Najbardziej szkoda Besiktasu i Bordeaux. Legia chciała za dużo jak na mój wiek
Weszło Extra

Najbardziej szkoda Besiktasu i Bordeaux. Legia chciała za dużo jak na mój wiek

– Oczekiwano za mnie zbyt dużych pieniędzy jak na mój wiek. Cenę windują umiejętności, ale też metryka. 30-letni zawodnik z wysokim kontraktem to pieniądze, których się nie odzyska. 
 
– Nie mogę się unosić honorem, że idę do zespołu, który jest kandydatem do spadku. No jest. Ale co mogę zrobić? W mojej sytuacji to najlepsze wyjście.
 
– Liga turecka pod kątem licencji jest skonstruowana podobnie jak polska: mogą być zaległości, ale pieniądze prędzej czy później dostaniesz. Gdyby było nieciekawie, jestem na tyle zabezpieczony, że mogę sobie pozwolić na pewien okres bez wynagrodzenia, bo przez ostatnie trzy-cztery lata trochę zarobiłem. 
 
Jako jeden z nielicznych Polaków mógł wracać z mundialu z podniesionym czołem, ale nie był to powrót przez drogę usłaną różami. Dean Klafurić najpierw nie potrafił dostosować do niego odpowiednich obciążeń i wrzucił go na minę łącząc ważne mecze z przyspieszonym okresem przygotowawczym. Sa Pinto widząc formę piłkarza uznał – publicznie zresztą – że Pazdan nie jest jeszcze gotowy po mistrzostwach świata. W efekcie obserwowaliśmy jesienią smutne schowanie do szafy zawodnika, który powinien być gwiazdą Ekstraklasy i który rozkochał w sobie w ostatnich latach cały naród. 
 
Jak Michał Pazdan zniósł ostatnie pół roku bez gry w piłkę i co było przyczyną tej sytuacji? Dlaczego nie boi się problemów finansowych Ankaragucu i czy w ogóle spojrzałby na podobną ofertę jeszcze rok temu? Czemu uznawano go za piłkarza niesprzedawalnego i którego z niedoszłych transferów żałuje najbardziej? Spotkaliśmy się z „Pazdkiem” w Ankarze dzień po podpisaniu kontraktu z Ankaragucu. Zapraszamy! 
***
Jak pierwsze wrażenia? 
Na otwarciu stadionu, na którym byłem w poniedziałek, podobał mi się przede wszystkim tumult kibiców. Zawsze mówili, że Turcja to wielka wrzawa i faktycznie było słychaćże to prawdziwy hałas. Mają swój specyficzny, charakterystyczny kocioł.

Po trzech dniach ciężko coś powiedzieć, ale na pierwszy rzut oka Ankara to wielkie miasto.  W poniedziałek jeździliśmy po testach medycznych – najpierw szpital, potem prywatny lekarz na drugim końcu miasta. Cały dzień jazdy, mimo że wcale nie było korków. Miasto jest podzielone – jest starsza część centrum, jest też nowsza, gdzie są ambasady i bardzo dużo hoteli. Tak naprawdę co ulicę stoi jeden wielki hotel. Oceniając po kilku dniach – nowoczesne, europejskie miasto. Są też, wiadomo, różnice. Już zdążyłem zauważyćże przechodnie nie zauważają czerwonego światła. Zawsze jest zielone! Byłem w szoku, gdy pani z dzieckiem na rękach przechodzi dwa metry przed samochodem. 

Dobre miasto do życia było dla ciebie kluczowym argumentem? Swego czasu sporym echem rozniosła się wypowiedź twojej żony, która mówiła wprost, że do żadnej Turcji cię nie puści.

Ta wypowiedz była, wiesz jak to jest, wyjęta z kontekstu. 

Co nie zmienia faktu, że miasto okazało się tym razem decydujące. 

Powód, dla którego nie przeszedłem wtedy do Besiktasu, był inny. Nie było tak, żżona decydowała. Po prostu klub nie mógł mnie puścić w ostatnim dniu okna mając w perspektywie Ligę Mistrzów.

Ale teraz… tak, dobre miasto do życia było jednym z głównych argumentów.

Wyobrażałbyś sobie funkcjonowanie w Malatyi, Akisharze bądź Erzurum, skąd miałeś oferty? 

