Advertisement

Image and video hosting by TinyPic
Talent jest przereklamowany
Inne sporty

Talent jest przereklamowany

Talent nie istnieje, wszyscy ludzie mają taki sam potencjał – powiedział zaraz po wywalczeniu mistrzowskiego pasa UFC Conor McGregor. Jeśli spojrzymy na takich sportowców jak John Ruiz, Marcin Gortat czy Asafa Powell, a także prześledzimy kariery kilku niespełnionych nadziei, trudno będzie nam odmówić mu racji. Co zatem jest ważniejsze niż talent? Co determinuje sukces?

Kilkanaście lat temu cały świat oszalał na punkcie Freddy’ego Adu, największego talentu w historii piłki nożnej. W tym samym czasie Robert Lewandowski uchodził za słabszego z dwójki młodych napastników Znicza Pruszków – od tych słów rozpoczyna swoją książkę Rasmusen Ankersen. Ankersen to znany na całym świecie mówca motywacyjny specjalizujący się w rozwijaniu ludzkiego potencjału. Badania nad istotą talentu sportowców rozpoczął zaraz po transferze Simona Kjaera do VfL Wolfsburg. Kjaer kosztował Niemców 12 milionów euro. Tego samego piłkarza autor „Kopalni talentów” skreślił będąc trenerem akademii FC Midtyjlland. Gdy Kjaer był 15-latkiem, na temat jego umiejętności nie wypowiedział się pozytywnie żaden z ośmiu szkoleniowców zespołu młodzieżowców.

Ankersen rzucił pracę, a swoje oszczędności wydał na sześć biletów lotniczych do miejsc, w których produkuje się mistrzów w danych dyscyplinach. Z jednego z nich, fabryki sprinterów w jamajskim Kingstone, pochodzi Asafa Powell. W 2005 roku zszokował świat bijąc rekord świata Tima Montgomery’ego. Powell nigdy nie był talentem na miarę Usaina Bolta. Zaledwie trzy lata wcześniej pokonywał dystans 100 metrów w 10,8 sekundy. Dla porównania wciąż aktualny rekord Polski z 84 r. to równe 10 sekund. – Prawdziwym wyzwaniem jest to, aby dostrzec przebłysk geniuszu w kimś, kto jeszcze nie rozkwitł – przekonuje długoletni opiekun jamajskich sprinterów Stephen Francis.

Czy na kandydata do meczu gwiazd NBA zapowiadał się Marcin Gortat? Tak koszykarza z łódzkich Bałut wspomina w rozmowie z Leszkiem Milewskim Żelisław Żyżyński. – Kiedy spotkałem się z nim na sesję zdjęciową i wywiad na stadionie Startu był mega surowy. Dwutakt robił z wysiłkiem. Półdystans – kiepściutko.

Zawodnik Washington Wizards zaczął trenować koszykówkę w wieku 18 lat. Dopiero po powrocie z wojska na salę bokserską trafił Mariusz Wach. Jak sam przyznaje, absolutny antytalent do sportów drużynowych. – Na początku leciały w moją stronę komentarze w stylu „weźcie to drewno”. Do dzisiaj się zresztą pojawiają, chociaż już bardziej w internecie. Wiadomo, mierzę ponad dwa metry, ważę 120 kilo i trudno oczekiwać, że będę gibki, skoczny. Wątpię, że kiedykolwiek będę w ringu fruwał – zauważa najwyżej sklasyfikowany w światowym rankingu polski pięściarz kategorii ciężkiej.

gortat

No dobrze – możecie wtrącić – mówimy jednak o wielkich chłopach. Oczywiście, w koszykówce odpowiedni wzrost to podstawa, a i w „królewskiej kategorii” w boksie dominują niespełna dwumetrowe kolosy.

