post Avatar

Opublikowane 30.11.2018 23:08 przez

Sebastian Warzecha

Jeszcze przed rozpoczęciem sezonu w japońskim obozie usłyszeć można było, że najlepszym z ich skoczków jest na ten moment Ryōyū Kobayashi. Jak na razie te słowa sprawdzają się w stu procentach – młody Japończyk wygrał oba konkursy Pucharu Świata w Kuusamo, a w Wiśle był trzeci. Podczas gdy w jego ojczyźnie fani mają powody do radości, w Europie wszyscy zadają sobie dwa pytanie: skąd on się właściwie wziął? I jakim cudem skacze aż tak dobrze?

Rodzina

Choć rodzice Ryōyū przesadnie dużo wspólnego ze skokami nie mieli, to ich dzieci wręcz przeciwnie. Najstarszy, Junshirō, to postać już dobrze znana wszystkim fanom dyscypliny. Zeszłoroczny triumfator konkursu indywidualnego w Wiśle, trzeci zawodnik klasyfikacji generalnej Letniego Grand Prix, jedenasty na koniec ostatniego sezonu Pucharu Świata. Przy okazji człowiek o kompletnie innej osobowości niż jego młodszy brat. „W jego przypadku dobrą rzeczą jest to, że nie ma żadnych wahań nastrojów” mówił „The Japan Times” Masao Hiraki, były trener braci. Dodawał też, że Junshirō to gość spokojny i opanowany.

W tym przypadku zupełnie inaczej prezentuje się Ryōyū, który od najmłodszych lat lubił imponować innym. Podobno pewnego razu zdarzyło mu się – krzycząc przy okazji z radości – zjechać w dół stoku, wprost na rampę snowboardową, zrobić salto i od razu upewnić się, czy wszyscy widzieli. Jego ojciec mówił, że „był dzieciakiem, który chciał rozśmieszać ludzi i sprawiać, by się ekscytowali”. Trzeba przyznać, że udaje mu się to do dziś. Choć salta już sobie odpuścił.

Sebastian Szczęsny, dziennikarz i komentator TVP:

– Jego natura sprawia, że to skoczek, który lubi brylować, popisywać się, ale jest też bardzo otwarty. Skacze bez obciążenia i na tej młodzieńczej fantazji może sprawić wszystkim naprawdę dużego psikusa. Jestem bardzo ciekaw, jak poradzi sobie w kolejnych konkursach Pucharu Świata.

Na braciach ta wyliczanka się jednak nie kończy, bo klan Kobayashich jest większy. Poza nimi skacze też 24-letnia Yūka, ich siostra. Ona jednak na ten moment pochwalić może się co najwyżej medalami z Uniwersjad. Drużynowo konkursy na nich wygrywała dwukrotnie, po razie była druga i trzecia, a z rywalizacji indywidualnej przywiozła do domu dwa srebrne medale. W konkursach Pucharu Kontynentalnego czy Pucharu Świata startuje rzadko. Wystarczy napisać, że – gdy chodzi o ten drugi – tylko raz w karierze oddała skoki poza Japonią. Miało to miejsce… na koniec sezonu 2011/12.

A skoro mowa o siedzeniu w Kraju Kwitnącej Wiśni, to warto zaznaczyć, że Ryōyū też długo to robił.

Trzymany w domu

W Europie ten schemat jest prosty. Jeśli pojawia się utalentowany dzieciak, to trzeba doprowadzić go do odpowiedniego wieku – zwykle są to okolice osiemnastki – a potem dać mu zadebiutować w Pucharze Świata i, w miarę upływu czasu, „wręczać” kolejne okazje na zdobycie punktów, pomiędzy startami w Pucharze Kontynentalnym czy FIS Cupie. Jeśli ma potencjał na miarę przyszłego mistrza świata, może zrobić to nawet jako szesnastolatek. Przyzwyczailiśmy się już do tego, że tak to właśnie działa.

Jak jest w Japonii? Kompletnie inaczej.

Doskonale widać to na przykładzie Kobayashiego. W Pucharze Świata Japończyk zadebiutował na początku 2016 roku w Zakopanem. Pojawił się tam głównie dlatego, że konkurs w Polsce miał być dla niego przetarciem przed mistrzostwami świata juniorów (co dało zresztą niezłe efekty, przywiózł z nich dwa brązowe medale). Później wystartował jeszcze dwa razy w Sapporo i po razie w Titisee-Neustadt oraz Planicy. Łącznie pięć występów w debiutanckim sezonie Pucharu Świata. I to mimo tego, że w pierwszym z nich zajął świetne, siódme miejsce.

