Co wtorek Stanowski: jak w pięć lat uzdrowić polską ligę?
Blogi i felietony

Co wtorek Stanowski: jak w pięć lat uzdrowić polską ligę?

Szanowni Panowie Prezesi

Od lat dryfujecie. Chciałbym napisać, że płyniecie w jakimś kierunku, a najlepiej – że płyniecie w kierunku, w którym od początku zamierzaliście, ale to nieprawda. Dryfujecie i Bóg jeden wie, dokąd was prądy morskie i wszelkie inne zdarzenia zaprowadzą. Zapewne na dno.

Postanowiłem wam pomóc. Napisać krótki, momentami wręcz prymitywny poradnik, jak poradzić sobie z problemami polskich klubów. Wskazówki moje wymagają kreatywnego rozbudowania, ale dostaniecie – całkowicie za darmo – podręcznik wychodzenia na brzeg dla początkujących. Albo jak kto woli: podręcznik wychodzenia z dna latryny.

PO PIERWSZE

Musicie się spotkać. Niby banalne, ale niekoniecznie. Naprawdę musicie się spotkać wszyscy, w tym samym czasie, w tym samym miejscu. Jeśli potrzebujecie pomocy we wskazaniu odpowiedniego hotelu w centrum Polski – nie ma problemów. Stuprocentowa obecność jest niezbędna, ponieważ warunkiem podstawowym realizacji planu jest to, aby przystąpili do niego wszyscy.

PO DRUGIE

Musicie zadać sobie kilka ważnych pytań.

Na co wydajecie najwięcej pieniędzy i dlaczego? Oczywiście wydajecie najwięcej na pensje dla zawodników.

Czy piłkarze spłacają się wam dobrą grą? Oczywiście, że nie, ledwo wiążecie koniec z końcem.

Czy brakuje wam pieniędzy na inne ważne wydatki? Tak.

Czy chcielibyście zmodyfikować strukturę wydatków i na przykład więcej inwestować, a mniej wydawać? Jak najbardziej.

W największym skrócie: wasz problem polega na tym, że wydajecie miesiąc w miesiąc ogromne kwoty na utrzymanie zawodników, których sami nie uważacie za dobrych, nie wiążecie z nimi nadziei i nie liczycie na to, że uda się ich dobrze sprzedać. Z tego względu brakuje wam kasy, aby zbudować boiska treningowe, zaplecze sportowe, akademię. A przecież wiecie, że bez boisk treningowych poziom podnosić się nie będzie, a bez akademii nie zarobicie tyle, ile byście mogli.

Jakie jest miejsce polskich klubów w piłkarskim ekosystemie? Nie są grubymi rybami – to jasne. Raczej bliżej im do planktonu. Nie zarobią dużych pieniędzy z przychodów z dni meczowych, nie podniosą wielkich pieniędzy z boiska, ani nie dostaną kroci od telewizji. Jedynym prawdopodobnym źródłem zarobku są transfery zagraniczne. Ale rynek transferowy rządzi się prostymi prawami, a najprostszym z nich jest to, że z takich lig jak polska pożądani są piłkarze młodzi. To o tyle problem, że wy sami młodych nie wystawiacie, bo boicie się spadku. A poza tym wasi młodzi są słabi, bo nie macie ich gdzie wyszkolić. Nie macie ich gdzie wyszkolić, bo wszystkie pieniądze wydajecie na pensje dla starych. Koło się zamyka.

Teraz, drodzy prezesi, posłuchajcie uważnie, bo przechodzimy do konkretów. Plan może wam się wydać trudny w realizacji, ale dla chcącego naprawdę nie ma nic trudnego.

Siadacie w szesnastu, a najlepiej dobierzcie sobie jeszcze kilku prezesów z pierwszej ligi i usiądźcie w dwudziestu pięciu. Ustalacie: od dzisiaj WYGASZAMY drogie kontrakty. Wszyscy. Pakt milionerów. Przez kilka lat zamiast rywalizować, musicie ściśle współpracować.

Kontrakty, które są, muszą być respektowane. Ale później ustalacie górną granicę – 10 000 złotych miesięcznie, dla każdej nowej umowy. To będzie oczywiście dla piłkarzy szok. Dzisiaj niektórzy z nich zarabiają 30 000, inni 40 000, jeszcze inni 60 000 miesięcznie. Są w lidze tacy, którzy do niczego nie bywają potrzebni, a zarabiają więcej niż 100 000. Ale wy mówicie: moja nowa oferta to 10 000 złotych.

Taki piłkarz oczywiście mówi: – Nigdy w życiu! To brak szacunku! Pójdę do Pogoni / Lechii / Górnika / Cracovii i tam mi dadzą więcej.