Tak naprawdę byłem dość blisko Yeni Malatyasporu, gdzie bardzo chciał mnie trener. Nie dogadałem się, były pewne rozbieżności, ale doszło do konkretów. Z pozostałych dwóch klubów nawet nie było większego tematu. Erzurum dawało mega pieniądze, ale… Nie mówięże tam jest źle, lecz – umówmy się – przechodząc z Warszawy do Erzurum po pół roku bez grania byłoby ciężko. Trzeba wejść na odpowiedni poziom mentalny. To nie tak, że dostaniesz kasę i wszystko będzie cacy. Wiadomo, kasa jest bardzo ważna, ale nie da ci komfortu na co dzień. To nie jest tylko granie meczów, to cały tydzień, w którym trzeba coś robićżyć

Żony i syna byś pewnie nawet nie chciał tam sprowadzać.

Nie byłoby takiej opcji. Już ustalaliśmy, że jeśli już, to polecę tam sam. 

Zsyłka totalna.

Dokładnie. Wiadomo – jakby nie było wyboru, koniec okienka, ostatnia opcja, a ja wciąż nie gram, może bym się zastanowił. Ale jak jest początek stycznia, to warto poczekać na coś innego. Może mnie jakoś szczególnie nie widać w mediach społecznościowych, ale jestem typem człowieka, który lubi normalnie żyć. Wyjść gdzieś do restauracji, coś zobaczyć. Bałem się tylko tego, że przez długi czas będę tylko siedział w hotelu, czekał na internet i oglądał seriale. Można tak na obozie, bo wtedy jest robota, ale na co dzień potrzebuję normalnego życia. Żeby żona przyjechała z dzieciakiem, a w Ankarze nie będzie z tym problemu, bo miasto jest cywilizowane. Więc pierwsza sprawa to granie, druga – normalne życie. Ciężko czasami to połączyć.

ANKARA 30.01.2019 PIERWSZY TRENING MICHALA PAZDANA W MKE ANKARAGUCU --- MKE ANKARAGUCU TRAINING SESSION MICHAL PAZDAN FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Ale najważniejszy był w tym wszystkim aspekt sportowy. Przyjechałem w pierwszej kolejności po to, by grać, bo ostatnie cztery miesiące – nie ma co ukrywać – były bardzo ciężkie. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie przeżyłem. Dużo rzeczy nałożyło się na siebie i mocno przeżyłem ten okres. Wewnętrznie byłem… może nie pod ścianą, ale w takiej sytuacji, że musiałem iść grać. Nie wyobrażam sobie w moim położeniu roku bez grania. Gra na środku obrony wymaga rytmu, ustawienia, przewidywania, czucia. Bez grania nie da się tego osiągnąć. Działasz już automatycznie przez to, że masz wypracowany sposób grania przez ileś lat. 

Na razie sportowo nie wygląda to może dobrze, bo – jak mówił mi Thibault Moulin – zespół jest w rozsypce. W mojej sytuacji liczy się jednak tylko granie. Mam na nowo chęć wejścia w mecz, by coś się działo, coś ode mnie zależało. Nie potrafię wewnętrznie znieść bycia siedemnastym do gry. Z drugiej strony, nie jestem typem, który od razu się spakuje i pójdzie na wojnę. Gdybym taki był, już dawno temu by mnie w Legii nie było. Zresztą widać, jak wyglądają sytuacje z zawodnikami, którzy zostali skreśleni i nie wytrzymali ciśnienia. Jest mega ciężko, ale nie mam takiej natury, by od razu rozwiązywać kontrakt. Staram się walczyć. Nawet jeśli wszyscy są przeciwko, człowiek trzyma ciśnienie i chce robić swoje. Wiesz, jak w piłce. Pół roku cię nie ma i poziom sportowy czy finansowy leeeeeciiiii na łeb na szyję. W moim wieku nie mogę sobie pozwolić na kolejne pół roku bez grania, bo wyjście z tego mogłoby być ciężkie. 

No dobra, Michał, dlaczego było jak było? Sa Pinto mówił pod koniec sierpnia, że nie czujesz się jeszcze gotowy do gry po mundialu. Patrząc na to z boku, nie znając szerszego tła – trochę uwłaczająca ta wypowiedź. Później zostałeś schowany do zamrażarki. 

