Rozliczenie spadku w GKS-ie Tychy. „Timing z wzięciem Piszczka był zły”

Przemysław Michalak

10 czerwca 2026, 15:13 • 10 min czytania 2

Reklama
Rozliczenie spadku w GKS-ie Tychy. „Timing z wzięciem Piszczka był zły”

Kurz po klęsce w niedawno zakończonym sezonie powoli opada. GKS Tychy miał ambicje sięgające Ekstraklasy, ale z hukiem zleciał do Betclic 2. Ligi i musi się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Rzeczywistości, której nigdy nie zakładał. Mleko jednak się rozlało, więc pozostaje patrzeć przed siebie.

Reklama

Podczas śniadania prasowego szef klubu Max Kothny długo odpowiadał na pytania dotyczące przyczyn klęski z Łukaszem Piszczkiem jako główną twarzą oraz przedstawił perspektywy na nowe rozdanie.

Spowiedź w GKS-ie Tychy do spadku do Betclic 2. Ligi. Oberwało się Piszczkowi

GKS rozgrywki zaczął nieźle. Po sześciu kolejkach miał na koncie trzy zwycięstwa, dwa remisy i jedną porażkę – 3:4 z Wisłą Kraków po szalonej wymianie ciosów. Potem wszystko całkowicie się posypało. Drużyna wpadła w spiralę niepowodzeń, śrubując passę meczów bez wygranej w lidze do dwudziestu jeden (!!!). Trwała ona od 25 sierpnia 2025 do 12 kwietnia 2026. Gdyby jeszcze głównie remisowała, nie byłoby tragedii, tyle że w tym czasie przegrała aż 17 razy i tylko w czterech przypadkach zdołała wyszarpać podział punktów.

Siłą rzeczy w międzyczasie zmienił się trener. Artura Skowronka zmienił Łukasz Piszczek i wtedy zaczął się największy dramat. Przeprowadzone z dużym rozmachem zimowe okno transferowe nie przyniosło żadnej poprawy. A przecież Piszczek przychodził, gdy do tragedii wciąż było daleko. GKS od strefy bezpiecznej dzielił raptem jeden punkt. Na przerwę zimową (trzy ostatnie jesienne spotkania odbyły się już pod wodzą Piszczka) Tyszanie schodzili z czterema punktami straty do piętnastej lokaty. Sytuacja kiepska, ale wciąż nie dająca powodów do wielkiej paniki.

Reklama

I dopiero wiosną, po tylu potencjalnych wzmocnieniach, Piszczek kompletnie utonął. Jeden remis, cztery kolejne porażki i z tygodnia na tydzień coraz gorsza gra. Po porażkach z Górnikiem Łęczna, Puszczą Niepołomice i Stalą Mielec stało się jasne, że to nie ma sensu, a utrzymanie będzie cudem. Rene Poms mógł już głównie minimalizować straty. Przynajmniej udało mu się wygrać z Pogonią Siedlce i ŁKS-em.

Rene Poms

Rene Poms nie odszedł z tonącego okrętu. 

Źle poprowadzone letnie okno transferowe

Rozmowę z Maxem Kothnym zacząłem od pytania o trzy główne powody spadku. – Trzy mogą nie wystarczyć, ale spróbujemy. Po pierwsze – błędy popełnione, również przeze mnie, przy budowaniu drużyny w letnim okienku. Po drugie – zmiany, których dokonaliśmy zimą nie zadziałały tak, jak oczekiwaliśmy. Po trzecie – absolutnie zła mentalność zespołu przez cały sezon. Zbierając to wszystko, nie było możliwości, żeby wygrywać i się utrzymać. Jeśli tracisz 74 goli w jednym sezonie, nie masz szans na pozostanie w lidze – przyznał ze smutkiem.

Reklama

Większość problemów GKS niestety sprokurował właśnie przespanym letnim okienkiem. W klubie już zimą przyznali, że nie wyszło ono optymalnie i gdyby mogli się cofnąć, wykonaliby inne ruchy, mimo zmniejszonego budżetu. Jeśli odchodzą tacy zawodnicy jak Julius Ertlthaler, Marcel Łubik, Marko Dijaković, Jakub Budnicki, Natan Dzięgielewski, Bartosz Śpiączka czy już mniej ważny na murawie, ale nadal bezcenny w szatni Nemanja Nedić, a z poważnych nazwisk przychodzi tylko Damian Kądzior, to zwyczajnie skazujesz się na kłopoty.