Wy mówicie: – OK, droga wolna.

Ale Pogoń / Lechia / Górnik / Cracovia też oferują 10 000 złotych miesięcznie. W najlepszym razie.

Nagle na rynku pojawia się stu zawodników, którzy nie wiedzą co ze sobą zrobić. Czy wyjadą z polskiej ligi? Nie, nikt poza polską ligą nie czeka Łukasika, Pawelca, Pietrowskiego czy Małeckiego. Można więc im niczym posłanka PiS zakrzyknąć „niech jadą!”, ale oni w zdecydowanej większości nie pojadą. Po prostu. Alternatywą dla nich będzie zmiana zawodu, ale większość nie zmieni, bo niczego innego robić nie potrafią. Będą musieli się – słowo klucz – przystosować. Zacisną zęby i będą grać za mniej.

Chodzi mi o to, że wy – drodzy prezesi – utrzymujecie na siłę poziom płac w polskiej lidze, ponieważ wystartowaliście w jakimś idiotycznym wyścigu i się w nim zatraciliście. Beneficjentami waszej głupoty są piłkarze, którzy dostają niewspółmiernie duże pieniądze za nic. 90 procent piłkarzy grałoby za 10 000 złotych miesięcznie, gdyby klub A nie dał 15 000, klub B 20 000, a klub C 30 000. Wy po prostu sami musicie się ze sobą dogadać i ustalić, ile naprawdę warto płacić zawodnikom. Skoro macie permanentne kłopoty finansowe i nie stać was na inwestycje pierwszej potrzeby, to znaczy, że płacicie za dużo. Odpowiedź, że „taki jest rynek” – śmieszna. Bo może taki jest, ale ja piszę o tym, że należy go jednym cięciem zmienić.

Jednocześnie ustalcie, że trzech zawodników może zarabiać więcej – coś jak w MLS. Tymi trzema zawodnikami róbcie różnicę sportową. Być może uda wam się w ten sposób ściągnąć trzech naprawdę wartościowych zawodników, albo pozostałych zachęcić do rozwoju (graj dobrze, wskoczysz do najlepiej opłacanej trójki). Jednocześnie skalkulujcie właściwie premię za miejsca w tabeli. Każde miejsce wyżej to około 200 000 złotych dla klubu. A więc zróbcie tak, że każde miejsce wyżej to 100 000 złotych dla piłkarzy, a 100 000 złotych dla was, drodzy prezesi. Piłkarz – jak koń wyścigowy – powinien zarabiać dla swojego „właściciela”. Jeśli chcecie tworzyć różnice w wypłatach, które przełożą się na różnice w tabelach, możecie ustalić, że do piłkarzy trafia np. 20 procent zysku z biletów (do podziału).

Jeszcze trzy lata temu takie kluby jak GKS Bełchatów, Zawisza Bydgoszcz czy Górnik Łęczna wydawały na pensje dla piłkarzy około 7 milionów, a żadnego z nich nie ma dziś w ekstraklasie, więc mówiąc krótko – kasa psu w dupę. Średnia ligi w tym czasie to było około 12 milionów złotych. Dzięki temu co napisałem powyżej, szanowni prezesi, właśnie ograniczyliście fundusz płac do około trzech milionów złotych rocznie. Jak ktoś chce szaleć z trzema gwiazdami, to może do pięciu albo sześciu milionów, albo i dziesięciu.

PO TRZECIE

Musicie być konsekwentni, bo efekty – poza oszczędnościami – nie przyjdą od razu.

Zaoszczędzicie w pierwszych dwóch latach średnio 18 milionów złotych, niektórzy znacznie więcej. Pozwoli wam to zbudować sześć doskonałych boisk treningowych i postawić klubowy budynek. Zostanie wam ta baza na długie lata.

Na wybudowanych boiskach treningowych będziecie mogli naprawdę rozpocząć zabawę w szkolenie dzieciaków.

PO CZWARTE

Ustalcie między sobą, że w każdej drużynie powinno grać minimum czterech zawodników poniżej dwudziestego roku życia. Zawsze. Nie czekajcie aż nakaże wam to PZPN, po prostu sami tak zadecydujcie.

Zapomnijcie na chwilę, że wasz klub może być albo ósmy, albo dwunasty w lidze. Tak naprawdę nikogo nie obchodzi, czy będzie ósmy, czy dwunasty i sami dobrze o tym wiecie, bo was też to nie obchodzi.