Nie jestem zawodnikiem, który będzie od razu wjeżdżał w prasę i się tłumaczył. Po co mam się szarpać przez media, skoro większość zrozumie z tego tylko tyle, że gość nic nie gra? Ludzie nie patrzą na to, co się dzieje przed meczem i po, liczy się tylko to, co na boisku. 

Przez trzy lata non stop byłem pod prądem. A wiesz, jak jest w letnim okresie – jeśli w zimę nie odpoczniesz, to w lecie tym bardziej, a gdy jeszcze grasz w kadrze to już w ogóle nie masz czasu się spokojnie zregenerować, gdzieś pojechać, zresetować łeb. Wróciłem po mistrzostwach i ustaliłem, że będę potrzebował 10/14 dni na przygotowanie się. Przegraliśmy ze Spartakiem 0:2, kiedy byłem w okresie ciężkiej młócki – robiłem po dwa treningi dziennie, bo zgodnie z założeniami miałem przygotować się indywidualnie. Trenerowi się zapaliło, że mam być do grania na mecz ligowy z Koroną. Dowiedziałem się o tym dzień przed meczem, gdy byłem na zupełnie innym etapie niż reszta. Wszedłem do grania tak, jakbym był prosto z obozu. Zagrałem 70 minut i źle to wyglądało, a za trzy dni był najważniejszy mecz ze Spartakiem. Nie czułem, że jestem do grania, nie zregenerowałem się, czy mówiąc wprost – czułem się do dupy. Miałem siły tylko na 50 minut. Przegraliśmy. 

Nie zrobiłem podstawy na początku okresu przygotowawczego. Jędza został przesunięty do rezerw, Krzysiu nie pojechał na mistrzostwa, a ja byłem w zupełnie innym okresie niż reszta. Zagrałem dwa mecze po zbyt dużych obciążeniach i później się nie mogłem odkręcić. Zdarzył się feralny mecz z Dudelange

Podczas którego, próbując ratować sytuację, pobiegłeś w maliny. 

Tak, tak.

Ty masz coś takiego, że próbujesz ratować sytuacje za wszelką cenę, co często odbija się na tym, jak jesteś oceniany. Można odnieść wrażenieże popełniasz błąd albo jesteś spóźniony – a tak naprawdę to rozpaczliwe ratowanie beznadziejnej sytuacji, która z góry jest skazana na niepowodzenie.

Tak mam. 

Wracając, gdybym wiedział, jak będzie, nie robiłbym nic i dochodziłbym do formy samymi meczami. Zagrasz mecz, dwa, trzy, może i się słabo czujesz, ale nie jesteś zajechany. Jeśli zrobisz jakąś robotę i ma to funkcjonować, organizm potrzebuje kilku/ kilkunastu dni, żeby się ustabilizować. Nie możesz zarazem wejść na duże obciążenia i być gotowym do gry na najważniejsze mecze. Byłem zajechany w okresie koniec lipca-początek sierpnia i się z tego nie odkręciłem.

I od tego momentu wszystko zaczęło iść w dół. Przyszedł nowy trener i wprowadził swoje zasady. Nie byłem ani przygotowany, ani nastawiony mentalnie. Doszła do tego czerwona kartka i wpadłem w fatalny okres. Nie chcę do tego wracać, bo nie życzę nikomu takiej sytuacji. Można pogadać ze starszymi zawodnikami, którzy trochę pograli – każdy powie, że w takim okresie jest ciężko funkcjonowaćRozumiem też trenera Klafuricia, który chciał ratować siebie i sytuację, wiec wrzucił mnie do grania.

Dużo ludzi się śmieje, że byłem nieprzygotowany po dwóch miesiącach. Zwróćmy uwagę na to, że dla funkcjonowania polskiego klubu najważniejsze mecze to te w lipcu i sierpniu. Choćby skały srały, musisz być gotowy w stu procentach. A większość zawodników za granicą jest wtedy na obozie i może się spokojnie przygotować. Nawet jeśli masz pierwsze kolejki w sierpniu, możesz sobie dojść meczami, masz czas na spokojną regenerację po takim natężeniu psychicznym, jakim są mistrzostwa świata. Kto nie grał, nie zrozumie pewnych spraw. Taki sam problem miałem po Euro 2016 – tylko że wtedy nic nie robiłem. Dotrwałem do września i wtedy pojawiła się kontuzja przeciążeniowa.

