Siarka Tarnobrzeg ma swoje marzenia. „Lech to nie są nadludzie” [REPORTAŻ]

Mikołaj Duda

28 października 2026, 08:22 • 27 min czytania 6

Reklama
Siarka Tarnobrzeg ma swoje marzenia. „Lech to nie są nadludzie” [REPORTAŻ]

Puchar Polski to coś znacznie więcej niż mecz rozgrywany 2 maja na Stadionie Narodowym. To okazja, by zajrzeć do miejsc, do których bez niego zapewne nigdy byśmy nie zajrzeli. Kluby z niższych lig praktycznie co edycję piszą piękne historie i przy okazji pokazują szerszej publiczności swoje zakamarki. My udaliśmy się do Tarnobrzega, by przekonać się, jak na co dzień funkcjonuje Siarka, dla której mecz z mistrzem Polski to nie tylko nagroda, ale i nadzieja, że przyszłość będzie bardziej kolorowa od obecnej szarej rzeczywistości.

Reklama

Od dobrych kilku dni w Tarnobrzegu praca wre na całego. Ma być pięknie, wyjątkowo, w końcu na każdym kroku można usłyszeć, że trzeba godnie się zaprezentować, gdy przyjeżdża mistrz kraju i ogólnokrajowa telewizja. Mimo wczesnej pory, dopisze również frekwencja. Kibice Lecha skorzystali z całego dostępnego nakładu i w około 1000 osób przemierzą całą Polskę na mecz z trzecioligowcem.

Jeśli chodzi o miejscowych, zajęte będzie każde krzesełko, a gdyby tylko warunki pozwoliły, to widownia byłaby jeszcze znacznie większa. W pierwszej sprzedaży wszystkie bilety rozsprzedały się w jeden dzień, a w kolejce do kasy trzeba było wyczekać nawet i trzy godziny! Siarka postanowiła wyjść naprzeciw oczekiwaniom i specjalnie na ten mecz została dostawiona trybuna mobilna na 650 miejsc.

– Rozmowy trwały. Ewentualnie mamy takie dwie galerie po jednej i drugiej stronie trybuny na głównej, czyli możliwość stworzenia dodatkowych miejsc stojących, ale to taki temat na dłuższą perspektywę, bo to jest zmiana sposobu użytkowania obiektu, ewakuacji, także tutaj na ten mecz byśmy nie zdążyli. No i drugim takim tematem, który się przewijał był ten dotyczący trybuny mobilnej. Gdzieś się wahaliśmy, bo z powodów formalno-organizacyjnych to nie jest łatwe, ale w związku z tym, że te bilety z wolnej sprzedaży szybko się wyprzedały, to podjęliśmy szybkie działania i udało się uzyskać pozytywną opinię na powiększenie stadionu na ten mecz – opowiada nam Dariusz Dziedzic, prezes Siarki Tarnobrzeg.

W klubie widział już bardzo wiele, przeżył spadek do trzeciej ligi, awans na rok do drugiej oraz ekspresowy , ponowny spadek. Najpierw działał jako wiceprezes, a od ponad dekady jest już głównym sternikiem klubu. Mimo sporego bagażu doświadczeń przyznaje, że to jego najważniejszy mecz w trakcie całej tej przygody.

Reklama

– Przyjeżdża mistrz Polski, dzisiaj myślę, że najmocniejsza drużyna w Polsce i też uczestnik Ligi Europy. Nie ukrywam, że to najważniejszy mecz w mojej karierze w Siarce.

Transparent, który zawisł na stadionie w Tarnobrzegu

Puchar Polski. Siarka Tarnobrzeg na taki mecz czekała latami. Teraz chce się pokazać całej piłkarskiej Polsce

Reklama

W Tarnobrzegu wyzwania pojawiły się jeszcze przed meczem. „Staramy się działać profesjonalnie”

Stadion w Tarnobrzegu może pomieścić blisko cztery tysiące widzów, jednak podczas meczów ligowych rzadko wypełnia się nawet do połowy. Jak mówi prezes klubu, średnia frekwencja obecnie kręci się wokół tysiąca ludzi. Taki nagły przeskok to dla wszystkich spore wyzwanie. Słowo „młyn” w kontekście wszystkich formalności do przypilnowania, odmienia się tam we wszystkich możliwych przypadkach.

– Na pewno organizacyjnie jest to przepaść względem innych spotkań. U nas ta frekwencja na poziomie trzeciej ligi troszkę spadła. Kiedyś to było około dwa tysiące z groszem. Dzisiaj na każdym meczu jest to około tysiąca. Wiadomo, że to są inne zabezpieczenia, inna organizacja służb i ogólnie to spora różnica porównując do meczów ligowych – przyznaje Dziedzic.

Z racji dość ograniczonych możliwości, większość kwestii pozostaje w rękach prezesa, którego telefon praktycznie nie milknie. Między ogarnianiem spraw bezpieczeństwa czy rozmów ze sponsorami musi na szybko organizować zawodnikowi pierwszego składu konsultację u lekarza kilkadziesiąt kilometrów dalej. Jak wizyta została już dogadana, to do rozwiązania zostaje jeszcze kwestia kierowcy. Ot, taki sympatyczny folklor.

– Mamy dość wąskie struktury, ale staramy się działać profesjonalnie i na tym poziomie sportowym, i tutaj w klubie, ale wiadomo, że to jest trzecia liga i zasób osób nie jest aż tak duży, jak w klubach z wyższych lig, a tym bardziej z Ekstraklasy. Także sporo jest na mojej głowie, ale jakieś tam doświadczenie mam. Wszystkie formalności przeszliśmy, jeżeli chodzi o decyzje i zgody na imprezy masowe, na powiększenie sektora gości, bo też zmniejszyliśmy go do tysiąca, na trybunę mobilną na 650 miejsc. Do tego wiadomo, wszystko uzgadniam z telewizją, z STS-em. Sporo wyzwań.