Jeśli myślicie, że w tym czasie startował zapewne w Pucharze Kontynentalnym, to… mylicie się. Japończycy rzadko wysyłają swoich młodych skoczków na zawody niższej rangi. Raczej trzymają ich u siebie, by rywalizowali na krajowym podwórku. Skoki są tam „podpięte” do szkół i uniwersytetów, więc okazji do sprawdzenia się na tle rywali trochę jest. I z tego korzystał Kobayashi jeszcze kilka lat temu (jako dzieciak wielokrotnie stawał na podium zawodów w swojej kategorii wiekowej w skokach i kombinacji norweskiej, którą pierwotnie trenował). Z naszej perspektywy wydaje się to dziwne, jednak jest to całkiem dobra strategia. Co zresztą pokazują ostatnie wyniki Japończyka.

Kuba Kot, były skoczek, dziś trener i ekspert telewizyjny:

– Najpierw powiedzieć trzeba o tym, że Ryōyū zaczynał od kombinacji norweskiej. To bardzo ważne, a u nas kuleje. Mamy wczesną specjalizacja, nakierowanie tylko na skoki. Jestem zwolennikiem tego, że fajnie zacząć od kombinacji, to nigdy nie zaszkodzi. On to łączył, a dopiero w pewnym wieku zdecydował się na skoki. Nie pchano go na głęboką wodę, jak to było u nas z Klimkiem Murańką, który w wieku 12 lat został cudownym dzieckiem. Ale co z tego? Nam nie trzeba dwunastolatka w Pucharze Świata, nam trzeba osiemnastolatka, który będzie równo, daleko skakać. Nie wrzucajmy na głęboką wodę kogoś, kto raz skoczył dobrze. Wtedy szybko przychodzi sukces, a potem zderzasz się ze ścianą, której nie jesteś w stanie przepchnąć. Lepiej iść krok po kroku, niż odbudowywać gościa po kilku latach. Biorąc pod uwagę aspekt szkoleniowy – to, co robią Japończycy, jest jak najbardziej na plus.

Oczywiście, to wszystko oceniamy z dzisiejszej perspektywy. Gdyby ktoś zapytał nas o to na koniec sezonu 2016/17, pewnie powiedzielibyśmy, że jest kompletnie inaczej, bo Kobayashi nie zdobył wówczas ani jednego punktu, a był już na stałe włączony do pierwszej kadry i skakał regularnie cały sezon. Zapytacie dlaczego w takim razie nie zdecydowano się go „wymienić” na innego skoczka? Lub dlaczego, gdy był młodszy, nie dostał więcej szans, by mógł się oswoić z tą atmosferą? Wyjaśnia Sebastian Szczęsny:

– W wielu przypadkach Japończycy pojawiają się w zawodach Pucharu Świata wcześniej, w młodszym wieku, tylko w przypadku zawodów, odbywających się u nich. Oni nie jeżdżą do Austrii czy Norwegii, nie są nigdzie wysyłani. Główny trzon, pierwsza kadra, ta, która na co dzień skacze w zawodach PŚ, przyjeżdża do Europy i praktycznie nie ma jej w Japonii. Zjawiają się tam raz na jakiś czas, kiedy zdarzy im się zrobić przerwę od konkursów. A to głównie tutaj są rozgrywane zawody FIS Cupu, Puchar Kontynentalny i Puchar Świata. Stąd też młodzi Japończycy skaczą w nich w bardzo ograniczonej liczbie. To z jednej strony wygląda tak, że oto nagle pojawiają się nowe twarze, które zaczynają brylować w Europie. Dla nas to nowość, ale w Japonii ci zawodnicy obserwowani są od dłuższego czasu i starannie pielęgnowani. Kiedy przychodzi ten czas, zdają ten „egzamin latającego samuraja”, to bierze się ich do Europy i dają radę.