Moja wina, mogłem po mistrzostwach zostawić to wszystko i wejść samymi meczami.

ANKARA 30.01.2019 PIERWSZY TRENING MICHALA PAZDANA W MKE ANKARAGUCU --- MKE ANKARAGUCU TRAINING SESSION MICHAL PAZDAN FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Cała sytuacja musi być ciężka do zaakceptowania, jeśli dodamy do tego cały kontekst. Jeszcze chwilę temu byłeś gwiazdą Ekstraklasy, gościem, który powinien z niej wyjechać, ale z różnych względów mu się to nie udawało. Miałeś za sobą mundial, na którym jako jeden z nielicznych nie dałeś ciała, a od Euro 2016 zna cię dosłownie cała Polska. Nagle się okazuje, że w lidze, w której powinieneś być gwiazdą, znalazłeś na bocznym torze. Ciężko przejść do porządku dziennego nad takim roller-coasterem. 

Ciężko? 

(chwila ciszy).

Bardzo, bardzo ciężko. Z jednej strony grasz na mistrzostwach świata, na których wydaje ci sięże dobrze zagrałeśŹle wchodzisz w okres startowy, głowa zaczyna źle pracować, nie powołują cię do reprezentacji, choć czułeśże nie zawaliłeś. Później zmienia się trener, ja nieprzygotowany, bo za wszystko zacząłem robić za wcześnie… A to bardzo ważne, by wejść w okres zmiany trenera na odpowiednim rytmie. Nie ma pucharów, nie ma stabilności. Masz cztery czy pięć rzeczy, które wpędzają cię w wir. 

Najśmieszniejsze jest to, że najlepiej na wszystkim wyszedł Jędza. Chłopa nie było przez 1,5 miesiąca, bo miał problemy w klubie. Głowa mu odpoczęła, miał trzy tygodnie treningów indywidualnych, później wskoczył i od razu strzelił bramkę, odżył. Czasami pewne sprawy niby się komplikują, ale z drugiej strony może to wyjść ci na dobre. Do mnie na początku nie docierało, że jestem rezerwowym. Dopiero po jakichś trzech tygodniach sobie uświadomiłem: OK, zmiana sytuacji. Życie. Trzeba sobie radzić. Do wszystkiego doszła miesięczna kontuzja, choć tak naprawdę borykałem się z nią do końca rundy. To, że trenowałem, nie znaczy, że byłem do końca zdrowy. Zamiast dać sobie więcej czasu, chciałem za wszelką cenę wejść

Nie jestem zawodnikiem, który da głowę w dół i powie, że to koniec. W takich sytuacjach pomogą ci tylko najbliżsi, bo ludzie patrzą jedynie na to, że masz być gotowy na mecz. Ja to rozumiem, taką mamy robotę. Przez te pół roku życie mnie bardzo dużo nauczyło. Wiem teraz, jak to jest być zawodnikiem, który nie gra i walczy o skład. Jak grasz, to nawet nie patrzysz na takie rzeczy. Ale jak nie grasz, zmagasz się z urazem, a za wszelką cenę chcesz grać, wiesz ile ważnych meczów zagrałeś dla tego klubu, dla reprezentacji, a nie ma cię tu i tu

Ciekawe i bardzo przydatne przeżycie.

Jak cię zmieniła ta sytuacja? Przekładała się na życie codzienne? 

Tak. Możesz się spytać najbliższych, przez ostatnie trzy miesiące to nie byłem ja. Kiedy jesteś na topie, spadek o kilka pięter boli. Cały czas moje myśli były przy pytaniu dlaczego?. Zbyt dużo czynników, które mnie nurtowały. Choćbym chciał wyłączyć te myśli – nie dało się. Najgorsze, że jak wejdziesz do grania, musisz zagrać perfekcyjnie. Żeby w końcu mówili: gość normalnie zagrał, dlaczego nie grał wcześniej? A jak nie będziesz na swoim poziomie, to dobra, wypad. Życie codzienne było ciężkie, ale teraz wiem, że od stycznia zupełnie zmieniłem nastawienie. Najważniejsze było dla mnie to, że mogę wreszcie trenować na sto procent. Czujęże wróciłem do tego, jaki byłem. Dodatkowo mogę powiedziećże naprawdę wszystkie rzeczy już w piłce widziałem. A gdybym teraz znowu nie grał, mógłbym pogrążyć się w stagnacji, która dla zawodnika jest najgorsza. 

