Rewanżowy mecz Bayernu z Realem Madryt (4:3), w którym w dramatycznych okolicznościach do półfinału Ligi Mistrzów awansowali piłkarze z Monachium, wzbudził duże emocje. Również za sprawą decyzji sędziego Slavko Vincicia, który jakiś czas temu nie popisał się w meczu Szwecja – Polska (3:2). Wczoraj Słoweniec podjął decyzję, która miała wielki wpływ na końcowy wynik dwumeczu, a ekspert sędziowski nie ma wątpliwości, że popełnił błąd. – Nie w takim momencie, nie w takim meczu – ocenił werdykt arbitra Adam Lyczmański w Canal+Sport.
Była końcówka spotkania, Real prowadził w Monachium 3:2, co oznaczałoby dogrywkę. Wtedy rezerwowy Eduardo Camavinga najpierw sfaulował rywala (choć bardzo lekko, o ile w ogóle tam był faul), a następnie przez chwilę miał piłkę w rękach. Nie oddał jej od razu. Francuz był bardzo zaskoczony, gdy Vincić pokazał mu żółtą kartkę. Można było odnieść wrażenie, że Słoweniec nie zdawał sobie sprawy, że Camavinga miał już jedno napomnienie i to oznacza, że trzeba go wyrzucić z boiska. Zrobił to dopiero po kilku sekundach. Musiał to zrobić, wtedy już nie było wyjścia.
To sytuacja, o której po tym meczu mówi się najwięcej. Tym bardziej, że chwilę później grający z przewagą piłkarza Bayern wykorzystał to i zdobył dwie bramki, zapewniając sobie półfinał.
Ekspert sędziowski Canal+Sport o decyzji sędziego w meczu Bayern – Real: Pogroziłbym palcem. Nie strzelałbym od razu z kartką
Decyzję Vincicia ocenił w pomeczowym studiu w Canal+Sport ekspert sędziowski, Adam Lyczmański.
– Pierwsza żółta kartka należała się Camavindze. Tu nie ma wątpliwości. Ale ta druga? Za faul na pewno się nie należała. Później zawodnik Realu chwyta piłkę i ją odrzuca, choć „odrzuca” to za mocne słowo. Mam wrażenie, że arbiter nie ma świadomości, że ten piłkarz został już wcześniej przez niego ukarany. Sędzia odwraca się i dopiero później wyciąga czerwoną kartkę. Nie robi się czegoś takiego w takim momencie, nie w takim meczu, nie za takie zachowanie. Na wszelkich szkoleniach sędziów uczy się zarządzania meczem. To była właśnie sytuacja pod zarządzenie spotkaniem: ja bym wezwał gracza do siebie i powiedział: „To jest ostatni raz”. Pogroziłbym palcem, ale nie strzelał od razu z kartką – powiedział były arbiter.
Na powtórkach widać, że Vincić pokazuje później protestującym zawodnikom Realu trzy palce, tak jakby chciał przekazać, że Camavinga kilkoma zachowaniami wcześniej stopniowo sobie u niego „grabił”. Ale czy pomocnik Realu rzeczywiście pracował na to wykluczenie? Lyczmański ocenia, że nie.
– Odwinąłem sobie specjalnie wcześniejsze minuty i nie dostrzegłem żadnej uporczywości w naruszaniu przepisów przez Camavingę. Może sędziemu coś się pokręciło? Na pewno nie była to kartka za uporczywość. Moim zdaniem to jest błąd sędziego – dodał w Canal+Sport.
🗣️Adam Lyczmański o czerwonej kartce dla Eduardo Camavingi:
„Nie w tym momencie, nie w takim meczu i nie za takie coś!”
📺 Magazyn skrótów oglądaj w CANAL+: https://t.co/Nlao77caWq pic.twitter.com/jORoSDd1sM
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) April 15, 2026
Co ciekawe, okazuje się, że w pierwszej połowie słaby wczoraj Vincić popełnił również inny błąd. Dał się nabrać i zagwizdał rzut wolny dla Realu, który skutkował piękną bramką Ardy Gulera na 2:1. Faulu w tej sytuacji nie było, gracz „Królewskich” skutecznie przyaktorzył.
– Gracz Realu wyskoczył niczym skoczek narciarski, podkurczając nogi. Nie powinno być tutaj rzutu wolnego – stwierdził Lyczmański.
Fot. Newspix.pl
WIĘCEJ O PIŁCE NA WESZŁO:
- To był mecz totalny. Real za burtą Ligi Mistrzów!
- Arbeloa: Sędzia zniszczył ten piękny dwumecz
- Arsenal wymęczył awans do półfinału