Reklama

Z jak najlepszej strony przed piłkarską Polską chcą pokazać się także kibice Siarki, którzy w sporej grupie nie pamiętają czasów, gdy ich klub grał gdzieś wyżej niż na trzecim szczeblu rozgrywkowym. Nie tylko w ekspresowym tempie wykupili wszystkie bilety, ale i stworzyli kolejny „problem” dla władz klubu.

Na stadionie trwają intensywne prace, by na głównej trybunie mogła zostać podwieszona 30-metrowa flaga. Bo skoro będzie to wyjątkowy mecz, to i musi towarzyszyć mu wyjątkowa oprawa. Na tarnobrzeskim obiekcie będzie to debiut takiego rozwiązania.

– Nasi kibice dostali z naszej strony, organizatora, zgodę na montaż 30-metrowej flagi, która będzie od dachu opuszczona do samego dołu. Taki element pierwszy raz zagości na naszym stadionie, gdzie będzie to współgrało z bardzo ciekawą, fajną oprawą – opowiada nam Dariusz Dziedzic, któremu co prawda doszła kolejna sprawa do przypilnowania, ale i przede wszystkim duma z przygotowywanej atrakcji.

Jak trzecioligowiec chce zaskoczyć Lecha? Trener mówi o swoim pomyśle

Całkowitym przeciwieństwiem do całej otoczki, organizacyjnego młynu jest to, co właściwie w tym wszystkim najważniejsze, czyli drużyna trzecioligowca. Trener Sławomir Majak przygotowuje swój zespół na Lecha Poznań tak samo jak na mecze ligowe z Moravią Morawica czy Wiślanymi Skawina.

Reklama

– Podchodzimy do tego meczu jak do każdego innego. Oczywiście ranga inna, przede wszystkim przeciwnik inny i też nie ma co ukrywać, że jest to coś innego niż przeciwnicy z trzeciej ligi. Natomiast jeżeli chodzi o samą analizę czy przygotowanie do meczu, jest praktycznie w stu procentach podobne do tego, co robimy przez przed każdym innym przeciwnikiem – mówi szkoleniowiec Siarki w rozmowie z Weszło.

Sławomir Majak w meczu gwiazd Widzewa Łódź

Sławomir Majak to nie był jakiś tam podrzędny ligowiec, tylko naprawdę mocne nazwisko. Jako zawodnik rozegrał wiele dużych spotkań, w 1997 roku tygodnik Piłka Nożna wybrał go nawet najlepszym polskim piłkarzem. Zaliczył ponad 20 występów w reprezentacji Polski, a razem z Widzewem awansował do Ligi Mistrzów, więc klimat wielkich meczów jest mu doskonale znany. I to nawet większych niż taki mecz z mistrzem kraju. Natomiast sam przyznaje, że w roli trenera ta przygoda w Pucharze Polski jest dla niego największym wyzwaniem.

Reklama

– Oczywiście byłem w różnych sytuacjach, w różnych klubach i na różnym poziomie i to też różnie wyglądało, natomiast nie ukrywam, że ten mecz sprzed miesiąca z Zagłębiem Lublin i teraz z Lechem Poznań, jest to w mojej karierze jako trenera ogromne wyzwanie, a jednocześnie mecze, które na pewno pozostawią w ślad w mojej głowie.

Ambicje Siarki jednak nie kończą się na tym, by tylko ten mecz rozegrać, ale i sprawić w nim niemałą sensację. I ma na to pomysł. Wszyscy zgodnie powtarzają, że największa siła zespołu tkwi w ofensywie, która będzie miała za zadanie wykorzystać problemy w obronie, z jakimi niewątpliwie zmaga się Lech (brak lidera środka obrony – Mońki). Wystarczy tylko zmusić ją do błędu. Kluczem do sukcesu ma być wykorzystanie faz przejściowych, w czym tarnobrzeski zespół jest naprawdę mocny.

– Na pewno nie odkryję tutaj wielkich tajemnic, czyli naszej taktyki na przeciwnika. Będziemy liczyć przede wszystkim na fazy przejściowe. Jak w niskim albo w wysokim bloku odbierzemy piłkę, żeby szybko to poszło na bramkę i to jest coś, czego chyba i tak wszyscy się spodziewają. Upatrujemy w tym swoich szans. Jakieś te słabsze strony próbowaliśmy znaleźć i pokazać to zawodnikom, więc kwestia tylko, czy mój zespół na tą chwilę będzie w stanie tę całą otoczkę tego spotkania, tej atmosfery i rangi unieść. Wiadomo, że my nie pójdziemy na wymianę ciosów z takim zespołem jak Lech Poznań – zdradza swój pomysł trener Majak.

W tym samym aspekcie szans Siarki upatruje Konrad Misztal. Jeden z najbardziej istotnych elementów w układance trzecioligowca, który przy urazie Szymona Kalińca pełni rolę kapitana.

Reklama

– Na pewno nie ma co się oszukiwać, że będziemy swoich szans szukać w fazach przejściowych z obrony do ataku. Raczej większość meczu spędzimy w obronie niskiej, natomiast tę fazę przejściową to mamy całkiem niezłą i tutaj będziemy upatrywać swoich szans na zdobycie bramki – mówi Weszło boczny obrońca Siarki, który w niedawnym meczu z Pogonią-Sokół Lubaczów strzelił dwa gole.

Konrad Misztal.