ANKARA 30.01.2019 PIERWSZY TRENING MICHALA PAZDANA W MKE ANKARAGUCU --- MKE ANKARAGUCU TRAINING SESSION MICHAL PAZDAN THIBAULT MOULIN FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Sa Pinto lubi odstrzelić piłkarzy – ty, Malarz, Mączyński, doświadczeni zawodnicy pierwszego składu. Czułeśże w Legii dobrnąłeś do momentu, że cokolwiek zrobisz, to i tak nie będziesz grał?

Może w grudniu tak czułem, ale w styczniu już nie, bo w styczniu nawet chłopaki zauważyli u mnie zmianę pod kątem fizycznym i psychicznym. Zasuwałem na każdym treningu, bo nic mnie już nie bolało. Potrzebowałem chyba chwili wolnego, by przemyśleć pewne sytuacje i nastawić się na nowo.

I paradoksalnie cała sytuacja ci

Pomogła! Dokładnie, właśnie miałem to powiedzieć. W moim wieku – patrząc na to, że nigdy nie grałem za granicą – nikt za mnie nie da dużych pieniędzy.

No, jesteś żadną inwestycją.

Raz kupili Igora Lewczuka i to jedyna sytuacja, gdy ktoś dał coś za zawodnika po trzydziestce z Polski bez ogrania.

Totalny wyjątek, którego nie można brać za regułę.

Cały czas za mnie oczekiwano – wydaje mi się – zbyt dużych pieniędzy jak na mój wiek. Cenę windują umiejętności, ale też metryka. Na zachodzie patrzą na to, czy się zwrócisz. 30-letni zawodnik z wysokim kontraktem to pieniądze, których się nie odzyska. 

Najwięcej możliwości było w pierwszym okienku po mistrzostwach Europy i w pierwszym po Lidze Mistrzów. Wtedy jeszcze można było na mnie dobrze zarobić. Za zawodników w pewnym wieku się już nie płaci, zwłaszcza za zawodników z Polski. 

Legia nie wypada w tej sytuacji na najsprawniejszych biznesmenów – tyle razy cię nie puszczała, tyle razy przeciągała transfer chcąc jeszcze coś ugrać, a dziś zostaje z czapką gruszek.

Z drugiej strony, z perspektywy klubu ich rozumiem. Grałem cały czas na w miarę dobrym poziomie i nie chcieli się pozbywać zawodnika, który jest kluczowy. Przy okazji wracamy do tematu – nie jestem typem zawodnika, który od razu idzie do rezerw i mówi: pieprzę to, odchodzę. Może byłoby inaczej, gdybym to miał. Widzęże niektórzy zawodnicy na tym dobrze wychodzą. Spójrz na Prijo. Uparł się i koniec. Wyszło mu na dobre – widzę jak przechodzi do Arabii za takie pieniądze, a gdy pamiętam go z Legii, w życiu by człowiek nie powiedział, że tak to będzie wyglądać. Nie mam takiej natury, że wchodzę w konflikt na bombie. Wiele klubów woli podejść na zasadzie „z niewolnika nie ma pracownika”. Jestem w Polsce, szanuję to, gdzie jestem i nie mogę sobie pozwolić na pewne rzeczy.

Żałujesz, że wpisałeś sobie w kontrakt klauzulę odejścia? Miała ułatwić sprawę, a koniec końców nikt z niej nie skorzystał.

To było po mistrzostwach Europy, wydawało mi sięże klauzula będzie dobra. Potem okazało sięże kluby nie chcą płacić takiej gotówki. 

Ile wynosiła? 

2,20 miliona euro. Besiktas płacił wcześniej około trójki, więc myślałem, że ktoś jeszcze takie pieniądze zapłaci. Ale, jak mówię, nie żałuję, bo może wtedy nie zagrałbym w Lidze Mistrzów i nie wiedziałbym, co to mistrzostwa świata. Może idąc do lepszego klubu bym nie grał, później trafiłbym gdzieś niżej, uciekłaby mi reprezentacja… Nie ma co gdybać.

Który z niedoszłych transferów sfrustrował cię najbardziej? Bordeaux, które było najbliżej? 