Pierwsze kolejki zaciemniły ten obraz, mogły być mylące, ale brak jakości szybko dał o sobie znać. Zimowa próba ratowania sytuacji Igorem Łasickim, Jakubem Mądrzykiem, Piotrem Krawczykiem, Marcinem Listkowskim, Danim Sandovalem, Luisem Silvą czy Bartłomiejem Barańskim nie pomogła. Pewne sprawy zaszły za daleko i nie udało się ich odkręcić.

GKS Tychy zespół

Piszczek nie był dobrym trenerem na złe czasy

Już po kilku wiosennych kolejkach usłyszałem opinię, że nowi piłkarze szybko przesiąkli dotychczasową negatywną atmosferą w szatni, zamiast wznieść ją mentalnie na wyższy poziom. – Niektórzy piłkarze mieli dobrą mentalność i nadal ją mają. Ich będziemy chcieli zatrzymać. Reszta niestety nie dała rady i to był jeden z powodów spadku. Zimą trener Piszczek dostał wszystkie transfery, których oczekiwał – powiedział Kothny.

Reklama

Były reprezentant Polski również na polu psychologicznym sromotnie poległ.

Moim zdaniem wpływ trenera to maksymalnie 25 procent, reszta zależy od piłkarzy na boisku. Łukasz był niedoświadczonym szkoleniowcem, a przychodził do drużyny z wieloma problemami i nie poradził sobie z tym. Kiedy przegraliśmy w Mielcu, nie mając żadnych szans na strzelenie choćby jednego gola i nie pokazując żadnego pomysłu na odniesienie zwycięstwa, stało się dla nas jasne, że Łukasz odejdzie z klubu. Nie mogliśmy mu zapłacić za rozwiązanie kontraktu, więc czekaliśmy na ruch z jego strony. I tak się stało, Łukasz sam zrezygnował. To była jego decyzja, której się spodziewaliśmy. Przestał czuć się dobrze w tym projekcie – analizuje Max Kothny.

Szef klubu bije się w piersi, że przestrzelono z tym wyborem: – Timing z zatrudnieniem Łukasza Piszczka był zły. Na starcie wierzyliśmy, że podejmujemy dobrą decyzję, ekscytacja wokół tej historii była duża, ale po czasie trzeba stwierdzić, że popełniliśmy błąd. Łukasz ma olbrzymią wiedzę na temat futbolu i taktyki, ale w tych okolicznościach nie był optymalnym rozwiązaniem. Po fakcie wybralibyśmy znacznie lepiej. Kombinacja takich czynników jak sztab, jakość zespołu i sytuacji GKS-u dała zły efekt. Gdybyśmy go ściągali w innych warunkach, pod trochę mniejszą presją, z lepiej skonstruowaną kadrą po letnim okienku, mogłoby się to udać.

Łukasz Piszczek

Reklama

Problemy na linii asystenci-piłkarze

Boli to tym bardziej, że Tyszanie prowadzili negocjacje z innymi szkoleniowcami, którzy zdążyli pokazać, że znają się na robocie.

Kothny: – W listopadzie rozmawialiśmy z wieloma trenerami i większość z nich niedługo potem znalazła zatrudnienie. Rozmawialiśmy z Marcinem Włodarskim, Grzegorzem Szoką, Jakubem Dziółką czy Przemysławem Łagożnym. Jesteśmy pod wrażeniem tego, co trener Włodarski zrobił w Podbeskidziu. Miał duże doświadczenie reprezentacyjne w pracy z młodzieżą, podobał nam się jego ofensywny styl gry, ale koniec końców zdecydowaliśmy się na „najładniejsze” nazwisko. Czas pokazał, że był to błąd.

Odniósł się on także do powtarzających się doniesień, że piłkarze do samego Piszczka nie zgłaszali większych zastrzeżeń, w przeciwieństwie do członków jego sztabu szkoleniowego.

Na pewno Łukasz popełnił błędy przy tworzeniu swojego sztabu. Wiemy, że zawodnicy mieli problem przy współpracy z tymi ludźmi, ale to już temat do analizy dla Łukasza. Jeśli pojawi się w innym klubie, pewnych decyzji już raczej nie podejmie. Co nie znaczy, że ci asystenci byli słabi. W tej kombinacji jednak kompletnie to nie funkcjonowało. Robert [Góralczyk] odnosił sukcesy, był przez lata blisko reprezentacji Polski. To samo z drugim asystentem. Ale to też kwestia mentalności piłkarzy. Jeżeli wychodzą na boisko z odpowiednim nastawieniem, osoba jednego czy drugiego członka sztabu nie ma większego znaczenia – uważa Max Kothny.