Konrad Misztal – jedna z najważniejszych postaci w zespole Sławomira Majaka

Lech nie może zlekceważyć rywala? Siarka na pewno to wykorzysta

Tych punktów zaczepienia jest więcej, bo – jak zgodnie przyznają nasi rozmówcy – rywal nie jest niemożliwy do pokonania. W Tarnobrzegu całkowicie na serio wierzą, że nie są do końca na straconej pozycji. Argumentem na to są mecze Lecha z poprzednich lat – odpadnięcie z Resovią czy męczarnie z Gryfem.

Reklama

Prezes Dariusz Dziedzic: – My w tym meczu mamy oczywiście dużo mniej do stracenia. Także nie ukrywam – mimo to, że Lech jest mocnym faworytem, to po cichu na jakieś drobne szanse liczymy. Tak też było z Zagłębiem. Myślę, że ten mecz będzie dużo trudniejszy, ale chcielibyśmy, żeby drużyna powalczyła. Próbować ten wynik trzymać jak najdłużej, a może uda się rzeczywiście przechylić go na naszą korzyść.

Trener Sławomir Majak: – Staram się wymagać od zawodników zaangażowania, biegania, motoryki i to nieważne przeciwko komu gramy i kiedy gramy. Uważam, że jeżeli zagramy to, co mieliśmy na analizie przeciwnika, to nie jest to zespół nie do pokonania. Musimy presję w jakiś sposób z zawodników ściągnąć, więc też staraliśmy się nie skupiać na jakichś mega dobrych momentach Lecha, tylko szukaliśmy bardziej tych słabszych, że to też nie są nadludzie i zespół, którego nie można skrzywdzić, bo można. Po prostu trzeba być w tym swoim graniu bardzo skutecznym i ułożyć to sobie wcześniej w głowach.

Konrad Misztal: Na pewno mamy takiego lekkiego boosta po wygranej z Zagłębiem. Podchodzimy z szacunkiem do rywala, ale też z wiarą we własne umiejętności i w to, że możemy zrobić tutaj naprawdę coś fajnego. Z Zagłębiem wierzyliśmy w wygraną i zresztą to było widać na boisku, że tam nie odpuszczaliśmy, mimo tego, że Zagłębie prowadziło grę. Natomiast z Lechem na pewno będzie dość podobny mecz i musimy szukać swoich szans, gdzie tylko możemy.

Reklama

Jednym z takich punktów, które Siarka chciałaby wykorzystać jest napięty terminarz rywala. Lech tylko na przestrzeni kilkunastu ostatnich dni rozegrał cztery mecze, a do przerwy reprezentacyjnej zostało mu następnych kilka. Z Legią nie było takiej świeżości w nogach, a kiedyś trzeba odsapnąć. W Tarnobrzegu obliczają, że przynajmniej połowę składu powinni stanowić zawodnicy z drugiego szeregu.

– Ten terminarz, który mają na przestrzeni krótkiego czasu na pewno skłania do tego, żeby tym składem rotować i na pewno też tak będzie. Nie chcę mi się wierzyć, żeby zespół Lecha wyszedł w podobnym ustawieniu jak na Legię. To raczej będą zawodnicy z bezpośredniego zaplecza jeżeli chodzi o pierwszą jedenastkę, czyli wszyscy ci, którzy pojechali na mecz do Warszawy. Oni nie wracają do Poznania tylko śpią tutaj. Także raczej pod kątem pierwszej jedenastki będą brani pod uwagę ci, co byli tam na ławce i ewentualnie ci, co siedzieli na trybunach – opowiada trener Siarki.

Z drugiej strony Sławomir Majak zwraca uwagę, że Lech i tak ma bardzo mocną i wyrównaną kadrę, więc to wcale tak kolorowo nie wygląda. I przestrzega, że nie spodziewa się, by Niels Frederiksen mógł zlekceważyć jego zespół. Myśli, że Duńczyk wyciągnął wnioski po zeszłorocznym spotkaniu z czwartoligowym Gryfem Słupsk, gdy w końcówce jego zawodnicy musieli drzeć o utrzymanie korzystnego wyniku.

– Nie do końca wierzę, że Lech mógłby nas zlekceważyć, ponieważ z tego, co pamiętam rok temu miał duże problemy, żeby przejść Gryfa Słupsk, a wyszedł takim składem trochę mieszanym, czyli połączeniem zawodników z pierwszej jedenastki ze zmiennikami. Wiadomo, tam też były takie anormalne warunki, bo oberwanie chmury, boisko grząskie, błoto wręcz. To też nie pozwalało pokazać pełni umiejętności, ale w tym momencie Lech chyba zobaczył, że nie jest łatwo, nawet z przeciwnikiem z dużo niższej ligi. Myślę, że tutaj ta sytuacja na pewno się nie powtórzy, bo i skład jest bardzo podobny i ten sam trener, więc wie, że jeśli gdzieś tam wkradnie się troszeczkę lekceważenia, to może być różnie.

Reklama

Rok temu Lech nie miał łatwej przeprawy z czwartoligowym Gryfem Słupsk

Po stronie Siarki ma być za to sfera mentalna. Ona tylko może, ale Lech musi i to na nim będzie ciążyła presja.

– Wiadomo, że są to nazwiska, są to zawodnicy na tę chwilę najlepsi w Polsce. Gdy grałem w Widzewie Łódź i co trzy dni grało się mecz o mistrzostwo Polski plus Liga Mistrzów czy coś, to jak potem trafiły się jakieś słabsze zespoły i jechaliśmy w roli faworyta, trzeba było to unieść. Poszedłem bardziej w tym kierunku, że Lech będzie miał większy problem z tym mentalem niż my, bo my się tak nastawimy mega bojowo na mistrza. Lech musi się o tą mentalność martwić, żeby stanąć na wysokości zadania, bo jak odpuszczą i będą grali, żeby tylko ten mecz wygrać jak najmniejszym kosztem swojego zdrowia i sił, no to ten wynik może być różny – dodaje Majak.