Bordeaux i Besiktas, który wchodził wtedy w bardzo dobry okres. Nie miałem za dużo czasu, tylko 1,5 dnia. Igor został sprzedany dzień wcześniej i Boguś powiedziałże nie ma stoperów, a jesteśmy w Lidze Mistrzów i nie ma kto grać. Z perspektywy klubu – nie dziwię się. Klub dostał zastrzyk gotówki i nie musiał mnie sprzedawać. Może gdybym się uparł jak Prijović, który miał na decyzję pół dnia… czasami masz jeden dzień i nie wiesz, co cię czeka później. 

Patrząc na kluby, jakie się przewijały w twoim kontekście, jeszcze rok temu na ofertę Ankaragucu pewnie nawet byś nie spojrzał

Pewnie nie. Ale trzeba sobie zdać sprawę z sytuacji, w jakiej jestem. Nie patrzę na swoje osiągnięcia. Co z tego, że grałem w reprezentacji? Co mam z tego teraz? Nic. Jak nie jesteś w rytmie meczowym, to cię nie ma. Jakbym był w sytuacji jak pół roku temu, pewnie bym się długo zastanawiał. Potrzebuję grania, wejścia z powrotem w jakiś rytm. To ciężka liga, więc nie będzie tak, że wszystko pięknie i ładnie. Jak cię nie ma, to zaraz o tobie zapominają i koniec. Nie mam 26 lat, że mogę sobie wybierać albo uznaćże najwyżej się gdzieś przeczołgam pół roku. Niektórzy myśląże w pewnym wieku jest już koniec grania, ale ja w ogóle o tym nie myślę. Zwłaszcza, że zacząłem grać w piłkę dopiero mając 27 lat! (śmiech)

ANKARA 30.01.2019 PIERWSZY TRENING MICHALA PAZDANA W MKE ANKARAGUCU --- MKE ANKARAGUCU TRAINING SESSION MICHAL PAZDAN FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Mariusz Piekarski mówi, że tym transferem dopiero wręcz zaczynasz karierę. To takie gadanie dla gadania, żeby cię podpompować, czy faktyczniem cel jest taki, by Ankara była tylko przystankiem?

Na razie o tym nie myślę. Jestem na etapie „wejść, potrenować, zagrać mecz”. Czas pokaże. Sytuacja wyjściowa jest OK. Zakładam, że mogą być problemy z finansami, ale trudno – takie jest życie. Poziom sportowy i dojście do dyspozycji są kluczowe. Nie mogę się unosić honorem, że idę do zespołu, który jest kandydatem do spadku. No jest. Ale co mogę zrobić? W mojej sytuacji to najlepsze wyjście. Życie pokazało, że trzeba twardo stąpać po ziemi, a jak jest gorzej, to trzeba z tego wyjść. Nie wyobrażam sobie, że ktoś mnie zechce, zwłaszcza w moim wieku, jeśli nie będę grał w piłkę. Nawet jeśli wiesz, że potrafisz grać w piłkę

Jak odnosiłeś się do tego, że w światku menedżerskim miałeś opinię niesprzedawalnego piłkarza? Bo wiek, bo wzrost, bo brak ogrania w Europie, a z drugiej strony świetna gra w reprezentacji i boom w Polsce na ciebie, a więc wysokie oczekiwania Legii. Wielu uznawało, że twój transfer to bardzo trudne zadanie. 

Tak było. Też się czasami zastanawiałem: dlaczego ja? Tak się potoczyło, że w Polsce jestem znany, w reprezentacji nie dałem plamy, grałem na odpowiednim poziomie i to na najważniejszych imprezach. Sorry, ale są zawodnicy, którzy grają dobrze, ale na najważniejszych imprezach im nie idzie. To najważniejsze, by w ciężkim momencie zagrać na odpowiednim poziomie. Nie ode mnie to zależało. Zawsze mówiłem, że chciałem spróbować grania zagranicą, najlepiej w Europie. Nie udało mi się, ale ostatnie pół roku mi tyle dało i nauczyło, że w ogóle nie żałujęŻycie jest przewrotne i trzeba szanować, co się ma w danym momencie. Są momenty, że jest lepiej, są takie, że jest gorzej. Mimo że nie wyjechałem za granicę, przeżyłem piękne chwile. Dwa razy na mistrzostwach Europy, mistrzostwa świata, Liga Mistrzów, Liga Europy, trzy mistrzostwa z rzędu, dwa puchary… OK, ktoś może mi powiedziećże nie grałeś na zachodzie, gdzie się dwa razy więcej trenuje, ty byś nie grał, nie dałbyś sobie rady, zobaczyłbyś jak to jest być samemu za granicą. Wszyscy mają swoje teorie. OK, mogą je sobie mieć, ale ja nawet grając w Polsce szanowałem to, co mam. Legia dała mi bardzo dużo. Nauczyłem się pod względem i sportowym i organizacyjnym, bo pod tym względem ten klub jest niesłychanie mocny. 