Ciężko natomiast uznać, że wyjątkowymi warunkami fizycznymi obdarzony jest Mamed Khalidov. Dzisiaj pisarz Szczepan Twardoch porównuje zawodnika Arrachionu Olsztyn do Muhammada Aliego, Maciej Kawulski twierdzi, że ktoś taki rodzi się raz na milion. Ale mistrz dwóch kategorii wagowych KSW w dzieciństwie wcale nie zapowiadał się na sportowca. Problemy ze stawami, silne bóle reumatyczne – Czeczen sam siebie uważał za ofermę. W dodatku dwa pierwsze pojedynki przegrał. Zrobił karierę nie dzięki naturalnym predyspozycjom, lecz pomimo ich braku.

Takich przykładów jest więcej. Będący uosobieniem sukcesu David Beckham ma o kilka centymetrów krótszą lewą nogę od prawej. – Specjalnie mnie to nie dziwi – powiedział mi parę lat temu zmarły niedawno Ryszard Parulski. Mecenas Parulski był najwszechstronniejszym szermierzem w historii. – Tajemnicę moich rezultatów wyjaśnił mi kiedyś… krawiec. Korzystałem z usług zakładu krawieckiego Zaręba, gdzie po pobraniu miar obsługujący mnie człowiek stwierdził „panie Parulski, pan ma jak na tak godziwy wzrost, strasznie krótkie ręce”. Ja mu na to, jako człowiek już po aplikacji: „wystarczy, że moi klienci mają długie”. Ta ułomność fizyczna stała się moim niewątpliwym atutem. We florecie walczy się w zwarciu, co było dla mnie korzystne. W szpadzie, która wymaga wyczucia odległości, zachowywałem możliwość manewrów floretowych. Szabla, jeśli chodzi o wzrost i zasięg ramion jest obojętna, więc i w niej sobie radziłem.

paru

Michael Phelps zyskuje przewagę nad rywalami dzięki ogromnym stopom (rozmiar 48,5), niezwykłej wydolności serca (pompuje 30 litrów krwi w ciągu minuty, dwukrotnie więcej niż przeciętny człowiek) i płuc (potrafią pomieścić 12 litrów powietrza). Naszego Dariusza Michalczewskiego także przez lata cechowała niespotykana kondycja. – Dlatego wszelkie pozaringowe szaleństwa nie przeszkodziły mu w zrobieniu kariery – wspomina Janusz Pindera. – Siedząc na stanowisku komentatorskim równo z ringiem widziałem dokładnie jak jego rywale puchną w drugiej fazie walki. „Tygrys” natomiast spokojnie, w swoim rytmie rozbijał ich lewym prostym. Ja też byłem o niego spokojny.

Wygrane w sporcie to jednak sprawa bardziej skomplikowana niż długowieczność, dobre geny to dopiero pierwszy krok. Dla Otylii Jędrzejczak drugim było przełamanie lęku przed wodą. – Do 1% talentu dołożyłam 99% pracy – podkreśla. Joanna Jędrzejczyk opowiada, że dopiero gdy odnalazła swój talent, zaczęła go pielęgnować, dbać o siebie. – Już wcześniej w moim życiu był sport: koszykówka, piłka ręczna. Nigdy jednak nie myślałam, że będę sportowcem. A tu ciach! Mój charakter, zaangażowanie, przebojowość idealnie sprawdziły się w muay thai. U Justyny Kowalczyk było podobnie. Uwierzyła, że może być w czymś najlepsza i przestała się zastanawiać, czy jest sens taszczyć pod górę ciężką oponę. Po prostu to robiła.

Sportowcy nie przepadają za gadką o wybitnych zdolnościach. Mówi Matthew Syed, trzykrotny mistrz Wspólnoty Narodów w tenisie stołowym oraz autor bestselleru o talencie. – Pewien trener z czołowej akademii piłkarskiej powiedział mi kiedyś: „Dobry szkoleniowiec potrafi wypatrzyć utalentowanego piłkarza. To widać w sposobie poruszania się, operowania piłką, umiejętności odnajdywania się w sytuacjach na boisku”. Czy zacytowana osoba posiada pełną wiedzę na temat tego konkretnego zawodnika? Skąd wie, że nie spędził on wielu godzin na treningach?