Reklama

Lech i Siarka to dwa różne światy. Dysproporcje są ogromne

Do tego, że Lecha i Siarkę Tarnobrzeg pod każdym możliwym względem dzieli bardzo wiele – nikogo przekonywać nie trzeba. Natomiast postanowiliśmy sprawdzić dokładnie, jak duże są te dysproporcje. Na pierwszy ogień: finanse.

W Skarbie Kibica w Przeglądzie Sportowym została podana informacja, że budżet Lecha na obecny sezon to dokładnie 236 milionów złotych, a Tomasz Rząsa w niedawnej rozmowie z WP Sportowymi Faktami przyznał, że na akademię rocznie klub wydaje 25 milionów. Jak to wygląda w Tarnobrzegu? O szczegółach Dariusz Dziedzic:

– Na część profesjonalną, czyli pierwszą, drugą drużynę i te starsze grupy młodzieżowe, to jest około 2 miliony złotych rocznie. Budżet akademii to pół miliona.

Prosta matematyka: roczny budżet Siarki jest 118 razy mniejszy niż mistrza Polski. Z kolei na akademię przeznaczane są 50 razy mniejsze środki. 

Reklama

Dalej: sztab szkoleniowy. Niels Frederiksen ma do dyspozycji trzech asystentów, analityków, trenera bramkarzy, trenera przygotowania motorycznego i tak jeszcze trochę moglibyśmy wymieniać. Łącznie w dedykowanej zakładce na oficjalnej stronie widnieje 26 nazwisk, a do tego i tak należałoby doliczyć jeszcze przynajmniej kilka osób z drugiego szeregu. Jak to porównać do Siarki? Swój sztab przedstawia Sławomir Majak:

– Nie ma u nas tak, żeby ściągać ludzi i po prostu ich utrzymywać – w sensie i pensji, i jakichś tam wynajętych mieszkań. Tutaj też budżet jest bardzo okrojony. Na tę chwilę: ja jestem pierwszym trenerem, drugim trenerem jest Darek Dul, który jednocześnie jest też osobą, która odpowiada za analizę przeciwników i za taktykę.

– Do tego Piotrek Wawrykowski, który jest asystentem odpowiedzialnym za nagrywanie meczów z drona. I mamy kierownika drużyny Łukasza Szymańskiego. On odpowiada zarówno za sprawy związane z pierwszym zespołem, jak i drugą drużyną. Hieronim Zoch, czyli postać, która jest znana w polskiej piłce, bo grał na wyższym poziomie  – on odpowiada za bramkarzy. No i nasz fizjoterapeuta Karol Pyszczek. To są wszystkie osoby gdzieś tam przy zespole.

Reklama

Hieronim Zoch – obecnie trener bramkarzy. Najbardziej znany z gry w Wigrach Suwałki, ale występował też w Siarce. 

Przy czym trener zauważa, że tylko on w pełni jest skupiony na pracy w klubie. Pozostali członkowie sztabu szkoleniowego łączą to z innymi obowiązkami zawodowymi.

– Nie są to osoby dyspozycyjne jak ja, że mogę przyjść rano i prowadzić trening. Oni pracują w szkołach czy wykonują też inne zawody, więc rotujemy godzinami zajęć, żeby część z tych osób mogła być obecna.

Warunki treningowe? Lech ma kilka boisk bocznych przy Bułgarskiej, a do tego cały ośrodek we Wronkach, gdzie na co dzień funkcjonują zespoły młodzieżowe. Konrad Misztal opowiada nam o znacznie skromniejszej bazie, jaką ma do dyspozycji trzecioligowiec.

Reklama

– Na pewno nie ma porównania do tego, co ma Lech. Mamy swoją bazę treningową – dwa boiska naturalne, jedno sztuczne. To sztuczne dosyć nowe, więc jest naprawdę bardzo fajne, jakościowe. Natomiast te boiska naturalne są średnie, ale nie ma też na co narzekać, bo jednak mamy gdzie trenować. Myślę, że mamy fajny obiekt, a jedynie te boiska treningowe mogłyby być troszkę lepsze. Czasem odczuwamy trud, jak jest gdzieś zbyt twarde albo właśnie w takiej porze roku robi się lekkie bagienko. 

Natomiast Lech nie musi się obawiać o stan głównego boiska na stadionie w Tarnobrzegu.

– Nie uważam, że mamy się czego wstydzić, boisko jest naprawdę top, więc myślę, że też będzie przygotowane tak, jak na każdy mecz ligowy. My je nie tyle oszczędzamy, co szanujemy pracę naszych pracowników z MOSiR-u. Mamy swoją bazę troszeczkę w innym miejscu i tam przeprowadzamy większość treningów. Tutaj sporadycznie na jakiś rozruch przedmeczowy, więc uważam, że nasze boisko w naszej grupie ma najlepszy standard – mówi trener Majak.

Konrad Misztal dodaje: – Boisko główne tutaj jest naprawdę bardzo fajnie utrzymane i na pewno będzie bardzo dobrze przygotowane do meczu z Lechem. Tu rozgrywamy nasze spotkania. Jest bardzo fajne i na pewno się z tego cieszymy, bo MOSiR dba, żeby było naprawdę super przygotowane do każdego meczu.

Reklama

I rzeczywiście, na rzut oka z bliska niczym nie odstaje specjalnie od ekstraklasowych standardów.

Lech to szansa Siarki na lepsze jutro? Mocny apel Sławomira Majaka

Przyjazd Lecha Poznań, to dla Siarki Tarnobrzeg coś znacznie większego od 90 minut rywalizacji na boisku i święta na trybunach. To nadzieja i okazja, by coś zmieniło się na lepsze. By został stworzony plan, który w dłuższej perspektywie pozwoli klubowi wejść na wyższy poziom i rozgrywać takie mecze częściej niż raz na kilka lat.