Stąd też w obozie japońskim, gdy patrzą na skoki Kobayashiego, przesadnie się nie dziwią. Wiedzieli, że może walczyć o wysokie lokaty, może nie spodziewali się tylko aż takiej formy swojego zawodnika (on sam mówił, że „zdziwieni są wszyscy, łącznie ze mną”). Ale nawet fani z innych krajów powinni już wcześniej zwrócić na niego uwagę. Z kilku powodów.

Wyskoki

187 punktów i jedno miejsce w pierwszej dziesiątce to może niespecjalnie imponująca statystyka, ale po sezonie, w którym na twoim koncie widniało okrągłe zero oczek, można się uśmiechnąć. Tak wyglądało to w przypadku Ryōyū po ostatnich zawodach Pucharu Świata w marcu tego roku. I wierzcie nam, Japończyk zdecydowanie się uśmiechał. Zresztą, jak już wiecie, robi to często.

Wiele się zmieniło. W poprzednim sezonie ani razu nie byłem w najlepszej trzydziestce zawodów Pucharu Świata. To był bolesny sezon, ale z drugiej strony spowodował, że wiele sobie uświadomiłem. Do tej pory korzystałem jedynie z góry przydzielonego mi treningu, ale tego lata postanowiłem to zmienić.

Jaki dało to efekt – już wiecie. Do tego Japończyk zaliczył m.in. siódme miejsce w konkursie olimpijskim na normalnej skoczni. A to już nie przelewki, szczególnie, gdy weźmie się pod uwagę, że trzeba było rywalizować tam nie tylko z innymi zawodnikami, ale też wiatrem. Później mówił, że to dla niego „wielki krok”, dodając, że wpływ igrzysk widzi m.in. na… Instagramie, gdzie wcześniej miał 1700 obserwujących, a po wspomnianym konkursie doszło drugie tyle. Na Twitterze ta liczba zwiększyła się o kilkadziesiąt osób. Dziś jest ich wszystkich już „trochę” więcej.

Cały świat usłyszał o nim jednak po niesamowitym skoku w jednych z krajowych zawodów. Jury konkursu nie przewidziało, co może się stać i puściło Ryōyū z wysokiej belki. Zresztą nie dziwimy się im, bo chyba mało kto wpadły na to, że Kobayashi skoczy ponad 150 metrów i to mimo tego, że… od połowy skoku hamował rękami, by nie wylądować na płaskim fragmencie zeskoku. Oficjalnie zapisana odległość – 148 metrów, co i tak jest skokiem dłuższym o cztery metry od oficjalnego rekordu – nijak ma się do tego, co faktycznie się tam stało. Podobnie jak czwarte miejsce, które zajął, bo skoku nie ustał. Po takiej próbie po prostu zasłużył na to, by wygrać w konkursie, ale cóż – przepisy są nieubłagane.

Kolejny wyskok przyszedł latem, na innej japońskiej skoczni. W Hakubie Ryōyū wygrał oba konkursy, dwukrotnie wyprzedzając Jewgienija Klimowa. Oczywiście, można było pokusić się o stwierdzenie, że to magia występów na własnym podwórku, ale jego skoki pokazywały, że w tym chłopaku tkwi naprawdę spory potencjał. W drugim z konkursów zwycięstwo zapewnił sobie tak naprawdę już pierwszym skokiem – jego przewaga nad rywalami wynosiła wówczas ponad 15 punktów.

Byłem dziś bardzo zrelaksowany i cieszyłem się występem na „domowych” zawodach, przed zgromadzoną tu publicznością. Myślę, że to jeden z powodów, przez który skoczyłem tak dobrze. Moim celem jest teraz przeniesienie tej formy na zimę – mówił po konkursie. I trzeba przyznać, że na razie mu się to udaje.

Dominator?

– Przed sezonem Kobayashi nie był pewnie faworytem bukmacherów. Ale za to kochamy sport, że dzieje się coś nieprzewidywalnego. Jego kariera jest o tyle fajna, że rozwijał się powoli. Poprzedni sezon miał dobry, potem wygrał w tej Hakubie latem… Idzie po tej drabinie szczebel po szczeblu, a teraz osiągnął po prostu wysoki poziom. Nie jest to gość wzięty z przypadku, który nagle wszedł na szczyt i szybko spadnie. Doszedł do tego ciężką pracą. Najpierw trenował kombinację, potem przerzucił się na skoki. Może nie zawojował mniejszych konkursów, ale bywał w nich obecny. W debiucie w Pucharze Świata był siódmy. Później co prawda na chwilę zniknął, ale w kolejnym sezonie był w dziesiątce na igrzyskach, a to świadczy, że nie jest się tam z przypadku. Teraz dołożył pracę w lecie, wiedział, co ma robić, żeby poprawić dojazd i wzmocnić odbicie. To dało efekt – mówi Kuba Kot.

O pracy nad odbiciem stale mówi sam Kobayashi, podkreśla to też japoński sztab, a zgadzają się z nimi wszyscy eksperci. Sven Hannavald mówił niedawno Onetowi, że Ryōyū „jest perfekcyjny, a jego skoki są czyste. Kiedy je ostatnio zobaczyłem, odebrało mi mowę. Widać u niego to coś, co w ostatnim sezonie u Stocha”. Tu trzeba jednak dodać, że Niemcowi chodzi nie tylko o wyjście z progu – Kobayashi aktualnie jest bliski perfekcji, gdy chodzi o cały skok.

Sebastian Szczęsny:

– Wszystkie obserwacje i analizy wskazują na to, że Ryōyū idealnie trafia w próg, to raz. Dwa, że jest niesamowicie mocny, co w połączeniu z odpowiednim timingiem daje takie efekty. Problemy z odbiciem ma np. Kamil Stoch, który często spóźnia skoki. Tymczasem Ryōyū wszystko się w tym elemencie udaje i powoli przekuwa to w automatyzm. Już w Wiśle, gdyby nie podparty skok, to pewnie by wygrał. Teraz odniósł dwa zwycięstwa w Ruce. To pokazuje, że to nie jest przypadek. Facet przygotował po prostu kapitalną formę na start sezonu.

Kuba Kot dodaje, że u Japończyka fenomenalne jest przejście na narty. Ten moment tuż po wyjściu z progu, gdy trzeba jak najszybciej – ale też jak najlepiej i najdokładniej – ułożyć się w odpowiedniej pozycji i lecieć. Ryōyū robi to bardzo szybko, nie łapie zbędnego oporu powietrza, nic go nie wyhamowuje. Podobnie przy swoich najlepszych skokach zachowują się Kamil Stoch czy Stefan Kraft. Zero zbędnych ruchów. Do tego, dzięki swoim warunkom fizycznym, Ryōyū może „aktywnie” dojechać na próg, co później pozwala mu idealnie wstrzelić się z wybiciem. Jakie daje to efekty – widzieli wszyscy w Kuusamo, gdy, skacząc z rozbiegu krótszego o dwie belki, musiał wyhamowywać skok, by nie przytrafiło się „drugie Sapporo”. Mimo tego wyrównał rekord skoczni. Umacniając się przy okazji na pozycji lidera Pucharu Świata.

Wreszcie udało mi się wygrać konkurs, w którym oddałem dwa dobre skoki. To dla mnie najszczęśliwszy moment w życiu. W tym momencie nie czuję się, jakbym miał zacząć przegrywać. Moim celem na ten sezon jest dziesięć zwycięstw – mówił Kobayashi po drugim z fińskich konkursów. Dziesięć zwycięstw to – dla oddania skali – o jedno więcej niż osiągnął Kamil Stoch w zeszłym sezonie. A wydawało się przecież, że Polak dominował w stawce (co zresztą jest zgodne z prawdą), zostawiając konkurencję daleko z tyłu. Czy Japończyka na to stać?

Sebastian Szczęsny:

– Oczywiście, że może. Zaczął przecież rewelacyjnie, po trzech konkursach ma dwa zwycięstwa. Zostało mu osiem wygranych, a konkursów mnóstwo. Odbicie czy najazd to jedno, ale sposób, w jaki układa się w powietrzu i jak przechodzi nad bulą, to naprawdę wygląda, jakby wykonywał to automatycznie, wiedział, jak przejść, żeby ten skok, był jak najbardziej efektywny. On to realizuje. Trzeba też zwrócić uwagę na to, że rozmawiamy o skoczku, który ma 22 lata i wciąż jest przecież stosunkowo młody.