W sporcie szczyty osiąga się przez systematyczność, do której zawsze motywuje nas nadrzędny cel. Dwa równe skoki w każdych zawodach były potrzebne Adamowi Małyszowi do wygrania Pucharu Świata. Robert Lewandowski chce być najbardziej kompletnym piłkarzem globu, dlatego zaczął przywiązywać większą wagę na treningach do stałych fragmentów gry. Nagle wątpliwości Tomasza Hajty i słowa Leszka Pisza, że kompletne beztalencie nie opanuje do perfekcji rzutów wolnych, przestały mieć jakiekolwiek znaczenie. Lewandowski próbował, próbował i wreszcie zaczął trafiać.

Syed w swojej książce udowadnia, że w sporcie nie ma cudownych dzieci. – O Tigerze Woodsie jeden z ekspertów napisał: „najbardziej utalentowany sportowiec wszech czasów”. A Woods zanim skończył pierwszy rok życia był już zapisany do klubu golfowego. Gdy miał dwa lata, rozegrał swoją pierwszą partię golfa. Jako pięciolatek miał za sobą zapewne więcej treningów niż niejeden z nas przez całe życie.

Laureat Nagrody Nobla Herbert Simon uczył, że osiągnięcie klasy światowej w jakiejkolwiek dziedzinie wymaga dekady wytrwałej pracy. Profesor psychologii na Uniwersytecie Stanowym Florydy Anders Ericsson postanowił sprawdzić tę tezę na berlińskich skrzypkach. Podzielił ich na trzy grupy. Pierwszą stanowili muzycy, którym wróżono międzynarodowe kariery solowe. Drugą ich nieco słabsi koledzy, trzecią zaś ludzie, którym w najlepszym razie uda się utrzymać z muzyki jedynie ucząc jej innych lub będąc częścią większej całości. Okazało się, że dysproporcje w rzekomym talencie wynikały z liczby dodatkowych zajęć, na jakie decydowali się badani. Muzycy z pierwszej i drugiej grupy ćwiczyli poza szkołą blisko 24 godziny tygodniowo, podczas gdy członkowie trzeciej zaledwie dziesięć. To różnica aż 780 godzin w skali roku.

Naukowcy twierdzą, że chcąc być w czymś najlepszym należy poświęcić treningowi co najmniej 10 tys. godzin, czyli 164 minuty dziennie. Cytowany na początku Ankersen obliczył, że dziesięcioletni chłopcy w Brazylii kopią piłkę przez 22 godziny tygodniowo. Grając na osiedlu i w szkole z taką częstotliwością magiczne 10 tys. godzin osiąga się już po trzech latach. W momencie, kiedy młody mieszkaniec „Kraju Kawy” przekroczy  wyznaczony próg, jego odpowiednik z Londynu – szkolony w profesjonalnej akademii piłkarskiej – będzie miał na koncie zaledwie 2544 godziny pracy.

Dlaczego w 200-milionowym kraju niemal każdy próbuje swoich sił w futbolu? Dla większości dzieci sport jest jedyną szansą wyrwania się z nieprzyjaznych faweli. W ostatnich 25 latach po Złotą Piłkę sięgało aż czterech „Canarinhos”. A nic tak nie działa na wyobraźnię, jak powodzenie rodaka.

Przedstawienie konkretnych wyliczeń i faktów pozwala obalić mit Copacabany oraz legendę  genów biegacza. Wiecie jak prezentowała się czołowa piątka maratońskich mistrzów świata w 99 roku? Było w niej aż czterech Europejczyków, stawkę uzupełnił Japończyk.  Kenijczycy i Etiopczycy zdominowali biegi długodystansowe dopiero dekadę później.

W Afryce na cześć zwycięzców sadzi się drzewa. Przy każdym jest tabliczka z wypisanym osiągnięciem. Takie pomniki chwały pozwalają młodym ludziom wizualizować sobie ich przyszłe, lepsze życie.

bolt

Eksperci piszą wprost: „najgorsze, co można powiedzieć dziecku to to, że ma talent”. Być może stąd powiedzenie, że dobry rodzic wymaga. Studiujący historię tenisa Timothy Gallway uważa, że przeszkody to zakamuflowane okazje.