Gdy już zbliżaliśmy się do końca rozmowy, trener Sławomir Majak chciał skorzystać z okazji, żeby zwrócić się do osób z zewnątrz – do władz miasta i ludzi, którym zależy na piłce nożnej w Tarnobrzegu – z apelem o wzięcie większej odpowiedzialności za losy klubu.

Reklama

– Korzystając z okazji, że będzie taki mecz w Tarnobrzegu i taka otoczka, chciałbym zwrócić uwagę, że ludzie, którzy odpowiadają za pewne rzeczy i mogą pomóc temu klubowi – mam tutaj na myśli urząd miasta, spółki miejskie, ludzi, których ogólnie interesuje piłka nożna – żeby bardziej się zainteresowali klubem, bo przy rozumnym funkcjonowaniu i stworzeniu jakiegoś planu finansowo-organizacyjnego, to takie mecze jak w środę za kilka lat w Tarnobrzegu mogą być częstsze.

Sławomir Majak boi się, że spotkanie będzie tylko jednorazowym wystrzałem, a później przyjdzie czas na powrót do codzienności i nic za tym dalej nie pójdzie.

– Boimy się, że gdy w środę sędzia zagwiżdże po raz ostatni, to w czwartek wrócimy do szarej rzeczywistości, która jest naprawdę bardzo szara. I finansowo, i organizacyjnie. My chcemy coś zmienić i pokazaliśmy, że w takich strukturach, w jakich funkcjonuje Siarka Tarnobrzeg – a budżet jest jeden z niższych w naszej grupie – można stworzyć coś w klubie, który nie funkcjonuje dokładnie tak, jak powinien. Można zobaczyć u nas mistrza Polski, ściągnąć telewizję, to pójdzie na cały kraj, a to jest ogromna promocja miasta i piłki w Tarnobrzegu.

– Więc ludzie, którzy chcą oglądać coś takiego nie muszą jeździć do Mielca, do Rzeszowa, do Krakowa czy gdziekolwiek, mogą przyjechać do Tarnobrzega, tylko musimy gdzieś wrócić do korzeni. Kiedyś Siarka grała na najwyższym poziomie rozgrywkowym i można było to zrobić. Rozumiem, że były inne czasy, inny sport. My chcemy iść dalej, się rozwijać, ale na ten moment Siarki nie stać na nic więcej.

Reklama

Refleksja trenera trzecioligowca jest smutna. Uważa, że sport w tym mieście zanika. Przypomina też, że dobre chwile – gdy udało się wywalczyć awans – zamieniły się w dezorganizację, bo po osiągnięciu celu władze Tarnobrzega zostawiły klub bez odpowiedniego wsparcia.

– Jeśli ktoś chce pomóc, chce mieć takie święto futbolu co dwa tygodnie, a nie raz na kilka lat, to niech w końcu się obudzi, będzie pomocny i żeby te finanse w tym mieście były takie, żeby można z powrotem zbudować piłkę na najwyższym poziomie.

– Uważam, że ogólnie sport w Tarnobrzegu powoli zanika. Czasami się reanimuje przykładowo piłkę nożną, tak jak kilka lat temu, gdy wywalczyliśmy awans do drugiej ligi, na który absolutnie nie byliśmy przygotowani, ale miasto chciało, musimy awansować i awansowaliśmy, tylko potem miasto nas zostawiło z tym awansem samych i później nic już się nie wydarzyło i w konsekwencji spadliśmy. Ja nie mówię, że dzisiaj mam dostać pięć milionów, żeby coś zbudować. Może być plan trzyletni, żebyśmy stopniowo odbudowali markę klubu.

Majak podkreśla, że poziom Betclic 3. Ligi jest w tej chwili dla Siarki odzwierciedleniem smutnej rzeczywistości.

Reklama

– Mamy piłkę nożną na poziomie, na którym mamy. Jesteśmy przyzwyczajeni, że Siarka zawsze gra o coś – o awans albo o coś innego, ale nikt nie patrzy na to, na co realnie nas stać. Teraz jest też reanimowana koszykówka na poziomie drugiej lini. To jest taki twór, że jest bo jest, ale nie wiadomo, co z tego wyjdzie. Mamy ping-ponga, który nie jest jakąś najbardziej medialną dyscypliną, mamy kajaki.

– Oczywiście szacunek, bo odnosimy sukcesy i to też promuje miasto czy bądź co bądź klub, ale gdzieś tak zawsze podchodziłem, że mimo wszystko piłka jest najbardziej medialną, najbardziej rozpoznawalną i najbardziej sprzedawalną możliwością pokazania się, że żyjemy w tym Tarnobrzegu, gdzie leży miasto, jakie to miasto. Nie ma nic lepszego niż promocja przez sport, a czasami się wydaje, że te osoby, które rządzą, zapominają o tym.

Sławomir Majak, Siarka Tarnobrzeg.

Konrad Misztal dodaje, że w Tarnobrzegu czuć głód piłki na wyższym poziomie i dodaje, że ma nadzieję, że to spotkanie staniem się takim motorem napędowym na kolejne miesiące.

Reklama

– Jak widać Tarnobrzeg potrzebuje takich meczów, potrzebuje właśnie wielkiej piłki i cieszymy się, że możemy czegoś takiego dostarczyć, ale też chcielibyśmy dostarczać tego dużo częściej i dlatego, tak jak trener tutaj wspomniał o tych sponsorach, o mieście, na pewno fajnie by było jakby to wszystko poszło do przodu. Mam nadzieję, że to będzie taki motor napedowy, ale to też nie zależy do końca od nas, bo to jednak sponsorzy i miasto mają swoje plany na różne rzeczy. Natomiast myślę, że może być to taki sygnał właśnie tego, żeby to poszło w dobrą stronę.

