Korona Kielce ma pełnić rolę megafonu. Peter Kaluba szeroko o ofercie Senegalczyków
Weszło Extra

Korona Kielce ma pełnić rolę megafonu. Peter Kaluba szeroko o ofercie Senegalczyków

Czy po remisie Korony z Pogonią Szczecin ludzie w Senegalu wyszli na ulice? W jaki sposób afrykański inwestor zamierza zarabiać na kieleckim klubie? Jakie korzyści płyną z tej oferty dla polskich i senegalskich przedsiębiorców? O senegalskiej ofercie dla Korony Kielce rozmawiamy z Peterem Kalubą – partnerem biznesowym Senegalczyków, Polakiem, który ma za zadanie ułatwić obu stronom dogadanie się. 

15 milionów Senegalczyków jest już gotowe na to, by za chwilę kibicować Koronie?

Wszyscy. Całe sto procent!

(śmiech)

Odkładając na bok na chwilę wszelkie żarty, choć będzie to pewnie wyzwaniem w naszej rozmowie, faktem jest, że kilka milionów Senegalczyków usłyszy o takim projekcie, o Kielcach, o Koronie, coś tam zawsze zostanie w głowie. Senegalczykom bardziej niż na tym, by w Afryce zaczęli uwielbiać Koronę, zależy, aby ludzie w Polsce usłyszeli o Senegalu. Czasem robię taki test, by mój rozmówca wymienił pięć najbardziej stabilnych afrykańskich krajów, gdzie bezpiecznie można inwestować i rozwijać biznes. Wymieni pan?

Nie, nie znam się na tym. Wiem, że Senegal jest stabilny, bo o tym przeczytałem.

No właśnie i to jest już pierwszy drobny sukces. Senegal przestaje być anonimowy. A to kraj, który jest bardzo stabilny, ma demokratyczny system polityczny, zmiany władzy są dokonywane pokojowo, od lat 60-tych nie było tam znaczących rozruchów. Szukają teraz inwestycji zagranicznych, bo te są im potrzebne, tak jak i Polsce po 89 roku też były niezbędne. Może te piętnaście milionów usłyszy o Polsce i część z nich będzie inwestować w Polsce, a może nie, nie wiemy tego. W Senegalu też są bogaci przedsiębiorcy. Doszukiwaliście się 1,5 miliona, które miałoby przyjeżdżać do Senegalu specjalnie na mecze Korony, ale tam przecież żyje ponad 15 milionów osób. Przyrost naturalny jest dodatni, rodziny są wielodzietne, jest ich coraz więcej.

Nawet już nie chodzi o te 1,5 miliona. Sama wypowiedź prezydenta Kielc o tym, że Koronie przybędzie 15 milionów widzów była głupia i naiwna. Trochę się zdziwiłem, że pan w to zabrnął i poparł argumentem o El Hadji Dioufie, który miałby powiedzieć Senegalczykom, że warto taki klub wspierać i ci mieliby zacząć to robić.

Ale ja nie mówię, że chodzi o niego. Dopóki nie ma finalizacji rozmów, jeszcze nawet nie wymieniłem nazwiska tego piłkarza.

Mówi pan o jednym ze stu najlepszych piłkarzy w historii. Wiadomo, że mowa o Dioufie.

Ja uważam, że to była w pewnym sensie uzasadniona wypowiedź. Wszystko można przekręcić na swój sposób i zrobić z tego szyderę, a wy to umiecie doskonale. Osoby publiczne, piłkarze, angażując się w jakieś inicjatywy, potrafią zmieniać ludzkie postrzeganie wielu spraw. Tak samo jak Lewandowski jest na przykład teraz wykorzystywany przez wiele marek do kreowania wizerunku. Nie chodzi nam o to, by wszyscy w Senegalu krzyczeli „Korona, Korona, Korona!” i by ulice podczas jej meczów wyglądały tak jak na zdjęciach, które pokazaliście. Jeśli znane osoby zainteresują się projektem, zaczną przyciągać inne znane osoby. To tak działa. Jak ta współpraca będzie wyglądać, czy to będzie ktoś na kształt ambasadora – jeszcze nie wiemy.

Zamierzacie zabiegać o transmisje meczów Korony w Senegalu?

Kwestia praw, to kwestia dogadania się. Taki pomysł jest. Oczywiście, że Senegal najbardziej interesuje się ligą francuską albo angielską, ale jeżeli wokół Korony będą pojawiać się pozytywne emocje, klub będzie senegalski i będzie tam grał piłkarz z Senegalu – jest taka możliwość. Mimo, że pierwszy duży sukces Senegalu to ćwierćfinał Mistrzostw Świata w 2002 roku, oni od zawsze kochają piłkę nożną. Piłkarze są tam półbogami, wiele im się wybacza. W zeszłym roku po raz pierwszy duży międzynarodowy sukces – złoty medal – na Igrzyskach Afrykańskich odniosła młodzieżowa reprezentacja U-23. Między innymi Djibril Diaw jest graczem tej reprezentacji. Oni nie mają tylu rozrywek, co my. U nas dzieci już prawie nie wychodzą na podwórko, a u nich wciąż jednym z niewielu dostępnych zajęć jest piłka nożna. Na wioskach w Senegalu jak jest mecz PSG w Lidze Mistrzów, to dwadzieścia osób siedzi przy jednym telewizorze i ogląda.

Jak w Polsce za PRL-u.

Mniej więcej tak to wygląda. Na Twitterze padło pytanie, czy zamierzamy zarabiać na Koronie Kielce. Otóż nie. My to wszystko charytatywnie. Z dobrego serca. Żeby piłkarze lepiej żyli, żeby łatwiej im się biegało po boisku.

A jeśli braknie pieniędzy to można dodrukować.

Ksero jest teraz wszędzie dostępne i to w całkiem dobrej jakości. Wiadomo, że Senegalczycy chcą na tym zarabiać pieniądze. Na końcu musi być przynajmniej zero. Jeśli można zarabiać, trzeba zarabiać. Mój kolega zawsze powtarzał, że idee są piękne, ale idei wydoić się nie da.

Jednak!

Szok i niedowierzanie, prawda? Ludzi w Polsce bardzo dziwi, gdy ktoś otwarcie powie o tym, że chce zarabiać. A przecież to oczywiste.

Spytam wprost: kim są osoby, które chcą przejąć Koronę? Wiadomo, że ma być to spółka NSFC IYANE Football Club.

Właścicielem akademii NSFC IYANE Football Club i osobą, która ją założyła, jest Ibrahima Thiam. To zawodowy piłkarz, który w tej chwili kończy swoją karierę w niższych ligach belgijskich. W szkółce gra około 45 osób w wieku 16-19 i około 130 dzieciaków między 6 i 13 rokiem życia z okolicznych wiosek w regionie Matam, przy granicy z Mauretanią. Daleka Afryka. Są tam właściwie dwa obiekty, o których można powiedzieć, że są w standardzie europejskim. Stadion i szpital. Niektórzy w Dakarze pukali się w głowę: dlaczego ty chcesz robić akademię właśnie tam? Głównie dlatego, że w Dakarze wszyscy by chcieli. Dużo więcej można sprawić frajdy, dużo więcej zmienić w życiu dzieciaków w biednym Matam, niż w Dakarze, gdzie rozrywek jest nieco więcej. Akademia rozwija się od 2007 roku, na początku była prowadzona w dość otwarty sposób, została sformalizowana na początku 2015. Ibrahima w związku ze swoimi studiami w szkole biznesu doszedł do wniosku, że warto to sformalizować. Akademia jest zarejestrowana w senegalskiej Federacji Piłki Nożnej. Chłopcy zaczęli grać w oficjalnej lidze regionalnej. Wokół akademii jest skupionych kilku przedsiębiorców, w związku z tym, że to projekt społeczny, ma także wsparcie ze strony rządu Senegalu.

Od akademii na niespełna 200 osób do przejęcia klubu jeszcze daleka droga.

Akademia finansuje się sama, na własne potrzeby jest w stanie zarobić. Ibrahima zarabia pieniądze z kontraktów, które zawiera. Biznesy są związane z wprowadzaniem firm na rynek afrykański. Jeśli istnieje możliwość wejścia belgijskiej, francuskiej czy polskiej firmy na rynek senegalski, takie wsparcie jest udzielane. Senegalczycy potrzebują napływu inwestorów i bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Można byłoby stanąć na rynku w Krakowie i krzyczeć do ludzi „chodźcie do Senegalu, tam można robić biznes”. Ale to mogło by odnieść marny skutek. Nikt nie potraktowałby przecież takiej akcji poważnie.

Polityczne Weszło miałoby co robić.

Ludzie pukaliby się w głowę i pytali, o co chodzi temu nawiedzonemu czarnemu. Korona ma spełniać rolę w pewnym sensie takiego megafonu. Ma wysłać do firm informację i umożliwiać im bezpieczne wejście na nowy rynek. Afryka ma za sobą mnóstwo lat kolonializmu i niewolnictwa, ktoś zawsze nią rządził, ma bardzo świeżą historię niepodległości. Z drugiej strony mało kto wie, że Senegal ma niedawno odkryte, jeszcze nie wyeksploatowane złoża ropy czy gazu. Amerykanie, Brytyjczycy, a przede wszystkim Francuzi, czy Chińczycy są tam mocni. A taka współpraca może być szansą dla Polaków. Pytanie dla przedsiębiorców: czy wchodzić na rynek, który jest już rozwinięty, mieć bezpieczną sytuację i zarabiać niewiele? A może wejść w nieodkryte, wtedy, gdy wszystko dopiero rośnie? Ryzyko jest większe, ale i premia za to ryzyko może być znacznie większa.

Czyli w skrócie: Ibrahima Thiam potrzebuje Korony, by wysłać w Polskę komunikat, że w Senegalu też da się robić interesy, pomagać polskim firmom wejść na nowy rynek i z tego czerpać zyski.

Dokładnie tak. W planie jest też współpraca z dwoma agencjami rządowymi. Jedna zajmuje się ściąganiem inwestycjami zagranicznych do Senegalu, druga eksportem. Obaj szefowie są świadomi tego projektu. Jest sporo polskich firm, które chciałyby wejść na rynek afrykański, ale zwyczajnie nie wiedzą, jak to zrobić. Brakuje im kontaktów, misje gospodarcze nie zawsze umożliwiają bezpośredni kontakt z przedsiębiorcami. Brakuje miejsca, gdzie można spotkać się w nieoficjalny sposób i mieć neutralny grunt do tego, by pogadać o biznesie, zrozumieć kulturę. Sam fakt, że właścicielami mieliby być Senegalczycy, buduje myślenie pod tytułem „a, może warto zainwestować w Afryce. Ale w jakim kraju? Może w takim razie w tym Senegalu, skoro jest możliwość? Pojadę do Kielc i pogadam w bezpiecznym otoczeniu, co mogę zrobić”. Prezydent deklaruje otwarcie senegalskiego biura przy parku technologicznym, więc będzie nawet ku temu miejsce.

Klei się to.

Senegalczycy mogliby skupić się wyłącznie na zyskach z części sportowej, na promowaniu piłkarzy i sprzedawaniu ich. Ale to jest tak, jakby mieli tylko jedną nogę.

Poza tym jest tyle zmiennych wpływających na cenę, że ciężko planować na tej podstawie budżet.

Dokładnie, piłkarz łapie kontuzję i z transferu nici, a pieniądze włożone w rozwój zawodnika nie zwracają się. Za duże ryzyko. Potrzeba drugiej nogi, czyli platformy biznesowej, dla której najlepszym silnikiem będzie wynik sportowy. Trzeba zachować balans. Nikt rozsądny nie przyjdzie i nie wyłoży od razu grubych milionów na stół, chyba że Abramowicz. Ale czy on też robi to charytatywnie?

Oczywiście, że nie. Klub daje mu kolejne możliwości biznesowe.

Właśnie. Gdyby oferta była z Emiratów Arabskich, reakcja ludzi byłaby zupełnie inna.

To normalne, Emiraty kojarzą się z pieniędzmi, Senegal niestety nie.

Nawet gdyby kwoty i sama oferta były takie same, ludzie reagowaliby pewnie zupełnie inaczej. Psychologia. Senegalczycy mieli świadomość, jakie wywołają reakcje. Ale czy Emiraty charytatywnie pomagają Realowi Madryt? Jasne, że nie. Przecież Real musiał nawet zmienić swój herb. Należy mieć do nich pretensje? No nie. Krok po kroku wszyscy przecież na tym zyskują.

Tak sobie pomyślałem teraz o herbie Korony i tak się składa, że jest on w barwach flagi Senegalu. Jest kolor żółty, czerwony i zielony.

Tak i to też jest podkreślane przez Senegalczyków, aczkolwiek to zupełny przypadek. Chcieli kupić klub w Europie, barwy herbu nie miały żadnego znaczenia. Nie było powiedziane, jaki to ma być klub i w jakim kraju. Dzisiaj w Polsce brakuje wyników na klubowej arenie międzynarodowej, polska liga odstaje jeszcze od lig europejskich, ale z drugiej strony z roku na rok jest coraz lepiej…

I co chyba najważniejsze, klub w Polsce jest tańszy niż – przykładowo – klub w Belgii. A potencjał biznesowy podobny.

To jest istota sprawy. Była kiedyś taka reklama Dosi: „skoro efekty takie same, to po co przepłacać?” Dokładnie o to chodzi. Niektórzy zarzucają Senegalczykom, że chcą kupić klub za małe pieniądze. Miasto przecież sporządziło jedną wycenę, drugą. Trudno kupującemu narzekać na to, że cena jest niższa niż wyższa.

Wiadomo, to ewentualny zarzut dla miasta, nie dla was.

Ktoś przytomnie zauważył, że przy sytuacji finansowej Korony to i tak bardzo dużo pieniędzy. Długi, mało stabilna sytuacja, rozdmuchane emocje wokół klubu. Jeszcze wracając do herbu, możemy robić szyderę dowolnie, ale teraz mówię to zupełnie poważnie. Senegalczycy chcą, by Korona była kielecka. Nic się nie zmieni, jeśli chodzi o logo, barwy, nazwę, siedzibę. Nie będzie nazwy typu „coś tam Korona Kielce”. Absolutnie nie.

To też pewnie nie jest wam na rękę. Ludzie są bardzo wrażliwi na takie zmiany, to zawsze kreuje negatywny PR.

Z perspektywy Senegalu jest pełne rozumienie tych emocji. Senegalczycy dali miastu możliwość, by wpisało sobie dowolne zabezpieczenia w tym względzie. Stąd też rozmowa jest o przejęciu 75% udziałów, a nie 100. Senegalczycy doszli do wniosku, że taki podział pozwala swobodnie zarządzać z klubem, a z drugiej strony utrzymać relacje z miastem i zaangażować je w rozwój współpracy. Oni też zdają sobie sprawę, że jak wchodzi przedsiębiorca z drugiego końca świata, to wywołuje różne opinie. Miasto ma swój wentyl bezpieczeństwa, ma swojego przedstawiciela w klubie. Każde zmiany nazwy i dodawanie nowego elementu utrudniałyby rozwijanie platformy biznesowej, która jest istotą tego pomysłu. Partnerzy mówiliby: „hola, hola, dlaczego ten jest w nazwie klubu, a nie ja? Bo dał więcej? Ja też mogę dać więcej”. Nie udałoby się nam wszystkich pogodzić.

Dwa miliony co roku ze strony senegalskiej, dwa miliony od miasta. To nie jest za mało? Wiadomo, że na dopięcie budżetu pewnie starczy, ale też nie chodzi o to, by całe życie grać Michałem Przybyłą w ataku.

Nie będę się odnosił do zawodników i do tego, co się obecnie w Koronie dzieje, to byłoby nieeleganckie, natomiast same deklaracje biorą się z potrzeby stabilizacji budżetu. Ustaliliśmy z prezydentem, że finansowanie na tym poziomie pozwoli ustabilizować klub. To dopiero pierwszy krok. Gdy platforma biznesowa zacznie funkcjonować, budżet będzie naturalnie wzrastał. Niektórzy pytają: a dlaczego miasto ma dokładać rocznie dwa miliony?

Teraz dokłada dużo więcej.

Ludzie nie patrzą pod tym kątem, ile miasto wydaje teraz. Mogę się mylić, ale w Polsce raczej nie ma klubu na najwyższych poziomach rozgrywek, który nie korzysta ze wsparcia miasta. Pochodzę z Bydgoszczy i Zawisza w Ekstraklasie też dostawał pieniądze z miasta, rocznie 3,5 miliona a w pierwszej lidze ok. 2,5 miliona. Miasto miało – nie pamiętam dokładnie – nie więcej niż 5% udziałów w Zawiszy. Jest różnica. Cel jest taki, aby najpierw osiągnąć w klubie stan neutralny, to znaczy, aby nie było spektakularnych wydarzeń, euforii, czy piętnastu milionów Senegalczyków na ulicach. Z drugie strony, żeby też obyło się bez wielkiej depresji i narodowej rozpaczy. Punktem wyjścia jest to, by wszyscy mogli powiedzieć: „emocje za nami, skupmy się na robocie”. Nie zależy nam na biegu na sto czy dwieście metrów. Senegalczycy patrzą na ten projekt jak na bieg maratoński. To będzie dobra informacja dla wszystkich pracujących w klubie, bo nie przewidują rewolucyjnych zmian. Jeśli mam się wpisać w szyderę Weszło, to nie ma dla Senegalczyków znaczenia kto z kim jest powiązany rodzinnie, dopóki dobrze pracuje.

Kto wie, być może tym zdaniem ostatecznie przyklepał pan transakcję.

To już pańska sugestia.

Ten układ będzie funkcjonował tylko w przypadku gry w Ekstraklasie. Co w momencie, gdyby Korona spadła?

Założenia są inne, ale czasami taki jest sport. Trzeba będzie usiąść i przedyskutować. Senegalczycy są nauczeni rozmawiać. Oni funkcjonują w szerokich relacjach rodzinnych, podejmowanie decyzji, jedzenie posiłków, spędzanie wolnego czasu to nie jest sprawa jednej czy dwóch osób. Wszystko dyskutują, a z tych dyskusji wynikają rozwiązania. Chcą, by podobnie było w Koronie, by wymiana poglądów prowadziła do kolejnych rozwiązań. Jeśli Senegalczycy wejdą do Korony, będą rozmawiać z każdym. Trudniej jest usiąść do stołu, gdy w mediach jeden publicznie mówi, że nie lubi tego i tego, drugi mówi, że z kolei innego nie lubi. Ale jest to możliwe. Wokół Korony są teraz emocje. Ale to dobrze. Ważne, żeby zostały skierowane w dobrym kierunku.

Ludzi klub grzeje, tego nie da się ukryć.

To raz, a dwa – ludziom na nim zależy. Jeżeli coś jest obojętne,to raczej do niczego dobrego to nie prowadzi. Co konia obchodzi, że się wóz przewraca? Ludzi Korona interesuje i to jest budujące. Wy też macie o czym pisać.

Pan zaproponował Senegalczykom Koronę czy Korona odnalazła Senegal?

Zaczęliśmy się zastanawiać, jak moglibyśmy popchnąć do przodu biznesy, które rozwijamy od lat. Z racji, że Ibrahima ma za sobą 20 lat kariery piłkarskiej, doszliśmy do wniosku, że piłka nożna jest fajną platformą. Szukaliśmy w różnych miejscach, zupełnie przypadkowo trafiliśmy na informację, że Korona od lat szuka inwestora. W związku z tym, że ja jestem Polakiem, Ibrahima powiedział: okej, sprawdźmy Polskę.

Na początku musieliśmy sprawdzić, na ile w Kielcach temat tolerancji jest OK. Na testach w Koronie pojawiło się dwóch czarnoskórych zawodników. Nie byli przewidziani do gry, mieli tylko wybadać teren. Sprawdzić, jak zostaną przyjęci, jak zareaguje drużyna, pracownicy klubu, otoczenie. Odczuć na własnej skórze, czy ktoś będzie rzucał bananami, czy jednak będą odbierani pozytywnie.

W Kielcach raczej nie ma z tym problemu, jednym z najbardziej lubianych piłkarzy w historii klubu był Edi Andradina, który też nie jest rasy białej.

To prawda, Kibice w Kielcach są na wysokim poziomie i cenią dobrych piłkarzy. Nie spotkaliśmy się z negatywnymi uwagami, czy rasistowskimi komentarzami. Ibrahima jest czarny jak węgiel i opowiadał mi o sytuacji, kiedy irlandzki klub, w którym grał, dał zakazy stadionowe dwóm kibicom za rasistowskie komentarze. Ibrahima był tam jedynym czarnoskórym piłkarzem, więc było wiadomo, pod czyim adresem one były. Poszedł do władz klubu i poprosił, by te zakazy zostały cofnięte. Powiedział, że jest tu piłkarzem, to jego praca, teraz jest, za chwilę może grać w innym klubie, a kibice zostaną na zawsze. Do tego poprosił o skontaktowanie z nimi i… zaprosił na obiad. Spotkali się, poznali, pogadali, okazało się, że jednak da się zakumplować. To czasami taki strach przed nieznanym. Nie znamy, więc się boimy. Poznamy się, okazuje się, że jednak da się tę odmienność polubić. Miasto mówiło, że kibice są w stanie zaakceptować każdego, jeśli będzie dobrze grał. Patrząc po doświadczeniach z Djibrilem – faktycznie to prawda.

Tak swoją drogą – Diaw świetnie wprowadził się w ligę. Duże zaskoczenie.

Djibril i jego gra była drugim krokiem. Kiedy pojawił się w Kielcach, też pojawiła się szydera pod jego adresem. Nawet i wy pisaliście o nim, że zapowiada się „szrot roku”.

Kompletnie nic nie wskazywało na to, że to poważny piłkarz. Przecież nie grał nawet w drugiej lidze belgijskiej.

Z uznaniem powiem, że potem napisaliście coś w stylu „miał być szrot, a okazał się jednym z najlepszych transferów”. To też pokazuje, że warto z wami rozmawiać, bo nie skupiacie się wyłącznie na szyderstwie. Rzeczywiście, gdyby brać pod uwagę suche liczby, można dojść do takich wniosków, jak wy. Druga liga belgijska jest półprofesjonalna. Warto jednak dodać, że Djibril równolegle miał bardzo dużo występów reprezentacyjnych. Jeden turniej, drugi turniej, zawsze dostawał powołania. Jeszcze nie zdążył się zaadaptować w klubie, a od razu wyjeżdżał. W tym czasie zdobył złoty medal na Igrzyskach Afrykańskich z reprezentacją U-23 i zajął z drużyną 4. miejsce w Africa Cup. Gdy w grudniu wrócił do klubu po Pucharze Afryki do lat 23, prezydent – który swoją drogą zgadzał się na te podróże, bo to była duża szansa dla zawodnika – powiedział: no, wreszcie jesteś, możemy zacząć cię wstawiać. Wszedł raz, wszedł drugi. Trenerowi zależało na grze stabilnym składem, była reorganizacja ligi, osiem drużyn spadało i to nie był dobry czas na eksperymenty. Djibril pojechał więc na obóz z Koroną, zrobił wrażenie, został zatrudniony nawet mimo limitu obcokrajowców, a to o czymś świadczy. Gdyby tutaj grał słabo, klimat wokół Senegalczyków byłby pewnie gorszy. A tak, wszyscy oswoili się z Senegalem, a kiedy pojawił się oficjalny komunikat z naszej strony, zdziwienie było dzięki temu nieco mniejsze.

Jaką wizję na klub mają Senegalczycy? Co w obecnym funkcjonowaniu jest do poprawki na już?

Nie będę się wypowiadał na temat obecnego funkcjonowania klubu. Mam szacunek dla ludzi, którzy wkładają wysiłek w rozwój sportu. Myślenie Senegalczyków jest ewolucyjne. Każda drużyna musi mieć swój kręgosłup. Kilku kluczowych doświadczonych graczy, wokół nich młodzi. Kwestia wyważenia, na ile ci młodzi będą w stanie wzmacniać zespół. Korona nie ma czasu na to, by eksperymentować. Z tego, co sprawdziliśmy, nie ma w klubie fundamentalnych rzeczy, które trzeba byłoby wyrwać od razu z korzeniami. Plan naprawczy funkcjonuje, Korona dostała licencję bez najmniejszego problemu. Jeżeli będzie możliwość zrobić jeszcze w tym sezonie jakieś wzmocnienie – zrobimy je. Ale nie jestem upoważniony do składania żadnych deklaracji.

A w przyszłości co będzie się zmieniać?

Ujmę to tak: rynek transferowy to miejsce, gdzie obraca się ogromnymi pieniędzmi. Dlaczego to miałoby nie dotyczyć Korony Kielce? Jednocześnie chcę uspokoić, że nie będzie zalewu senegalskich piłkarzy, głównie ze względu na limit obcokrajowców. Niektórzy narzekają, że teraz Korona będzie czarna. Nie będzie.

Pewnie wielu Senegalczyków ma także francuskie obywatelstwo, to mogłoby wiele ułatwić.

Tak, faktycznie tak jest, nawet Ibrahima ma podwójne obywatelstwo, ma także belgijski paszport. To, na czym Senegalczykom zależy, to umiędzynarodowienie Korony. Stworzenie większej liczby międzynarodowych relacji z innymi klubami. Chcemy, żeby piłkarz wiedział, że jego gra nie jest obserwowana wyłącznie przez kieleckich kibiców. Teraz skauci przyjeżdżają głównie do Warszawy, Poznania, czasem do Krakowa. Jeśli zamykasz się w obrębie jednego miasta, trudno jest szeroko rozwijać koncepcje. Jeśli wychodzisz poza granice, otwierają się nowe możliwości współpracy. Znam osobiście tego, znam tamtego, ten mi pomoże. Wiem, że to może brzmi w Polsce trochę dziwnie, ale ludzie faktycznie sobie pomagają i robią to często bezinteresownie, niczego za to nie chcąc.

Jestem wychowany w biznesie, dlatego kontrakty piłkarskie, choć je rozumiem, to trochę mnie dziwią. Jestem za tym, by piłkarz, który wykonuje swoją robotę dobrze, zarabiał dobre pieniądze. Ale jak jej nie wykonuje – powinna być możliwość rozwiązania kontraktu. W biznesie, jeśli ktoś źle pracuje, idzie sobie szukać pracy gdzie indziej. Grasz – zarabiasz. Nie grasz – nie obciążaj klubu. Choć można to robić z pomysłem i klasą. Firmy, gdy mają restrukturyzację i próbują zmodyfikować swój model biznesowy, czasami sięgają po tzw. outplacement. Zatrudniają firmy doradcze, które najpierw szkolą pracowników, potem pomagają znaleźć im nową pracę. Wszystko po to, by nie obciążać firmy, ale też by pracownicy nie zostali bez pieniędzy do życia.

Sytuacja win-win.

Odnoszę wrażenie, że w piłce rzadko pojawia się tego typu myślenie. Niewypowiadalne kontrakty są nie fair w stosunku do wszystkich. Klub ma związane ręce, zawodnik może mieć podejście typu „nic mnie nie obchodzi, ja mam kontrakt i swoje zarabiam”, ale z drugiej strony, jeśli nie gra, blokuje sobie możliwość rozwoju zawodowego. To są sportowcy i chcą osiągać sukcesy, a taka szansa jest tylko wtedy, kiedy grają regularnie a nie grzeją ławę. Senegalczycy usiądą do stołu, będą rozmawiać i uczciwie przedstawią zawodnikom swoją wizję. Chcemy też zapraszać na sparingi drużyny międzynarodowe, budować w ten sposób siatkę kontaktów. Niekoniecznie od razu FC Barcelonę, ale ściąganie klubów typu – jak ostatnio – AEK Ateny.

Pan jaką będzie miał rolę w Koronie?

Obecnie moja rola jest taka, by ułatwić tę transakcję i wesprzeć Senegalczyków. Gdy transakcja dojdzie do skutku, moja rola się wyczerpie. Co dalej Senegalczycy będą chcieli zrobić – nie wiem. Póki nie są właścicielami klubu, nie ma w ogóle takiego tematu.

Kiedy można się spodziewać ruchu ze strony Senegalczyków? Piłeczka jest po waszej stronie.

Ludzie mnie łapią za słówka, że miały być dwa tygodnie, a jest trochę dłużej. Dobrze powiedział wiceprezydent miasta: to nie jest worek ziemniaków. Lepiej pogadać chwilę dłużej niż zrobić pochopny ruch. Prawnicy analizują teraz dokumenty, nie chcę rzucać żadnymi terminami. Niektórzy pytają: jak to jest, że rozmawiają od pół roku i teraz jeszcze znowu to trwa? Przypomnę tylko, że oferta Senegalczyków została odrzucona i została wybrana oferta konkurencyjna. Powrót do rozmów po odrzuceniu oferty konkurencyjnej przez Radę Miasta niestety wydłuża prace. Są intencje, by się porozumieć i to jest kluczowe. Liga się zaczęła, Korona jest przygotowana, po ostatnim remisie ludzie mogą się znów cieszyć. W Senegalu piętnaście milionów po pierwszej porażce Korony wyszło na ulice i płakało rzewnie, a po meczu w Szczecinie i remisie, euforia, bawią się.

Boję się nawet myśleć, co się tam dzieje. Oby tylko kraju nie roznieśli!

Czyste szaleństwo. Dwie godziny różnicy, więc dwie godziny więcej na świętowanie!

Rozmawiał JAKUB BIAŁEK

Fot. archiwum prywatne