Kuba Kot:

– To jest tzw. automatyzm. Jeżeli zawodnik jest w formie – pamiętamy czasy Adama Małysza – to nieważne czy wieje, czy sypie śniegiem. Po prostu robi się swoje. Zawodnika cechuje to, że nie musi dużo myśleć czy kombinować. Najlepszy jest tu przykład Maćka [Kota – przyp. red.], który szuka czegoś i się męczy. To jest zawodnik, który ewidentnie nie jest w formie. Natomiast jeśli ktoś w niej jest, to może ominąć serię próbną, trener może obniżyć mu belkę, ale on zrobi swoje. To jest ten automatyzm mięśniowy, kiedy zawodnik czuje się komfortowo. Nie ma zbędnych skurczów mięśniowych, nadmiernej pracy. W skokach to jest kluczowe, po prostu wtedy wychodzisz i wygrywasz. Dopóki się to nie rozreguluje, to jest okej. Czy wygra dziesięć razy? Trudno powiedzieć. Jest w gazie, ale z drugiej strony sezon jest długi, męczący, a do gry powinni włączyć się w końcu Norwegowie i Austriacy, przybędzie mu rywali. Czołówka Pucharu Świata jest bardzo wyrównana, do zwycięstw jest kilkunastu kandydatów.

Poza dziesięcioma zwycięstwami w sezonie, Ryōyū wspomniał też o rekordzie wygranych Gregora Schlierenzauera na przestrzeni całej kariery. Jeszcze nie mówił, że chce go pobić, ale jeśli dalej tak pójdzie, to za kilka sezonów, może o tym wspomnieć. Choć dziś znajduje się dopiero na początku drogi do takich sukcesów. Wszedł na nią jednak z przytupem i warto obserwować jego kolejne kroki.

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix

Opublikowane 30.11.2018 23:08 przez

Sebastian Warzecha

Zaloguj się albo komentuj jako gość
Liczba komentarzy: 0
avatar
 
Zdjęcia
 
 
 
Audio i wideo
 
 
 
  Subskrybuj  
Powiadom o
Weszło
02.06.2020

Jak Hansi Flick odmienił Bayern?

Monachium zakochało się w Hansi Flicku. Dwadzieścia pięć meczów, dwadzieścia dwa zwycięstwa, jeden remis, dwie porażki. Żaden trener Bayernu od 1965 roku nie miał tak dobrego startu we wszystkich rozgrywkach. A przecież wcale nie musiało być kolorowo. Przejmował Bayern w trudnym momencie. Dostawał rozgoryczony, zmęczony i niewykorzystujący swojego potencjału zespół po odchodzącym w niesławie Niko […]
02.06.2020
Weszło
02.06.2020

#AleNumer – konkurs z nagrodami – ile będzie rzutów karnych?

Aż pięć rzutów karnych zostało podyktowanych w ostatniej kolejce Ekstraklasy. Niektóre wynikające z błędów technicznych (ręka Zwolińskiego), inne powiedzmy, że z pewnej dozy nieroztropności (latający łokieć Petraska). Skoro jedenastki są na topie, to tym razem w konkursie #AleNumer pytamy was właśnie o to, ile razy piłkarze Ekstraklasy będą w tej kolejce strzelać z wapna. Już […]
02.06.2020
Weszło
02.06.2020

Cygan: Powrót Rakowa do Częstochowy jesienią jest realny

Dzisiejsza decyzja Komisji ds. Licencji to dla Rakowa Częstochowa słodko-gorzka pigułka. Z jednej strony licencja jest, można grać w Ekstraklasie, z drugiej – każdy mecz w Bełchatowie w 2021 roku będzie oznaczał 30 tysięcy złotych kary. Jak przyjęto te werdykty w Częstochowie? Dlaczego w Bełchatowie Raków będzie wpuszczał kibiców nawet, jeśli będzie to nieopłacalne? Czy […]
02.06.2020
Weszło
02.06.2020

„Za wcześnie, Piotrek”. Kowal żegna Piotra Rockiego

Rok 2020 to jakiś pieprzony żart. Nieporozumienie. Chciałbym, żeby już się skończył, a to ledwie połowa. Wczoraj kolejny cios. Odszedł Piotr Rocki. Ostatni raz widziałem się z nim rok temu, bo Piotrek przeprowadził się na Śląsk, więc siłą rzeczy nasz kontakt nie był tak mocny, jak wcześniej. Natomiast gdy pojawił się w Warszawie, to oczywiście, […]
02.06.2020
Weszło
02.06.2020

Komu przerwa pomogła, komu zaszkodziła, czyli czego spodziewać się po I lidze?