Siarka w trudnej sytuacji finansowej. Klub zapewnia, że powoli wychodzi na prostą

W Tarnobrzegu, ale i w samym klubie nikt nie czaruje rzeczywistości – każdy wie i otwarcie mówi, że sytuacja nie jest łatwa. W lipcu 2025 roku Dariusz Dziedzic w rozmowie z portalem podkarpacielive.pl mówił: – Od wielu lat nie ukrywamy, że jest problem finansowy i brakuje nam płynności. Teraz dajemy sobie troszeczkę oddechu i schodzimy z różnych kosztów. Myślę, że w przeciągu roku czy dwóch powinniśmy wyjść na prostą. 

Czas minął i wciąż jest trudno, ale widać poprawę względem tamtego czasu. Przede wszystkim udało się uporać z brakiem płynności.

– Od wielu lat borykamy się z różnymi problemami, staramy się to stabilizować. Od roku udało się poprawić taką bieżącą płynność. Także staramy się, żeby tych opóźnień nie było w ogóle, albo były bardzo nieznaczne. Oczywiście mamy jeszcze po awansach i po ostatnich sezonach jakieś zobowiązania, które cały czas regulujemy i to na pewno ten minus, który jest w Siarce.

– Jeżeli chodzi o poziom organizacyjno-sportowy, to uważam, że pracujemy bardzo ciężko i można powiedzieć, że mamy bardzo dobre obiekty, sprzęt analizy i wiele innych rzeczy. Tutaj pod tym kątem myślę, że na poziomie trzeciej ligi się wyróżniamy. Jeżeli chodzi o pozostałe rzeczy – finanse, to może nie zawsze, ale od dłuższego czasu bolączką Siarki jest to, że co tam uda nam się wyjść na prostą, to są jakieś nowe zobowiązania. Co do płynności jest lepiej, ale ogólnie można powiedzieć, że jest trudno – mówi nam o obecnych realiach prezes Siarki.

Dwa sezony temu do Tarnobrzega zawitała Wisła Kraków

Po słowach trenera dopytujemy jeszcze, jak układa się współpraca z miastem. Dziedzic zaznacza, że rozumie trudną sytuację finansową w Tarnobrzegu.

– Miasto jako nasz stały partner dotuje nas na takim poziomie, że daje nam to bytność. Do tego oczywiście są nasi stali sponsorzy i ciągle ktoś nowy się pojawia. Bytność mamy zabezpieczoną, czyli można powiedzieć, że w dalszej perspektywie funkcjonowanie klubu nie jest zagrożone. Aczkolwiek te koszty w ostatnich latach mocno rosły i cały czas jesteśmy niedoszacowani z pewnego poziomu organizacyjnego. Wiadomo, nie możemy zejść, a koszty rosną i to jest bolączką, żeby finalnie funkcjonować na takim dużym spokoju.  

– Oczekuję oczywiście większego wsparcia, bo to nie dotyczy tylko obecnych władz miasta, ale też poprzednich. Wiadomo, że klub ciągle zwraca na to uwagę, że paragraf, jeżeli chodzi o sport, w mieście nie rośnie relatywnie od wielu, wielu lat przy wysokości budżetu, ale znam realia i wiem z jakimi problemami miasto się boryka. Ze zrozumieniem podchodzimy do tego i szanujemy to, co mamy dzisiaj z dotacji miejskiej.

Siarka Tarnobrzeg chce być Lechem w mniejszej skali? Klub wprowadził nową strategię

Trochę szukaliśmy, ale w końcu udało nam się znaleźć punkt wspólny pomiędzy Lechem i Siarką. Strategia polegająca na rozwijaniu wychowanków i następnie czerpanie z nich zysków sportowych, a na końcu finansowych. Brzmi znajomo? Oczywiście na skalę lokalną, ale w Tarnobrzegu wizja na rozwój jest pokładana właśnie w młodzieży. Chcą mieć swoich Moderów, Kamińskich i Skórasiów.

Dariusz Dziedzic opowiada, że strategia została wdrożona rok temu, gdy doszło do sporych cięć i dużych zmian w klubie. Z biegiem czasu to stopniowo ma polepszać sytuację.

– Nie ukrywam, że rok temu podjęliśmy tutaj decyzję o dość mocnych cięciach. Były bardzo duże zmiany, jeżeli chodzi o kwestie drużyny, sztabu. Powiem szczerze, troszkę inny kierunek obraliśmy. Wracamy powoli do naszego DNA, czyli ogrywania, wdrażania młodych zawodników. Myślę, że będziemy chcieli to kontynuować, podpierając się szkołą sportową czy akademią.

Odpowiednikiem silnych europejskich ma być Ekstraklasa. W założeniu właśnie tam mają trafiać wyróżniający się juniorzy Siarki. Pierwszy sukces już udało się osiągnąć. Do Cracovii odszedł młody bramkarz Konrad Cymerys. Póki co w pierwszej drużynie nie zagrał, ale kto wie, czy w jakiejś przyszłości to się nie zmieni.

W kolejce czekają jednak następni:

  • Bramkarz Tomasz Pytlak (2009) sprowadzony latem z rezerw Śląska Wrocław, zagrał we wszystkich możliwych meczach;
  • Etatowy lewy obrońca Filip Żaczek (2007) z przeszłością w drużynach młodzieżowych Lecha;
  • W środku pola regularnie występuje Adrian Kromka (2007);
  • Minuty złapał nawet Oktawian Zawadzki (2010);
  • Podobnie Filip Kmiećkowiak (2009);
  • Oraz Bartłomiej Skrok (2010);

Tomasz Pytlak.

