Radosław Piesiewicz – prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego – potwierdził na antenie RMF FM, że zarabia obecnie 58,5 tys. złotych brutto. Działacz nie widzi jednak powodów, dla których podwyżka jego wynagrodzenia miałaby kogokolwiek bulwersować.
– Na razie nie ma pieniędzy na premie dla sportowców, a na podwyżkę dla pana są – zaczepił swojego rozmówcę Tomasz Terlikowski, który przeprowadzał wywiad z szefem PKOl.
– To jest całe sedno zagadnienia. Po pierwsze, nie prezes przyznał sobie podwyżkę, tylko prezydium na wniosek skarbnika. To pieniądze z innego katalogu wydatków. Tak jak pan redaktor i pana redaktor naczelny, pobieracie wynagrodzenie ze swoich na przykład sponsorów. Ja ze sponsorów środków też nie czerpię, bo mamy własną działalność, którą prowadzimy na co dzień. I z tego dostałem podwyżkę, ponieważ przejąłem kompetencje dwóch wiceprezesów. Dołożyli mi zadań, dlatego dostałem podwyżkę. Myślę, że nikogo w Polsce nie interesuje to, kto ile zarabia – powiedział Piesiewicz.
Radosław Piesiewicz dostał podwyżkę. „Nie będę pracował za darmo”
– Musi to wybrzmieć raz na zawsze: Polski Komitet Olimpijski nie pobiera żadnych pieniędzy z budżetu państwa. PKOl jako jedyny na świecie nie jest finansowany ani przez budżet państwa ani przez spółki z udziałem skarbu państwa. W imię politycznej walki, zupełnie bez sensu. Ja powiedziałem i będę to powtarzał, że PKOl jest apolityczny i stara się zrobić wszystko dla dobrych sportowców. Zapewniliśmy najwyższe nagrody w historii dla polskich sportowców. Proszę być spokojnym, będą wypłacone. Jesteśmy ile dni po igrzyskach – siedem, osiem? – dodał prezes PKOl.
I zaznaczył, iż od początku kadencji zapowiadał, że nie będzie sprawował swojej funkcji społecznie.
Opowieść o prezesie z politycznego nadania. Historia Radosława Piesiewicza
– Powiedziałem, że nie będę pracował za darmo. Bo nikt w tym kraju nie pracuje za darmo – oznajmił Piesiewicz. – Co do poprzednich prezesów PKOl, to pytanie brzmi, czy pracowali, czy udawali pracę. I czy byli sfokusowani na to, żeby pomagać związkom i żeby nagrody dla sportowców były bardzo wysokie. […] Ja nie jestem prezesem, który do firmy przyjeżdża raz w miesiącu. Jestem 24 godziny na dobę odpowiedzialny i pracuję na rzecz i dobro PKOl.
A co w takim razie z premiami dla polskich olimpijczyków?
– Nie ukrywam, że faktycznie firma Polkomtel 5 lutego wypowiedziała umowę Polskiemu Komitetowi Olimpijskiemu. Tam były środki zabudżetowane na nagrody. W styczniu została wystawiona faktura na firmę Polkomtel i liczymy, że ta faktura zostanie zapłacona po okresie wypowiedzenia. Same powody tego wypowiedzenia są kuriozalne […]. Jeżeli Polkomtel nie zapłaci, będziemy musieli sobie poradzić tak, jak po Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu. Plan B to pozyskiwanie nowych środków. Proszę się nie martwić – na pewno ja, jako odpowiedzialny człowiek, nigdy nie zostawię polskich sportowców – zadeklarował Piesiewicz w RMF FM.
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Tak rodzice Semirunnija zareagowali na medal IO. Wyjątkowa chwila
- Semirunnij o krytyce, medalu, Rosji i Polakach [WYWIAD]
- Norwegia i Holandia tworzą olimpijskich mistrzów. A czemu nie my?
fot. NewsPix.pl