Nie, nie odwołamy się po raz setny do cytatu „zęby swędzą…” na myśl o powrocie pierwszej ligi. Ale nie będziemy też ukrywać, że gdy myślimy o pierwszym gwizdku na zapleczu Ekstraklasy, na naszych twarzach gości uśmiech. Domyślamy się jednak, że nie wszyscy są tak szczęśliwi, jak my. Były kluby, którym przymusowa przerwa w rozgrywkach dostarczyła […]
02.06.2020
Weszło
02.06.2020

Deadline? To jakieś amerykańskie czasopismo?

Żyjemy w świecie nieustającej gonitwy. Nie ma żadnego przypadku w tym, że słówko „deadline” zrobiło karierę nie tylko w siedzibach wielkich korporacji, które uwielbiają zaśmiecać/wzbogacać (sami wybierzcie) nasz język tego typu terminami. Ci, którzy się wyłamują, potrafiąc przeciwstawić się tej „dyktaturze”, często zyskują status podziwianych buntowników. I właśnie dlatego musimy bardzo szczerze przyznać, że trochę […]
02.06.2020
Weszło
02.06.2020

Kara za korupcję dla Cracovii coraz bliżej

Gdy po raz pierwszy poruszyliśmy ten temat na naszych łamach, część komentujących była przekonana, że skończy się na naszym szczerym oburzeniu. Dziś już wiemy, że wręcz przeciwnie. Korupcja, której dopuściła się Cracovia w sezonie 2003/04, była bezkarna naprawdę długo, ale zdaje się, że PZPN ma zamiar wkrótce skorygować ten błąd. Związek poinformował, że jego rzecznik […]
02.06.2020
Weszło
02.06.2020

Marek Kozioł: „Mam nadzieję, że nasz występ to nie był jednorazowy wybryk”

– Wiadomo, że jak nie szło – na przykład w Mielcu, gdzie przesiadywałem podczas meczów na trybunach, nie łapiąc się nawet do meczowej osiemnastki – to człowiek się zaczynał zastanawiać, czy jest sens dalej to ciągnąć. Tym bardziej że to był taki okres, gdy do piłki trzeba było bardziej dokładać niż na niej zarabiać. Może […]
02.06.2020
Weszło
02.06.2020

Lublin zamiast Narodowego. Finał Pucharu Polski w wersji oszczędnościowej

Gdyby nie ta pieprzona pandemia, bylibyśmy już miesiąc po finale Pucharu Polski na Narodowym. Stadion jak zwykle byłby pełny, tętniłby życiem. Cóż, pewnie nie obyłoby się też bez jakiejś mniejszej czy większej aferki, natomiast w gruncie rzeczy mielibyśmy święto. Ale to za wcześniej za rok, a finał Pucharu trzeba było przenieść. Nowa arena? Arena Lublin. […]
02.06.2020
Weszło
02.06.2020

Licencyjny odsiew w pierwszej lidze. Czołowe kluby bez zgody na grę w Ekstraklasie

Proces licencyjny w pierwszej lidze okazał się prawdziwym sitem, które na dziś eliminuje z walki o awans kilka czołowych drużyn. Komisja Licencyjna nie miała litości – gilotyna ścinała kolejne głowy. Czy nas to dziwi? Niespecjalnie. Czy nas to martwi? Tak, jak najbardziej. Dlatego, że w momencie, gdy do Ekstraklasy mogą wejść trzy drużyny, okazuje się, […]
02.06.2020
Weszło
02.06.2020

Komisja podjęła decyzję – wszystkie kluby Ekstraklasy z licencją na sezon 2020/21

No i wszystko jasne, jeżeli chodzi o decyzje Komisja ds. Licencji Klubowych PZPN. Jeżeli chodzi o licencje na występy w przyszłym sezonie PKO Bank Polski Ekstraklasy, otrzymały ją wszystkie kluby obecnie będące w najwyższej klasie rozgrywkowej. Choć trzeba zaznaczyć, że w niektórych przypadkach licencji towarzyszą dodatkowe obostrzenia. Zacznijmy najpierw od klubów, którym PZPN wyznaczył dodatkowe […]
02.06.2020
Weszło
02.06.2020