W jaki sposób się zabezpieczyłeś na wypadek problemów z wypłacalnością Ankaragucu? Musiało ci dać do myślenia, że między innymi Łukasz Szukała rozwiązał kontrakt z powodu zaległości.

W momencie zniesienia zakazu transferowego klub musiał dać naprawdę dużą gotówkę, by spłacić część zaległości. Otworzyli nowy stadion, sprowadzili zawodników, dostałem na start jakąś kwotę z góry, ale to nie są wielkie pieniądze. Mogą nie płacić, OK. W Turcji jest tak – rozmawiałem z prawnikiem – że mogą ci nie płacić siedem miesięcy, ale zapłacić w końcu muszą. Liga turecka pod kątem licencji jest skonstruowana podobnie jak polska: mogą być zaległości, ale pieniądze prędzej czy później dostaniesz. Gdyby było nieciekawie, jestem na tyle zabezpieczony, że mogę sobie pozwolić pewien okres bez wynagrodzenia, bo przez ostatnie trzy-cztery lata trochę zarobiłem. Wejście w odpowiedni rytm jest ważniejsze na dziś niż kasa. 

DSC03815

Jak wygląda twoja sytuacja w reprezentacji? Dostałeś zapewnienie od trenera Brzęczka, że jak będziesz grał to „zapraszamy, Michał, miejsce na środku obrony na ciebie czeka”

Rozmawiałem z trenerem w październiku, ale sytuacja była taka, że nie grałem więc było to naturalne, że nie dostaję powołań. Teraz przede wszystkim robota i co będzie, to będzie. Ja już o niczym nie decyduję. Chcę po prostu pograć, by mnie piłka cieszyła, a czas pokaże, czy znowu uda się wejść na odpowiedni poziom. 

Słuchasz poranków na WeszłoFM? 

Rzadko, ostatnio dość dawno temu. 

Pamiętasz jak się zaczynał i jak kończył? Przez pierwsze dwa-trzy miesiące funkcjonowania radia pierwszą i ostatnią piosenką graną w poranku było słynne „Pazdan Boy”. Stworzyły się dwa obozy. Pierwszy apelował: „skończcie to puszczać!”. No i skończyliśmy, a potem uaktywnił się drugi: „gdzie jest Pazdan?!”

Cały czas coś się wokół mnie dzieje, ale ja się z tego wszystkiego śmieję, tak pozytywnie, widzisz zresztą jak ze mną rozmawiasz, że jestem normalny. Pazdanomanią człowiek był w pewnym momencie trochę zmęczony, ale wiele rzeczy mi ułatwiła. Można było coś załatwić, z wieloma osobami porozmawiać…

Otwierała drzwi. 

Ale nie zabiegam o ten szum na siłę. Nie robię wywiadów tylko po to, by siedemnasty raz powiedzieć to samo. Wkurza mnie, gdy słucham czegoś takiego, dlatego od pewnego czasu nie czytam rzeczy, które są oczywiste. Gdy słucham kolejny raz tego samego, to mną trzepie. Wolę pogadać na naprawdę ciekawe tematy, spojrzeć z innej perspektywy. W piłce nawet nie grając za granicą dużo widziałem, mam trochę swoich spostrzeżeń, w ostatnim okresie człowiek nabrał wiele doświadczenia. Tylko z graniem ostatnio ciężko… (śmiech).

Wypada życzyć zatem, byś grał nie tylko w naszym radiu. 

Ale ważne, żebym gdzieś jednak grał. Jeśli nie wyjdzie mi to na boisku, będziecie musieli wrócić do tradycji i znów mnie puszczać

 50434636_563702910768699_109275259479261184_n

Fot. FotoPyK / JB

KOMENTARZE (34)