Już ustaliliśmy, że w futbolu możecie zarobić tylko jako dostarczyciele młodych piłkarzy. A więc musicie stworzyć dla nich miejsce do ekspozycji. Stałej, ale nie okazjonalnej. Musicie wystawiać tych juniorów i stale pokazywać ich światu. Może się okazać, że nie będą potrafili grać, ale to nie szkodzi – ci, którym teraz płacicie po kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie też nie potrafią, a w dodatku na pewno ich nikt nie kupi, nawet przez pomyłkę. Tych przez pomyłkę może ktoś kupi. Ale może też się okazać, że potrafią grać i zachwycać kibiców – jak chłopaki z Zabrza.

Skoro w pierwszych dwóch latach pozyskaliście środki na budowę bazy treningowej, efekty przyjdą. Wystawiając po minimum czterech nastolatków możecie być pewni, że skauci będą oglądali mecze polskiej ligi z ogromnym zainteresowaniem. Nabierze ona renomy – nie tyle sportowej, co szkoleniowej.

– A jeśli spadnę z ligi? – zapyta teraz któryś prezes.

Jeśli spadniesz z ligi po wprowadzeniu proponowanych przeze mnie zmian, to istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że spadłbyś z ligi także bez ich wprowadzania. Po prostu jesteś na wielu polach słabszy niż inni. Ale lepiej spaść niż zbankrutować.

Jeśli w każdym roku twój klub zaoszczędza na wypłatach 9 milionów złotych, to znaczy, że w pięć lat zaoszczędzi 45 milionów. Będziesz miał zbudowany ośrodek treningowy, akademię, a także może zacznie się tworzyć poduszka finansowa. Najważniejsze, żebyście zrozumieli – drodzy prezesi – że wydajecie pieniądze, bo wydaje wam się, że uczestniczycie w wyścigu zbrojeń, a tak naprawdę wszyscy kupujecie coraz droższe pistoleciki na wodę. Windujecie cenę szmelcu.

Po pięciu latach macie nie tylko 45 milionów złotych, ale też 17-latków, którzy powoli mogą pukać do zespołu, a których zaczynałeś szkolić pięć lat wcześniej, gdy mieli zaledwie 12 lat. Zaczął się dopływ świeżej krwi, uwolniono tamę.

Nadchodzi moment, gdy zaczniesz sprzedawać swoich młodych zawodników.

Po dziesięciu latach masz ligę złożoną z zawodników wyszkolonych w nowych realiach. Młodych i sprzedawalnych. Zarabiających mało. Trwa produkcja. Możesz powoli wygaszać plan. Maszynka już ruszyła. Spotykacie się więc wszyscy razem ponownie i ustalacie: zrywamy pakt czy go przedłużamy?

Jeśli zrywacie – w porządku. Uwalniamy płace. Znowu czysty kapitalizm. Znowu możecie brać staruchów i płacić im dziesięć razy za dużo.

PO PIĄTE

Pojawią się pytania.

Czy nie zamknęliśmy ligi bez cudzoziemców, którzy podnoszą jej poziom? Nie, każda drużyna będzie mogła mieć trzech dobrze opłacanych cudzoziemców i całą masę szaraków za 10 000. Nie widzę dzisiaj drużyny w ekstraklasie, która miałaby więcej niż trzech naprawdę wartościowych cudzoziemców.

Czy poziom ligi się obniży, jeśli znacząco zaczniemy stawiać na młodych zawodników? Tak, ale to bez znaczenia, bo i tak jest na tyle niski, że nikt się tą ligą nie podnieca ze względu na jej poziom. Podniecają emocje, a te i tak będą.

Czy trybuny mogą świecić pustkami? Nie sądzę, dalej ci z czuba tabeli byliby oglądani chętniej niż ci z dołu. Jakość zawodników nie byłaby kluczowa, co widać np. po przykładzie Widzewa Łódź. Ponadto pamiętajmy o najważniejszym – dzisiejsi zawodnicy nie rozpłynęliby się w powietrzu, tylko w zdecydowanej większości dalej w tej lidze grali, tylko za mniej.

Mówiąc krótko, czego od was szanowni panowie oczekuję: drastycznego ograniczenia wydatków tam, gdzie są one niepotrzebne i drastycznego zwiększenia tam, gdzie są potrzebne. Nie osiągnięcie tego, dopóki nie nawiążecie strategicznej współpracy. Oczywiście możecie moje pomysły uznać za zbyt daleko idące i przesadnie ograniczające wolny rynek (chociaż pewne rozwiązania są żywcem z USA, ojczyzny wolnego rynku), ale ja po prostu uważam, że lepiej ruszyć cała naprzód w wybranym kierunku niż dalej marnować czas.

KRZYSZTOF STANOWSKI