Chyba ostatni wywiad z Piotrem Rockim. Takim go zapamiętamy

Wciąż nie do końca dowierzamy w to, co się stało – przed północą zmarł Piotr Rocki, facet, który w naszym mniemaniu był nie do zdarcia. I nie do podrobienia, bo mówimy o jednym z barwniejszych ligowców ostatnich czasów. Postaramy się uczcić jego pamięć, ale na razie chcielibyśmy przypomnieć wywiad, który dwa miesiące temu przeprowadził z […]
02.06.2020
Weszło
02.06.2020

Ostatnia runda Mateusza Wieteski w Legii? Anglicy poważnie zainteresowani

We wtorkowej prasie echa pierwszej kolejki Ekstraklasy po odmrożeniu piłki, Mateusz Wieteska na celowniku Middlesbrough, Maciej Bartoszek wzniecający ogień w Koronie, rozmowy z Flavio Paixao i ministrem sportu.  PRZEGLĄD SPORTOWY Pierwsza ligowa kolejka w nowej rzeczywistości już za nami. Czy PKO BP Ekstraklasa zdała egzamin? – Zespoły nie musiały kombinować z rozdzielaniem piłkarzy po szatniach. […]
02.06.2020
Bukmacherka
02.06.2020

Chrobry wraca do gry, czy podtrzyma dobrą passę?

Kiedy na restarcie rozgrywek czeka nas mecz drużyn, które ligowe granie 2020 roku rozpoczęły z przytupem, nie możemy przejść obok niego obojętnie. Stomil Olsztyn i Chrobry Głogów wciąż nie mają pewnego utrzymania. W dodatku sąsiadują ze sobą w ligowej tabeli, więc wygrana w tym starciu jest szczególnie cenna. Dlatego też podpowiadamy, jak typować mecz olsztynian […]
02.06.2020
Weszło
02.06.2020

Nie żyje Piotr Rocki

Przykra informacja napłynęła do nas przed chwilą. Piotr Rocki nie żyje. Zmarł w nocy z poniedziałku na wtorek. Miał zaledwie 46 lat… Jeszcze niedawno z humorem opowiadał o swojej karierze w wywiadzie na Weszło. Jeszcze niedawno wspominaliśmy niebanalne cieszynki „Rocky’ego” w rankingu najbarwniejszych postaci polskiej piłki. Waleczność, zadziorność – tego nigdy nie można było mu […]
02.06.2020
Bukmacherka
02.06.2020

Kto utrzyma się w pierwszej lidze? Bełchatów walczy z Sandecją

Jedni walczą o awans, a inni o życie. GKS Bełchatów po dużych zmianach zmierzy się z Sandecją Nowy Sącz. Obydwie drużyny są „nad kreską”, jednak obydwie mają się czego obawiać. Mniejszą przewagę nad strefą spadkową mają gospodarze, ale jeśli nowosądeczanie będą zaliczać wpadki, także im zacznie się palić grunt pod nogami. Dlatego to ciekawe spotkanie […]
02.06.2020
Bukmacherka
01.06.2020

Pucharowicze walczą o awans, czyli Miedź kontra Stal

Wtorek to wielki dzień dla wszystkich fanów pierwszej ligi. Zaplecze Ekstraklasy wraca do gry po długiej przerwie i od razu – śladem Bundesligi czy właśnie Ekstraklasy – z miejsca serwuje nam hit. Bo jak inaczej nazwać starcie ćwierćfinalistów Totolotek Pucharu Polski? No właśnie, dlatego sprawdzamy, jakie zdarzenia warto obstawić w Totolotku w hicie pierwszej ligi! […]
01.06.2020
Inne sporty
01.06.2020

Orlen Stay&Play. Ponad dwa tygodnie pełne e-sportowych emocji

Podczas majowego turnieju Orlen Stay&Play mieliśmy okazję zobaczyć znanych i lubianych sportowców w kompletnie nowym dla nich środowisku. Czego się dowiedzieliśmy? Przede wszystkim, esport nie gryzie i może zapewnić znakomitą zabawę. I to zarówno graczom (w tym przypadku choćby Anicie Włodarczyk oraz Andrzejowi Wronie), jak i osobom śledzącym ich rozgrywkę. Jeśli przegapiliście wydarzenia z ostatnich […]
01.06.2020