Sensacyjny wicelider Serie A. Dlaczego Lazio tak dobrze weszło w sezon?

Marcin Długosz

24 października 2026, 08:14 • 8 min czytania 1

Reklama
Sensacyjny wicelider Serie A. Dlaczego Lazio tak dobrze weszło w sezon?

Pośród wszystkich rzeczy sensacyjnych na starcie nowego sezonu Serie A, największe wrażenie robi postawa i pozycja w tabeli Lazio – wicelidera. Dlaczego klub, który jest pogrążony w wewnętrznych konfliktach i był skazywany na pożarcie, wszedł w ligę tak dobrze? Powodów jest co najmniej kilka.

Reklama

W Lazio jak kiedyś w Lechu – mają, ku***, dosyć

Gdyby kibiców Biancocelestich zapytać o najgorszego człowieka w historii świata, prawdopodobnie nie szukaliby pośród największych zbrodniarzy wojennych. W ich opinii mają takiego pod nosem. To Claudio Lotito – właściciel klubu, który od 2004 roku sprawuje swoje rządy.

I choć najlepszych notowań nie ma już od dawna, to wiosną tego roku nadeszło prawdziwe apogeum kibicowskiej wściekłości. Ludzie po prostu… przestali przychodzić na mecze. Lazio kończyło sezon w surrealistycznych warunkach – niczym w 2020 i 2021 roku, kiedy fani nie mogli przychodzić na trybuny.

Ostatecznie Maurizio Sarri doprowadził drużynę na dziewiątym miejscu w tabeli, a następnie przeniósł się do Atalanty Bergamo. Lotito musiał wymyślić, komu powierzyć stery zespołu na nowy sezon, a kibice w swoich protestach nie zamierzali się cofać ani o krok. A raczej tylko pogłębili bojkot.

Całkiem logicznie stwierdzili, że znienawidzonego właściciela – któremu zarzucają skąpstwo, minimalizm i brak jakiegokolwiek planu na rozwój zespołu – najbardziej zaboli brak kupowanych karnetów i biletów. Biznesmen w ten sposób dostanie po kieszeni.

Reklama

W efekcie z niemal 30 tysięcy sprzedanych karnetów na sezon 2025/2026 i miejsca w ścisłej czołówce pod tym względem, wynik Lazio spadł do… niecałych 5 tysięcy. Kibice rzymskiego klubu nabyli najmniej stałych wejściówek spośród całej ligowej stawki.

Przesłanie było proste: dość rządów Lotito, dość oglądania kiepskiej drużyny i akceptowania kolejnych rozczarowań. Właściciel nie zamierzał się jednak poddawać i ani myślał o sprzedaży udziałów. Spokojnie układał klub po raz kolejny na swoją modłę.

Reklama

Gattuso wszedł na pobojowisko

A jak gdzieś jest trudno, dużo kłopotów i generalnie nienajlepsza sytuacja – tam Gennaro Gattuso. Poszukujący odkupienia po braku awansu z reprezentacją Włoch na mundial trener dogadał się w Rzymie, żeby przejąć zespół po Sarrim.

Na swój sposób prowadzi naprawdę niesamowitą karierę trenerską:

  • 8 meczów w Palermo i zwolniony przez szalonego prezesa, Maurizio Zampariniego,
  • pół roku w OFI Kreta, gdzie nie płacono piłkarzom,
  • 2 lata w Pizie z odejściem na miesiąc w połowie wobec fatalnej sytuacji organizacyjnej klubu,
  • 2 lata w Milanie pełnym perturbacji, przegranie awansu do Ligi Mistrzów w ostatniej kolejce,
  • półtora roku w rozbitym Napoli po Carlo Ancelottim, totalne sfrajerzenie się na ostatniej prostej i wypuszczenie awansu do Ligi Mistrzów w ostatniej kolejce,
  • pół roku w targanej problemami Valencii i zwolnienie,
  • pięć miesięcy w pełnej niepokojów Marsylii i zwolnienie,
  • rok w Hajduku Split, wewnętrzne niepokoje w klubie, odejście dyrektora sportowego,
  • klęska w reprezentacji Włoch – brak awansu na trzeci mundial z rzędu.

Generalnie w każdym miejscu, przez które przewinął się trener Gattuso, spotykał się z problemami wewnętrznymi, niepokojami, trudnymi sytuacjami czy specyficznymi właścicielami. Można pomyśleć, że on po prostu mówi swojemu agentowi: „Słuchaj, spójrz, kto w Europie jest w najgorszych kłopotach i załatw mi tam robotę”.

A przecież do powyższej listy musimy dodać jeszcze fakt, że w 2021 roku na chwilę podpisał kontrakt z Fiorentiną. Jeszcze przed startem letniego okresu przygotowawczego stwierdził jednak, że nie dogada się z właścicielem Rocco Commisso odnośnie wizji klubu i rzucił tę robotę.