17-letni Tomasz Pytlak – to on będzie miał za zadanie zatrzymać Patrika Walemarka i spółkę

Z kolei o sile ofensywy zespołu Sławomira Majaka stanowi 20-letni Patryk Peciak wypożyczony z Sandecji Nowy Sącz, który strzelił już siedem goli w tym sezonie. Chociaż na tle kadry całej drużyny do najmłodszych już zdecydowanie nie należy.

– Jesteśmy czy byliśmy w ostatnim czasie liderem w tym sezonie, jeśli chodzi o Pro Junior System. Także na to też zwracamy uwagę. Ogrywamy kilku ciekawych zawodników, Siarka słynęła za mojej kadencji z tego, że dość dużo transferów robiliśmy do wyższych lig. Z reguły to byli młodzi zawodnicy, ale czasami też ci bardziej doświadczeni – mówi prezes klubu.

Jednym z celów klubu jest, by sprzedaż młodych zawodników stała się elementem budżetu.

Siarka odważnie stawia na młodych. Starych wyjadaczy tam nie znajdziecie

Siarka natomiast nie planuje stałych współprac z większymi klubami. Bardziej to ona chce czerpać z niższych lig i wyławiać perełki. W zamian mają tam trafiać zawodnicy, którzy nie do końca poradzili sobie na trzecioligowym poziomie.

– Bardziej chcielibyśmy współpracować z klubami mniejszymi, z okolicy. Mamy gdzieś wstępnie taki projekt, żeby angażować te kluby z niższych lig, czyli z czwartej, okręgówki. Dużo naszych wychowanków czy zawodników, którzy kończą pewien etap gry w Siarce i nie udaje im się zostać na poziomie piłki seniorskiej, trzeciej ligi, trafia do okolicznych klubów. A my w to miejsce staramy się pozyskiwać  młodszych, takich, których moglibyśmy kształtować, rozwijać i w przyszłości liczyć na nich pod kątem pierwszej drużyny – przedstawia strategię prezes.

W porównaniu do lat poprzednich musiał się jednak zmienić proces wyszukiwania takich młodych zawodników. Za czasów drugiej ligi Siarka miała 10 skautów na terenie całej Polski. To właśnie tam skrzydła rozwinął pochodzący z Tarnobrzega Jakub Dryś, który najpierw trafił do Korony Kielce, a od kilku miesięcy jest szefem skautingu w Jagiellonii Białystok.

– Dzisiaj stanowiska skauta w Siarce nie ma, ale mamy dość duże doświadczenie, jeżeli chodzi o pozyskiwanie zawodników do grup juniorskich czy do pierwszego zespołu. Także to nie problem. Chodzi o to, na jakim poziomie finansowym to robimy. Są jakieś ograniczenia finansowe i musimy to robić w tym budżecie, którym na dziś operujemy – mówi Dariusz Dziedzic.

Jakub Dryś.

Jakub Dryś – jako 19-latek zarządzał skautingiem w Siarce, obecnie Jagiellonia Białystok

Ograniczenia polegają na tym, że zaangażowani w skauting są po prostu trenerzy grup juniorskich.

Jeśli ktoś przez ostatnich kilkanaście lat z uwagą śledził Ekstraklasę, to na poziomie trzecioligowym znajdzie całe mnóstwo doświadczonych zawodników, którzy na zakończenie kariery zeszli na niższy szczebel. W Siarce jednak… nie ma takiego gracza. Dariusz Dziedzic przyznaje, że nie ma w tym przypadku.

– Robimy to celowo, można powiedzieć. Raczej stawiamy na zawodników, którzy mogą jeszcze zrobić progres i to dotyczy zawodników młodych, ale też takich, którzy czasami muszą gdzieś się odbudować. Jest mało zawodników, którzy przychodzą na jakąś końcówkę kariery. Rzadko to robię.

Siarka czerpie korzyści z wylosowania mistrza Polski. Zarobić mogą także piłkarze

Jeszcze długo przed pierwszym gwizdkiem sędziego Siarka zaczęła czerpać korzyści na meczu z Lechem. Zaczęło się od… samego losowania. Sławomir Majak połączył się wtedy ze studiem TVP Sport i na żywo pokazano, jak zawodnicy trzecioligowca cieszą się z wylosowania mistrza Polski. Zrobiło to wielką furorę i pokazało też magię rozgrywek.

– Fajne emocje po tym losowaniu i już wtedy dość dużo się mówiło o nas jako klubie i mieście, także myślę, że ten ekwiwalent reklamowy dla miasta i promocja dla klubu jest spory. Mimo że godzina meczu – ze względu na to, że nie mamy oświetlenia – nie jest szczególnie atrakcyjna, to budzi bardzo duże emocje u nas w Tarnobrzegu i w Poznaniu, bo spora grupa przyjeżdża. Nie ukrywam, że klub czerpie i chce z tego czerpać jak najwięcej, bo widać, że ten głód piłki u nas jest – komentuje prezes Dziedzic.

Natomiast już na kilkadziesiąt godzin przed samym rozpoczęciem meczu było czuć wzmożoną aktywność ze strony sponsorów i potencjalnych partnerów. Tego popołudnia sektor VIP ma również zostać wypełniony po same brzegi. Dla Siarki to więc nie tylko okazja na pokazanie się szerszej publiczności, ale też nawiązanie współprac na kolejne miesiące.

– Nie ukrywam, że możliwości finansowo-organizacyjne są niestety ograniczone i to też nie pozwala nam dzisiaj, żeby występować na wyższym poziomie. Dlatego też taki mecz powinien dać dość sporą promocję, myślę, że to powinno wpłynąć na kibiców, na tę sferę sponsorską i to też już trochę odczuwamy. Myślę, że powinniśmy to wykorzystać w przyszłości, także trochę przypadkowo, ale to było najlepsze losowanie z możliwych i chcemy z tego wyciągnąć jak najwięcej. Sektor VIP-owski, czyli przeznaczony dla naszych sponsorów, partnerów, członków klubu, będzie pękał w szwach – tłumaczy dalej prezes.

