Zmarł trener legendarnej mundialowej sensacji

Marcin Ziółkowski

04 stycznia 2026, 08:32 • 4 min czytania 2

Mistrzostwa świata już za nieco ponad pięć miesięcy. Po 32 latach walka o międzykontynentalne trofeum rozegra się na boiskach w Ameryce Północnej. Turnieje tej rangi kochają sensacje. Gdy w 1994 roku piłkarski świat spoglądał na Amerykę, wielu zakochało się w drużynie Bułgarii, której gwiazdą był Christo Stoiczkow. Prowadzona przez Dimitara Penewa ekipa sensacyjnie zakończyła turniej w najlepszej czwórce. Niestety, zasłużonego szkoleniowca nie ma już wśród nas. Zmarł w wieku 80 lat.

Zmarł trener legendarnej mundialowej sensacji
Reklama

Zmarł Dimitar Penew – legendarny trener z Bułgarii

Dimitar Penew kojarzony jest przez piłkarski mainstream głównie z uwagi na wielki występ kadry narodowej w 1994 roku, ale do tego jeszcze wrócimy. Jako piłkarz i trener spędził blisko dwie dekady w CSKA Sofia. Stołeczna drużyna poinformowała w social mediach o śmierci klubowej legendy.

Reklama

Dimitar Penew był 90-krotnym reprezentantem kraju. Wystąpił w kadrze na trzech turniejach o MŚ – zagrał we wszystkich dziewięciu spotkaniach, jakie Bułgaria rozegrała na MŚ 1966, 1970 i 1974. Dwukrotnie wybrano go bułgarskim piłkarzem roku.

Jako zawodnik wygrał osiem tytułów mistrza kraju (jedno z Lokomotiwem Sofia) i pięć razy puchar Bułgarii. W roli szkoleniowca proporcje się odwróciły – mistrzostwo zdobył trzykrotnie, a puchar czterokrotnie.

Z kolei jako selekcjoner Bułgarii (był nim trzykrotnie) dwa razy poprowadził zespół na wielkich turniejach. Najpierw w MŚ 1994 doprowadził go do strefy medalowej, a dwa lata później na Euro 96 w Anglii był o kilka minut od awansu do fazy pucharowej.

Historię Bułgarów z 1994 wspomina się do dziś – z wielu powodów

Historia Bułgarów po dziś dzień robi ogromne wrażenie. Powrót na mistrzostwa świata po ośmiu latach wywalczyli oni w ekscytujących okolicznościach. Choć brzmi to jak legenda – Zlatko Jankow cytowany przez FourFourTwo zdradził niegdyś, że Ljubosław Penew (bratanek trenera) oraz bohater kluczowego meczu eliminacji, Emil Kostadinow, wjechali do Francji… bez wizy.

Pomogli w tym dwaj bułgarscy piłkarze grający w tamtejszej Miluzie. Georgi Georgijew prowadzący auto i jego pasażer – Borisław Michajłow – skutecznie wybrali przejście graniczne, na którym udało się uniknąć szczegółowej kontroli, czym doprowadzili w pewnym stopniu do napisania pięknej historii.

Na Parc des Princes do końca ostatniego meczu eliminacji pozostawały sekundy. David Ginola miał za zadanie przetrzymać piłkę. Zamiast tego, nieudanie dośrodkował w pole karne, a kilkanaście sekund później po kontrze Kostadinow doprowadził do historycznej sensacji. Padło wtedy nawet hasło z ust komentatora Nikołaja Kolewa, że Bóg jest Bułgarem. Bułgaria wygrała 2:1 i zapewniła sobie awans na mistrzostwa świata w USA z drugiego miejsca w grupie eliminacyjnej.

Francja doznała historycznej kompromitacji – potrzebowała punktu w ostatnich dwóch meczach i… przerosło ją to. Ginola został uznany winnym wielkiego narodowego wstydu i nigdy nie zrobił kariery w reprezentacji. Kibice pamiętają mu to do dziś.

Sama historia miała swoją piękną kontynuację już na turnieju. Drużyna znad Morza Czarnego okazała się czarnym koniem. W grupie Bułgaria pokonała m.in. finalistę sprzed czterech lat – Argentynę 2:0, choć ta grała już bez zawieszonego Diego Maradony.

Jedną z największych mundialowych sensacji fazy pucharowej okazał się jednak ćwierćfinałowy mecz z Niemcami. Wtedy to gola na wagę awansu do najlepszej czwórki efektownym szczupakiem strzelił Jordan Leczkow. Niestety to było maksimum, na które było stać podopiecznych Penewa, choć i tak zwyciężyli w trzech turniejowych spotkaniach.

W półfinale lepsi okazali się Włosi, a Szwedzi w meczu o trzecie miejsce znokautowali Bułgarów 4:0, strzelając wszystkie gole w pierwszej połowie. Po powrocie do domu prezydent Bułgarii powiedział o złotej generacji piłkarzy swojego narodu, że zrobili więcej dla kraju niż wszyscy dyplomaci łącznie przez ostatnich sto lat. Poza turniejem w USA Bułgaria nigdy nie wygrała mundialowego meczu.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

2 komentarze

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń

Najnowsze

Anglia

Mocne słowa eksperta o Amorimie. „Ledwo się nadaje”

Braian Wilma
0
Mocne słowa eksperta o Amorimie. „Ledwo się nadaje”
Hiszpania

Kibole Valencii wściekli po porażce. Zaatakowali klubowy autokar

Braian Wilma
0
Kibole Valencii wściekli po porażce. Zaatakowali klubowy autokar
Hiszpania

Ronald Araujo wrócił do treningów. Poleci z drużyną na Superpuchar

Braian Wilma
0
Ronald Araujo wrócił do treningów. Poleci z drużyną na Superpuchar
Reklama

Piłka nożna

Anglia

Mocne słowa eksperta o Amorimie. „Ledwo się nadaje”

Braian Wilma
0
Mocne słowa eksperta o Amorimie. „Ledwo się nadaje”
Hiszpania

Kibole Valencii wściekli po porażce. Zaatakowali klubowy autokar

Braian Wilma
0
Kibole Valencii wściekli po porażce. Zaatakowali klubowy autokar
Hiszpania

Ronald Araujo wrócił do treningów. Poleci z drużyną na Superpuchar

Braian Wilma
0
Ronald Araujo wrócił do treningów. Poleci z drużyną na Superpuchar
Reklama
Reklama