Gdyby tylko pensje można było płacić w racach… Wisła znów byłaby potęgą!
Blogi i felietony

Gdyby tylko pensje można było płacić w racach… Wisła znów byłaby potęgą!

Kibice lubią krzyczeć, że klub to oni, a nie żadni piłkarze, dyrektorzy i prezesi. Niestety piłkarze nie dostają wypłat w hasłach „jazda z kurwami”, organizacji całego przedsięwzięcia jakim jest mecz, nie załatwi oprawa z setką rac, a myśliciel w ortalionowym dresie i jego przekaz „zapierdalać!”, ma jednak mniejszy wpływ na postawę drużyny niż wykwalifikowany trener. Mówiąc krótko: do prowadzenia klubu potrzebna jest kasa. Jeśli więc kibice jej nie mają, lepiej będzie, jak zaczną szanować tych prezesów i właścicieli. Bo mogą mieć gorszych, czyli gołodupców albo mogą nie mieć ich wcale.

Widać przecież jak sami kibice radzą sobie u sterów klubu na przykładzie Wisły Kraków. Nie radzą sobie w ogóle. Klub jest na granicy upadku, piłkarze – gdyby tylko chcieli – mogliby rozwiązać umowy i pójść w siną dal, tam, gdzie będą płacić. Nie robią tego z dwóch powodów. Po pierwsze trzymają ich pod butem silne charaktery, takie jak Stolarczyk, Sobolewski, Głowacki, Brożek, które najwyraźniej namówiły resztę, by dograć rok do końca. Po drugie w Krakowie jednak jeszcze można się przez te ostatnie kilka kolejek wypromować i zwrócić uwagę bogatszych (to znaczy – w ogóle mających pieniądze) w tej lidze, czy nawet za granicą.

W każdym razie: charakter Sobolewskiego obiadów Bartkowskiemu nie opłaci, tak więc koniec jest bliski.

I nawet nie chcę jechać z obecnymi władzami Wisły, bo one jednak podjęły trudną próbę kierowania klubem, w czasach gdy po odejściu Cupiała i przekrętach Meresińskiego, groziła mu upadłość już wtedy. A to, że próba prowadzenia klubu skończyła się z hukiem na drzewie, jest już inną sprawą.

Chodzi mi więc o to, że Wisła jest idealnym przykładem na to, jak tak naprawdę kibice są bezbronni i bezradni. Fajnie jest pomachać racą, fajnie jest pokrzyczeć, ale bez poważnego właściciela to prężenie muskułów będzie przenoszone na czwartoligowe pastwiska. I nie uwierzę, że komukolwiek taki scenariusz pasuje, w myśl zasady o miłości do klubu, dla którego futbol ma być tylko dodatkiem. To bzdura i tyle. Przy kibicowaniu na boisku w Pierdziszewie można co najwyżej nabawić się cholery, a nie czuć dobrze i dumnie. Starcia na najlepszych stadionach, z najlepszymi i odwiecznymi rywalami, to jest sól tej zabawy. Tak zwani kumaci z Zawiszy pogonili Osucha i gdzie teraz są? W dupie, patrzą, jak Zawisza kopie się po głowie w odmętach polskiego futbolu. Aż sobie sprawdzę. Haha! Klasa okręgowa, za nimi mecz z Gromem Więcbork, przed nimi Promień Kowalewo Pomorskie. Kapitalna sprawa, dziwne, że tego nie transmitują na Jedynce.

Nigdy tego nie potwierdzą, ale w Bydgoszczy tęsknią za ekstraklasą. Nie szanowali jednak właściciela i teraz bawią się w jeszcze większy hobby futbol, niż jest w ekstraklasie. Podobny problem jest w Cracovii. Oj, biada wam, jak się Flipiak wścieknie i zabierze zabawki. Tylko dzięki niemu nie musicie drżeć o klub tak jak rywale. Możecie zakosić milion flag, ale to Filipiak buduje wasze ego i poczucie bezpieczeństwa.

Dlatego, kibicu, zanim zaczniesz piłować, że właściciel ma – mówiąc delikatnie – opuścić twój klub, zastanów się tysiąc razy. Ten właściciel może cię wkurzać, możesz jego decyzji nie rozumieć, ale w większości przypadków chce dla klubu dobrze. Tak jak ty. Tyle że on się dorobił i go stać, więc skoro udało mu się raz, warto mu czasem zaufać i liczyć, że uda się ponownie.

KOMENTARZE (41)