Zespół Sławomira Majaka gra nie tylko o chwałę, zapisanie się złotymi głoskami w historii miasta, ale też o dość prozaiczne kwestie. Klub w razie zwycięstwa przewidział dla sztabu szkoleniowego oraz piłkarzy specjalne premie. Natomiast nie ma w Tarnobrzegu przewidzianej żadnej specjalnej fety na wypadek wyeliminowania Lecha (oczywiście przygotowania do czegoś takiego wiązałyby się z dodatkowymi wydatkami). Wszystko ma się wydarzyć spontanicznie.

„Jak spadać, to z wysokiego konia”. Trzecioligowiec chce uprzykrzyć życie mistrzowi

W Siarce są zgodni – jak spadać, to z wysokiego konia. Lepiej trafić na potęgę niż kogoś równorzędnego. Sławomir Majak zdecydowanie woli ten wariant.

– Mogliśmy trafić na Śląsk II, mogliśmy trafić nawet na Środę, wygrać, przejść dalej i skasować jakieś tam pieniądze za kolejną rundę i byłoby to fajnie. Oczywiście. Tylko nikt nam nie zagwarantuje, że my byśmy tę rundę przeszli i każdy by na nas mówił okej, no wy losowaliście zespół z podobnego poziomi i odpadliście, tak. Odpaść z Lechem, a odpaść ze Środą, odpaść z Sokołem Kleczew, już tak teoretycznie teraz mówię, to jest zupełnie coś innego niż z Lechem, więc uważam, że jeśli spaść, to z wysokiego konia. Na Zagłębie patrzyłem troszkę inaczej, bo przez trzy lata tam grałem. Natomiast to mimo wszystko zupełnie inna półka niż Lech Poznań.

Od swojego zespołu oczekuje, by mecz długo był przynajmniej na styku. Bardzo nie chciałby takiego scenariusza, że Lech w pierwszych minutach strzela dwa gole i praktycznie kończy emocje.

– Chciałbym, żeby ludzie, którzy przyjdą na ten mecz i będą nas dopingować, czuli, że możemy Lecha w jakiś sposób wziąć i skrzywdzić. Nie chciałbym sytuacji, która by po prostu wyjaśniła mecz w ciągu 10-15 minut i potem trzeba byłoby tylko to spotkanie dograć. 

Siarka Tarnobrzeg po wyeliminowaniu Zagłębia Lubin

Konrad Misztal również się cieszy, że przyszło jego drużynie mierzyć się z rywalem z takiego poziomu, ale zapowiada, że nikt przed Lechem nie ma zamiaru się położyć. Siarka będzie walczyła z całych sił i boisko pokaże na co to się przełoży.

– Myślę, że jednak to, że możemy rozegrać taki mecz, to jest dla nas na pewno lepsze niż potencjalny awans do kolejnej rundy ze słabszym rywalem. Natomiast nie można też nas skreślać, bo piłka pisze różne scenariusze i na pewno będziemy walczyć o zwycięstwo i awans, ale jak to się potoczy, to zobaczymy na boisku. Nie zdarza się to na co dzień, że gra się z taką drużyną, z tak utytułowaną, z takim ogromnym potencjałem, z taką jakością. Dlatego na pewno każdy do tego meczu podejdzie troszkę inaczej niż do takiego meczu ligowego. Ale nie zwieszamy broni, będziemy walczyć i boisko nas zweryfikuje.

27-latek dodaje, że dla drużyny to nagroda za ciężką pracę i dla wielu z nich takie spotkanie może się już nigdy nie powtórzyć.

– Dla nas to na pewno duża nagroda, biorąc pod uwagę, że wygraliśmy tę pierwszą rundę też z zespołem z Ekstraklasy. Zresztą, to było widać na filmikach, że naprawdę się cieszyliśmy i na pewno zagrać z mistrzem Polski to dla nas ogromne wyróżnienie i każdy do tego meczu podchodzi z ogromnym szacunkiem i z radością. Myślę, że dla wielu z nas będzie to na pewno mecz, który może się już nie powtórzyć, bo zagrać z mistrzem Polski, z drużyną, która jest najlepsza w Polsce, gra w europejskich pucharach, to naprawdę trzeba gdzieś zajść w piłce, żeby takie mecze rozgrywać.

Dla Siarki cel minimum już został spełniony – trafiła na mistrza Polski, zyskała ogólnokrajowy rozgłos i ma okazję na przeżycie świetnej przygody po wielu trudnych latach. Marzeniem pozostaje jednak to, by takie mecze rozgrywać częściej.

Fot. Newspix, własne

6 komentarzy
Mikołaj Duda

Legenda w rodzinie głosi, że piłka podobno towarzyszyła mu już podczas narodzin. Jego pierwsze wspomnienia sięgają do MŚ w Brazylii w 2014 roku, kiedy jako siedmiolatek z zafascynowaniem oglądał jak przyszły piłkarz Górnika Zabrze sięga po trofeum. 100% na 100% jego uwagi zajmuje polska piłka. Przy trzeciej godzinie monologu o rezerwowym Radomiaka jego słuchacze często tracą cierpliwość. We wtorek i środę zbiera siły przed czwartkowym wieczorem, spędzanym wspólnie z jego ulubioną Ligą Konferencji. Gdy ktoś się go zapyta o piłkarza o imieniu Lamine, to bez zawahania odpowie Diaby-Fadiga

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama
Ekstraklasa

To była katastrofa! Piłkarz Piasta zmarnował karnego w absurdalny sposób [WIDEO]

Wojciech Piela
7
To była katastrofa! Piłkarz Piasta zmarnował karnego w absurdalny sposób [WIDEO]