Reklama

GKS Tychy

Ambitne założenia tylko w teorii

Zapytałem go, czy zgadza się z tezą, że Piszczek chciał grać w sposób zbyt ambitny i zbyt wymagający jak na moment, w którym znalazł się GKS Tychy. Na tym etapie zespół potrzebował przede wszystkim stabilności w tyłach i punktów, o co przy bardziej pragmatycznym podejściu chyba byłoby łatwiej.

– Być może, ale my tak naprawdę ani razu nie zobaczyliśmy realizacji tych nowoczesnych założeń w praktyce. Wysoki pressing i inne ambitne założenia pozostały na papierze. W Łęcznej broniliśmy się nisko i nie stwarzaliśmy zagrożenia. To samo z Puszczą Niepołomice czy Stalą Mielec. Wyglądało to tak, jakbyśmy nie chcieli wygrać – odpowiedział rozczarowany Kothny.

W nowym sezonie zespół nadal prowadzić będzie Rene Poms. On i pomagający mu Dino Skvorc bez oporów zgodzili się na warunki dostosowane do nowej rzeczywistości, pokazując, że zależy im na klubie.

Reklama

Jeden z najwyższych budżetów w drugoligowych realiach

Powstają pytania o przyszłość. Inwestorzy na początku zakładali, że GKS Tychy za jakiś czas awansuje do Ekstraklasy. Nawet trwanie w Betclic 1. Lidze jawiło się jako kiepski scenariusz, a tu przecież ziścił się ten absolutnie najgorszy.

Max Kothny uspokaja: – Wczoraj wieczorem miałem długie łączenie ze wszystkimi akcjonariuszami. Ten spadek jest dla mnie olbrzymim rozczarowaniem. Dotychczas w pracy w piłce miałem tylko awanse, to dla mnie coś nowego. Sytuacja klubu pozostaje stabilna. Optymalizujemy koszty. Na kontrakcie pozostał nam jeden trener, a nie trzech, co miało miejsce wcześniej. W przyszłym sezonie chcemy walczyć o awans, to już teraz możemy zadeklarować. Akcjonariusze nadal mnie wspierają, choć oczywiście nie są zadowoleni, bo nie mogą być. Nie ma z ich strony żadnego deadline’u, to wciąż projekt długofalowy. Skupiamy się już na tym, co przed nami.

I dodaje: – Najważniejsze, żeby nie popełniać tych samych błędów i napisać nową historię. Spadek może być szansą na zmiany na lepsze i chcemy ją wykorzystać. Przebudowujemy zespół i reorganizujemy klub na innych polach, żeby odbudować to, co przez ostatnie dwa lata mogło być trochę zaniedbane. Mam na myśli chociażby akademię. Nie zrozumcie mnie źle, że w sumie nic wielkiego się nie stało. Spadek to okropna sytuacja i duże wyzwanie dla nas, ale nie zamknę się w pokoju i nie będę płakał każdego dnia. Musimy ustabilizować sytuację i zbudować drużynę, która jak najszybciej wróci do I ligi.

Marcel Błachewicz

Reklama

Gdzieniegdzie pojawia się coraz większa presja, żeby miasto wreszcie odcięło się od GKS-u. Niby w 2023 roku doszło do prywatyzacji, ale wydatki na klub z miejskiego budżetu są w zasadzie takie same. – To już bardziej pytanie do miasta. Takich decyzji lepiej nie podejmować w emocjach. Na razie wiemy, ile klub dostanie w 2026 roku, tu wszystko jest zaplanowane. Nie wiadomo, co będzie w przyszłym roku, ale liczymy, że wsparcie pozostanie na dotychczasowym poziomie – skomentował Max Kothny.

Tyszanie w realiach drugoligowych wyrastają na krezusów. – Nasz budżet będzie teraz nieco mniejszy, ale zmieniają się okoliczności, w których działamy. W I lidze mieliśmy jeden z najniższych budżetów. W II lidze pod tym względem będziemy w top3 – ujawnia szef GKS-u.

Czas na głaskanie piłkarzy się skończył

Jednocześnie zapowiada on zmianę podejścia w wynagradzaniu zawodników. Koniec z ptasim mlekiem podstawianym pod nos.

– Wiele dawaliśmy piłkarzom, a niewiele otrzymywaliśmy w zamian. Mieli zagwarantowane rzeczy, które wykraczały ponad standard w innych klubach. Teraz to się zmieni. Koniec z pełnym stołem, z którego każdy może wszystko wziąć. Jeśli będziesz wygrywał, jeśli na boisku będzie dobrze, stół pozostanie dla ciebie dostępny, ale tylko wtedy. Do tej pory zawodnikom było w Tychach za dobrze. Zmieniamy też model premiowania. Większe pieniądze są do podniesienia jedynie za osiągnięcie celu, czyli awans – zapowiedział Kothny.

