Domen Prevc nie dorównał bratu w pełni, bo Peter pozostał samodzielnym rekordzistą w liczbie wygranych konkursów Pucharu Świata w jednym sezonie. Licznik młodszego ze Słoweńców zatrzymał się jednak na 14. Ostatni konkurs sezonu był jednak popisem Mariusa Lindvika, który wygrał konkurs PŚ po raz pierwszy od czterech lat! A poza tym były też dziś w Planicy pożegnania, bo na emeryturę odchodził Kamil Stoch, ale też Manuel Fettner. A czego brakowało? Cóż, głównie innych polskich skoczków.
Domen Prevc nie wygrał na zakończenie sezonu
Wszyscy Słoweńcy czekali dziś na wielki triumf Domena Prevca. Idealne zwieńczenie idealnego sezonu. Było przecież zwycięstwo w Turnieju Czterech Skoczni. Był triumf na mistrzostwach świata w lotach. Było złoto igrzysk olimpijskich na dużej skoczni. No i Puchar Świata, Kryształową Kulę miał odebrać właśnie dziś. Tłumy słoweńskich kibiców pod skocznią liczyły jednak na to, że Domen się tym nie zadowoli i – tak jak przedwczoraj – wygra i dziś.
To miało być słoweńskie pożegnanie sezonu.
Byłoby tym cenniejsze, że Domen – w razie wygranej – dorównałby starszemu bratu. Peter jest, od sezonu 2015/16, rekordzistą w liczbie wygranych konkursów Pucharu Świata w czasie jednej zimy. Triumfował wtedy aż 15 razy, 22 razy stał na podium. Młodszemu bratu udało się Petera dogonić w tej drugiej statystyce. Jeśli o wygrane same w sobie chodzi – licznik zatrzymał się na 14. Bo dziś, o 5,6 punktu, lepszy był Marius Lindvik. I fakt, że to akurat na Norwega padło, jest pewnym zaskoczeniem.
Lindvik to jednak specjalista od takich wyskoków. Jest mistrzem olimpijskim i świata (ten drugi tytuł, oczywiście, jest naznaczony oparami skandalu sprzętowego z Norwegami w roli głównej), a nigdy nie był gigantem skoków, raczej zawodnikiem z czołówki, który od czasu do czasu okazywał się najlepszym. No i dziś też się okazał. W Pucharze Świata – po raz pierwszy od czterech lat. Akurat wtedy, gdy Domen był na skraju historii, po raz kolejny tej zimy zresztą.
Marius nie pozwolił mu jednak na to, by i tym razem jej dorównał. Ale trzeba przyznać, że Norweg w Planicy skakał znakomicie i dziś był po prostu najlepszy. Wygrał zasłużenie.
Stoch się pożegnał. I Fettner też
Pożegnanie Kamila Stocha… no cóż, nie wypadło przesadnie ekskluzywnie. Skakał Kamil w drugiej serii rozpoczynając rywalizację, bo po swoim pierwszym skoku był na 30. miejscu. Nie doleciał w żadnym z nich do dwusetnego metra. Ale – jak już pisaliśmy – to wszystko nieważne. Ważne, że pożegnaliśmy dziś legendę polskiego sportu, człowieka, który dał nam mnóstwo powodów do radości. Pożegnała go też żona, która machała mu chorągiewką z gniazda trenerskiego, a także dzieciaki z prowadzonego przez Stochów klubu sportowego, układające szpaler z nart na dole zeskoku.
Jasne, każdy by chciał, żeby było to pożegnanie lepsze, z dalszymi skokami. Ale jest, jak jest, trzeba to zaakceptować.
Arcymistrzowski przejazd ✌️#skijumpingfamily #Planica pic.twitter.com/HZg2pw9YfJ
— Eurosport Polska (@Eurosport_PL) March 29, 2026
Żegnał się dziś też Manuel Fettner, czyli gość, który w sumie zawsze był w cieniu innych, a wyskoczyć z niego – choć na chwilę – zdołał dopiero w 2022 roku, w wieku niespełna 37 lat, gdy zdobył wicemistrzostwo olimpijskie na skoczni normalnej. Poza tym wszystkie medale, jakie ma, to te z zawodów drużynowych. Miejsc na podium w Pucharze Świata też nie nabił zbyt wiele – ledwie sześć – ale trzeba mu oddać, że ostatnie jeszcze tej zimy, w Zakopanem, gdy zajął trzecie miejsce.
A Austriak miał już wtedy na karku 40 lat. Słuszny wiek, więc takie podium to niemałe osiągnięcie.
Fettner pożegnanie miał skromniejsze, no bo tak to z sukcesów wychodziło. Kamil dostał szpaler, dostał też celebrację na zeskoku, już po konkursie. Były specjalne plastrony, były uściski (w tym z żoną i rodzicami), trochę łez, ale też sporo uśmiechu, bo Stoch przygotowywał się do tego momentu przez całą zimę.
Smutne podsumowanie polskiej zimy
Nie było w Planicy Kacpra Tomasiaka, bo ten upadł w Vikersund, w poprzedni weekend. A skoro nie było Kacpra, to i brakowało Polaków ogółem w ostatnim konkursie, w którym skakało TOP 30 Pucharu Świata. Już Kamil Stoch dostał się do niego w pewnym sensie tylnymi drzwiami, bo w generalce był 31. Piotr Żyła wypadł na ostatniej prostej – w piątkowym konkursie, gdy o punkt (!) wyprzedził go Sandro Hauswirth, spychając Polaka na 33. miejsce.
A że dwóch zawodników z TOP 30 nie skakało, to Sandro, 32., jeszcze się zmieścił. Piotrek nie.
Poza tym nie było już szans na to, by ktokolwiek w Planicy wystąpił. Paweł Wąsek – poza igrzyskami – zaliczał fatalną zimę. Dawid Kubacki podobnie. Czwartym najlepszym Polakiem w Pucharze Świata został Maciej Kot, który zgromadził całe 87 punktów. Punktowali jeszcze Klemens Joniak i, w ostatnim momencie, Aleksander Zniszczoł, zdobywając odpowiednio 2 i 7 oczek.
Łącznie nasi zawodnicy zgarnęli ich w tym sezonie 953, z czego 391 to zasługa Tomasiaka. To mniej niż w swoim najlepszym sezonie w karierze zdobywał nie tylko Kamil Stoch, nie tylko Piotr Żyła, nie tylko Dawid Kubacki, ale też Maciej Kot – w sezonie 2016/17 zgromadził ich 985.
Fakt więc, że nie było Polaków w tym ostatnim konkursie – poza tym jednym w osobie Stocha – niestety jest zasłużony.
Czytaj więcej o skokach:
- Kamil Stoch i historia. Gdzie jest Polak wśród największych?
- Krzyk na parkingu, Pepe Reina i kolarstwo. Tego możecie nie wiedzieć o Stochu
- Przestańcie nam skoki narciarskie prześladować [KOMENTARZ]
- Jak kończyli kariery najwięksi skoczkowie?