Krzysztof Mączyński usłyszał w Kablu Kraków, że jest za mały na piłkarza. Wielka kariera Michalczewskiego wzięła się z potwornego rozczarowania przeprowadzką do Niemiec. „Tygrys” uciekł ze zgrupowania reprezentacji Polski w Karlsruhe szukając szczęścia za naszą zachodnią granicą. Przez pierwszych kilka miesięcy nie mógł znaleźć klubu i żywił się codziennie makaronem. Khalidov, nim przyjechał do Polski, przeżył pierwszą wojnę czeczeńską, w dzieciństwie prawie utopił się w studni. Tomasz Adamek mógł stracić rękę, kiedy pracował jako górnik. – Wiele trofeów zdobył na góralskim charakterze. Tak było w walce z Paulem Briggsem, która w zasadzie nie powinna się odbyć. Przez 35 minut boksował ze złamanym nosem połykając krew. Walczył w przeświadczeniu, że jeżeli odpuści, nie zapewni rodzinie godnego bytu – wraca pamięcią Mateusz Borek. Podobną filozofią kierował się John Ruiz, najbrzydziej walczący mistrz świata w historii boksu. Tuż przed pojedynkiem z Gołotą – bez dwóch zdań talentem czystej wody – powiedział: „Zawsze mam swojego przeciwnika za kogoś, kto chce odebrać chleb moim dzieciom”. Gdyby Wach nie postawił wszystkiego na boks, prawdopodobnie nigdy nie wyrwałby się z Nowej Huty. W przeszłości kontakty z policją nie były dla niego rzadkością. Imał się przeróżnych zajęć. Był pomocnikiem murarza, barmanem, inkasentem na bazarze, składał ramki do obrazów i luster. Żadna z tych prac nie mogła zagwarantować mu takiej przyszłości jak szermierka na pięści. „Wiking” wydedukował, że zwyczajnie opłaca się pójść w sport.

wachh

Myślicie, że Stephen Hawking był geniuszem od urodzenia? Skąd! Gdy miał 12 lat, jeden z jego kolegów założył się z innym o paczkę cukierków, że najsłynniejszy dziś astrofizyk nigdy niczego nie osiągnie.

Talent nie jest synonimem ciężkiej pracy, a już na pewno nie sukcesu. W końcu, czy ma jakieś znaczenie, że Ronaldinho miał w sobie więcej iskry bożej od Cristiano Ronaldo? Pierwszy w wieku 32 lat skończył przygodę z reprezentacją narodową, drugi będąc w tym samym wieku poprowadził swoją kadrę do mistrzostwa Starego Kontynentu. Najbardziej wymierny jest bowiem talent do pracy.

HUBERT KĘSKA

KOMENTARZE

Dodaj komentarz

14 komentarzy do "Talent jest przereklamowany"

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Peter Lisek

Niestety muszę się zgodzić. Owszem ludziom „utalentowanym” pierwsze kroki przychodzą łątwo, naturalnie, od razu się wybijają, ale to dopiero ciężka praca pozwala doprowadzić daną rzecz do najwyższego poziomu. To nie tekst o sporcie, a o wszystkim :)

Erni

Oczywiście, że talent to nie wszystko. Talent trzeba poprzeć ciężką pracą. Tylko pisanie, że talent jest przereklamowany, też jest trochę nietrafionym pomysłem. Najpierw trzeba mieć talent, a potem poprzeć to pracą. Sama praca też nie wystarczy :-)

Zdzislaw Kazimierz

Bo wszystko jest w głowie, tylko trzeba uwierzyć w siebie, we własne możliwości.
Gdyby Dawid nie wierzył, to by nie pokonał Goliata.

