Lech jeszcze poczeka na tytuł. Nie znalazł sposobu na Arkę

Aleksander Rachwał

08 maja 2026, 23:01 • 4 min czytania 50

Reklama
Lech jeszcze poczeka na tytuł. Nie znalazł sposobu na Arkę

Gdy się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Lech w wyścigu o mistrzostwo mógł przebić piłkę na stronę rywali i być może nawet zamknąć w ten weekend sprawę mistrzostwa. Finalnie, choć był dużo lepszy, może się cieszyć, że ma punkt w starciu z Arką. Gdynianie z kolei przyjechali do Poznania przede wszystkim nie przegrać, więc mogą uznać, że plan wykonali.

Reklama

Pierwsza połowa, patrząc jak na to jak bardzo Lech zdominował gości, była zwyczajnie… nudna. Ciężko to inaczej określić skoro zawodnicy Kolejorza praktycznie nie schodzili z połowy Arki, ale prawie nic z tego nie wynikało. Gospodarze napierali i napierali, wgniatali zawodników Dariusza Banasika w ich pole karne, ale gdy przychodziło co do czego, to albo brakowało tego ostatniego zagrania, albo po prostu ofiarnie broniący goście zażegnywali niebezpieczeństwo.

Lech Poznań – Arka Gdynia 1:1. W ten weekend nie poznamy mistrza Polski

Skalę tego, jak Lech stłamsił Arkę na jej połowie, najlepiej oddaje posiadanie piłki, które zakręciło się w okolicach 80% po stronie gospodarzy. Przełożyło się to jednak na tylko jedną naprawdę dogodną okazję dla gospodarzy, gdy w sytuacji sam na sam znalazł się Kozubal, a jego sytuacyjny strzał z bliskiej odległości obronił Grobelny. No dobra, gospodarze mieli też rzut karny, ale… tylko przez kilkadziesiąt sekund, bo potem sędzia Frankowski dopatrzył się, że faul Gojnego na Walemarku był jednak przed polem karnym.

No i można było się zastanawiać, czy po przerwie Arce starczy koncentracji, by tak długo się bronić, a tu po zmianie stron goście postanowili zaprezentować piłkarską wersję znanego mema: wezwijcie karetkę, ale nie dla mnie.

Jakby się dłużej zastanowić, tak to się musiało skończyć, logika Ekstraklasy jest w takich sytuacjach nieubłagana. Lech nabijał podania i posiadanie piłki i stworzył raptem jedną dobrą okazję, więc prowadzenie objęła Arka mając właściwie pół okazji. Wystarczył rzut rożny, trochę zamieszania w polu karnym, przytomnie wygrana walka o piłkę przez Marcjanika i pewne uderzenie Hermoso.

Reklama

Być może był to sygnał, którego Kolejorz potrzebował by trochę się pobudzić, bo trzeba oddać, że szybko wyrównał. Ale też nie da się ukryć, że miał trochę farta – Ishak po świetnym zagraniu od Walemarka przegrał pojedynek z Hermoso i szukał rzutu karnego, a w tym zamieszaniu najlepiej odnalazł się zostawiony bez opieki Palma, który po prostu trącił piłkę do bramki.

Po tym wydarzeniu mecz wrócił nam jednak do ustawień fabrycznych – Lech dalej prowadził grę, był wyraźnie lepszy, wykręcił nawet wyższe posiadanie piłki niż w pierwszej części meczu, ale wciąż – brakowało dokładności, elementu zaskoczenia, jakiegoś niekonwencjonalnego pomysłu, by ten mecz rozstrzygnąć jakością, którą gospodarze niewątpliwie nad rywalem górowali. Na końcu jednak brakowało po prostu skuteczności, bo kapitalną okazję miał Ishak, ale z kilku metrów przywalił z woleja obok bramki.

Długimi fragmentami było to dość toporne widowisko, co nie znaczy, że nie było emocji. Szczególnie w końcówce, gdy obie strony mogły jeszcze rozstrzygnąć mecz na swoją korzyść. Piłkę meczową dla Arki po strzale Rusyna wybronił Mrozek, po drugiej stronie był strzał głową Agnero, który wydawał się niegroźny (bo oddany jednak z dość daleka), a jednak zmusił Grobelnego do sporego wysiłku. Tutaj należą się słowa pochwały dla golkipera Arki, bo to w głównej mierze dzięki niemu Gdynianie wracają do domu z punktem.

Reklama

Podsumowując, trudno mówić, by dla Lecha wydarzyła się jakaś ogromna tragedia. Po wielu dobrych meczach musiał przyjść i taki, w którym po prostu nie szło. Kolejorz nadal ma wszystko w swoich rękach, jest na pole position w walce o mistrzostwo i trudno uwierzyć, że zdoła to na finiszu zepsuć. Arka? Choć punktów potrzebuje jak tlenu, trudno w jej przypadku nie szanować oczka wywiezionego z Poznania. Tym bardziej, że plan na mecz ewidentnie zakładał, by przede wszystkim nie przegrać, a o coś więcej pokusić się tylko wtedy, gdy nadarzy się szansa. To, że szansa była i mogło pojawić się drobne rozczarowanie, to już inna historia.

6
Mrozek
5
Gurgul
5
Milić
5
Monka
5
Pereira
4
Kozubal
5
Ouma
3
Bengtsson
6
Palma
6
Waalemark
3
Ishak
1
Bartosz Frankowski 4

Zmiany:

icon-swap
Robert Gumny
4
Antonio Milić
yellow-card
icon-swap
Filip Jagiello
4
Timothy Noor Ouma
icon-swap
Pablo Rodriguez
4
Leo Bengtsson
icon-swap
Yannick Agnero
A. Kozubal
icon-swap
Daniel Haakans
Luis Palma

Legenda

yellow-card
Żółta kartka
red-card
Czerwona kartka
yellow-card red-card
Dwie żółte / czerwona kartka
Zdobyte gole
Gole samobójcze
Asysty
Asysty drugiego stopnia
5.0
Ocena meczowa
+
Plus meczu
-
Minus meczu
swap
Zawodnik zmieniony

WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE NA WESZŁO:

Fot. Newspix

50 komentarzy
Aleksander Rachwał

Zainteresowany futbolem od kiedy jako 10-latek wziął wolne w szkole żeby zobaczyć pierwszy w życiu mecz reprezentacji Polski na mistrzostwach świata. Na szczęście później zobaczył też Ronaldo wygrywającego mundial, bo mógłby nie zapałać uczuciem do piłki. Niegdyś kibic ligi hiszpańskiej i angielskiej, dziś miłośnik Ekstraklasy i to takiej z gatunku Stal Mielec – Piast Gliwice w poniedziałkowy wieczór.

Rozwiń
[email protected]

Informacja o meczu

Data:
piątek, 08 maja 2026 20:30
Sędzia:
Bartosz Frankowski

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Inni rosną, a Legia się kurczy. Smutny widok na miesiąc przed ligą

Paweł Paczul
3
Inni rosną, a Legia się kurczy. Smutny widok na miesiąc przed ligą

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Inni rosną, a Legia się kurczy. Smutny widok na miesiąc przed ligą

Paweł Paczul
3
Inni rosną, a Legia się kurczy. Smutny widok na miesiąc przed ligą