Były trener Siemirunnija: Miał kryzys, ale dał radę psychicznie

Jakub Radomski

13 lutego 2026, 18:42 • 3 min czytania 17

Były trener Siemirunnija: Miał kryzys, ale dał radę psychicznie

Mamy drugi medal zimowych igrzysk! Władimir Siemirunnij sięgnął po srebro w biegu na 10 000 m. Rosjanin, który od 2023 roku mieszka w Polsce, a od ubiegłego roku reprezentuje nasz kraj, osiągnął fantastyczny sukces. – Wielka radość. „Władek” zaczął się rzucać w pewnym momencie, ale uspokoił to – mówi w rozmowie z Weszło Paweł Abratkiewicz, były trener reprezentacji Polski, który miał wielki wpływ na to, że „Władek” trafił do naszego kraju. Szkoleniowiec w rozmowie z nami cytuje też… Bogusława Lindę z „Psów”. 

Reklama

Jest super! Wielka radość i satysfakcja. On potwierdził dzisiaj to, co pokazywał w całym sezonie. Było tak naprawdę trzech, czterech kandydatów do podium. „Władek” potrafił postawić kropkę nad i. Czapki z głów dla niego, naprawdę – słyszymy na początku rozmowy od Pawła Abratkiewicza.

To on w 2023 roku był trenerem reprezentacji Polski. Wcześniej pracował z Rosjankami i dlatego kojarzył zdolnego juniora z tego kraju, który w pewnym momencie, po agresji na Ukrainę, postanowił, że nie chce już jeździć dla Rosji. „Władek” myślał wtedy o własnej przyszłości, ale też o zasadach. Więcej o jego przenosinach do Polski przeczytacie w tym tekście.

Reklama

Były trener Władimira Siemirunnija cytuje Bogusława Lindę z „Psów”: Bezapelacyjnie

Pytam Abratkiewicza, jak ocenia występ reprezentanta Polski. – Widać było, że „Władek” miał moment kryzysu, ale ten dystans jest trudny i ma to do siebie, że psychika ma wielkie znaczenie. Potrafił jednak to przełamać. W pewnym momencie zaczął się za bardzo rzucać, widziałem to. Ale „Władek” to uspokoił. Dał radę psychicznie. Na 10 000 m często następuje chwila, gdy cię przybija i wtedy albo odpuszczasz, albo jedziesz dalej. On przejechał 11 rund poniżej 30 sekund. Dopiero później zwolnił. W ostatniej parze Norweg Sander Eitrem „dostał cegłę”, jak to się u nas mówi. A „Wowa” to wszystko wytrzymał – analizuje szkoleniowiec.

I dodaje: – Gdy skończył się bieg „Władka”, od razu pomyślałem, że to wynik na medal. Nie wiedziałem tylko, na które konkretnie miejsce. 

Pytam Abratkiewicza, czy kiedy w 2023 Siemirunnij przyjechał do Polski, on wierzył, że to może być przyszły medalista olimpijski. Przekonuje mnie, że tak. – Był niesamowicie pracowity i zdyscyplinowany. Prowadzenie go to była czysta przyjemność. Więc odpowiem jak Bogusław Linda w „Psach”: „Bezapelacyjnie”. Wierzyłem – mówi szkoleniowiec, nawiązując do kultowego tekstu z „Psów” Władysława Pasikowskiego.

To pierwszy medal dla Polski tych igrzysk w łyżwiarstwie szybkim, ale bardzo możliwe, że nie ostatni. W sobotę czeka nas 500 m, gdzie liczymy na Damiana Żurka, który był czwarty na 1000 m i przegrał brąz o 0,07 s. W niedzielę natomiast na tym samym dystansie będą ścigać się kobiety i jedną z kandydatek do podium będzie Kaja Ziomek – Nogal.

Damian na 1000 m był blisko i bardzo możliwe, że tutaj mu się uda. Niezwykle szybko pojechał pierwszą rundę. Kaja również ma sporo argumentów, by stanąć na podium – ocenia Abratkiewicz.

WIĘCEJ O IGRZYSKACH NA WESZŁO:

Fot. Newspix.pl 

17 komentarzy
Jakub Radomski

Bardziej niż to, kto wygrał jakiś mecz, interesują go w sporcie ludzkie historie. Najlepiej czuje się w dużych formach: wywiadach i reportażach. Interesuje się różnymi dyscyplinami, ale najbardziej piłką nożną, siatkówką, lekkoatletyką i skokami narciarskimi. W wolnym czasie chodzi po górach, lubi czytać o historiach himalaistów oraz je opisywać. Wcześniej przez ponad 10 lat pracował w „Przeglądzie Sportowym” i Onecie, a zaczynał w serwisie naTemat.pl.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama
Reklama