Reklama

W pewnym momencie media usilnie łączyły go także z Tottenhamem, w którym decyzje odnośnie pionu sportowego podejmował Włoch – Fabio Paratici. Patrząc na to, jak wyglądają ostatnie lata w klubie z Londynu, nie może dziwić, że i tą posadą Gattuso był zainteresowany…

Nie może zatem specjalnie dziwić, że legenda Milanu wylądowała właśnie w Lazio. Tam, gdzie inni nie chcą przebywać, on widzi potencjał, żeby popracować, skonsolidować drużynę i na morzu targanym sztormem postarać się dopłynąć do celu.

No właśnie – tylko co było tym celem Lazio przed startem obecnego sezonu? Chyba nic wielkiego, skoro po zajęciu dziewiątego miejsca w tabeli klub szczególnie się nie wzmocnił, a i stracił choćby podstawowego środkowego obrońcę, Alessio Romagnolego.

Protest kibiców, żądanie sprzedaży klubu przez właściciela i brak spektakularnych transferów. Na starcie Serie A 2026/2027 od Biancocelestich spodziewano się po prostu dryfowania gdzieś pośrodku stawki – bez prawa do wielkich marzeń, ale i może bez potencjalnej katastrofy, jaką byłoby zakręcenie się w okolicy strefy spadkowej.

Reklama

Zaskakująco dobre Lazio. Przyczyny sukcesów

I być może właśnie taka sytuacja startowa okazała się jednym z największych sprzymierzeńców Lazio na starcie sezonu. Nikt od tej drużyny nie wymagał niczego dobrego, w najlepszym razie liczono na przeciętność. W takich warunkach, startując jako underdog, łatwiej udowodnić swoją wartość niż doskakując do wysoko postawionej poprzeczki.

Choć trzeba powiedzieć, że zaczęło się… właściwie zgodnie z planem. Tydzień przed startem Serie A, Biancocelesti dostali u siebie 0:2 od drugoligowej Mantovy i ekspresowo wymiksowali się z Pucharu Włoch. To miała być zapowiedź okropnego sezonu pełnego upokorzeń, nad którym wisi protest kibiców.

Reklama

I wtedy się zaczęło. Od startu Serie A, Lazio odniosło następujące wyniki:

1:0 z Bologną

1:0 z Genoą (frekwencja – 6058)

2:1 z Udinese

Reklama

2:2 z Milanem (frekwencja – 21373)

2:0 z Venezią

3:1 z Monzą (frekwencja – 10500)

3:0 z Juventusem

Reklama

Klasa Mandasa

Wielka w tym zasługa bramkarza – Christosa Mandasa. Grek trafił do Lazio już w 2023 roku, ale ciężko było mu wygrać rywalizację z Ivanem Provedelem. W styczniu przeszedł więc na wypożyczenie do Bournemouth, ale tam nawet nie zdołał zadebiutować.

Latem wrócił do Wiecznego Miasta i wykorzystując fakt, że Lotito nie kwapił się do transferów, a Provedel przeniósł się do Interu, dostał szansę poważnego zaistnienia w bramce Rzymian. To okazało się strzałem w dziesiątkę – w pierwszych siedmiu meczach Biancocelesti aż czterokrotnie zachowali czyste konto i ogromna w tym zasługa Greka.

Według danych SofaScore, współczynnik goli, którym zapobiegł bramkarz Lazio, wynosi 4,44. To drugie miejsce w lidze za plecami tylko Lorenzo Palmisaniego z Frosinone (4,48), wyraźnie lepsze od trzeciego Marco Carnesecchiego z Atalanty Bergamo (2,97).

Reklama

Sam Gattuso zapowiadając mecz z Juventusem, który jego drużyna ostatecznie wygrała pięknie 3:0, mówił, że „nie możemy liczyć na to, że Mandas zawsze nas będzie ratował”. Trener również dostrzega rękę greckiego bramkarza w dobrych wynikach swojego zespołu.

Mandas niczym dobry napastnik – po prostu zapewnia swojemu zespołowi dodatkowe punkty.

Odrodzenia

Nie byłoby też świetnego startu Lazio, gdyby nie wszelakiej maści odrodzenia. Na pierwszy plan możemy wysunąć Nuno Tavaresa. W 2024 roku miał piorunujące wejście do klubu z Rzymu – raptem w ośmiu ligowych występach zanotował… osiem asyst!

Reklama

Problem w tym, że potem już żadnej w Serie A nie dorzucił i z miesiąca na miesiąc wyglądał coraz gorzej. Niewiele zmieniło się także w poprzednim sezonie, a teraz Portugalczyk przechodzi renesans. Monzy strzelił gola, a z Genoą, Venezią i Juventusem zaliczył po asyście. Znów przypomina najlepszą wersję siebie.

Podobnie zresztą, jak i Mattia Zaccagni. Kapitan Lazio jak dotąd wykręcił identyczne liczby, co Tavares i znów ma spory wpływ na ofensywę swojego zespołu. Po kiepskim poprzednim sezonie, również były piłkarz Hellasu pod wodzą Gattuso może mówić o odrodzeniu.

Do tego wszystkiego dochodzi ściągnięty z Interu Davide Frattesi. Włoch, którzy przez trzy lata spędzone w Interze nigdy w całości nie spełnił pokładanych w nim nadziei, po przeprowadzce do Rzymu znowu poczuł się ważny. Z piłkarza drugiego szeregu, jakim był w Mediolanie, stał się kluczowym punktem drużyny, bez którego Gattuso nie wyobraża sobie składu.

A to owocuje konkretami. Frattesi odwdzięczył się już trzema trafieniami w pierwszych trzech kolejkach, wszystkimi w spotkaniach, o których przesądzał jeden gol różnicy. Bez względu na to, co wydarzy się dalej, już teraz można powiedzieć, że dzięki 27-latkowi Lazio zamiast trzech remisów ma trzy zwycięstwa, czyli sześć punktów różnicy po stronie zysków.

Reklama

To tylko kilka wybijających się przykładów, ale pośród największych zasług Gattuso na początku pracy w Rzymie na pewno są takie, że wielu piłkarzom na zakręcie po prostu pozwolił uwierzyć w siebie i obudził w nich formę.

Terminarz

Żeby jednak nie było tylko tak kolorowo, musimy też zwrócić uwagę na inną kwestię – mianowicie na terminarz. Do tej pory Lazio mierzyło się z pięcioma drużynami, których ambicje albo sięgają spokojnego utrzymania, albo mierzą się na starcie z olbrzymimi problemami – Bologną, Genoą, Udinese, Venezią i Monzą.

Mniejsze i większe kłopoty mają też Milan oraz Juventus, ale tutaj nie będziemy ujmować niczego. O ile z Rossonerimi nie udało się utrzymać dwubramkowej przewagi i skończyło się 2:2, o tyle Bianconeri zostali w Turynie rozbici 3:0. Co ciekawe – przy trzech celnych strzałach Lazio w całym meczu, co pokazuje, ile wyciska ta drużyna z obecnej sytuacji.

Reklama

Oczywiście umiejętność wygrywania z rywalami z drugiej połowy tabeli, jest jedną z najbardziej pożądanych na przestrzeni całego sezonu. To w końcu takie mecze przynoszą więcej niż starcia z bezpośrednimi rywalami ze ścisłej czołówki. Jeśli się ich nie zawala, na ogół w maju czerpie się z tego olbrzymie profity.

Dlatego Lazio bardzo trzeba za to docenić, a zwłaszcza, że nikt się takiego braku wpadek nie spodziewał. Tym niemniej przed ekipą Biancocelestich jeszcze derby z Romą czy mecze z Napoli, Interem i Como. Skala trudności może wzrosnąć, choć przejechanie się po Juventusie mocno oddaliło narrację, że nabijanie punktów wynikało przede wszystkim ze sprzyjającego terminarza.

Co dalej?

Przed listopadową przerwą reprezentacyjną, Lazio zagra jeszcze z Parmą i Cagliari u siebie oraz z Sassuolo i Napoli na wyjeździe. Jest zatem przestrzeń, żeby nabić kolejne punkty i w połowie jesieni mieć naprawdę znakomite nastroje.

Reklama

Świetny początek sezonu w wykonaniu Gattuso i jego ekipy, to jak na razie największa niespodzianka Serie A. Możemy się przyglądać, jak długo ta bajka będzie trwała i w jakim kierunku zamierza się rozwijać.

Historie, w których drużyna skazywana na pożarcie ostatecznie robi dobry wynik, są przez futbol uwielbiane. Czy Lazio wystarczy pary, żeby dołączyć do grona takich ekip i pochwalić się wysokim miejscem też na zakończenie sezonu?

Przekonamy się, ale Gattuso jednego odmówić nie można – tam, gdzie inni widzą pobojowisko, on dostrzega potencjał, zakasuje rękawy i karczuje sobie drogę do poprawy sytuacji.

Fot. Newspix

Reklama
1 komentarz
Marcin Długosz

Serie A, Serie B, Włosi w europejskich pucharach - kocha wszystko, co spod znaku calcio. Za Milanem przemierzył sporo kilometrów, kocha zapach San Siro i będzie płakał przy wyburzeniu (które jest konieczne). Nie zapomina o starej, dobrej Ekstraklasie. Na weszlo.com i w WeszłoTV opowiada głównie o piłce włoskiej i polskiej.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama