Wyluzowany Myśliwiec. „Mogliśmy świecić laserem w Drągowskiego”

Antoni Figlewicz

23 maja 2026, 21:57 • 3 min czytania 14

Reklama
Wyluzowany Myśliwiec. „Mogliśmy świecić laserem w Drągowskiego”

Piast Gliwice przegrał dziś z Widzewem Łódź 1:2, ale i tak zostaje na kolejny sezon w Ekstraklasie. Po spotkaniu trener Daniel Myśliwiec przyznał, że udana ostatecznie walka o utrzymanie nie była łatwa, ale jego zespół stanął na wysokości zadania. A od pewnego momentu był wręcz jednym z lepszych zespołów w całej ligowej stawce.

Reklama

Przegrana bitwa, nieprzegrana wojna – podsumował wieczór w Łodzi trener Piasta. – Dowieźliśmy i duży szacunek dla moich piłkarzy i wszystkich pracowników klubu. Byliśmy w bardzo trudnej sytuacji, ale ostatecznie udało nam się zrealizować cel – uzupełnił.

Nie da się ukryć, że wraz ze swoim zespołem trener Myśliwiec wykonał kawał dobrej roboty, a dziś wszystkim w Gliwicach spadły z serca ciężkie kamienie.

Daniel Myśliwiec w dobrym humorze. „Nie umiem powiedzieć, jakie emocje mi towarzyszą”

Prawda jest jednak taka, że szkoleniowiec Gliwiczan nie umiał dokładnie opisać tego, co czuł po ostatnim gwizdku sędziego Arysa. – Uważam się za osobę oczytaną, z dużym zasobem słownictwa, ale nie umiem powiedzieć, jakie emocje towarzyszyły mi po meczu. Jedno jest pewne – po kwadransie, po sportowemu, jestem zły, że przegrałem – stwierdził Myśliwiec, który w sali konferencyjnej ogólnie tryskał humorem.

Co mogliśmy dziś zrobić lepiej? Świecić laserem po oczach Drągowskiego w pierwszej połowie – rzucił w pewnym momencie rozbawiony. Potrafił też jednak zachować pełną powagę, mówiąc o przemianie, jaką pod jego wodzą przeszedł Piast. – Jakość piłkarska w parze z pomysłem musi się obronić. Muszę jeszcze zrobić coś takiego, by grać w sposób bezkompromisowy, ale zarazem nie tracić punktów, bo te nam w ostatnich meczach uciekały. Wspominałem o tym na poprzednich konferencjach, liczby często przemawiały za nami. Kreowaliśmy, nie pozwalaliśmy na kreację rywalowi, pod wieloma względami byliśmy w topie. Naszą siłą była różnorodność – podsumował Myśliwiec.

Reklama

Dziennikarze pytali też trenera Piasta o przeszłość i jego podejście do Widzewa, w którym pracował w niezbyt odległej przeszłości. – Jestem na tyle dorosłym człowiekiem, że wiem, że warto skupiać się na tym co pozytywne. Momenty zawahania wynikają z tego, że czasem myśli się za dużo o tym, co nie gra. Taka filozofia pomogła mi w tym sezonie opanować emocje i, tak myślę, pomóc drużynie – tłumaczył Myśliwiec.

Żartami sypał z rękawa. „Może jakieś sreberko?”

Koniec końców Piast może mówić o sporym sukcesie. Pozostanie w Ekstraklasie po fatalnym starcie rozgrywek wydawało się bardzo trudne. Teraz Gliwiczanie stoją u progu nowego rozdania, które może przynieść coś zupełnie innego niż mijający sezon.

Gospodarze dzisiejszego meczu pewnie zajmują jedno miejsce na podium w przyszłym sezonie. My może jakieś sreberko… – pozwolił sobie na uśmiech Myśliwiec. Żartował też z powrotu na płytę Serca Łodzi – na boisku zameldował się z lekkim opóźnieniem, nieco później niż jego piłkarze: – Nie chciałem być w trakcie tańca Eleny na murawie, bo mogłyby mi się pomylić strony. A już całkiem serio – nie ma we mnie żadnego żalu. Kiedyś przeczytałem mądre zdanie – kiedy ktoś strzeli ci strzałą w serce, to nie latasz szukać tego co strzelał, tylko starasz się zaleczyć.

Czy jednak trener uznaje wynik osiągnięty z Piastem za swój największy sukces w dotychczasowej karierze trenerskiej?

Reklama

Największe sukcesy jeszcze przede mną – mówi Daniel Myśliwiec. No to czekamy.

Fot. Newspix

Reklama
14 komentarzy
Antoni Figlewicz

Wolałby pewnie opowiadać komuś głupi sen Davida Beckhama o, dajmy na to, porcelanowych krasnalach, niż relacjonować wyjątkowo nudny remis w meczu o pietruszkę. Ostatecznie i tak lubi i zrobi oba, ale sport to przede wszystkim ciekawe historie. Futbol traktuje jak towar rozrywkowy - jeśli nie budzi emocji, to znaczy, że ktoś tu oszukuje i jego, i siebie. Poza piłką kolarstwo, snooker, tenis ziemny i wszystko, w co w życiu zagrał. Może i nie ma żadnych sportowych sukcesów, ale kiedyś na dniu sąsiada wygrał tekturowego konia. W wolnym czasie głośno fałszuje na ulicy, ale już dawno przestał się tego wstydzić.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama