnieju w Meksyku został zepchnięty na drugie, a potem trzecie miejsce. Wyprzedziły go najpierw wygrana z pierwszej rundy ubiegłorocznej edycji imprezy w Miami, a potem – wrześniowy finał US Open. W obu przypadkach rywalką Japonki była Serena Williams. Ona także mogłaby powiedzieć parę słów o tym, jak rywalizować z rodzoną siostrą. W przeciwieństwie do sióstr Radwańskich i sióstr Osaka, Serena i Venus walczyły ze sobą o najwyższe cele, a zwycięstwa jednej tylko napędzały drugą do lepszej gry.

NEW YORK, USA - AUGUST 31: Venus Williams (R) of USA congratulates Serena Williams (L) of USA after competing in the Women's Singles round three match within the US Open 2018 tournament in Arthur Ashe Stadium in Flushing, New York, United States on August 31, 2018. Mohammed Elshamy / Anadolu Agency TENIS TURNIEJ TESNIOWY FOT. ABACA/NEWSPIX.PL POLAND ONLY! --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Obie amerykańskie siostry osiągnęły pierwsze miejsce w rankingu, w sumie wygrały 121 turniejów WTA (72-49 na korzyść młodszej Sereny), w tym 30 wielkoszlemowych (23-7) zarobiły jakieś 130 milionów z samych wygranych turniejowych (89-41), a wspólnie zdobyły jeszcze trzy złote medale olimpijskie w deblu. Choć było kilka innych utytułowanych tenisowych rodzeństw, nikt nie ma wątpliwości, że to Williams były najlepsze. Ale – trzeba wyraźnie napisać – nie jedyne, które zdołały rodzinnie osiągnąć pierwsze miejsce. Ten samej sztuki, może nawet trudniejszej, dokonali Marat Safin i jego siostra Dinara. W tym przypadku było o tyle trudniej, że mówimy o dwóch cyklach – ATP i WTA. Marat (rocznik 1980) wygrał US Open 2000, po którym został liderem rankingu, a potem Australian Open 2005. Jego sześć lat młodsza siostra Wielkiego Szlema wygrała tylko w deblu (US Open 2007), w singlu najlepszym jej wynikiem były trzy finały (dwa razy w Paryżu, raz w Melbourne). Na szczyt rankingu weszła w kwietniu 2009 roku, kiedy jej brat już schodził ze sceny. Prowadzenie utrzymała przez pół roku, potem jeszcze objęła je na tydzień. Karierę zakończyła dwa lata później z powodu kontuzji pleców.

Teoretycznie rodzeństwa mają łatwiej. Kiedy jeden rodzic prowadzi dwójkę, a jeszcze lepiej trójkę zawodników, z miejsca zyskuje przewagę. Każdy jego zawodnik ma od razu zapewnionych sparingpartnerów i odpowiednią motywację. Tak było także z Urszulą i Agnieszką. Problem zaczyna się wtedy, kiedy jedno wygrywa, a drugie już nie – tłumaczy Adam Romer. – Te pytania o Agnieszkę i jej sukcesy na pewno były dla Urszuli dużym obciążeniem psychicznym. Najpierw szybki rozwój kariery starszej z sióstr był dla młodszej ułatwieniem, bo zdejmował z niej presję. Potem jednak ta presja przeniosła się z powrotem na Ulę ze zdwojoną siłą. Wszyscy oczekiwali, że pójdzie w ślady Agnieszki, a ona nie była w stanie. Czuła, że nie spełnia oczekiwań, zawodzi. Są sportowcy, których taka sytuacja by zmobilizowała. W przypadku Urszuli to stanowiło problem.

A twój brat był mistrzem świata…

Nie da się ukryć, że posiadanie brata, czy siostry, który osiągnął w danej dziedzinie duży sukces, może wiele ułatwiać. Tak choćby było ostatnio w przypadku wspomnianej Mari Osaki. Gdyby nie utytułowana siostra, Japonka mogłaby tylko pomarzyć o dzikiej karcie do turnieju w Miami. Podobnie jest w wielu innych sportach i potrafiło zadziałać nawet w tak elitarnym i zamkniętym, jak Formuła 1.

Nikt nigdy nie miał wielkich złudzeń co do Ralfa Schumachera, który do wyścigowej elity dostał się w 1997. Przypadkowo tak się złożyło, że Michael był już wtedy dwukrotnym mistrzem świata i największą gwiazdą Formuły. Ralf najpierw dostał do podpisu kontrakt z zespołem Jordan, potem spędził sześć sezonów w Williamsie, a na koniec – trzy w Toyocie. W sumie wygrał sześć wyścigów, ale w jego przypadku zwraca uwagę inna statystyka – zawodów, w których nie dojechał do mety. Ralf Schumacher na 180 startów aż 58 nie był w stanie zameldować się na mecie (niemal co trzeci wyścig). Rzucamy okiem w statystyki jego starszego brata i co widzimy? U Michaela jest gorzej, bo kilka razy więcej nie ukończył wyścigów. Rzecz w tym, że on na starcie stawał aż 306 razy, czyli prawie dwa razy więcej niż Ralf.

Kiedy Michael Schumacher kończył karierę, był to koniec pewnej epoki. Gdy miał fatalny wypadek na nartach – sportowy świat wstrzymał oddech. W tym samym czasie trudno się oprzeć przekonaniu, że zarówno kariera, jak i emerytura jego młodszego brata nikogo jakoś szczególnie nie obchodziły…

Zupełnie inaczej, bardziej w stylu sióstr Williams, było w przypadku braci Kliczko. Władymir i Witalij na dekadę zdominowali wagę ciężkiej. W przeciwieństwie do Schumacherów, czy tenisowych sióstr, oni jednak nigdy się ze sobą nie musieli mierzyć. Kiedyś obiecali matce, że bez względu na pieniądze, jakie pojawią się na stole, nigdy nie skrzyżują ze sobą rękawic. Jak przyrzekli, tak zrobili, choć pokusa w swoim czasie była naprawdę duża. Obaj byli mistrzami świata, obaj mieli u stóp bokserski świat. Na ich pojedynek czekali kibice na całym świecie, a budżet takiej walki szedłby w setki milionów. Słowo dane matce było jednak cenniejsze od pieniędzy.

JAN CIOSEK

Fot. Newspix.pl