Reklama

Skoro tak, w Tychach szykują się duże zmiany kadrowe. – Ogłosiliśmy już listę zawodników, którzy odchodzą po zakończeniu wypożyczeń i wygaśnięciu kontraktów. Z wieloma piłkarzami możemy rozwiązać umowy po spadku w oparciu o przepisy PZPN i wkrótce to zrobimy – słyszymy.

Jedną z naprawdę nielicznych postaci, do których po fatalnym roku nie ma większych zastrzeżeń jest Damian Kądzior (31 meczów, 4 gole, 7 asyst). Jego dalsza gra w Tychach akurat byłaby dobrą wiadomością.

Damian Kądzior podczas meczu GKS Tychy z Chrobrym Głogów

Max Kothny: – Chcemy pozostania Damiana, jesteśmy już w końcowej fazie rozmów na ten temat. Każdy piłkarz z dotychczasowej kadry zostanie tylko wtedy, jeśli zaakceptuje obniżkę pensji. Średnio cięcia wyniosą 20% wynagrodzenia. Z tymi, którzy się nie zgodzą, rozwiążemy umowy. A zdarzały się przypadki zawodników oczekujących takich samych pieniędzy lub nawet podwyżki. Po tak gównianym sezonie! Coś nieprawdopodobnego. To wiele mówi o mentalności kogoś takiego.

Reklama

Łubik pomógł sprowadzić Olkowskiego

GKS Tychy ogłosił już zatrudnienie Pawła Olkowskiego i Daniela Hoyo-Kowalskiego, a to dopiero początek.

– Pozyskaliśmy już 4-5 graczy. Nie wszystkich ogłosiliśmy, bo jeszcze nie było ich w Tychach. Z niektórymi dopiero będziemy nagrywać prezentacje na starcie przygotowań w przyszłym tygodniu. Następnych 3-4 powinniśmy zakontraktować w najbliższych dniach. Idziemy w jakość, nie w ilość. Chcemy okroić kadrę pierwszego zespołu. W poprzednim sezonie łącznie mieliśmy na kontraktach 42 zawodników. Zdecydowanie za dużo. Teraz ma to być dwudziestu piłkarzy z pola – szesnastu seniorów plus czterech chłopaków z akademii – i trzech bramkarzy. Chcemy, by każdy miał realne szanse na grę. W ostatnim czasie 6-7 zawodników co tydzień lądowało na trybunach, co nie poprawiało atmosfery w szatni – tłumaczy Max Kothny.

Zapewnienie sobie usług Olkowskiego stanowiło lekki szok, bo przecież mowa o kimś, kto dopiero co wywalczył Puchar Polski i wicemistrzostwo kraju jako dość ważne ogniwo Górnika Zabrze.

Reklama

– Dużą rolę odegrał tu Marcel Łubik, który nadal ma wielki sentyment do GKS-u i bardzo dobrze wypowiada się o klubie. Przedstawił Pawła jako największego profesjonalistę, którego spotkał w piłce. On go nakierował i opowiedział mu o nas. Spotkaliśmy się z nim zaraz po finale Pucharu Polski i rozmawialiśmy o piłce. Szybko okazało się, że nadajemy na tych samych falach. Łatwo było się porozumieć. Na tym etapie kariery zawodnik chce się czuć ważną częścią projektu, w którym walczy się o konkretne cele i tak właśnie będzie w Tychach. Na pewno nie bez znaczenia był też fakt, że pozostanie blisko domu – wyjaśniają nam kulisy tego transferu.

I zapewniają, że finansowo wszystko mieści się w deklarowanych granicach rozsądku. – Nie było rozbijania banku. Paweł otrzymał normalny drugoligowy kontrakt.

Wygląda więc na to, że perspektywy przed drugoligowym GKS-em nie są takie złe, o ile na boisku tym razem większość rzeczy będzie się zgadzało. Spadek może być okazją do oczyszczenia i naprawy fundamentów, ale znamy też mnóstwo historii, gdy okazywał się gwoździem do trumny. W klubie z ulicy Edukacji muszą pokazać, że uczą się na błędach, bo następnego ostrzeżenia może już nie być.

Reklama

Fot. Newspix

2 komentarze
Przemysław Michalak

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Betclic 1. Liga

Reklama