W sobotnie popołudnie Śląsk Wrocław został rozjechany przez Lecha Poznań. Kolejorz wygrał aż 4:1, a po spotkaniu głos zabrał trener Śląska, Ante Simundza.
Ante Simundza: Zmierzyliśmy się z najlepszą drużyną w Ekstraklasie
Lech otworzył wynik meczu we Wrocławiu w 31. minucie, kiedy to do siatki trafił Filip Jagiełło. Tuż po przerwie prowadzenie gości podwyższył Pablo Rodriguez, a dzieła zniszczenia dopełnił Patrik Walemark, strzelając dublet i bawiąc się momentami z defensywą Śląska. Na otarcie łez gospodarze zdobyli bramkę w doliczonym czasie gry, a na listę strzelców wpisał się Grzegorz Tomasiewicz.
– Bardzo trudno coś powiedzieć. Zmierzyliśmy się jednak z drużyną, którą uważam za najlepszą w Ekstraklasie. To, nad czym musimy pracować, to te pierwsze 65-70 minut, bo gra była wtedy wyrównana. W pierwszej połowie rywale nie mieli zbyt wielu okazji, ale i tak strzelili gola. My z kolei mieliśmy dwie, trzy swoje sytuacje, ale to przeciwnik ma ogromną jakość. W kolejnych meczach musimy wykazywać się większą dojrzałością. Oczywiście, Lech zasłużył na zwycięstwo – zaczął trener Śląska.
– Sądzę, że musimy grać na odpowiednim poziomie. Mieliśmy za sobą dobre 60-70 minut. Mieliśmy sytuację, po której mogliśmy wyrównać. Wtedy mecz znów by się otworzył. Mieliśmy trochę pecha przy stracie drugiego gola, ale to, w jaki sposób straciliśmy trzecią i czwartą bramkę, jest nie do zaakceptowania. Tu leży nasz główny problem – dodał Simundza.
„Biorę na siebie odpowiedzialność za wszystko”
Na konferencji poruszono także wątek mentalny piłkarzy Śląska.
– Biorę na siebie odpowiedzialność za wszystko, ale z drugiej strony… jeśli na boisku nie trzymamy się naszych założeń, jeśli nie realizujemy ich przy stałych fragmentach gry, to bardzo trudno cokolwiek zmienić. Tak to już jest, gdy mierzysz się z rywalem o tak dużej jakości, który gra lepiej od ciebie. Takie rzeczy mogą się wydarzyć. Gdybyśmy to my strzelili pierwszego gola albo doprowadzili do remisu, to może udałoby nam się wygrać, ale przeciwnik pokazał pełnię swoich możliwości pod względem technicznym, fizycznym i mentalnym – stwierdził Simundza.
Odniósł się również do pierwszego występu Piotra Samca-Talara po kontuzji odniesionej jeszcze przed niedawną przerwą na reprezentacje.
– To logiczne, że po długiej przerwie bardzo trudno jest od razu wejść na swój najwyższy poziom, na którym było się w przeszłości. I nie dotyczy to tylko Samca-Talara, ale każdego piłkarza. Mimo to wykreował bardzo dobrą sytuację, oddał niezłe strzały, wymienił kilka podań… Patrząc na jego przerwę w grze, w pierwszej połowie wyglądał nieźle, a potem po prostu opadł z sił. Z każdym kolejnym meczem będzie jednak prezentował się coraz lepiej – zapewnił.
Po dziesięciu kolejkach Śląsk zajmuje siedemnaste miejsce w tabeli z dorobkiem sześciu punktów. W kolejnym meczu Wrocławianie zmierzą się na wyjeździe z Motorem Lublin.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix