Wychowanek ma żal do Lecha? „Uważam to za dość zabawne”

Maciej Bartkowiak

Opracowanie:Maciej Bartkowiak

09 maja 2026, 14:34 • 5 min czytania 7

Reklama
Wychowanek ma żal do Lecha? „Uważam to za dość zabawne”

Ostatniej zimy wychowanek Lecha już szósty raz został wypożyczony przez macierzysty klub. Po raz pierwszy w karierze przeniósł się za granicę – do norweskiej ekstraklasy. W rozmowie z TVP Sport 23-latek przyznaje, że nie chciałby znów wracać do Poznania i pakować się na kolejne wypożyczenie. Twierdzi też, że mimo wielu okazji nie otrzymał szansy debiutu w pierwszym zespole, bo jest „zbyt grzeczny”, jak na swoją pozycję.

Reklama

Pierwsze miesiące za granicą

Związany z Lechem od dziesiątego roku życia Krzysztof Bąkowski minionej zimy udał się na szóste wypożyczenie, odkąd trafił do Kolejorza. Poprzedni sezon spędził w Stali Rzeszów, w której grał już wiosną 2023 roku. W międzyczasie zahaczył o Polonię Warszawa i Radomiaka, a wcześniej występował jeszcze w Stomilu Olsztyn. Teraz pierwszy raz w karierze przeniósł się za granicę. Dołączył do KFUM Oslo, z którym podpisał kontrakt do końca obecnego roku. W sezonie 2026 (gra się tam wiosna-jesień) zanotował trzy występy, z czego dwa w Eliteserien.

W wywiadzie dla TVP Sport Bąkowski powiedział, że wybór na Skandynawię padł m.in. dzięki temu, że sezon tam dopiero się zaczynał i kluby jeszcze kompletowały swoje kadry. – Zazwyczaj zimą na pozycji bramkarza nie ma wielu ruchów transferowych. Jeśli nie wydarzą się jakieś kontuzje, czy nagłe sytuacje, kluby raczej nie dokonują większych zmian – twierdzi 23-latek. Dodał, że Norwegia nie była jedyną opcją, ale „wraz z agentem uznał, że to silna liga”. – Ostatnie występy norweskich drużyn w pucharach, szczególnie Bodo, tylko to potwierdzają.

Reklama

Sztuczne boiska dały się we znaki

W KFUM Oslo trenerem bramkarzy jest Kamil Olsztyński, co pomogło wychowankowi Lecha – jak sam przyznaje – w aklimatyzacji. Debiut zaliczył 7 marca w 1/8 finału Pucharze Norwegii. Bąkowski przyznaje, że miał być w tym meczu rezerwowym, ale dwa dni przed starciem z Tromso podstawowy bramkarz nabawił się kontuzji łokcia. Tydzień później Polak zadebiutował w Eliteserien, lecz po wygranej z IK Start zaczął „coraz mocniej odczuwać ból w obu kolanach”. W rozmowie z Maksymilianem Dyśko mówi, że wpływ miały na to sztuczne murawy.

– Miałem ogromny problem ze schodzeniem do niskich pozycji, szczególnie przy tzw. „pajacyku Boruca”. Przy głębszym zgięciu, kopaniu czy dynamicznym zejściu pojawiał się bardzo mocny ból, który wręcz paraliżował całą nogę. Potrzebowałem później nawet dwóch minut, żeby wszystko rozchodzić. Od początku czułem, że coś jest nie tak. Opuścił pucharowy mecz z Fredrikstad, ale trzy dni później zagrał z tym samym klubem w Eliteserien. To dotąd jego ostatni występ. Bąkowski mówi, że jeszcze przed tym meczem odczuwał „naprawdę duży ból”.

Reklama

Jeździ na mecze mimo kontuzji

– Przyszła przerwa reprezentacyjna i wtedy zgłosiłem, że problem jest naprawdę poważny (…) Okazało się, że delikatnie ucierpiała chrząstka, a dodatkowo pojawił się problem z ciałem Hoffy z tyłu kolana. To struktura tłuszczowa, która przy zgięciu może powodować bardzo silny ból. Od tamtego momentu sytuacja zrobiła się dość trudna i niejasna. Fizjoterapeuci trochę mnie oszczędzali, trochę wprowadzali z powrotem do treningów, więc funkcjonowałem właściwie pomiędzy leczeniem a próbami normalnego trenowania.

Mimo niedyspozycji Bąkowski jest obecny w kadrze. Spędził na ławce ostatnie sześć meczów jako „zabezpieczenie”. – Jestem obecnie w dość trudnym położeniu. Jestem po zabiegu ostrzyknięcia kolan kwasem hialuronowym. Dostałem informację, że powinno być lepiej, ale na razie poprawa nie jest taka, jakiej oczekiwaliśmy. Dodaje, że otrzymywał „sugestie dotyczące zastrzyków sterydowych”, ale póki co „nie jest do nich przekonany”. 23-latek nie jest też przekonany, czy powinien tak cały czas wracać do Poznania i udawać się na kolejne wypożyczenie.

– Sytuacja jest bardzo dynamiczna. Cały czas czekam na decyzję klubu. Wydaje mi się, że najlepszym rozwiązaniem dla mnie byłby powrót do Polski i transfer definitywny. Nawet do pierwszoligowego klubu, ale takiego, w którym mógłbym regularnie grać i budować swoją pozycję. To już szóste wypożyczenie z Lecha, więc mam wrażenie, że jestem absolutnym rekordzistą i że ten etap pewnie dobiega końca.

Reklama

– Chciałbym zadebiutować w Kolejorzu, ale z drugiej strony muszę w końcu znaleźć miejsce, w którym dostanę możliwość regularnej gry. Wierzę w swoje umiejętności i wiem, że jestem dobrym bramkarzem. Potrzebuję tylko środowiska, które pozwoli mi to pokazać. Jeśli dostanę taką szansę, jestem przekonany, że się odwdzięczę. Na dziś sytuacja jest otwarta, ale mimo wszystko pozostaję dobrej myśli.

„Pojawił się argument, że jestem zbyt grzeczny”

Bąkowski mówi, że bliski debiutu był pod koniec października ub. roku, kiedy to Lech mierzył się w Słupsku z Gryfem w 1/16 finału Pucharu Polski. Jednak Niels Frederiksen na spotkanie z czwartoligowcem nie posłał rezerwowych zawodników. 23-latek nie ukrywa, że sprawił mu przykrość ponowny widok swojego nazwiska jedynie wśród rezerwowych. W swojej karierze niemal 40 meczów Lecha przesiedział na ławce.

– Nie ukrywam, że było mi wtedy bardzo smutno, bo czułem, że to mógł być mój moment. Tym bardziej, że przed sezonem docierały do mnie sygnały, iż w Pucharze Polski dostanę swoją szansę. Kiedy zobaczyłem wyniki losowania i fakt, że gramy z czwartoligowcem, naturalnie pomyślałem, że to okazja dla mnie. Chciałem spełnić swoje dziecięce marzenie i zadebiutować w pierwszej drużynie Lecha. Myślę, że to było trudne pół roku w Lechu, zwłaszcza pod względem psychicznym. Mocno to przeżyłem i było to po mnie widać.

Reklama

Bąkowski, który przed startem tego sezonu przedłużył obowiązującą do czerwca 2026 umowę o trzy lata, twierdzi, że usłyszał w klubie, iż jest „zbyt grzeczny” jak na zawodnika występującego między słupkami. Dodaje, że jest to sprzeczne z feedbackiem, jaki otrzymywał na treningach:

– Pojawił się argument, co do mojego braku gry, że jestem „zbyt grzeczny” jak na bramkarza. Uważam to za dość zabawne. Moim zdaniem bramkarz nie musi być zbójem, nie musi być agresywny, ani używać wulgaryzmów, żeby dobrze wykonywać swoją pracę. Najbardziej zaskakujące było dla mnie to, że z jednej strony dostawałem na treningach pozytywny feedback dotyczący mojej postawy i pracy, a z drugiej później słyszałem takie zarzuty. No ale cóż, takie jest życie.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

fot. Newspix

Reklama
7 komentarzy
Maciej Bartkowiak

Przede wszystkim fan uniwersum polskiej piłki i rodowity poznaniak, więc zainteresowanie Ekstraklasą było mu pisane. Kiedy pada zdanie, że "po takich historiach młodzi chłopcy zakochują się w piłce", to czuje się wywołany do tablicy w związku z mistrzostwem Leicester City. W wolnych chwilach lubi zmęczyć się bieganiem, a po nim zasiąść do czytania kryminału.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Polecane

Reklama
Polecane

Zmarł były trener siatkarskiej reprezentacji Polski

AbsurDB
2
Zmarł były trener siatkarskiej reprezentacji Polski