Marek Bielski

„Najbardziej wymierny jest bowiem talent do pracy.” święta racja. Jak to powtarza często trener mojego syna: „Praca i cierpliwość”. Ja dodam tylko od siebie, że trzeba mieć również szczęście do mądrych trenerów, posiadających wiedzę i pasję.

DivyathFyr

moze do kopania pilki i prania sie po pyskach to tak sie moze wydawac, ale nie kazdy ma szanse zostac Matejko albo Picassem, o Chopinie nie wspominajac albo o zwyklym programowaniu w C++

talent to nic innego niz naturalne predyspozycje, a te trzeba miec zeby robic cokolwiek sie tam chce robic

bottom line: ten mistrz UFC jest takim filozofem jak z koziej pizdy czajnik, ale da sie to wytlumaczyc – pare razy w glowe dostal za piniondze, jakby dostal za darmo to by go nikt nie sluchal

Krysteczyn

Trochę chyba za szeroko poleciałeś. Jeśli mówimy o pracy twórczej to wiadomo że talent trzeba mieć, bo nikt nie zainteresuje się obrazem namalowanym jak przez przedszkolaka. Ale nawet programista można zostać jak się tego nie umie. Oczywiście, nie zostanie sie hakerem co to rozwala zabezpieczenia USA i okrada banki on line ale tak samo jak mozna być mega przeciętnym piłkarzem i grac w ekstraklasie tak można być klepaczem kodu i być programistą. Tak szczerze mówiąc to wszędzie można do czegoś dojść odpowiednio długo to ćwicząc.
Ucząc się przez 15 lat medycyny (zakładam że uczysz sie sam a nie kończysz medycynę) pewnie posiądziesz wiedzę jak jakiś byle jaki lekarz w nocnej pomocy świątecznej. Przeszczepów serca nie będziesz wykonywał, ale podstawowe choroby pewnie będziesz umiał rozpoznać z większym prawdopodobieństwem niż inni i to już może uczynić Cie lekarzem. Oczywiście nie światowej sławy, ale przecież nie o tym jest artykuł.

DivyathFyr

jak chodzilem jeszcze do szkoly to moglem zaobserwowac ze sa tacy co matematyki nigdy sie nie naucza (poza podstawami), inni nigdy nie zalapia ortografii, jeszcze inni ani to ani tamto. Widzisz ja np od lat probuje sie nauczyc programowac, przeczytalem na ten temat naprawde wiele, probowalem sie uczyc (i inni mnie tez probowali uczyc) dlugimi godzinami i to byla naprawde meka, mimo mojego entuzjazmu i niestety dzis, jakies 6 miesiecy po tym jak dalem spokoj, po prostu nic juz nie pamietam, ani jednej linijki kodu, a jezeli mialbym ci machnac portret to za godzine bys byl bardzo zaskoczony ze ktos tak jeszcze umie bez kompa i photoshopa

dodam ze w dziecinstwie nie zajmowalem sie portretami ani zadan forma sztuki, w dziecinstwie gralem w pilke :)

wiec jak to jest z tym talentem i ciezka praca?

Krysteczyn

Wydaje mi sie ze opierasz sie na dosc specyficznym przypadku. Bo sa przeciez dziedziny w ktorych cholernie ciezko bedzie osiagnac chocby przecietnosc. Np jak ktos ma problemy z koncentracja to pomimo prob i cwiczen nadal nie musi przyniesc to pozadanego efektu. Spojrz nawet na pilkarzy. Wiele osob gra w pilke i niektorzy ma tle kolesi z a klasy sa prze kotami ale mimo to wciaz brakuje im do poziomu naszej ekstraklasy i mimo staran tam nie trafia. Moze tak samo jest u Ciebie z programowaniem ale to nie znaczy ze w czyms innym nie osiagnalbys efektu o ktorym rozmawiamy. Taki abstrakcyjny przyklad: jak masz jakas dysfunkcje (np masz niedowlad reki) to chocnys stanal na glowie bokserem nie zostaniesz ale juz w dziedzinie gdzie wystarczy jedna sprawna reka mozesz byc prze kozak. Wiec moze akurat programowanie to brniecie w dziedzine w ktorej Twoja dysfunkcja Ci mega utrudnia ale jak sam powiedziales moze jak bedziesz tworzyl jakies obrqzy to za jakis czas osiagniesz poziom do ktorego wiekszosc nigdy nie dojdzie.
Ja tak rozumiem ten artykul ze owszem talent pomaga ale bez niego tez mozna cos osiagnac. Mam nadzieje ze rozumiesz o ci mi chodzi.

DivyathFyr

rozumiem rozumiem i dzieki za odpowiedz, wlasciwie to chyba chodzilo w artykule o talent w samym sporcie, wiec troche mnie pociagnelo no ale coz :)

tak czy inaczej nadal stoje na stanowisku ze talent jest mega potrzebny/kluczowy jezeli ktos chce na szczyt sie wspiac, bo do sredniawki nie potrzeba
i nadal sprawia mi przyjemnosc ogladanie utalentowanych zawodnikow bardziej niz ogladanie „tytanow pracy”

0nyx

a Ty kim jesteś że takie „mądrości” wygłaszasz. no pochwal się, tylko nie zapomnij najpierw do pośredniaka pojechać żeby Cię nie wyrejestrowali

DivyathFyr

synu, ja juz dawno zapomnialem ze istnieja posredniaki :) troche mnie rozbawiles zakompleksiony rodaku i za to ci dziekuje

jestem czlowiekiem tak jak tamten, mam wlasne zdanie i wlasny umysl, ale skoro on nie ma racji to napisalem ze nie ma i podalem argumenty

bo widzisz akurat tak sie sklada ze on jest tak wyekwipowany do wyglaszania sadow ogolnych jak ja jestem wyekwipowany do prania sie po pysku w (lub na) klatce, tylko ze ja sie nie biore za pranie po pysku w (lub na) klatce

Mats Roslaniec

„Talent” jest to nic innego jak określenie, że ktoś jest zdolny w dziedzinie, którą się zajmuje. „Talent” w pracy twórczej – jak z resztą w każdej innej – jest nic nie warty bez warsztatu, który można nabyć tylko dzięki wielogodzinnej nauce i praktyce. „Talent” do programowanie nie jest nic wart, jeśli nie napiszesz setek tysięcy linijek kodu (bo po prostu nie znając kodu nie potrafisz go pisać). „Talent” do jakiegokolwiek sportu to suma tego, czego się nauczysz na treningu i do osiągania jakich możliwości wytrenujesz swoje ciało.

Nie każdy ma szansę zostać Matejkiem, Picassem lub Chopinem. Nie każdy może zostać Stevem Jobsem albo Elonem Muskiem. Ale nie każdy też spędzi pół życia z pędzlem w ręce, nie każdy przesiedzi pół życia przed fortepianem, nie każdy spędzi pół życia składając komputery w garażu i programując gry po nocach.

DivyathFyr

prawda, ale nie zgodze sie z jednym, mianowicie ze sam talent nigdy nie wystarczy. Jezeli talent jest wystarczajaco potezny to nie potrzeba pracy, potrzeba tylko ekspresji talentu a to nie jest „praca”

widzisz ja mniemam, iz ten mit „ciezkiej pracy” bardzo sie podoba wielu co mysla ze trzeba „zaplacic” jakas forma cierpienia za swoje miejsce na Ziemi, ja tego zupelnie nie kupuje

polecam obadac pana Buckminstera Fullera

kuzno

1. Niby 164 minuty dziennie wystarcza do wyrobienia 10 tys. godzin. Fajnie. Ale po ilu latach?

Po 10, bo takie jest założenie teorii 10 tysięcy godzin, że pracując +- 3 godziny dziennie przez 10 lat, przepracujesz właśnie wspomniana normę.

2. 22 godziny tygodniowo to norma która pozwala zrobić 10 tys. godzin w 3 lata? Rok ma 52 tygodnie (z kawałkiem)
52*22=1144
1144*3=3432
Na 10 tysięcy mi to nie wygląda.

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY