TRZECI MEDAL ZE SKOCZNI! Tomasiak i Wąsek na podium duetów!

Sebastian Warzecha

16 lutego 2026, 21:06 • 5 min czytania 36

Reklama
TRZECI MEDAL ZE SKOCZNI! Tomasiak i Wąsek na podium duetów!

Miano czwartej, może piątej ekipy w stawce. Takiej, która ma potencjał, by atakować podium, ale przy dobrym układzie zdarzeń – solidnych skokach Pawła Wąska, znakomitych Kacpra Tomasiaka i nieco słabszych rywali, niż te spodziewane. Tak widzieliśmy sytuację Polski przed dzisiejszym konkursem duetów. Wydarzenia na skoczni rozgrywały się jednak tak, że po chwili zaczęliśmy marzyć nawet o srebrze. I to srebro zdobyliśmy! Choć w sposób nieco niespodziewany, bo po odwołaniu trzeciej serii!

Kacper Tomasiak z trzecim medalem! W duetach też się udało!

Już seria próbna pokazała nam, że może być ciekawie. Nie wystąpili w niej Japończycy, wśród Słoweńców skakał tylko jeden. Poza tym na drugim miejscu byli Włosi, tuż za czwartymi Polakami z kolei – Kazachowie. Niemcy z kolei zajęli na przykład 9. miejsce. Innymi słowy – miało się dziać… i dobrze, bo takie przecież było założenie wprowadzenia duetów w miejsce drużynówki. Słabsze, mniejsze ekipy miały dostać okazję na walkę z największymi.

I dostały.

Reklama

Na końcu jednak okazało się, że o medal bili się Austriacy – którzy odskoczyli reszcie stawki – Japończycy, Słoweńcy, Norwegowie, Polacy, próbowali też Niemcy, ale ci nieco odstawali. Tak więc – choć wydawało się, że zaskoczyć mogą Kazachowie czy Włosi, to ostatecznie tego nie zrobili. Nie udało się też Szwajcarom, choć ci weszli do finalnej „8” i próbowali podgryzać największych. Ogółem jednak był to bardzo, ale to bardzo ciekawy, dynamiczny konkurs.

I wiecie co? Chyba trzeba napisać, że to kupujemy, że spodobały nam się te duety zamiast konkursu drużynowego na igrzyskach. I to nie tylko dlatego, że gdybyśmy skakali w czteroosobowych składach, to nie mielibyśmy szans na medal. Po prostu – wszystko to oglądało się ciekawiej, niż to często bywało w drużynie.

A ta walka Polaków o medal była bonusem. Bardzo miłym, oczekiwanym i chcianym bonusem.

Cztery świetne skoki

Słuchajcie, tu wszystko długo wyglądało jak w bajce. Paweł Wąsek w pierwszym skoku poleciał na 133,5 m i miał 9. notę całej pierwszej serii. Kacper Tomasiak skoczył o dwa metry dalej, ale notę miał o 0,3 punktu niższą. Generalnie jednak: Polacy skoczyli w pierwszych próbach bardzo dobrze. Na tyle, że dali nam sporą, naprawdę sporą nadzieję na sukces. W drugiej serii – przypomnijmy, że w konkursie duetów są trzy – Wąsek skoczył tylko 129,5 metra.

Reklama

Ostatecznie jednak okazało się, że to nie „tylko”, bo to był jeden z najlepszych skoków w jego grupie.

Innymi słowy: Paweł dawał radę. Naprawdę, ale to naprawdę dawał radę. Kacper tym bardziej – jego drugi skok był znakomity. Znowu skoczył 135,5 metra, ale ogólną notę miał wyższą. I nagle okazało się, że Polacy byli na 2. miejscu. A przed nami wyłącznie Austriacy, którzy niespodziewanie odżyli po tym, jak nie dawali sobie rady w konkursach indywidualnych – tam ani razu nie stanęli na podium. A w duetach nagle Jan Hoerl wytrzymywał presję, a Stephan Embacher skakał tak, jakby sobie przypomniał, że jest przecież o rok starszy od Tomasiaka i to on wyznaczał poziom dla juniorów tego świata.

Reklama

Innymi słowy – Austriacy byli raczej niezagrożeni. Za nimi byliśmy jednak my. A za nami kilka ekip chcących nam zagrozić.

Sytuacja – w stosunku do oczekiwań – była wymarzona.

Co Paweł nie doleciał, to śnieg nam ogarnął

Po piątym skoku zaczęliśmy mieć jednak spore wątpliwości.

Paweł Wąsek bowiem nie był w stanie oddać trzech równych skoków – ale w porządku i tak prezentował się na tych igrzyskach dużo lepiej, niż się spodziewaliśmy. Właśnie dziś. Zresztą nie zepsuł nam konkursu, bo Polacy zajmowali 4. miejsce po pięciu skokach. Małą stratę mieliśmy do trzeciej Norwegii, nieco większą do drugiej Japonii. A wiecie, kto miał skakać u Norwegów? Kristoffer Eriksen Sundal.

Reklama

Ten sam, który dwa razy był przed Kacprem Tomasiakiem w konkursach indywidualnych. I dwa razy skończył bez medalu.

Liczyliśmy na kolejną powtórkę z tego scenariusza. Okazało się jednak, że… scenariusz jest zupełnie inny. Bo w szóstej, ostatniej grupie skoczków zaczęło sypać śniegiem. I to cholernie. Długo przytrzymano na belce Domena Prevca, który przez śnieg nie był w stanie odskoczyć, zaatakować. Po nim przytrzymano też Kacpra Tomasiaka. I mimo że cudownie się Kacper wybił, to przy takiej prędkości najazdu nie miał szans odlecieć. Po jego skoku spadliśmy na trzecie miejsce.

A że Austriacy właściwie musieli skończyć przed nami, to wydawało się, że nie będziemy mieć medalu.

Choć gdzieś tam prosiliśmy, zanosiliśmy modły o odwołanie tej ostatniej serii. Bo gdyby odwołano, to wzięto by pod uwagę wyniki po czterech skokach. A wtedy mieliśmy srebro. Oglądaliśmy więc gęsto padający śnieg. Wykresy wiatru, które świeciły się na czerwono. I czekaliśmy. Jak w 2018, gdy Stefan Hula prowadził po pierwszej serii.

Reklama

Wtedy konkursu nie odwołano, skończyło się bez medalu.

A dziś? Dziś los oddał, co zabrał.

TRZECIĄ SERIĘ ODWOŁANO!

Paweł Wąsek miał medal! Kacper Tomasiak miał – znowu – medal! Polacy mieli trzeci krążek ze skoczni, a czwarty na tych igrzyskach. I trzecie srebro. Ależ to jest historia, drodzy państwo, ależ to są igrzyska na skoczni. Pierwszy raz podnosimy ze skoczni właśnie trzy medale na jednych igrzyskach. I we wszystkich maczał palce ten 19-letni chłopak, a w ostatnim też Paweł Wąsek, którego wzięcie na igrzyska wielu kwestionowało.

Reklama

Wszystko nam się tu ułożyło. Wszystko.

I dobrze. Bo co los zabierał nam choćby w sprintach na lodowisku, to oddał właśnie tutaj. Jest pięknie, wspaniale, cudownie.

Reklama

Fot. Newspix

Czytaj więcej o igrzyskach na Weszło:

36 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Igrzyska Olimpijskie