Stanowski o trybunach: miejsce wyjęte spod prawa
Blogi i felietony

Stanowski o trybunach: miejsce wyjęte spod prawa

Tyle dyskusji, a przecież nic z nich nie wyniknie.

Można wbiegać na murawę. Jeśli wkroczy do akcji policja, to po prostu zagoni cię z powrotem, tak jak zagania się krowy do zagrody. Nie zostaniesz dodatkowo ukarany.

Można zakładać kominiarkę. W banku nie wolno, ale na stadionie wolno, nawet w środku lata. To znaczy niby nie wolno, ale jak już założysz, to przecież nikt nie poprosi cię o jej zdjęcie.

Można strzelać do ludzi z rakietnic, co już mamy dobrze omówione po finale Pucharu Polski. O tyle to całe strzelanie fajne, że policji chyba też się podoba i prosi o więcej. Byle celować w kobiety i dzieci, a nie w lożę prezydencką.

Można publicznie się obnażać. Pokazywanie gołej dupy w tramwaju, parku, albo na głównej ulicy w mieście skończyłoby się interwencją, ale – tu dobra wiadomość dla wszelkich zboczuchów – na stadionie wolno.

Można zdemolować autobusy, bo kto się będzie zastanawiał, która konkretnie osoba jest za to odpowiedzialna. Zdemolowane to zdemolowane, po co drążyć temat.

Tak generalnie na stadionie i w jego okolicach wolno WSZYSTKO. Od małych rzeczy…

– Prosimy nie stać w ciągach komunikacyjnych.
– Buahahahahaha.

…aż po duże.

Można wszystko. Jeśli przyjdzie ci do głowy, żeby się zesrać, to oczywiście możesz to zrobić i tylko od twojej śmiałości zależy, czy zesrasz się na trybunie, czy np. na środku pola karnego.

Czy ktoś z tym coś zrobi? Absolutnie. Gdybym ja był prezesem klubu piłkarskiego, to nie robiłbym z tym nic. Chcecie zakładać kominiarki – zakładajcie. Strzelać – strzelajcie. Dupę pokazywać – pokazujcie. Zesrać się – srajcie. Róbta co chceta. Nie ironizuję – naprawdę na to wszystko bym pozwalał, a jak ktoś twierdzi, że by nie pozwalał, to jest hipokrytą.

Pozwalałbym, bo mam żonę, dzieci, dom, samochód. No i lubię jak samochód nie płonie, lubię mieć szyby w domu, lubię mieć dzieci na placu zabaw. Więc jeśli ktoś mówi, że by z tym wszystkim walczył, to nie zna życia. Ja bym nie walczył. Ja bym się dzielił zyskami z cateringu, dzieliłbym się przychodami z handlu pamiątkami, płaciłbym kary za oprawy, wynajmowałbym wskazaną „ochronę”. Robiłbym to wszystko, tak jak płaciłbym haracze w latach 90. jako właściciel knajpy na Starym Mieście. Czy myślicie, że ci wszyscy prezesi oddają część swoich pieniędzy (catering, pamiątki, ochrona, kary), bo uważają, że to w porządku, czy że są do tego zmuszani?

Prezesi i właściciele klubów są ofiarami, a często próbuje się z nich robić sprawców. Z pojedynczych odważnych ludzi walczących z patologią – jak kiedyś Osuch, a niedawno Filipiak – albo już zrobiono wariatów, albo się zaczyna robić. Bo stadion pusty. No wielkie rzeczy. „Kibice przestali przychodzić”. Skoro przestali przychodzić to może nie są kibicami. Jak nie chcą, niech nie przychodzą.

Czy zrobi coś policja? Nie. Policja powie, że ogranicza ich ustawa.
Czy zmieni się ustawa? Nie. Posłowie powiedzą, że jest ona całkiem w porządku.

Po Borussii Dortmund tylko trochę pogadano.
Po derbach Trójmiasta tylko trochę pogadano.
Po derbach Krakowa tylko trochę pogadano.
Po finale Pucharu Polski tylko trochę pogadano.

I teraz też się tylko trochę pogada, ale niespecjalnie długo, bo mundial za pasem.

*

A gdyby jednak ktoś próbował coś zrobić? Najpierw trzeba ustalić kto, skoro nie politycy i nie policja. Prezesi klubów też nie. Najlepiej byłoby odpowiedzialność zrzucić na jakieś nie do końca znane ciało, niekojarzące się z pojedynczą osobą. Np. Komisja Ligi byłaby w porządku. Serio piszę.

Przed nowym sezonem ogłosić absurdalnie ostry karomierz i przestrzegać go w stu procentach, bez żadnych odstępstw i bez żadnych postępowań wyjaśniających.

Odpalenie środków pirotechnicznych: minus trzy punkty.
Odpalenie środków pirotechnicznych w taki sposób, że mecz został przerwany na dłużej niż 30 sekund: minus sześć punktów.
Przesadne natężenie wulgarnych okrzyków: minus trzy punkty.
Przerwanie meczu poprzez wbiegnięcie na murawę: minus dwadzieścia punktów.
Wywieszenie transparentu o treści niezwiązanej z wydarzeniem sportowym: minus trzy punkty.

I jak ktoś wywiesi transparent, że we wrześniu 1939 roku Rosjanie najechali Polskę – minus trzy punkty. Niech się zapisze na kółko historyczne i udziela na jakimś forum w internecie. Jak ktoś wywiesi „pozdrowienia do więzienia” – minus trzy punkty, wyślij pocztówkę jeśli tak bardzo chcesz pozdrawiać.

Ojej, co to by było! Cenzura, skandal… A kto by decydował, czy wulgaryzmów było za dużo?! Już odpowiadam – przedstawiciel Ekstraklasy. A kto mu dał do tego prawo? Już odpowiadam – Ekstraklasa. Jak się komuś nie podoba, niech się wypisze z rozgrywek.

Mistrzem Polski zostałby jakiś klub typu Bruk-Bet (jak już wróci) i fajnie. Cała reszta może z czasem by się nauczyła nowych reguł. Oczywiście najpierw odbyłaby się cała seria akcji protestacyjnych, którą – pozostając w tematyce tego, co na stadionie dziś jest dozwolone, a co nie – należałoby konsekwentnie zlewać ciepłym moczem. Nawet przez lat pięć.

– Nikt by nie chodził na stadiony! Piłka nożna dla kibiców!

No to by nikt nie chodził. Trudno.

Wracając do porównania z restauracją… Do knajpy, w której przesiadują gangusy też normalni ludzie nie chodzą. Gdy gangusy przestaną w niej przesiadywać, dalej normalni ludzie chodzić nie będą. Najpierw odczekają rok albo dwa, upewnią się, że to już naprawdę miejsce dla innej klienteli.

Oczywiście można też wybrać wariant, w którym po wsze czasy będzie się podawać golonkę gangusom. Co kto woli.

KRZYSZTOF STANOWSKI